TYLKO W VIVIE! Michał Piróg o ostracyzmie ze strony aktorów: „Byli przeciwko mnie”. To, co usłyszał od Olbrychskiego zapamięta na zawsze
Choć nie ukończył szkoły aktorskiej, dziś z powodzeniem występuje na scenie i zdobywa uznanie tych, którzy kiedyś podchodzili do niego z rezerwą. W rozmowie z VIVĄ! Michał Piróg opowiada o zawodowych wyzwaniach, odwadze podążania własną drogą i przekonaniu, że talent oraz pracowitość znaczą więcej niż dyplom.

Nie idzie utartą ścieżką i nigdy nie próbował dopasować się do cudzych oczekiwań. Choć nie ukończył szkoły aktorskiej, dziś z powodzeniem występuje na scenie, a ci, którzy kiedyś patrzyli na niego z rezerwą, należą do grona jego największych zwolenników. "I ci, którzy na początku byli przeciwko mnie, dzisiaj są moimi adwokatami. I to jest moje duże szczęście", opowiada Katarzynie Piątkowskiej. W szczerej rozmowie z VIVĄ! Michał Piróg opowiada o odwadze, by zaufać własnej drodze, o zawodowych wyzwaniach i o przekonaniu, że prawdziwą wartość artysty budują nie dyplomy, lecz talent, pracowitość i konsekwencja.
Nie skończył szkoły aktorskiej, a i tak robi karierę. W VIVIE! Michał Piróg zdradza: „Ci, którzy byli przeciwko mnie, dzisiaj są moimi adwokatami”
– A Twoja intuicja kazała Ci wrócić do teatru?
Wiedziałem, że tam odżyję. I tak się stało. Tam jest inna energia niż w telewizji. Jest kreacja, jest zmienność, bo co roku robię dwa, trzy, czasem cztery tytuły, każdy spektakl jest inny, a wymiana energii między mną a widownią jest cudowna. Poza tym byłem już coraz bliżej ukończenia projektu, nad którym pracowałem od dawna, i to po prostu był ten czas. Poza tym byłem przebodźcowany, znudzony tym, co widzę na Instagramie, plastikowością otaczającego mnie świata i wszechobecnym dążeniem do sukcesu za wszelką cenę. I tym, że staliśmy się tak poprawni politycznie, że aż poczułem się tym sterroryzowany, bo uważam, że młode pokolenie terroryzuje starsze pokolenie: „Źle się na mnie spojrzałeś. To mnie demotywuje”. Nikt mi nie będzie mówił, jak mam postrzegać świat. Ty sobie postrzegaj, jak chcesz, daję ci wolność. Ale ty swoją wolnością nie zabieraj mi mojej.
– Ani przez chwilę nie żałowałeś, że po tylu latach nie weźmiesz w tym udziału?
Dlatego właśnie od razu wszystkim powiedziałem, że rezygnuję. Żeby nie było tak, że następnego dnia budzę się wyspany i zadowolony i zmieniam zdanie. A tak było w poprzednich latach. Przed spotkaniem z dyrektor programową zacząłem sobie przypominać, co przeżyłem w telewizji przez 25 lat, i wtedy ogarnęła mnie panika, bo rozstaję się z instytucją, w której byłem większą część mojego życia. Ale włączyłem serial, wyciągnąłem się i mi przeszło (śmiech). Opowiem ci jeszcze jedną anegdotkę. Dzień przed spotkaniem zamówiłem kwiaty na to spotkanie. Rano wchodzę do kwiaciarni i widzę wielki wieniec pogrzebowy z szarfą z napisem „Ostatnie pożegnanie”. Wystraszyłem się, że pani kwiaciarce coś źle wytłumaczyłem, i pytam, czy to dla mnie. Wyobraziłem sobie, jak z tym wieńcem wkraczam do siedziby stacji (śmiech). A przecież ja nie zatrzaskuję drzwi, bo nigdy nie wiadomo, gdzie jaka przygoda na mnie czeka.
– Na razie szukasz przygód na scenie?
Ach, to jest wieczna zabawa i spełnienie marzenia. Coś kreuję, stwarzam jakąś postać, przez parę godzin jestem kimś innym.

To usłyszał od Daniela Olbrychskiego i Pawła Królikowskiego
– Spotykasz się z ostracyzmem ze strony aktorów, z którymi grasz, bo nie skończyłeś szkoły aktorskiej?
Bywało i tak. Ale po pierwszych próbach przychodzili i mówili, że byli do mojego udziału sceptycznie nastawieni, ale widzą, że jestem sumienny i chyba mam talent (śmiech). I ci, którzy na początku byli przeciwko mnie, dzisiaj są moimi adwokatami. I to jest moje duże szczęście. Daniel Olbrychski powiedział mi kiedyś: „Przestań z tą szkołą! Ja też jej nie skończyłem, dopiero na starość zrobiłem dyplom, bo mi powiedzieli, że będę rektorem, i w końcu nie byłem”. Ale nie mam kompleksów z powodu braku aktorskiego wykształcenia, choć zdarza mi się zastanowić, co bym dzisiaj umiał, gdybym tę szkołę skończył. I nie odpowiem sobie na to pytanie. A gdybym poszedł do szkoły teatralnej kiedyś, to może bym nie tańczył, gdzie tańczyłem, i nie pracował w telewizji? Podejmowałem w życiu takie, a nie inne decyzje i muszę je zaakceptować. Świętej pamięci Paweł Królikowski mówił, że może powinienem zrobić szkołę teatralną eksternistycznie. Odebrałbym argument krytykantom, ale dałbym inny. Zaczęto by mi wypominać, że jednak tylko eksternistycznie. Nigdy już nie będzie dobrze, więc nie będę spełniał oczekiwań innych ludzi, bo i tak zawsze znajdzie się coś, do czego się zdołają przyczepić. Jestem przykładem na to, że papier nie daje pracy. Daje ją sumienność i rzetelność, i splot okoliczności. No i trochę ten talent. Co innego z tańcem. Zrobiłem papiery, żeby zostać dyplomowanym choreografem, bo od moich umiejętności zależy czyjeś zdrowie.
– Dostrzeżono Cię i grasz bardzo dużo.
Zagrałem w jednym przedstawieniu, ktoś mnie w nim zobaczył, zaprosił na przesłuchanie i tak to się potoczyło. Jeśli mamy cierpliwość i pokorę, to powinno się udać. Każda mini rzecz, jaką robimy w życiu, przybliża nas lub oddala od realizacji marzeń czy zamierzeń. I nie musimy być perfekcyjni. Ja nie jestem. Moje prowadzenie się jest nieperfekcyjne.
– Cóż to za rachunek sumienia.
Szczerość. Nie jestem wzorem do naśladowania. Ale niczego, co w życiu zrobiłem, się nie wyrzekam, bo uważam, że w granicach rozsądku różne doświadczenia są nam potrzebne.
– Poszukując ekscytacji, łapiesz często 10 srok za ogon?
I gram w czterech spektaklach naraz. To może nie w pogoni za ekscytacją, a z powodu pracowitości. Po prostu nie znam umiaru. I w pracy, i w… innych rzeczach (śmiech). Ale jak robię cztery premiery naraz, to nie jest to bezkosztowo. Wtedy przez cztery miesiące na przykład nie śpię.
Cały wywiad w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca.

