Przez 30 lat wspólnego życia wydawało się, że wiedzą o sobie wszystko. Dzielili codzienność, najskrytsze marzenia, radości i dramatyczną walkę o zdrowie Agnieszki. A jednak dopiero po jej śmierci Robert Wolański odkrył coś, co kazało mu spojrzeć na historię ukochanej żony zupełnie inaczej. Kiedy zaczął pisać książkę o ich wielkiej miłości, odbył długie rozmowy ze starszym bratem Agnieszki, Krzysztofem. To pozwoliło mu zrozumieć, jak wiele ich łączyło, choć pochodzili z dwóch różnych światów. I dlaczego Agnieszka tak głęboko wierzyła, że mimo bolesnych doświadczeń trzeba umieć wybaczać, kochać i pamiętać przede wszystkim to, co dobre.

WIDEO…

player placeholder

TYLKO W VIVIE! Robert Wolański o ukochanej żonie. Podczas pisania książki, zaczął poznawać ją na nowo 

– Anastazja Jakubiak po śmierci Tomka, Małgorzata Kalicińska po śmierci męża opowiadały mi, że uwaga wszystkich skupia się na chorym, a nikt nie myśli o opiekunie takiej osoby. Zostają sami ze swoimi emocjami, lękami. Ktoś się Tobą zaopiekował?
Byłem z tym sam. Fizycznie. Emocjonalnie wspierali mnie przyjaciele. Ale oni byli daleko, w sensie kilometrów. I miałem Helenę, którą też musiałem się zaopiekować. Gdy Agnieszka zachorowała, Helena była w szkole w chmurze. To okazał się fajny system przy naszym trybie życia. Tylko że nasze zaangażowanie w jej naukę musiało być bardzo duże. Byliśmy jej nauczycielami. To było w porządku, dopóki nasze życie wyglądało normalnie. Ale Agnieszka zachorowała w maju, a przed Heleną był miesiąc egzaminów. Żyłem między szpitalem, gdzie byłem z Agą, a domem, gdzie pomagałem córce w nauce i starałem się zapewnić jak najnormalniejsze życie. Musiałem mieć czas na spacery z nią, grę w badmintona… Nie chciałem, żeby czuła ciężar tej sytuacji, ale niespecjalnie miałem inne wyjście. W pewnym momencie włączył się Michał, syn Agnieszki. Przyjeżdżał, zajmował się Heleną, zabierał ją na wycieczki.

– Piszesz posty na profilu Agnieszki, napisałeś książkę. Może to zrobiłeś dla siebie?
To jest chyba rodzaj terapii.

Zobacz także:

– Od czego się zaczęło?
Po śmierci Agnieszki przyjechaliśmy z Heleną do Warszawy. Byłem u mojej przyjaciółki Anki, a że zbliżało się Boże Narodzenie, ona wpadła na pomysł, żebym zamieścił świąteczne przepisy z książki Agnieszki. Zrobiłem to. I było to na tyle naturalne, że pomyślałem, że wystarczy o śledziach i że może warto cytować tam fragmenty książek Agnieszki. Otwierałem je na chybił trafił i pisałem. Okazało się, że ludzie, którzy Ją cenili, czekają na te wpisy. Zacząłem pisać naszą historię. Najpierw dla siebie, żeby poczuć jeszcze raz naszą miłość od początku i żeby nigdy o niej nie zapomnieć. Dlatego ta książka jest taka szczera, bo nie planowałem jej publikować. Miała być tylko dla mnie. 

– A potem zmieniłeś zdanie?
Okazało się, że pisanie jej, choć było dla mnie bardzo ciężkie, dało mi siłę, żeby przetrwać ten czas. Potem ludzie, którzy wciąż zaglądali na profil Agnieszki, proponowali, żebym napisał książkę. I wtedy zacząłem dostawać propozycje od wydawnictw. Na początku uważałem, że nie dam rady, że to zbyt intymne. Ale po czasie zrozumiałem, że nie tylko ja kochałem Agnieszkę, że jest mnóstwo osób, które przeżywają Jej stratę albo stratę kogoś bliskiego, i może moje myśli pisane przez cały ten rok pomogą komuś przetrwać żałobę. Po spotkaniu z redaktorem już wiedziałem, że to musi być forma biografii. O nas, o naszym związku, naszej miłości wiele zostało powiedziane i napisane. Ale gdy zacząłem pisać sam, zacząłem sobie przypominać różne rzeczy ukryte w zakamarkach pamięci. Wiesz, co mnie zaskoczyło? W moich oczach Agnieszka była osobą, która miała wielką rodzinę, która była dla Niej ważna, i mi się to podobało, bo miałem inne doświadczenia. Moja mama zmarła, gdy miałem 10 lat. Wychowywała mnie babcia. Gdy zacząłem pracować nad książką, prowadziłem długie rozmowy z Jej starszym bratem Krzyśkiem. Okazało się, że on opowiedział mi zupełnie inną historię. I zrozumiałem, że choć byliśmy z Agnieszką z dwóch różnych światów, przeżycia mieliśmy podobne. Ale Ona dzięki swojej drodze i mądrości doszła do tego, że trzeba kochać mimo wszystko. Że trzeba wybaczać i pamiętać tylko to, co było dobre. Że nie ma sensu zatruwać się tym, co było złe, skoro to już minęło.

Czytaj też: Mąż Agnieszki Maciąg jako pierwszy usłyszał diagnozę. To, co musiał później powiedzieć żonie, rozdziera serce. TYLKO W VIVIE! ujawnił prawdę

Robert Wolański, VIVA! 21/2026
Mateusz Stankiewicz /feed me lab /

Robert Wolański, VIVA! 21/2026

– Dużo kosztowała Cię praca nad tą książką?
Ogromnie dużo. Ale z drugiej strony pisanie dało mi zajęcie i pewnego rodzaju lekkość, bo przypominałem sobie rzeczy, które były piękne. Uczucia, sytuacje, o których w ogóle nie pamiętałem.

– Wasze pierwsze spotkanie na pewno pamiętasz.
Oczywiście. Zakochałem się w Agnieszce od pierwszego wejrzenia. Choć tak naprawdę od kolejnych wejrzeń, gdy pod postacią zjawiskowej modelki zobaczyłem kruchą kobietę, bardzo wrażliwą i zagubioną. Podała mi rękę. Gdy na nią spojrzałem, zamurowało mnie i spuściłem głowę. Ten moment, kiedy podaliśmy sobie ręce, energetycznie był czymś wyjątkowym. To był przepływ energii.

– Agnieszka też tak to zapamiętała?
Schowałem głowę, bo straciłem orientację, a Ona odebrała mój gest tak, że jestem zły, bo przez tydzień nie mogłem się z Nią umówić na sesję, ponieważ nie odbierała telefonów. Po tym pierwszym spotkaniu poszło z górki. Jednego dnia robiliśmy zdjęcia, drugiego poszliśmy do knajpy Między nami. Trzeciego dnia widzieliśmy się w sklepie z płytami, a czwartego powiedzieliśmy sobie: „Dlaczego by razem nie zamieszkać?”. [...]

Może tę książkę napisałem też dla siebie. Bo choć sam proces nie był łatwy, poczucie celu było bardzo ważne. Wiesz, ja w tym nowym świecie bez Agnieszki nie jestem zagubiony, ale ciągle jestem zdezorientowany. I muszę przyzwyczaić się do tego, że życie toczy się dalej i że tak już będzie zawsze, że Jej nie będzie, że mi nie poradzi, co mam ze sobą zrobić w tej sytuacji. Bo Ona na pewno wiedziałaby, co powinienem zrobić. I na pewno zwróciłaby mi uwagę, że się martwię na zapas, bo zawsze to robiłem.

Czytaj też: „Byłem z tym sam”. TYLKO W VIVIE! mąż Agnieszki Maciąg ujawnił, co działo się za zamkniętymi drzwiami ich domu. Tak radził sobie z żałobą

Rozmawiała KATARZYNA PIĄTKOWSKA

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który jest dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.

Agnieszka Maciąg, Viva! 24/2015
Robert Wolański

Robert Wolański, VIVA! 21/2026, okładka
Mateusz Stankiewicz /feed me lab /

Robert Wolański, VIVA! 21/2026, okładka