EXCLUSIVE

TYLKO U NAS! Przyjaciółka i menadżerka Ani Przybylskiej: „Rozkleiłam się dopiero dzień przed śmiercią, gdy czułam, że ją widzę ostatni raz”

Krystyna Pytlakowska 25 września 2017 12:30
Małgorzata Rudowska, menadżerka i przyjaciółka Ani Przybylskiej, o przyjaźni z aktorką i jej śmierci
Fot. Archiwum prywatne/Marek Straszewski

Piątego października 2017 roku miną trzy lata od śmierci uwielbianej przez Polaków aktorki. Z tej okazji nakładem wydanictwa Agory na rynku ukazała się książka pod tytułem „Ania”. Jak przyznają najbliżsi, to symboliczne zakończenie żałoby po zmarłej na raka trzustki gwieździe. Przy okazji tej premiery Krystyna Pytlakowska przeprowadziła szczerą rozmowę z wieloletnią menadżerką i przyjaciółką Anny Przybylskiej, Małgorzatą Rudowską.

Polecamy też: „Nie dopuszczę do tego, by moje dziecko zostało bez jednego z rodziców”. Najmocniejsze cytaty Ani Przybylskiej z wywiadów VIVY!. EKSKLUZYWNE WIDEO

Małgorzata Rudowska, menadżerka i przyjaciółka Ani Przybylskiej, o aktorce

Krystyna Pytlakowska: Twoja ostatnia rozmowa z Anią? W przeddzień jej śmierci?

Małgorzata Rudowska: Opowiedziałam o niej w książce, która teraz się ukazała. Wzruszające i ciężkie dla mnie przeżycie. Staram się do niego nie wracać, obie wiedziałyśmy, że to już koniec. Ale kiedy padły te najważniejsze słowa: Gosia, krzycz na nich, gdyby coś było nie tak, reaguj. I jeszcze: „życie będzie toczyć się dalej”, rozryczałam się. I to Anka mnie pocieszała: nie płacz, proszę. Powiedziałam jej, że nie mogę krzyczeć na jej dzieci, przecież ja im matki nie zastąpię, obrażą się na mnie i tyle. Mogę tylko zwracać im uwagę i podsuwać rozwiązania. Do dziś nie mogę uwierzyć, że Ani już nie ma. Kiedy przychodzi do mnie w snach, zawsze jest żywa, uśmiechnięta, wesoła.

Bo przecież taka właśnie była. Znałyście się dwadzieścia lat.

Dziewiętnaście, od 1995 roku.

Odtąd towarzyszyłaś jej w każdym momencie życia, twojego i Ani.

Byłyśmy przyjaciółkami na dobre i złe, tak się czasem zdarza.

– Zaprzyjaźniłyście się, mimo że dzieliło was pięć lat różnicy wieku a to dużo, jak się jest bardzo młodym.

To prawda, Anka na początku mówiła do mnie „pani Gosiu”, a ja przecież miałam tylko dwadzieścia jeden lat i nie czułam się żadną panią. Mówię: zwracaj się do mnie po imieniu, nie jestem jeszcze taka stara.

– Przyszła do ciebie, gdy założyłaś agencję modelek?

Zorganizowałam wtedy szereg castingów, szukałam ładnych dziewczyn. Tę agencję wymyśliłam, żeby sobie dorobić podczas studiów. A moda zawsze mnie interesowała. Po jednym z castingów, z którego nie byłam zadowolona, poprosiłam moje dziewczyny: gdy zobaczycie ładną buźkę na ulicy, w szkole czy uczelni, przyślijcie ją do mnie. No i jedna z jej szkolnych koleżanek zaproponowała, żeby skorzystała z tej oferty, bo można dorobić i w ogóle jest fajnie. Ania przyszła, miała szesnaście lat i właściwie nie nadawała się na modelkę, była za niska. Przecież ciągle jeszcze rosła i miała takie pełne, dziecinne policzki, biust ,który się dopiero rozwijał. Była szczupła, ale nie chuda. Ujęła mnie tym, że wiedziała, czego chce. Powiedziała, że marzy o aktorstwie, a nie o chodzeniu na wybiegach.

– Właściwie powinnaś od razu ją skreślić.

Ale postanowiłam dać jej szansę. Może przez te niesamowite oczy. Takich oczu nie miała żadna z moich modelek. I ujęła mnie swoją odwagą. Tak naprawdę obie z Anią razem uczyłyśmy się tego świata. Podążałyśmy za zachodnimi wzorcami, bo dopiero co granice dla nas zostały otwarte.

Ania Przybylska, Małgorzata Rudowska i Jolanta Czaja
Fot. Archiwum prywatne

(na zdjęciu: Ania Przybylska, Małgorzata Rudowska i Jolanta Czaja  w trakcie sesji dla magazynu VIVA!)

Zobacz też: Marzyła o czwartym dziecku! Dwa razy poroniła… Poznajcie kolejne sekrety z życia Ani Przybylskiej!

– Jaka Ania była wtedy?

Wyszczekana, ale bardzo grzeczna. Nawet nie znając jej dobrze było widać, że pochodzi z domu z zasadami i dyscypliną. Jej rodzice przyjechali do mnie sprawdzić, na czym ta praca ma polegać. Bo jak usłyszeli, że Ania idzie do agencji, to się przerazili. Agencja miała wtedy jeden wydźwięk – towarzyska. Poznali mnie, zaufali, to był tak ważny moment, który Ania często wspominała. Poznałam wtedy jej tatę.

– Bardzo pilnował swojej ślicznej córki?

Pilnował, przyjeżdżał z nią na próby i treningi. Siedział, czekał , czytał gazetę. Ania mi powiedziała, że czymś jej tatę kupiłam. Zresztą nieraz jeszcze mnie sprawdzali, przepytywali, kiedy odwiedzałam Anię w ich domu.

– Dziwi cię to? 16-letnia smarkula, uczennica liceum, w glanach i t-shircie…

W martensach. Miała długie rozjaśnione słońcem włosy. Potem była znana jako brunetka, ale wtedy jej włosy były jaśniejsze, takie jak u Oliwi. Bardzo opalona, śniada i te wielkie oczy. Skojarzyła mi się z Naomi Campbell ,a gdy się odezwała tym swoim niskim głosem, który zamiast przeszkodzić w karierze stał się jej atutem - wrażenie było niesamowite. Uroda słodkiej laleczki i ten lekko zachrypnięty głos. Ten kontrast ją wyróżniał. Od razu wiedziałam, że coś z niej będzie, ale nie miałam jeszcze pojęcia, co.

– Pierwszy pokaz? Dała sobie radę?

Ania była urodzona aktorką, więc świetnie grała modelkę. Błyskawicznie nauczyła się chodzić jak modelka. Na pokazach przyciągała wzrok. Dziś wszyscy potwierdzają, że wypełniała sobą każde pomieszczenie, do którego wchodziła.

– Miała już chłopaka?

Z kimś się spotykała, ale widziałam go tylko w przelocie. Ania zresztą była ciągle zakochana. Zawsze ją jakiś odprowadzał ze szkoły do domu. Zła byłam na nią tylko, gdy następny chłopak odciągał ją od kariery.

– Pokłóciłyście się?

Nigdy między nami nie było jakiejś awantury. Po prostu ten chłopak nie chciał, żeby była modelką, ani tym bardziej aktorką. Był zazdrosny. Któregoś dnia zwierzyła mi się, że musiała odmówić propozycji zagrania w filmie „Chłopaki nie płaczą”, bo on jej nie pozwolił. Wtedy przeprowadziłam z nią poważną rozmowę, że nie może rezygnować ze swojej życiowej szansy ze względu na chłopaka i że powinna sama decydować o swoim życiu. Posłuchała mnie. Ich drogi z ówczesnym chłopakiem się rozeszły. A kariera nabrała tempa.

Anna Przybylska, main topic

(Ania Przybylska na początku kariery)

Zobacz też: „Modelką zostałam z przypadku’’. Jak wyglądały początki kariery Anny Przybylskiej?

– Jej pierwszym filmem była „Ciemna strona Wenus”.

Tak, i zadecydował przypadek. Często żartowałyśmy, że tam na górze nasi ojcowie kombinują, żeby zawodowy los był dla nas przyjazny. Bo i mój tata i jej już wtedy nie żyli.

– To też was do siebie zbliżyło – wspólnota przeżyć?

Tak, mój tata umarł dwa lata przed jej ojcem. Rozumiałam, jak ją to boli i jak bardzo to przeżywa. Była z nim bardzo związana. Odreagowywałyśmy żartując, że oni siedzą w niebie, że się zakolegowali i że czuwają nad naszą przyszłością.

– Pamiętasz jak Ania trafiła do Radka Piwowarskiego?

Oczywiście, że pamiętam. Zawsze powtarzała, że chce być aktorką. Gdy do mojej agencji zaczęli zjeżdżać skauci z Warszawy, każdy zwracał na Anię uwagę, ale każdy mówił, że jest trochę za niska i powinna schudnąć, a jak ma być modelką, to niech pozuje raczej do zdjęć reklamowych. Odpowiedziałam, że nie schudnie, bo chce być aktorką, nie modelką. Zresztą Ania nie zamierzała się odchudzać, lubiła sobie podjeść. Pewnego dnia zadzwonili do mnie z warszawskiej agencji, że słyszeli, że jedna z moich dziewczyn chce być aktorką i akurat Piwowarski robi film i szuka świeżej dziewczyny, casting jest w Warszawie wtedy i wtedy. Miałam siedmiotygodniowego syna, ale powiedziałam do Ani: skoro chcesz być aktorką, jedźmy zobaczyć, jak to wygląda. Wsiadłyśmy w moją fioletowa corsę i pojechałyśmy do Warszawy. Ania siedziała z tyłu, pilnowała nosidełka z moim synem. Ja prowadziłam, bo ona nie miała jeszcze prawa jazdy.

– To był 1996 rok?

Tak, czerwiec. Pamiętam, że zatrzymywałyśmy się na karmienie piersią. Obie byłyśmy zdenerwowane, a kiedy dojechałyśmy na Chełmską, ja zostałam z dzieckiem, a ona poszła na casting. Wróciła przerażona: „Gosia, tam jest sto pięćdziesiąt przepięknych dziewczyn!”. Niektóre z nich rozpoznała ze zdjęć w magazynach i z telewizji. Myślała, że nie ma szans, a ja ją uspokajałam: uda się, zobaczysz. A jak nie, to przynajmniej zdobędziesz jakieś doświadczenie. Potem wróciła i mówi, że chyba dostała się do dalszego etapu, bo ma tekst, którego musi nauczyć się na pamięć. Miała powiedzieć go po południu przed kamerą. Poszłyśmy do parku, ja przewijałam dziecko, a Ania uczyła się tego tekstu. Później się dowiedziałam od Radka Piwowarskiego, jakie było ich wrażenie, kiedy Ania się pojawiła. Poraziło ich, taka kosmitka…

– Była nieśmiała?

Jakby była nieśmiała, to by stamtąd uciekła. Ona tylko do końca w siebie nie wierzyła, ale była odważna. W młodości ludzie są bardziej odważni niż z wiekiem.

– Byłaś jej spowiedniczką, prawda?

Nie ukrywałyśmy przed sobą niczego, zwierzałyśmy się sobie nawzajem. Każda z nas mogła liczyć na tę drugą. Pamiętam, jak rozstawała się z pierwszym mężem, to było dla niej trudne, bardzo wszystko przeżywała. Dla każdej kobiety jest to ciężka chwila. A ona przecież była normalną dziewczyną, która wszystkie swoje porażki traktowała niezwykle emocjonalnie. I potrzebowała kogoś, z kim podzieli się swoimi emocjami.

– Rozstanie z facetem to porażka?

Tak, jeśli bardzo się kocha. A myślę, że Dominika kochała, bo inaczej nie wzięłaby z nim ślubu kościelnego.

– Ale mnie mówiła, że chciała wyrwać się spod kontroli rodzicielskiej i być już samodzielną.

Ale wtedy na pewno nie przysięgałaby w kościele. Ania szybko chciała wbiec w dorosłe życie, ciągle się do czegoś śpieszyła i nie traktowała mężczyzn jak zabawki, jak kochała to całym sercem. Znałaś Anię, wiesz, jak przywiązywała się do ludzi. Miała bardzo wąską grupę dziennikarzy, którym udzielała wywiadów. Miała swoją ekipę „Złotopolskich” i Piwowarskiego, któremu była wdzięczna do końca życia. Tak samo było z facetami. O każdej miłości myślała, że to już na całe życie. I to nie z jej winy rozstawała się z partnerami. Podejrzewam, że gdyby była doceniona jako kobieta i odpowiednio szanowana, to może z tym pierwszym zostałaby do końca.

Anna Przybylska, VIVA! 2001Anna Przybylska, VIVA! 2001Anna Przybylska, VIVA! 2001

(Ania Przybylska w pierwszej sesji dla VIVY!: 2001 rok)

Zobacz także: „Patrzyłam, jak cierpi. Wiedziałam, że ona z tego nie wyjdzie”, przejmujące wspomnienia siostry Anny Przybylskiej w „Urodzie Życia”

– O tym też rozmawiałyście? Jaka była ta wasza przyjaźń?

Rozmawiałyśmy o wszystkim, ale głównie o naszych rodzinach. Nie było dnia, żebyśmy do siebie nie zadzwoniły. A jak mieszkała zagranicą, to kontaktowałyśmy się na skype. Mogłyśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Ufałyśmy sobie bezgranicznie i pomagałyśmy jedna drugiej. Wypłakiwałyśmy się sobie wzajemnie w mankiet. To ja pierwsza miałam dziecko i wiedziałam, jak bardzo Ania też chce je mieć, najlepiej dużo dzieci. Nigdy żadna z nas nie oszukiwała, ani ona mnie, ani ja ją. Myśmy nawet umowy nigdy żadnej nie spisały.

– Chodziłyście razem na zakupy, na lody, na spacery po plaży?

Ania była nietypowa, nie znosiła shopinngu. Mogła włożyć na siebie nawet worek po ziemniakach i wyglądałaby pięknie. Zdarzało się, że ja chodziłam na zakupy z Jarkiem, bo ją to nudziło. Natomiast razem chodziłyśmy na rynek czy po warzywa. Nawet w Turcji kilka razy na targu byłyśmy. Chodziłyśmy też na lunch, do restauracji albo na spacery. Ania bardzo lubiła chodzić. Kilka razy przeciągnęła mnie po plaży i po lesie, aż miałam dosyć. Delektowała się morzem, mewami, chłonęła widoki, przyrodę, gdyby mogła, zabrałaby ją ze sobą. Doradzałyśmy sobie w sprawach wychowywania dzieci i stylu życia. Na przykład do jakiej szkoły posłać które dziecko. No i zawsze rozmawiałyśmy o Jarku.

– Ania mówiła mi, że to nie był łatwy związek.

Może niełatwy, ale to była wielka i piękna miłość i nie nudna. Oboje z temperamentem. Kłócili się jak włoska rodzina, ale to było urocze. I szybko się godzili . Ania nie zniosłaby cichych dni i nudy.

– Gdy zaszła w ciążę, od razu cię o tym poinformowała?

Tak, przez telefon. Byłam akurat na wczasach zagranicą, kiedy zadzwoniła. Radość ją rozpierała. Byłyśmy właściwie jak siostry. Kiedy przeżywała, że umiera i zostawi małe dzieci, tłumaczyłam jej, że to przedłużenie życia i że dzięki nim będzie żyła zawsze.

– Rozmawiałyście o śmierci jeszcze przed chorobą Ani?

Często. Dlatego że śmierć nas obie dotknęła, nasi ojcowie umarli. Kiedy młodo spotyka nas coś takiego, to się boimy, że nas to też będzie dotyczyć. A kiedy w życiu idzie nam dobrze, to boisz się, że coś tragicznego to szczęście przerwie. Śmierć taty zostawiła na Ani piętno, na mnie też.

– A potem zmarła ukochana babcia, mama Krystyny Przybylskiej?

To była wielka trauma dla wszystkich. Tylko że zdarzyło się to już dużo później.

Anna Przybylska
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

(Ania Przybylska w sesji dla VIVY!: 2011 rok)

Zobacz także: „Panicznie bałam się, że Ania może umrzeć w domu, przy nas” Poruszające wspomnienia siostry Anny Przybylskiej w „Urodzie Życia”

– Przy Ani chorobie byłaś od początku. To jest sprawdzian dla przyjaźni?

Tak, tylko że byłam bezsilna. Wiedziałam, że jest śmiertelnie chora, że to rak trzustki, ale cały czas miałam nadzieję, że wyjdzie z tego.

– Wysłałaś ją do lekarze, gdy źle się czuła. Pamiętam nawet, że jeszcze przed diagnozą.

Dwa lata wcześniej poszłam z nią do chirurga, miała robioną gastroskopię i nic nie wykazała. Ania dbała o siebie, nie bagatelizowała swojego zdrowia. Przyzwyczailiśmy się, że miewa niestrawności, po jedzeniu często kładła się na bok, ale żadna z nas nie przypuszczała, że to najgorszy z możliwych wariantów i że właśnie Anię tak pełną życia to spotka. Kiedy poznałam diagnozę, doznałam szoku. To był szok dla nas wszystkich.

– Miałaś wtedy szczególną rolę. Musiałaś dać Ani spokój a nie łzy.

Całkowicie się do niej dostosowałam. Chciałam, żeby żyła tak, jak czuła, że chce żyć. Nie stopowałam jej, gdy walczyła z paparazzimi. Ludzie uważali, że zwariowała, bo nikt nie wiedział, że jest śmiertelnie chora. I musi odreagować. Ten ostatni rok był jak rollercoaster, pełen cierpienia i jednocześnie nadziei, że może się uda, że może się wywinie. Ja chcę ją pamiętać uśmiechnięta, żartującą.

– Z choroby też żartowała. Mówiła, że zakumplowała się z panem Bogiem.

Ania zażartowała nawet do dziennikarki z „Super Expressu”, mówiąc: pozdrawiam z zaświatów. To było trzy miesiące przed jej śmiercią. Miała bardzo dużo planów.

– Wiem, chciała zagrać starą kobietę. Marzyła o poważnej roli jako dojrzała aktorka, a nie tylko „Ładna buzia”.

No i nie było jej to dane. A ja musiałam trzymać fason, nie mogłam się przy niej rozklejać. Rozkleiłam się dopiero dzień przed śmiercią, gdy czułam, że ją widzę ostatni raz. Powiedziałem że to bardzo niesprawiedliwie, że właśnie ona odchodzi. Stwierdziła wtedy, że to nic nie zmieni, że będę żyła dalej. A potem zaczęłyśmy rozmawiać o normalnych codziennych sprawach.

– Masz kontakt z jej rodziną, z jej dziećmi?

Oczywiście. Jasio bardzo lubi bawić się z moim młodszym synem Igorem, Ania była jego chrzestną. A ja jestem chrzestną Szymona. Właściwie dzięki temu stałyśmy się jakby rodziną. Pamiętam, kiedy zaszłam w drugą ciążę i byłam tym przerażona, Ania cieszyła się, że będziemy miały dzieci w podobnym wieku. Krzyczała z radości, a ja studziłam ją: przestań, to wcale nie jest śmieszne. A kiedy leżałam w szpitalu, bo moja ciąża była zagrożona, przyjechała do mnie z Łodzi z małym Jasiem. Gdy ją personel zobaczył, od razu się mną bardzo zajęli. Była nieoceniona, dzwoniła do lekarzy, radziła się profesorów, tak bardzo przejęła się moją późną ciąża.

– Rozmawiasz z nią czasem?

Tak, nawet łapię za telefon, żeby do niej zadzwonić. Zastanawiam się, co by pomyślała czy co by powiedziała.

– Byłaby zaskoczona takim szumem wokół niej.

Na pewno. Nikt się czegoś takiego nie spodziewał. Wiedzieliśmy, że będą pisać, ale stać na ulicach i płakać… To niesamowite – była piękna i spełniona, a takich ludzi się w Polsce nie lubi. Ją jednak kochali. Te dowody sympatii i ja odbieram, gdy piszą do mnie jej fani. Była jedyna, nie do sklonowania.

– Mały Jasio, który dzisiaj ma sześć lat, pamięta choć trochę mamę?

Trudno powiedzieć. W ich domu wisi na ścianach sesja z „Vivy!”, wszystkie zdjęcia, które Ania dostała z waszej redakcji. Jasio pewnie po nich kojarzy mamę. A jest coraz bardziej do niej podobny. I już wykazuje zdolności aktorskie. Myślę, że Ania byłaby bardzo szczęśliwa widząc, jak rosną jej piękne dzieci. Przypuszczała zresztą, że Oliwia zostanie modelką. Byle nie za wcześnie, powtarzała. A ja teraz sobie myślę, że wszystko wydarzyło się o wiele za wcześnie. Szkoda, że nie usiądziemy w ogrodzie – dwie stare kobiety i nie będziemy razem wspominać naszej młodości…

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Polecamy też: Radosław Piwowarski wspomina Annę Przybylską: „Widzę, że Anka stoi w kącie i ryczy. A nigdy nie płakała”. Co się wtedy stało?! EKSKLUZYWNE VIDEO

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Dziesięć pięknych, spełnionych i inspirujących kobiet...czyli nasz nowy numer #VIVA!power. A w nim...