Znajomi nie wróżyli im wspólnej przyszłości, a oni udowodnili, że prawdziwa miłość nie zna żadnych reguł. Agnieszka Maciąg i Robert Wolański przez 30 lat tworzyli jedną z najpiękniejszych par polskiego show-biznesu. Ich historia zaczęła się od jednego spojrzenia, które odebrało mu mowę, a już po czterech dniach znajomości byli gotowi razem zamieszkać. Była w tym wielka namiętność, szaleństwo, ale też trudne chwile, które wystawiły ich uczucie na próbę. Dziś, niemal rok po śmierci ukochanej żony, Robert Wolański wraca pamięcią do tamtych niezwykłych chwil. W szczerej, pełnej wzruszeń rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY! opowiada o miłości, w którą nikt nie wierzył, a która okazała się historią na całe życie.
WIDEO…
Robert Wolański w VIVE! o niezwykłej miłości i relacji z Agnieszką Maciąg
– Przypomniała mi się sesja z 2003 roku na walentynki z pięcioma znanymi parami. Wśród nich byliście z Agnieszką. Rozmawiałam z Nią wtedy o Tobie. Powiedziała: „Na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasujemy. Ja jestem dużo wyższa od Roberta, ale w miłości nie chodzi przecież o wzrost, wagę czy różnice wieku. Ważne, by między ludźmi iskrzyło, i między nami iskrzy już siedem lat, choć znajomi prorokowali, że nasz związek nie ma szans. Bo Robert, mimo niedużego wzrostu, jest wielki i to się właśnie liczy”.
Znalazłem ostatnio to zdjęcie, robiąc porządki.
– Nie przyszło mi wtedy do głowy, że 23 lata później będziemy rozmawiać o tym… że Agnieszki nie ma.
Wiesz, że na początku nie tylko opinia publiczna, ale również znajomi nie dawali nam szans? Przy okazji świąt, urodzin albo innych wydarzeń mówiliśmy sobie, jak jest między nami, a między nami naprawdę zawsze iskrzyło. Dobrze nam było ze sobą. Mieliśmy takie same albo bardzo podobne poczucie humoru, lubiliśmy te same rzeczy. Mieliśmy dość spontaniczne, szalone pomysły na życie. Agnieszka na przykład wieczorem mówiła, że chciałaby pojechać jutro do Rzymu. Bo tak, ma ochotę zobaczyć to muzeum, zjeść w tej restauracji. I robiliśmy to. Nie wynikało to z naszej ekstrawagancji albo rozrzutności, po prostu słuchaliśmy serca. Jak jest ci dobrze, nie zastanawiasz się, dlaczego tak jest. Nam było dobrze przez tyle lat. Minął prawie rok od Jej odejścia… i ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić. [...]
– Na pierwszej stronie książki, którą napisałeś „Agnieszka Maciąg. Historia pewnej miłości” i której premiera zaplanowana jest na 12 listopada, dałeś cytat z Facebooka, post, jaki napisała miesiąc przed śmiercią: „Pewnego dnia pomyślisz o tym zmartwieniu po raz ostatni. Pewnego dnia poczujesz, jak gorąca fala żalu przetacza się przez Ciebie po raz ostatni, a intensywność już się nie powtórzy. Pewnego dnia pozwolisz, by wspomnienia się zneutralizowały. Będziesz w stanie przywołać przeszłość bez wciągania Cię w ciemność. Odpuścisz. Puścisz to na zawsze, a tę wolną przestrzeń zaczniesz wypełniać czymś znacznie lepszym. Na wszystko jest odpowiedni czas. Zaufaj”. Odebrałam go jako błogosławieństwo na życie, po tym, gdy już Jej nie będzie.
Może wiedziała więcej ode mnie i czuła, że wkrótce odejdzie? Ja do końca, w tych ostatnich tygodniach, gdy bywało naprawdę źle, wierzyłem, że znów się uda. Bo przecież z niejednego kryzysu się podniosła. Gdybym wtedy, w listopadzie ubiegłego roku, na zimno analizował sytuację, pewnie bym sobie powiedział, że powinienem się przygotować. Tylko że taki moment nie przyszedł do samego końca. Oboje wierzyliśmy w cud. [...]
Robert Wolański, VIVA! 21/2026
Robert Wolański o pierwszym spotkaniu z Agnieszką Maciąg: " To był przepływ energii"
– Wasze pierwsze spotkanie na pewno pamiętasz.
Oczywiście. Zakochałem się w Agnieszce od pierwszego wejrzenia. Choć tak naprawdę od kolejnych wejrzeń, gdy pod postacią zjawiskowej modelki zobaczyłem kruchą kobietę, bardzo wrażliwą i zagubioną. Podała mi rękę. Gdy na nią spojrzałem, zamurowało mnie i spuściłem głowę. Ten moment, kiedy podaliśmy sobie ręce, energetycznie był czymś wyjątkowym. To był przepływ energii.
– Agnieszka też tak to zapamiętała?
Schowałem głowę, bo straciłem orientację, a Ona odebrała mój gest tak, że jestem zły, bo przez tydzień nie mogłem się z Nią umówić na sesję, ponieważ nie odbierała telefonów. Po tym pierwszym spotkaniu poszło z górki. Jednego dnia robiliśmy zdjęcia, drugiego poszliśmy do knajpy Między nami. Trzeciego dnia widzieliśmy się w sklepie z płytami, a czwartego powiedzieliśmy sobie: „Dlaczego by razem nie zamieszkać?”.
– Byliście razem 30 lat.
Z roczną przerwą. Na początku prowadziliśmy szalone, intensywne życie wypełnione pracą. Ale po 10 latach Agnieszka przeżyła kryzys. Zaczęła szukać czegoś innego, bo źle Jej było ze sobą. Bardzo lubiła wolność i niezależność, a praca Jej tego nie umożliwiała. Siedziała tutaj na dywanie i szlochała. A ja siedziałem na kanapie, tu, gdzie teraz, i nie wiedziałem, co zrobić. To też doprowadziło do tego, że przestaliśmy się uzupełniać, widzieć. Ja cały czas biegłem w tym moim zawodowym kołowrotku, a Ona z niego wypadła. I zobaczyła, że poza kołowrotkiem też może coś być. I wtedy powiedziała, że nie wie, co się wydarzy, ale że wszystko rzuca i oddaje Jezusowi.
Rozmawiała KATARZYNA PIĄTKOWSKA
____________________________________
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.