Natalia Sikora to artystka, która nie lubi ograniczeń. Zachwyca na scenie niezwykłym głosem, wciela się w największe legendy muzyki, a od kilku lat tworzy również pełne kolorów i emocji obrazy. W szczerej rozmowie z Elżbietą Pawełek w najnowszym numerze magazynu „VIVA!” wraca do wydarzeń z końca 2019 roku, kiedy zemdlała w garderobie Och-Teatru. Opowiada o tym, co wówczas przeżyła, początkach swojej przygody z malarstwem i portretach, w których – jak sama mówi – jest coś pomiędzy światem żywych i umarłych. Zdradza też, dlaczego nie namaluje obrazu, którego nie poczuje, i w co wierzy najbardziej. Przeczytajcie fragment wywiadu.

WIDEO…

player placeholder

TYLKO W VIVIE! Natalia Sikora o omdleniu przed spektaklem, niezwykłym doświadczeniu i pasji do malarstwa

– Natalia Sikora – artystka totalna. Malujesz też piękne, barwne portrety, ale malarstwo nie od razu do Ciebie przyszło?

Nie od razu. Koniec 2019  roku był czasem, kiedy zbytnio pędziłam. Godzinę przed spektaklem w Och-Teatrze zemdlałam w garderobie. Odpięłam się od życia i spędziłam dwie minuty w zaświatach. Znalazłam się w białym, dziwnym tunelu, widziałam siebie spod sufitu garderoby. Do ciała wróciła mnie myśl o czekających na mnie w domu aniołach – moich zwierzętach… Na pogotowiu powiedzieli, że serce nie zostało uszkodzone, choć objawy wskazywały na zawał. Początek pandemii był ukojeniem, zaczęłam malować i czułam, że mi to dobrze robi, bo sztuka w jakimś sensie jest terapią. Najpierw były to abstrakcje oddające stany wewnętrzne. Potem podniosłam poprzeczkę i skupiłam się na ludzkiej twarzy. Mama oczywiście padła ofiarą pierwszego portretu. „Mamuś, przepraszam. Ale muszę od kogoś zacząć”, powiedziałam. W pewnym momencie profesor Andrzej Wojtowicz, fan moich obrazów, zapytał mnie, czy namaluję jego portret z Milesem Davisem. Pomyślałam: Kurczę, jak to namalować, tu żywy, tu umarły. Ale dotarło do mnie, że przecież każdy z moich obrazów ma w sobie coś spomiędzy świata żywych i umarłych. Dużo rzeczy w moim życiu jest w przejściu pomiędzy tymi światami. Powiedziałam więc: „Dobrze, zaryzykujemy”. I zaczęłam malować profesora z Milesem Davisem. Ale Davis przejął cały obraz, więc musiałam zmienić proporcję podwójnego portretu i podejść na nowo do zadania.  W międzyczasie odezwał się mój znajomy, aktor Arek Smoleński i też poprosił o obraz…

Zobacz także:

CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE! Nazywali ją „polską Janis Joplin”. Dopiero rola Édith Piaf pomogła jej zrozumieć ważną rzecz

Natalia Sikora, VIVA! 21/2026
BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS /

Natalia Sikora, VIVA! 21/2026

– Na swojej stronie internetowej Sikora-Create.com ogłaszasz się, że malujesz na indywidualne życzenie.

Tak, ale nie namaluję tego, czego nie poczuję. Bo obraz to organizm, który ma w sobie określoną biochemię i dynamikę. Bardzo lubię też malować zwierzęta. Używam farb akrylowych, z olejnymi mam problem z powodu alergii. Może kiedyś bardziej rozwinę skrzydła, jak będę miała dużą pracownię i będę mogła malować przy otwartych oknach. A już dziś zapraszam na wystawę moich obrazów do Galerii Metamorfozy podczas najbliższej Nocy Muzeów w Warszawie w 2027 roku.  

ZOBACZ TEŻ: Uwierzyła, że „Anthony Hopkins” spełni jej amerykański sen. TYLKO W VIVIE! Natalia Sikora wraca do bolesnych przeżyć. „To był mój koniec”

– Nie znosisz nudy i rutyny?

Nie cierpię, ale nie znoszę też cwaniactwa, a wokół jest tylu cwaniaków, którzy coś udają. Nie toleruję ściemy lub, jak kto woli, kłamstwa, polityki, podziałów społecznych, podobnie jak podziałów w sztuce na style czy gatunki.

– A w co wierzysz?

Wierzę w bezwarunkową miłość. Wierzę w dobrych ludzi, którzy nie boją się być sobą.

Natalia Sikora, VIVA! 21/2026
BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS /

Natalia Sikora, VIVA! 21/2026

Rozmawiała Elżbieta Pawełek

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który jest dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.

Za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej dziękujemy Prześwit - Kolektywnej Instytucji Kultury.