Niewiele osób wie, że to on odkrył Romana Polańskiego. Polak, który uciekł przed śmiercią i spełnił hollywoodzki sen
Gene Gutowski ocalał z Holokaustu, stracił niemal całą rodzinę, pracował dla amerykańskiego kontrwywiadu, projektował modę i produkował filmy, które przeszły do historii kina. To on pomógł Romanowi Polańskiemu rozpocząć międzynarodową karierę, a po latach wrócił z nim na plan „Pianisty”. Jego życie pełne było dramatycznych zwrotów, wielkich sukcesów, romansów i decyzji, które budziły skrajne emocje.

Trudno uwierzyć, że wszystkie te wydarzenia zmieściły się w jednej biografii. Gene Gutowski mówił jednak o swoim życiu z dystansem, ironią i charakterystyczną pewnością siebie. Nie kreował się na bohatera bez skazy. Opowiadał o sukcesach, błędach i słabościach z bezpośredniością, która jednych fascynowała, a innych szokowała.
Gene Gutowski naprawdę nazywał się Witold Bardach
Gene Gutowski urodził się 26 lipca 1925 roku we Lwowie jako Witold Bardach. Dorastał w zamożnej, wykształconej i zasymilowanej rodzinie żydowskiej.
Jego ojciec, Juliusz Bardach, był prawnikiem, adwokatem i oficerem Wojska Polskiego. Matka, Anna z domu Garfunkel, była pianistką koncertową oraz nauczycielką muzyki. Witold miał młodszego brata Romana.
Rodzina Bardachów była silnie związana z polską kulturą. W domu obchodzono katolickie święta, a Witold jako dziecko był ministrantem i harcerzem. Znał kilka języków, interesował się sztuką i wcześnie ujawnił zdolności plastyczne.
Po latach wspominał Lwów z ogromnym sentymentem. To właśnie z tym miastem wiązały się jego najpiękniejsze obrazy dzieciństwa, ale także doświadczenia, które na zawsze odmieniły jego życie.
Wojna odebrała mu niemal całą rodzinę
Gdy we wrześniu 1939 roku wybuchła II wojna światowa, Witold miał czternaście lat. Jego rodzina próbowała przedostać się do Rumunii, jednak zamknięta granica uniemożliwiła ucieczkę. Bardachowie wrócili do Lwowa, który najpierw znalazł się pod okupacją sowiecką, a później niemiecką.
Podczas okupacji sowieckiej Witold uczył się w Instytucie Sztuk Plastycznych. Zarabiał dzięki talentowi plastycznemu, malując propagandowe portrety.
Po wkroczeniu Niemców sytuacja rodziny stała się dramatyczna. Bardachowie musieli opuścić dom i ukrywać się. Witold zdobywał żywność, fałszował dokumenty i próbował ratować najbliższych.
Jego matka została wywieziona do obozu zagłady w Bełżcu, gdzie zginęła. Ojciec również został aresztowany i zamordowany. Młodszy brat Roman oraz stryj Bronisław zażyli truciznę.
Gutowski stracił niemal całą rodzinę. Choć w późniejszych latach mówił o swoim życiu otwarcie, do wojennych wspomnień wracał z trudem.
W wywiadzie dla VIVY!, przeprowadzonym przez Lilianę Śnieg-Czaplewską, przyznał, że nawet z Romanem Polańskim, który również ocalał z Holokaustu, nie rozmawiał o tamtych latach.
„Z Romkiem nigdy nie rozmawiałem o wojnie” – mówił. Kiedy dziennikarka zauważyła, że może to świadczyć o głębokim bólu, odpowiedział krótko: „Wiem. Że to boli”.
Uciekał pod fałszywą tożsamością
W 1942 roku Witold postanowił opuścić Lwów. Posługiwał się dokumentami wystawionymi na nazwisko Eugeniusz Gutowski. Nowa tożsamość miała dać mu szansę na przeżycie.
Podczas próby wyjazdu został rozpoznany i trafił do obozu przy ulicy Janowskiej. Dzięki znajomości języka niemieckiego, odwadze i sfałszowanym dokumentom przekonał esesmana, że nie jest Żydem. Pracował jako tłumacz, a później odzyskał wolność.
Następnie przedostał się do Warszawy. Pracował w mleczarni, zakładzie fotograficznym i niemieckiej fabryce Junkers na Okęciu. Z fabryki wykradał sprzęt radiowy i przekazywał go Armii Krajowej.
Nie próbował po latach tworzyć wokół siebie legendy romantycznego konspiratora. W wywiadzie dla „Playboya” z 2004 roku, przeprowadzonym przez Łukasza Klinkego i Piotra Szygalskiego, przyznał bez ogródek:
„Zrobiłem to dla kasy. Byłem ich dostawcą”.
Zapytany, czy kierował nim również patriotyzm, odpowiedział: „Raczej z materialnych. Może jakiś tam patriotyzm też był”.
Kiedy Niemcy odkryli kradzieże, musiał zniknąć. Trafił później do Organizacji Todt, a pod koniec wojny znalazł się w Austrii. W maju 1945 roku dotarł do strefy kontrolowanej przez Amerykanów.
Po wojnie tropił nazistów
Amerykanie szybko dostrzegli, że młody uchodźca zna kilka języków i doskonale orientuje się w strukturach nazistowskiego państwa. Najpierw został tłumaczem, a następnie agentem Counter Intelligence Corps, czyli amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego.
Uczestniczył w aresztowaniach byłych nazistowskich funkcjonariuszy, przesłuchiwał podejrzanych i brał udział w denazyfikacji Niemiec.
W rozmowie z „Playboyem” opowiadał o tej pracy z typową dla siebie pewnością siebie:
„Ukończyłem jego szkołę w Niemczech i jako agent zajmowałem się aresztowaniem hitlerowców. To było piekielnie proste”.
Mundur, dokumenty i znajomości otworzyły przed nim zupełnie nowy świat. Gutowski korzystał z powojennej wolności, podejmował ryzykowne interesy i szybko uczył się odnajdywać w każdej sytuacji.
Sam przyznawał, że bywał nie tylko odważny, lecz także lekkomyślny. Lubił ryzyko i wierzył, że zawsze znajdzie wyjście z kłopotów.
W Ameryce zaczynał od świata mody
W 1947 roku poślubił Amerykankę Zillah, starszą od niego o dziewięć lat. Para wyjechała do Stanów Zjednoczonych i zamieszkała w Nowym Jorku. W 1949 roku Gutowski otrzymał amerykańskie obywatelstwo.
Początkowo pracował jako ilustrator i projektant mody. Tworzył między innymi dla przedsiębiorstwa Lane Bryant i sieci Montgomery Ward. Zdolności plastyczne, które podczas wojny pomagały mu zarabiać, w Nowym Jorku stały się początkiem nowej kariery.
Z Zillah miał dwóch synów, Andrew i Alexa. Małżeństwo nie przetrwało, ale Gutowski pozostał związany z dziećmi.
Świat mody szybko przestał mu jednak wystarczać. Kino dawało znacznie więcej: sztukę, pieniądze, podróże, kontakty i emocje. Właśnie tam odnalazł swoje miejsce.
Odnalazł Romana Polańskiego i zmienił jego karierę
Gutowski zdobywał doświadczenie jako scenarzysta i producent. Pracował przy filmach i produkcjach telewizyjnych, a na początku lat 60. przeniósł się do Londynu.
Przełomem okazało się spotkanie z Romanem Polańskim. Po obejrzeniu „Noża w wodzie” Gutowski uznał, że musi poznać jego reżysera.
W wywiadzie dla VIVY! wspominał:
„Zobaczyłem »Nóż w wodzie« i powiedziałem: »Muszę go znaleźć«”.
Dowiedział się, że Polański będzie obecny na Tygodniu Filmu Polskiego w Monachium. Pojechał tam, zaprosił reżysera na kolację, a później przekonywał go, że międzynarodową karierę może rozpocząć dopiero po nakręceniu filmu po angielsku.
„Dopóki nie zrobisz filmu po angielsku, nie zaistniejesz” – tak w rozmowie z VIVĄ! wspominał słowa skierowane do Polańskiego.
Zaprosił go do Londynu, pomagał mu odnaleźć się w nowym mieście i rozpoczął poszukiwania pieniędzy na ich pierwszy wspólny projekt. Szybko połączyła ich nie tylko praca, lecz także przyjaźń.

„Wstręt” otworzył im drzwi do wielkiego kina
Zdobycie pieniędzy na anglojęzyczny debiut Polańskiego nie było łatwe. Inwestorzy nie wiedzieli, kim jest młody polski reżyser. Gutowski jednak nie rezygnował.
W rozmowie dla VIVY! wspominał, że wszyscy pytali: „Who’s Polanski?”. Ostatecznie pieniądze udało się zdobyć od producenta związanego z kinem półerotycznym.
Tak powstał „Wstręt” z Catherine Deneuve. Film odniósł ogromny sukces i otworzył Polańskiemu drogę do międzynarodowej kariery.
Kolejna była „Matnia”, nagrodzona Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie. Później duet zrealizował „Nieustraszonych pogromców wampirów”, dziś uznawanych za klasykę kina.
Gutowski i Polański założyli firmę produkcyjną, podpisali kontrakt z Paramount Pictures i przenieśli się do Hollywood. Producent rzeczywiście stał się człowiekiem, który pomógł Polańskiemu wejść do światowej ekstraklasy.
W wywiadzie dla „Playboya” nie ukrywał satysfakcji:
„Mnie ta znajomość także świetnie zrobiła. W końcu uznano, że jestem jego odkrywcą. I to mi się podoba”.
Zabójstwo Sharon Tate zakończyło pewną epokę
W sierpniu 1969 roku ciężarna żona Romana Polańskiego, Sharon Tate, została zamordowana przez członków sekty Charlesa Mansona.
Gutowski był wtedy z Polańskim w Londynie. Następnego dnia obaj polecieli do Los Angeles. Producent przez kolejne tygodnie wspierał pogrążonego w rozpaczy przyjaciela.
W wywiadzie dla VIVY! wspominał tamten moment w zaledwie kilku słowach:
„To był koniec epoki”.
Tragedia wpłynęła również na ich zawodowe relacje. Polański nie był gotowy do pracy, Gutowski zaś chciał kontynuować produkcję kolejnych filmów.
W rozmowie z „Playboyem” wyjaśniał, że właśnie wtedy ich zawodowe drogi zaczęły się rozchodzić. Zrealizował „Przygody Gerarda” z Jerzym Skolimowskim i „Romans koniokrada” z Abrahamem Polonskym, lecz nie ukrywał, że współpraca nie dawała mu tego samego, co filmy z Polańskim.
Ich przyjaźń przetrwała, ale na następną dużą wspólną produkcję musieli czekać ponad trzydzieści lat.
„Pianista” był dla niego czymś więcej niż filmem
Pod koniec lat 90. Gutowski i Polański zainteresowali się wspomnieniami Władysława Szpilmana. Historia pianisty, który przeżył warszawskie getto i okupację, miała dla obu twórców bardzo osobisty wymiar.
Gutowski został koproducentem „Pianisty” i konsultantem historycznym. Pilnował detali dotyczących strojów, broni, wyglądu ulic oraz kondycji fizycznej bohaterów.
W wywiadzie dla „Playboya” opowiadał, że podczas castingu zwracał uwagę na różnice w wyglądzie ludzi żyjących pod okupacją. Niemcy mieli być najlepiej odżywieni, Polacy szczuplejsi, a Żydzi skrajnie wygłodzeni. Nie pozwalał, by filmowe role obsadzano bez uwzględnienia tych realiów.
Film zdobył Złotą Palmę w Cannes i trzy Oscary, w tym nagrodę za reżyserię dla Romana Polańskiego.
Dla Gutowskiego był to jeden z najważniejszych momentów kariery. W rozmowie z „Playboyem” przyznał, że wzruszył się, gdy Polański symbolicznie podzielił się z nim Złotą Palmą.
„Byłem bardzo wzruszony i miałem wilgotne oczy, kiedy dostałem pół Złotej Palmy Romka za »Pianistę«” – wspominał.
Jego życie prywatne było równie burzliwe
Gene Gutowski był kilkakrotnie żonaty i miał trzech synów. Z pierwszą żoną Zillah doczekał się Andrew i Alexa. Z małżeństwa z angielską modelką Judy urodził się Adam Bardach.
To właśnie Adam namówił ojca, by opowiedział swoją historię przed kamerą. W 2014 roku premierę miał dokument „Mój tata Gene Gutowski”, który utrwalił jego wojenne wspomnienia, poczucie humoru i bezkompromisowy sposób mówienia.
Gutowski nie ukrywał fascynacji kobietami ani zamiłowania do intensywnego życia towarzyskiego. Opowiadał o romansach, nocnych klubach, przyjęciach i rozstaniach.
W rozmowie z „Playboyem”, zapytany o rzeczy, do których nie ma talentu, odpowiedział:
„Nie mam talentu do wybierania żon i do elektroniki. Ewidentnie”.
Jego wypowiedzi bywały prowokacyjne, dosadne i dziś niejednokrotnie mogą razić. Sam jednak nie próbował łagodzić swojego wizerunku ani udawać człowieka bardziej poprawnego, niż był w rzeczywistości.
W Londynie czuł się jak król życia
Lata 60. były dla niego czasem wielkiej wolności. Londyn tętnił muzyką, modą i sztuką, a Gutowski szybko stał się częścią towarzyskiej elity.
W wywiadzie dla VIVY! opowiadał o klubach Stork, Annabel’s, Harry’s Bar i Tramp. W tym ostatnim czekał stolik z rezerwacją dla „Mr Polanski, Mr Gutowski”.
Gutowski wspominał spotkania z Beatlesami, Rolling Stonesami i członkami europejskich rodzin królewskich. Opowiadał również, że pewnej nocy musiał osobiście wprowadzić do klubu przyszłego króla Szwecji, którego wcześniej nie wpuszczono z powodu braku karty członkowskiej.
W rozmowie z „Playboyem” potwierdzał, że Polański nazywał go w tamtych czasach królem życia.
„Świetnie żyliśmy w Londynie – wszystkich znałem, wszyscy mnie znali” – mówił.
Jednocześnie zachował sentyment do Polski. W wywiadzie dla VIVY! wspominał, że razem z Polańskim chodzili do Ogniska Polskiego na flaczki, śledzie, chłodnik i pierogi. Na własnych przyjęciach serwował bigos, który robił furorę wśród zagranicznych gości.
Żył według zasady „carpe diem”
Z czasem Gutowski przyznał, że pogoń za zabawą mogła być próbą ucieczki od wojennej traumy.
„Ta pogoń za dobrą zabawą, przyjęciami i przyjaciółmi mogła być chęcią rekompensaty utraty rodziny i przebytego we wczesnej młodości bólu” – mówił w rozmowie dla VIVY!.
Nie ukrywał, że mimo sukcesu, pieniędzy i towarzyskiej pozycji nie opuszczało go poczucie samotności. W tym samym wywiadzie przyznawał, że wyobcowanie towarzyszyło mu przez całe życie.
Jego życiową dewizą pozostawało jednak korzystanie z chwili.
„Żyjemy według zasady carpe diem – żyj dniem dzisiejszym” – mówił VIVIE!.
Dla niego nie była to jedynie efektowna sentencja. Za umiłowaniem intensywnego życia kryło się doświadczenie człowieka, który jako nastolatek widział śmierć bliskich i każdego dnia walczył o przetrwanie.
Nie był tylko producentem filmowym
Gutowski zajmował się również malarstwem, rysunkiem i rzeźbą. Tworzył portrety znajomych, w tym Romana Polańskiego i księcia Adama Karola Czartoryskiego.
W rozmowie z „Playboyem” przyznawał, że żałuje, iż nie poświęcił sztuce więcej czasu.
„Powinienem więcej malować i rzeźbić” – mówił. Dodawał jednak z typowym dla siebie poczuciem humoru, że rzeźbił również dla pieniędzy.
Po odejściu od regularnej produkcji filmowej prowadził interesy na Bliskim Wschodzie, doradzał saudyjskiemu biznesmenowi Adnanowi Khashoggiemu i angażował się w projekty związane z modą, nieruchomościami oraz handlem.
Jego zawodowa droga nigdy nie była oczywista. Był agentem, projektantem, producentem, biznesmenem i artystą. Zamiast jednej bezpiecznej kariery wybierał kolejne przygody.
W autobiografii niczego nie próbował wygładzać
W 2004 roku ukazała się jego autobiografia „Od Holokaustu do Hollywood”. Gutowski opisał w niej dzieciństwo, okupację, utratę rodziny, pracę dla kontrwywiadu, emigrację, karierę filmową oraz życie uczuciowe.
W wywiadzie dla „Playboya” opowiadał, że książkę początkowo chciało wydać wydawnictwo Znak. Ostatecznie zrezygnowano z publikacji, ponieważ wspomnienia uznano za zbyt erotyczne i nieprzyzwoite dla profilu oficyny. Autobiografię wydało później Wydawnictwo Literackie.
Gutowski nie zależał na tworzeniu własnego pomnika. Pisał o przemocy, pieniądzach, seksie, ryzyku i błędach równie otwarcie jak o filmowych sukcesach.
Za wizerunkiem człowieka, który nie bał się niczego, krył się jednak chłopiec, który bardzo wcześnie stracił cały znany sobie świat.
Gene Gutowski zmarł w Warszawie
Gene Gutowski zmarł 10 maja 2016 roku w Warszawie. Miał 90 lat. Został pochowany na cmentarzu Bródnowskim.
Pozostawił po sobie filmy, które przeszły do historii światowego kina, autobiografię oraz dokument zrealizowany przez syna. Jego nazwisko na zawsze pozostało związane z Romanem Polańskim, „Wstrętem”, „Matnią” i „Pianistą”.
Nie był jednak wyłącznie człowiekiem stojącym obok sławnego reżysera. Sam stał się jedną z najbardziej niezwykłych postaci polskiej emigracji.
Zapytany w „Playboyu” o największą życiową porażkę, odpowiedział z rozbrajającą pewnością siebie:
„Jeszcze takiej nie było”.
A gdy dziennikarze poprosili, by powiedział, kim naprawdę jest, odparł:
„Starałem się i staram się być człowiekiem renesansu”.
Być może właśnie to określenie najlepiej oddaje jego życie: pełne sprzeczności, talentów, dramatów i zachłannej ciekawości świata.

Źródła: Viva.pl, Łukasz Klinke, Piotr Szygalski, Who are you, Gene?, „Playboy Polska”, nr 3/2004., The Guardian, Gene Gutowski obituary, 2016., The Telegraph, Gene Gutowski obituary, 2016., Culture.pl, biogram Gene'a Gutowskiego., Wikipedia (wersja polska i angielska) – wykorzystana wyłącznie pomocniczo do weryfikacji dat, nazw własnych i chronologii wydarzeń.