Reklama

Był ostatni dzień lipca 1955 roku. Warszawa tętniła życiem za sprawą Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, a Agnieszka Osiecka pracowała jako festiwalowa korespondentka. Wieczorem umówiła się z Grzegorzem Lasotą, nie przypuszczając, że to spotkanie odmieni jej życie. Przyszedł z przyjacielem – młodym poetą Witoldem Dąbrowskim. Wystarczyło jedno spojrzenie, by przyszła autorka Małgośki wiedziała, że ten niepozorny chłopak zrobił na niej wrażenie, jakiego wcześniej nie wywołał nikt. Kilka lat później napisze, że spotkało ją wtedy „to, co było najlepsze i najgorsze ze wszystkiego, co miała dotąd w życiu”.

Jedno spojrzenie wystarczyło. „Niełatwo przestać na nią patrzeć”

Tamtego wieczoru umówiła się z Grzegorzem Lasotą. Przyszedł z przyjacielem – młodym poetą Witoldem Dąbrowskim. Nie był typem mężczyzny, który od razu przykuwał uwagę głośnym zachowaniem czy pewnością siebie. Wręcz przeciwnie. Sprawiał wrażenie nieśmiałego i kruchego.

To jednak właśnie on zrobił na Osieckiej ogromne wrażenie.

Po latach wspominała, że „ten chłopiec miał twarz najpiękniejszą ze wszystkich twarzy i niełatwo przestać na nią patrzeć, kiedy się już zaczęło”.

To uczucie od początku było niezwykle intensywne. – Od pierwszego wejrzenia oszalała na punkcie Witka. Mimo ogromnego zmęczenia pracą znajdowała czas na randki z nim i nocne eskapady po mieście – mówiła w rozmowie z portalem TVP.info Joanna Podsadecka, autorka książki „Mężczyźni Osieckiej”.

Mieli swoje miejsca w Warszawie. Tam rodziła się ich miłość

Nie potrzebowali wystawnych kolacji ani wielkich gestów. Najważniejsze były wspólne spacery i miejsca, które należały tylko do nich.

Jednym z nich były odeskie schody za placem Trzech Krzyży. Innym – wieża spadochronowa na Powiślu. To właśnie tam obserwowali Wisłę i godzinami rozmawiali.

Osiecka zapamiętała tamte chwile niezwykle obrazowo.

„Patrzyli do zapatrzenia w swoje wieczorne twarze i bali się siebie dotknąć”.

Ich uczucie dojrzewało spokojnie. Było pełne nieśmiałości i zachwytu, tak charakterystycznych dla pierwszej wielkiej miłości.

Na urodziny Witolda przyniosła mu niewielkiego pluszowego misia o imieniu Kuba. Dla zakochanej dziewczyny taki prezent znaczył znacznie więcej niż kosztowny podarunek.

Czytaj też: Wykreował „księżniczkę na gruzach”. Tak Osiecką wychowywał ojciec. Po latach mówiła, że zrobił z niej dziwadło

„To nie był flirt, to była modlitwa”

Osiecka nie marzyła o przelotnym romansie. Chciała miłości, która będzie wyjątkowa i zostanie z nią na zawsze.

„Bardzo chciałam być współczesną Izoldą. Bardzo wierzyłam, że bym nią być umiała” – pisała.

Razem z Witkiem szybko zaczęli używać słowa „wyjątkowo”. W ich świecie wszystko wydawało się inne niż u pozostałych.

Po latach wspominała tę relację jednym z najbardziej poruszających zdań, jakie kiedykolwiek napisała o miłości.

„To nie był flirt, to była modlitwa”.

Tak samo zapamiętała pierwszy pocałunek.

„To był najdziecinniejszy i najważniejszy ze wszystkich moich pocałunków”.

Witold Dąbrowski
Witold Dąbrowski Fot. Justyna Sokół-Dąbrowska, Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/)

To właśnie dla niego chciała zostać w STS-ie

Miłość do Witolda zaprowadziła ją również do Studenckiego Teatru Satyryków. To on zabrał ją na pierwsze spotkanie grupy, która wkrótce stała się jej drugim domem.

Atmosfera zrobiła na niej ogromne wrażenie.

„Siedzieli przy długim stole, pili kawę i straszliwie wrzeszczeli” – wspominała.

Choć dyskusje dotyczyły głównie polityki i początkowo nie we wszystkim się odnajdywała, bardzo szybko zrozumiała, że chce zostać częścią tego środowiska.

Nie ukrywała też, że miała jeszcze jeden powód.

„Bo stanowczo miałam ochotę tam zostać. Podobali mi się ci ludzie, byłam ciekawa, poza tym – tam był Witold”.

To właśnie wtedy zaczęła pisać pierwsze piosenki. Z charakterystycznym dla siebie dystansem określała je jako „na pół infantylne, na pół grafomańskie bzdurki”, ale szybko okazało się, że koledzy dostrzegli w niej ogromny talent.

Myślała nawet o ślubie. Wtedy wszystko zaczęło się zmieniać

Z biegiem miesięcy zakochanie ustępowało miejsca coraz poważniejszym planom. Agnieszka zaczęła wyobrażać sobie wspólną przyszłość.

Jak opowiada Joanna Podsadecka, przez pewien czas była nawet gotowa zostać żoną Witolda Dąbrowskiego. Kiedy jednak nabrała tej pewności, poeta wycofał się z tego pomysłu.

To doświadczenie bardzo ją zabolało.

Biografka zwraca uwagę, że właśnie wtedy Osiecka postanowiła już nigdy nie uzależniać swojego poczucia własnej wartości od związku. Coraz bardziej zależało jej na zachowaniu niezależności, nawet jeśli oznaczało to rezygnację z marzeń o idealnej miłości.

Zobacz także: Osiecka chciała, by ten hit zaśpiewała pierwsza skandalistka PRLu. Porywa do dzisiaj

Miłosny trójkąt sprawił, że postanowiła odejść

Pierwszy zachwyt z czasem zaczął słabnąć. Osiecka coraz wyraźniej dostrzegała, że rzeczywistość różni się od wyobrażeń, które towarzyszyły jej na początku znajomości.

Jak opowiada Joanna Podsadecka, po mniej więcej roku poetka zaczęła zauważać w Witoldzie cechy, które wcześniej przesłaniało zakochanie. W tym samym czasie zakochał się w niej Stanisław Młynarczyk, kolega ze Studenckiego Teatru Satyryków.

Przez kilka miesięcy próbowała odnaleźć się w trudnej sytuacji, jednak coraz bardziej brakowało jej spokoju.

W końcu wyjechała w góry, odcięła się od znajomych i po powrocie zdecydowała, że zakończy obie relacje. Była to jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie musiała wtedy podjąć.

Jedna miłość, która została z nią na zawsze

Choć ich drogi rozeszły się stosunkowo szybko, wspomnienie Witolda Dąbrowskiego nigdy nie zniknęło z pamięci Agnieszki Osieckiej.

To właśnie z nim przeżyła pierwsze wielkie zakochanie, pierwsze rozczarowanie i pierwszą próbę stworzenia związku, który miał być na całe życie.

Najpełniej oddają to dwa zdania, które po latach zostawiła po tej historii.

Najpierw napisała, że było to „to, co było najlepsze i najgorsze ze wszystkiego, co miałam dotąd w życiu”.

Później nazwała ten związek „tą jedyną w swoim życiu walką o szczęście”.

I właśnie dlatego historia Witolda Dąbrowskiego zajmuje w biografii Agnieszki Osieckiej miejsce szczególne. Nie dlatego, że trwała najdłużej, ale dlatego, że była pierwszą miłością, w którą uwierzyła bez żadnych zastrzeżeń.

Agnieszka Osiecka, Warszawa. 01.1965.
Agnieszka Osiecka, Warszawa. 01.1965. Fot. PAP/Erazm Ciołek

Źródła: wysokieobcasy.pl, tvp.info

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...