Zachwyciła publiczność wykonaniem „Cry Baby” w „The Voice of Poland”, okrzyknięto ją polską Janis Joplin. Dziś Natalia Sikora wolałaby, żeby mówiono o niej po prostu „polska Natalia Sikora”. Charyzmatyczna wokalistka i aktorka nie ukrywa, że za jej sceniczną siłą kryje się niezwykła wrażliwość. W szczerej rozmowie z Elżbietą Pawełek w najnowszym numerze magazynu „VIVA!” opowiada o emocjach, które trudno okiełznać, toksycznych relacjach i o tym, jak wcielanie się w wielkie artystki – Janis Joplin i Édith Piaf – pomogło jej lepiej zrozumieć samą siebie. Dlaczego musiała nauczyć się, że miłość nie oznacza bezgranicznego poświęcenia? Przeczytajcie fragment wywiadu.
WIDEO…
TYLKO W VIVIE! Natalia Sikora o porównaniach do Janis Joplin, wysokiej wrażliwości i trudnej miłości
– Jaka jest Natalia Sikora?
Jestem wysoko wrażliwą osobą, czyli WWO, jak to określa się w psychologii. Nie do końca jednak mieszczę się w tym terminie, bo ludzie, do których się zaliczam, są cholernie głębocy. To tak zwane deep persons. Odbierają świat sto razy mocniej, przeżywają głębiej emocje, gorzej znoszą hałas, tłum czy światło. Ja na przykład mam problem z byciem w dużej niezorganizowanej grupie ludzi. Ale żeby przeżyć wśród większości, muszę być bardzo twardym człowiekiem, co jest …
– Trudne?
Na pewno nieprzyjemne. Kiedy jest się artystą i jednocześnie osobą głęboką, wymaga to bardzo stanowczej postawy i charyzmy, ponieważ nasz umysł wszystko chłonie jak gąbka. To, co dobre i co złe. Niełatwo sobie z tym poradzić, ale z wiekiem coraz mniej przejmuję się tym, co ktoś o mnie myśli, ponieważ od dawna moje życie związałam ze sztuką, przez którą postanowiłam się wyrażać.
– Publiczność zapamiętała, jak ochrypłym głosem wyśpiewałaś „Cry Baby” i wygrałaś drugą edycję „The Voice of Poland”. Zostałaś wtedy okrzyknięta polską Janis Joplin. Lubisz, jak tak o Tobie mówią?
To mi nie przeszkadza, raczej bawi. Już parę razy wyrwało mi się w wywiadach, że może w końcu zaczną mówić „polska Natalia Sikora”. Naprawdę kocham Joplin z jej podejściem do muzyki, ale dałam ludziom wiele różnych interpretacji jej przebojów i śpiewam je inaczej niż Janis.
Natalia Sikora, VIVA! 21/2026
– Marek Piekarczyk bardzo trafnie podsumował Twój występ, że Janis chyba nikt nie kochał, dlatego tak pięknie śpiewała, bo rozpaczliwie poszukiwała miłości. A Ty wyśpiewałaś jej rozpacz…
To był trudny etap w moim życiu. Wiele lat zajęło mi, aby zrozumieć, że wpierw trzeba pokochać siebie, żeby miłość odbiła się w lustrze drugiego człowieka. Miłość w moim życiu miała bardzo różne odcienie. Przez wiele lat była miłością po prostu ofiarniczą, co wyniosłam z dzieciństwa, kiedy opiekowałam się w domu zwierzętami czy delikatniejszą ode mnie moją siostrą bliźniaczką. Potem na studiach aktorskich w Warszawie było podobnie. Zawsze służyłam komuś lub czemuś jak szalona. To była zawsze miłość doprawiona cierpieniem. Tak było również z miłością do Janis, co zrozumiałam dopiero wtedy, jak zmierzyłam się z rolą Édith Piaf u Krystyny Jandy w Teatrze Polonia. Édith uświadomiła mi, że bezgraniczne poświęcanie się dla innych, do czego zwłaszcza kobiety mają skłonność, może być zabójcze. Pojawiła się w moim życiu po to, żebym to zrozumiała, i dzięki temu umiem się teraz przed tym bronić. O ile podczas bardzo intensywnej pracy przy Janis przyciągałam do siebie ludzi, przy których stawałam się ofiarą, o tyle przy Édith wszystko się zmieniło. Toksyczni ludzie zaczęli znikać. Już umiem sobie z nimi radzić…
Rozmawiała Elżbieta Pawełek
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który jest dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.
Za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej dziękujemy Prześwit - Kolektywnej Instytucji Kultury.
Natalia Sikora, VIVA! 21/2026