Kasia Bujakiewicz i Kasia Glinka spotkały się na planie „Szpitala św. Anny”, ale szybko okazało się, że połączyło je coś więcej niż wspólna praca. Między kolejnymi scenami, wymagającymi przygotowaniami i medycznymi wyzwaniami narodziła się bliska relacja, która z czasem nabrała cech prawdziwej przyjaźni — opartej na wsparciu, zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. I trwa także wtedy, gdy kamery przestają pracować.
WIDEO…
Kasia Bujakiewicz i Kasia Glinka w „Szpitalu św. Anny”. Za rolami stoją godziny przygotowań
Na ekranie wszystko musi wyglądać naturalnie: gest, reakcja, wypowiadane słowo. „Szpital św. Anny” stawia jednak przed obsadą dodatkowe wymaganie. Aktorzy nie tylko grają emocje swoich bohaterów, ale muszą również opanować medyczną terminologię i konkretne procedury. W przypadku postaci lekarki dochodzą do tego nazwy leków, czynności medyczne oraz sposób postępowania w różnych sytuacjach.
Kasia Bujakiewicz wciela się w Sabinę Krawczyk — koordynatorkę SOR-u i wysoko wykwalifikowaną pielęgniarkę. Kasia Glinka gra natomiast Gośkę Abratowską. Jej bohaterka jest wojskową, majorem w spoczynku i otwiera Oddział Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Szpitalu Świętej Anny. Dwie różne postacie, dwa odmienne zawodowe światy i wspólny plan, który wymaga od aktorek dużego skupienia.
Samo nauczenie się dialogów nie wystarcza. Przy produkcji obecni są medycy, z których wsparcia korzystają aktorki. Szczególnie wymagające są momenty, kiedy specjalistyczne słownictwo trzeba połączyć z wykonywaniem odpowiednich czynności. Kasia Bujakiewicz zwracała uwagę, że nauka zajmuje długie godziny, a szczególnie dużo materiału przypada Kasi Glince ze względu na rolę lekarki. „Pielęgniarki nie mają aż takich sformułowań do wypowiedzenia, natomiast lekarze, to Kasia może o tym opowiedzieć”, opowiadała artystka w rozmowie z Dzień Dobry TVN. I właśnie tutaj najlepiej widać, jak wiele dzieje się, zanim kamera zarejestruje gotową scenę.


Kasia Glinka zdradziła kulisy swojej pracy
Katarzyna Glinka nie ukrywała, że wejście w medyczny świat serialu wymagało od niej intensywnej nauki. Opowiadając o swoich początkach w „Szpitalu św. Anny”, odwołała się do czasu, kiedy zaczynała pracę przy produkcji pół roku temu. Wtedy ilość materiału, który musiała przyswoić, oznaczała zupełnie inny rytm przygotowań niż obecnie.
Do jednego odcinka i dnia zdjęciowego przygotowywała się tydzień. Musiała zapamiętać potrzebne informacje i oswoić się z językiem, który dla jej bohaterki jest naturalnym elementem zawodowej codzienności.
Dziś wygląda to inaczej. Kasia Glinka przyznała, że obecnie przygotowanie zajmuje jej o wiele mniej czasu. „W tej chwili muszę się pochwalić, że zajmuje mi to dwie godziny, więc naprawdę jest tak, że głowa bardzo szybko uczy się tego i przyswaja”, relacjonowała.

„Poczułam, że to jest ten człowiek”. Tak zaczęła się przyjaźń Katarzyny Bujakiewicz i Katarzyny Glinki poza kamerami
Nie każda znajomość z planu zostaje na dłużej. Ta została niemal od razu. Kasia Bujakiewicz i Kasia Glinka szybko odkryły, że łączy je coś więcej niż wspólne sceny w „Szpitalu św. Anny”. Między kolejnymi dniami zdjęciowymi pojawiła się swoboda, zaufanie i poczucie, że po drugiej stronie jest ktoś, przy kim nie trzeba niczego udowadniać.
Kasia Glinka mówiła, że już przy pierwszym spotkaniu poczuła, że nadają na tych samych falach. W relacji z Kasią Bujakiewicz znalazła akceptację, poczucie bezpieczeństwa i wsparcie — szczególnie cenne w pracy, która wymaga skupienia, przygotowania i dużej emocjonalnej intensywności.
„Od pierwszego dnia, kiedy zobaczyłam Kasię, to poczułam, że to jest po prostu ten człowiek, że z Kasią będzie na pewno mi przede wszystkim bardzo przyjemnie i bardzo bezpiecznie na planie, bo stwarza taką atmosferę i takie poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i ogromnego wsparcia. Od pierwszego dnia zdjęciowego wiedziałam, że jest dobrze. Prywatnie potrafimy spędzić cały dzień. Bardzo się polubiłyśmy”, opowiadała Katarzyna Glinka w Dzień Dobry TVN.
„Pytanie do produkcji, jak oni to połączyli, że tak nas sparowali, że nam to naturalnie wyskoczyło”, dodawała Kasia Bujakiewicz.

Naturalnym tłem tej znajomości stał się Kraków. To właśnie tam znajduje się plan „Szpitala św. Anny” i tam obie aktorki przyjeżdżają na zdjęcia. Z dala od codziennych obowiązków i domowego rytmu mogą po zakończeniu pracy zostać jeszcze chwilę w swoim towarzystwie.
Nie rozchodzą się od razu do swoich spraw, kiedy milkną kamery. Wychodzą razem coś zjeść, rozmawiają i wracają do tego, co wydarzyło się na planie. Analizują dzień, wspominają sceny, mówią o tym, co się udało i co mogłyby zrobić inaczej. „W związku z tym, że przyjeżdżamy do Krakowa, nie ma rodziny, nie ma takich zobowiązań domowych, więc my po planie sobie idziemy gdzieś coś zjeść, zawsze jeszcze omówić, co zrobiłyśmy, czego nie zrobiłyśmy. Spuścić powietrze z ciężkiego dnia”, dodawała Katarzyna Bujakiewicz w Dzień Dobry TVN.
I chyba właśnie w tych zwyczajnych chwilach najlepiej widać, na czym opiera się ich relacja. Nie na rywalizacji, lecz na wzajemnym wsparciu.
Życzymy wszystkiego, co najlepsze!




























