Kasia Figura od lat łączy intensywne życie zawodowe z macierzyństwem, które dziś nazywa swoim największym sukcesem. Syna, Aleksandra, urodziła w wieku 25 lat, a po czterdziestce zdecydowała się na kolejne dzieci – Koko i Kaszmir. Jak mówi, poszła wtedy za swoim marzeniem i zaufała własnej intuicji. Jej droga jako matki nie zawsze była jednak łatwa. Po rozstaniu i trudnym rozwodzie z ojcem córek musiała jednocześnie dbać o dzieci, prowadzić dom i utrzymywać rodzinę, nie rezygnując przy tym z pracy w teatrze. W nowym wywiadzie VIVY!, którego udzieliła wspólnie z Katarzyną Warnke, opowiada o cenie tych wyborów, sile, jaką dało jej macierzyństwo, i o tym, dlaczego właśnie bycie mamą uważa za swoje największe osiągnięcie.
WIDEO…
TYLKO W VIVIE! Katarzyna Figura o macierzyństwie. To jej najważniejsza życiowa rola
– Obie jesteście silne i wrażliwe. Obie odrobiłyście parę bolesnych lekcji życia: porażki, rozczarowania, rozwody.
Katarzyna Warnke: Myślę, że nasza dzisiejsza siła bierze się z kryzysów, które obie przeszłyśmy. Brin, bohaterkę Kasi w „Antropologii”, nazywam survivalowcem albo feniksem. To kobieta, która zawsze się podniesie, nawet z potwornych przeżyć. Wydaje mi się, że to jest wielkie zwycięstwo człowieka – umieć podnieść się po klęsce. Powiedzieć sobie: „Jeszcze mam siłę. Jeszcze raz wstanę”.
Katarzyna Figura.: Najłatwiej się poddać. Złożyć broń.[...] W momentach kryzysowych zawsze kręci się wokół wiele osób. Niby wyciągają do ciebie rękę, chcą pomóc, oferują wsparcie, ale to jest bardzo mylące. Trzeba liczyć przede wszystkim na siebie. Bazować na tym, czego się w życiu dokonało. Na początku lat 90., po naprawdę dużych sukcesach w Polsce, wymyśliłam swoją eskapadę – najpierw było stypendium w Paryżu, potem wyjazd za ocean. Po powrocie do Polski urodziłam Koko i zderzyłam się z absolutną ciszą. Z różnych stron słyszałam: „To już nie jest ta sama Figura”.[...]
– Zauważyłyśmy! Aktorstwo zdefiniowało Wasze macierzyństwo?
Katarzyna Figura: Moje dzieci uważają, że jestem najwspanialszą matką na świecie. Dostałam nawet czapkę z napisem: „Mother, jestem dumna!”. Bardzo identyfikuję się z byciem mamą. To mój największy sukces. Życie to rollercoaster. Moje związki z mężczyznami nie udały się z różnych powodów, ale dzieci mam wspaniałe.
– Aleksandra urodziłaś w wieku 25 lat. Ty Helenkę po czterdziestce.
K.F.: Po czterdziestce urodziłam Koko i Kaszmir. Pragnęłam być matką po raz kolejny i tak się stało. Poszłam za marzeniami. Wierzę w naszą biologiczną siłę wewnętrzną i intuicję. Dzięki nim jesteśmy w stanie odpalić w kosmos. Sięgnąć gwiazd.
Katarzyna Figura, Katarzyna Warnke, Viva! 18/2026
– Odpaliłaś w kosmos, gdy urodziłaś Helenę?
Katarzyna Warnke: Myślę, że odpaliłam swoje Wunderwaffe. Nie wiedziałam, że mam tyle mocy w sobie. Dla dziecka zrobię wszystko. Stanę na rzęsach. Helena nauczyła mnie panowania nad emocjami, cierpliwości. Odsuwania własnych potrzeb na drugi plan, żeby ona mogła się rozwijać. Kontroli w dobrym tego słowa znaczeniu. I poświęcenia, które polubiłam. Kiedyś myślałam, że w miłości do dziecka nie chodzi o poświęcenie, ale zmieniłam zdanie. Człowiek musi wycofać się ze swojego „tiepier ja”, żeby dać dziecku przestrzeń.
K.F.: Na mojej pierwszej sprawie rozwodowej z drugim mężem, czyli ojcem moich córek, usłyszałam okrutne słowa. To było kilkanaście lat temu. Pełnomocniczka mojego męża powiedziała: „Ale pani jest aktorką, to jaką pani może być matką?”. W domyśle – beznadziejną. Sędzia kobieta nie zareagowała.
K.W.: Kobieta kobiecie… Straszne.
K.F.: No, straszne… Całe życie łączyłam różne role. W pewnym momencie byłam mamą, głową rodziny i jej jedynym żywicielem. Musiałam przynieść do domu przysłowiowe zwierzę. Jeździłam na próby do teatru i do ostatniej chwili gotowałam obiady. Czasami część pakowałam i zabierałam. Myślałam, że gdy koledzy dostaną coś dobrego do jedzenia, wybaczą mi, że się spóźniłam (śmiech). Wybaczali. Bezpieczeństwo i edukacja moich dzieci były dla mnie najważniejsze. Jeździliśmy po świecie ze spektaklem „Persona. Marilyn” Krystiana Lupy: Paryż, Sankt Petersburg, Chile, Hongkong. Wszędzie zabierałam dzieci, choć dużo mnie to kosztowało. Dosłownie i w przenośni. Koleżanka, świetna aktorka i mądra kobieta, zapytała: „Ale po co ty bierzesz dzieci?! Są małe, nic nie będą pamiętały. Zostaw je w domu z babcią, poradzą sobie bez ciebie. Skup się na pracy, na karierze. Na sobie”. Ale ja się uparłam. Zabawne, córki wszystko pamiętają i są wdzięczne. Oswojone od małego z obcymi językami i kulturami, dziś studiują za granicą.
Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 24 września.