Maciej Wilewski przez lata dawał widzom powody do uśmiechu jako Osa z „Plebanii”. Dziś odsłania zupełnie inną stronę swojej historii. W szczerej rozmowie wrócił do chwil, które wystawiły go na próbę i na długo zmieniły jego codzienność. To opowieść o życiu, które w pewnym momencie potoczyło się zupełnie inaczej, niż mógł się spodziewać.

WIDEO…

player placeholder

Maciej Wilewski, czyli serialowy Osa o roli, którą zapisał się w sercach fanów

Maciej Wilewski ma na swoim koncie wiele ról filmowych, serialowych i teatralnych, ale to właśnie „Plebania” przyniosła mu największą rozpoznawalność. Jako Osa, człowiek związany z Januszem Traczem, szybko zapisał się w pamięci widzów. Co ciekawe, aktor przyznał w „Dzień Dobry TVN”, że do dziś bywa rozpoznawany właśnie dzięki tej roli — również przez młodszych widzów, czego sam się nie spodziewał.

„Jestem zaskoczony, że to tyle lat już trwa. Przecież serial się skończył, a ludzie dalej pamiętają. Zaskakuje mnie to, że nawet młodzi ludzie pamiętają, nie wiadomo skąd. To chyba gdzieś tam musi w tym internecie jakoś żyć”, opowiadał w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

Droga Wilewskiego do aktorstwa zaczęła się jednak dużo wcześniej. Urodził się w Łodzi i dorastał na Bałutach. Z teatrem zetknął się już jako dziecko, a później konsekwentnie rozwijał zainteresowanie sceną. Ukończył łódzkie Liceum Księgarskie, a na Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi dostał się dopiero za szóstym razem. Studia ukończył w 1999 roku. Jeszcze w trakcie nauki prowadził Teatr „Maska”, a później współtworzył „Formację Maska” w Łodzi.

Zobacz także:

Czytaj też: Artur Gadowski był na szczycie. Choć śpiewał przeboje, które kochała cała Polska, nie miał za co kupić chleba

Maciej Wilewski, Dariusz Kowalski 2003
NIemiec/AKPA / Maciej Wilewski, Dariusz Kowalski 2003

 

Na ekranie zadebiutował w filmie „Demony wojny według Goi” Władysława Pasikowskiego. Później przyszła „Plebania”, a wraz z nią rola, która na lata stała się jego znakiem rozpoznawczym. Historia jednej z najbardziej rozpoznawalnych kreacji Macieja Wilewskiego również zaczęła się inaczej, niż można byłoby przypuszczać. Aktor wspominał, że jego rola miała być jedynie epizodem. Ulubieniec widzów miał początkowo stać w tle i grać twardziela. Opowiadał, że podczas pracy korzystał z rekwizytów i zmieniał sposób, w jaki budował bohatera. Jak wspominał, przyniosło to efekt: Osa zaczął pojawiać się w serialu częściej, dostawał coraz więcej tekstu, a z czasem również własne wątki.

„Ta rola Osy w ogóle nie była rozpisana w żaden sposób jako poważna rola. Nie było żadnego castingu. To były dwa dni zdjęciowe, cztery sceny do zagrania. Po prostu koleś miał stać w tle i udawać twardziela. Pytałem, czy jest jakiś tekst, a oni mówią, że nie ma tekstu, że mam mówić tylko "no". Przychodzę na plan, był drugi ochroniarz, który grał twardziela. (...) To ja od razu szybko tam pozmieniałem sobie to, co miałem w głowie. Wziąłem jakiś taki nóż, tu obierałem jabłko, tu się umazałem bułką. Grałem rekwizytami, czyli tym, czego nauczono mnie w szkole teatralnej. Ja to uwielbiam. To zaowocowało tym, że postać się zaczęła przewijać. Dostawałem coraz więcej tekstu, aż w końcu Osa zaczął mówić i zaczął mieć swoje wątki”, relacjonował obszernie w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

Maciej Wilewski pracował również w teatrze — występował m.in. w Teatrze Ateneum w Warszawie i Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu.

MAciej Wilewski w serialu Plebania
Mikulski/AKPA / MAciej Wilewski w serialu Plebania

Maciej Wilewski mówi o chwili, gdy „życie się złamało na pół”

W najnowszej rozmowie Maciej Wilewski nie ograniczył się jedynie do wspomnień związanych z pracą i rolami, które przyniosły mu popularność. Z czasem wywiad przybrał znacznie bardziej osobisty ton. Aktor wrócił do doświadczeń, o których trudno mówić bez emocji — do chwil, które na długo odcisnęły ślad na jego życiu.

Wspomniał o dwóch szczególnie wymagających momentach. Pierwszy przypadł na 2015 rok. Wcześniej zmagał się z poważną chorobą, a później przyszły kolejne bolesne doświadczenia. Wszystko wydarzyło się niemal jedno po drugim, tworząc czas, który okazał się dla niego wyjątkowo trudny.

 „Miałem dwa takie momenty, kiedy to życie się złamało na pół. Pierwszy to był 2015 rok, gdzie wcześniej zachorowałem na dość poważną chorobę. Później nastąpił rozwód, walka w sądzie o dziecko. Tysiące takich rzeczy. I to mnie totalnie załamało. Troszkę później narodził się pomysł stand-upu”, dodawał w Dzień Dobry TVN.

Jako drugi moment wskazał COVID. Jak przyznał, podobnie jak wielu jego kolegów aktorów został wtedy „totalnie bez planu na życie”. W tamtym czasie podjął pracę daleką od aktorskiej sceny. Zatrudnił się jako ochroniarz w bloku, a nocami nagrywał wideoblog. Robił to przede wszystkim dla siebie — dawało mu to poczucie, że nadal ma kontakt z widzami i że wciąż jest potrzebny. „Wtedy z kolei wymyśliłem sobie jakiś tam wideoblog, bo zacząłem pracować w jakimś bloku jako ochroniarz po prostu. W nocy w okolicach czwartej odpalałem kamerkę i nagrywałem sobie blogi. Nie dla ludzi, tak jak wszyscy myśleli. Ja to robiłem dla siebie. Miałem takie złudne poczucie, że nadal mam kontakt z widzem. Być może złudne poczucie, że nadal jestem potrzebny. Robiłem to dla siebie”, opowiadał.
Sprawdź też: Joanna Jabłczyńska wraca do słów Szelągowskiej. Padły zaskakujące słowa. „Każdy ma jakąś wytrzymałość psychiczną”

Maciej Wilewski
Pawel Wodzynski/East News / Maciej Wilewski

Maciej Wilewski odkrył stand-up. Wszystko zaczęło się przypadkiem

Nowy kierunek w jego zawodowym życiu pojawił się właściwie bez planu. Maciej Wilewski zaczął zapisywać i nagrywać własne obserwacje, które z czasem zaczęły układać się w materiał sceniczny. Początkowo nie traktował tego jak świadomego wejścia w stand-up — ta forma była mu wcześniej niemal obca. Z czasem odkrył jednak, że właśnie tam może połączyć to, co zawsze sprawiało mu przyjemność, czyli rozśmieszanie innych, z opowiadaniem o własnych doświadczeniach. Nawet te mniej udane i bolesne mogły stać się punktem wyjścia do historii, które na scenie nabierały zupełnie innego tonu. Dziś szczególnie ważna jest dla niego reakcja publiczności i moment, w którym osobiste przeżycia zamieniają się we wspólny śmiech.

W rozmowie z Dzień Dobry TVN dodawał: „To w ogóle się jakoś tak zrodziło zupełnym przypadkiem, bo wcześniej w ogóle nie interesowałem się tą formą. Nie wiedziałem, co to jest stand-up. (...) Zacząłem chodzić na spacery, włączałem telefon i plotłem trzy po trzy różne głupoty. Później starałem się to spisać. Całe życie uwielbiałem bawić ludzi, naprawdę. Teraz, robiąc stand-up, martwię się, kiedy się nie śmieją. (...) Poza tym radość daje mi to, że ludzie śmieją się z moich porażek. Stand-up jest jedyną formą, gdzie można zrobić karierę na swoich porażkach. Tak to widzę”.

Obecnie Maciej Wilewski pozostaje aktywny zarówno na teatralnej scenie, jak i przed kamerą. Widzowie mogą oglądać go w spektaklach „Damski biznes” i „Lewe interesy”, a także w serialach „Klan” oraz „Na Wspólnej”. Wśród osób, które z uwagą śledzą sceniczne poczynania Macieja Wilewskiego, jest także jego 17-letni syn. Bywa na widowni, kibicuje ojcu i doskonale zna kulisy jego pracy. Przez dwa lata towarzyszył mu w trasie ze spektaklem „Szalone nożyczki”, aż w końcu znał znaczną część przedstawienia niemal na pamięć. Jest jednak jedna scena, na którą Wilewski syna nie zaprasza — stand-up. Powód jest prosty: niektóre treści zdecydowanie nie są jeszcze przeznaczone dla młodszej publiczności.

A my życzymy Maciejowi Wilewskiemu wszystkiego, co najlepsze!

Maciej Wilewski - Nagranie programu Pytanie na Sniadanie , Warszawa , Polska . 2014-06-27 .
Krzysztof Kuczyk / Forum / Maciej Wilewski - Nagranie programu Pytanie na Sniadanie , Warszawa , Polska . 2014-06-27 .