Przez ponad 60 lat była jedną z najważniejszych twarzy amerykańskiego feminizmu, choć sama nie chciała myśleć o sobie jako ikonie. Była przede wszystkim dziennikarką, aktywistką, podróżniczką i kobietą, która wierzyła, że zmiana zaczyna się od rozmowy – od uważnego słuchania historii drugiego człowieka i odważnego opowiadania o sobie. Zmarła 2 września 2026 roku w Nowym Jorku, w wieku 92 lat, pozostawiając po sobie nie tylko książki i dziesiątki organizacji. Zostawiła coś cenniejszego – dzięki niej kolejne pokolenia kobiet mogły w nowy sposób opisywać własne życie. Magazyn „Ms.”, którego była współzałożycielką, stał się pierwszym ogólnokrajowym amerykańskim pismem feministycznym, które wprowadziło feministyczne głosy i tematykę do głównego nurtu mediów. Stał się też ważnym narzędziem ruchu emancypacyjnego. To był początek lat 70., czasy wojny w Wietnamie i prezydentury Richarda Nixona. „Ms.? Nie znam tego słowa”, mówił pogardliwie prezydent. Doskonale znał. To skrót, który nie wskazuje na stan cywilny kobiety, nie definiuje jej przez relację z mężczyzną, jako panny albo żony.
WIDEO…
Gloria Steinem: Buntowniczka
Gloria Steinem stała się wielką postacią drugiej fali feminizmu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Pierwsza fala dotyczyła głównie praw wyborczych i dostępu do edukacji. Druga skupiała się na równouprawnieniu społecznym i osobistym. Chodziło o równouprawnienie kobiet w pracy, edukacji i polityce, walkę z dyskryminacją i nierównością płac, prawo kobiet do decydowania o własnym ciele, między innymi o dostęp do antykoncepcji i aborcji, przeciwdziałanie przemocy domowej i se**ualnej. Gloria Steinem przytaczała często powiedzenie swojej znajomej i innej wielkiej postaci feminizmu – Florynce „Flo” Kennedy: „Gdyby mężczyźni mogli zachodzić w ciążę, aborcja byłaby sakramentem”. Sama poddała się jej jako młoda kobieta, nie założyła rodziny, a za mąż wyszła dopiero w wieku 66 lat za Davida Bale’a, przedsiębiorcę i aktywistę na rzecz ochrony środowiska, ojca słynnego aktora Christiana Bale’a.
Gloria przed Białym Domem z makietą redagowanego przez nią pisma „Ms.”, na okładce ówczesny prezydent Jimmy Carter. Lata 70.
Dziewczynka opiekunka
Jak wiele kobiet, których młodość przypadła na lata 50., zakładała, że pewnie wyjdzie za mąż i urodzi dzieci. Miała nawet chłopaka jak z obrazka. Pięknego lotnika, który dla fasonu w jednej ręce trzymał wolant, a w drugiej papierosa. Do tego pochodził z wpływowej nowojorskiej rodziny. Ale uciekła od niego, bo nie chciała być „dodatkiem” do jego pozycji. Świat dopiero był przed nią. Gloria Marie Steinem urodziła się 25 marca 1934 roku w Toledo, w stanie Ohio. Jej dzieciństwo nie przypominało klasycznej amerykańskiej historii sukcesu. Ojciec Leo był wędrownym handlarzem antykami. Rodzina prowadziła nomadyczny tryb życia. Jej matka Ruth była dziennikarką, a raczej chciała nią być, bo ze względu na domowe obowiązki zrezygnowała z zawodu. Mała Gloria obserwowała matkę i widziała, jak próbuje godzić różne role i jak bardzo sobie z tym nie radzi. Czuła jej smutek, żal z powodu zmarnowanego talentu i niewykorzystanych możliwości. Po rozwodzie rodziców 10-letnia dziewczynka została z mamą, która zmagała się z problemami psychicznymi, trafiała do szpitali i miała epizody związane z urojeniami i halucynacjami.
Opieka nad mamą przyczyniła się do tego, że nie pragnęła dzieci. Na pytanie o nie odpowiadała: „Miałam już jedno – własną matkę”. Podkreślała, że opieka dziecka nad rodzicem sprawia, że „masz wypaczony obraz opieki nad kimś” i ma to na ciebie wpływ.
Z aktorem Alanem Aldą znanym z serialu „M*A*S*H”. Wspierał feminizm, był nazywany „honorową kobietą”.
Gloria w mniejszości
Po studiach na politologii dostała stypendium Chestera Bowlesa i wyjechała do Indii. Spędziła tam około dwóch lat, podróżując, obserwując lokalne ruchy społeczne i ucząc się pracy u podstaw. Ten okres okazał się jednym z najważniejszych doświadczeń jej życia. Zetknęła się z ubóstwem, o którego skali nie miała pojęcia. Po raz pierwszy jako biała kobieta była w mniejszości.
Ale przede wszystkim poznała ruch radykalnych zwolenników Mahatmy Gandhiego. Brała udział w działalności grup inspirowanych gandhizmem i poznała idee oddolnej organizacji społecznej. Wędrowała od wioski do wioski z lokalnymi aktywistami, ucząc się zasad działania ruchów społecznych i pracy z ludźmi.
Doświadczenie to uświadomiło jej, że prawdziwa, trwała zmiana społeczna rodzi się oddolnie, poprzez bezpośredni dialog z ludźmi, a nie poprzez decyzje odgórnych elit politycznych.
Gloria Steinem na marszu kobiet w Nowym Jorku. Odbył się on w imię równości prawnej, ekonomicznej, seksualnej i rasowej, 1975 rok.
Jestem króliczkiem
Kiedy wróciła do Stanów Zjednoczonych, wybrała dziennikarstwo. Nie było to łatwe środowisko dla kobiety, która chciała pisać o polityce i sprawach społecznych. W męskich redakcjach lat 50. i 60. kobiety często trafiały do takich działów jak moda, uroda, kuchnia, styl życia. Steinem chciała czegoś innego. Interesowały ją wybory, politycy, społeczne nierówności i historie ludzi, których głos rzadko trafiał na pierwsze strony gazet.
Przełom przyszedł w 1963 roku, kiedy dla magazynu „Show” zgodziła się pracować pod przykryciem jako króliczek w nowojorskim Playboy Club. Tekst „I was a Playboy Bunny” okazał się wielkim sukcesem, a zarazem był ważny społecznie. Odsłonił rzeczywistość pracy kobiet zatrudnianych jako kelnerki: niskie płace, upokarzające reguły i kontrola wyglądu, s***ualizacja pracownic. Gloria pisała o obowiązkowych badaniach ginekologicznych jako warunku zatrudnienia oraz o rasistowskich uwagach do czarnoskórych dziewczyn – „króliczków z czekolady”. W 1968 roku współtworzyła „New York Magazine”, gdzie zajmowała się polityką i tematami społecznymi. Coraz wyraźniej interesował ją także rozwijający się ruch wyzwolenia kobiet.
U boku Jacqueline Kennedy-Onasis na spotkaniu w honorowej organizacji Akademia Sztuki i Literatury, 1984 rok.
Do feminizmu nie doszła przez abstrakcyjną teorię. W dużej mierze doprowadziło ją do niego jej doświadczenie. W 1969 roku podczas publicznego spotkania poświęconego prawu do przerywania ciąży w Nowym Jorku Steinem opowiedziała o aborcji, którą przeszła w Londynie jako 22-latka. Była to aborcja nielegalna, a przyznanie się do niej, nawet po latach, ryzykowne i obciążone społecznym potępieniem. Publiczne ujawnienie własnej historii stało się jednak dla Glorii ważnym momentem – po raz pierwszy zobaczyła, jak osobiste doświadczenie może stać się częścią politycznej rozmowy.
Gloria Steinem poświęciła potem lata pracy, by przekształcić doświadczenia, o których kobiety mówiły szeptem, w kwestie publiczne. Przemoc, molestowanie, nierówne płace, ograniczony dostęp do antykoncepcji i aborcji, brak kobiet w polityce czy niewidzialna praca wykonywana w domu przestały być wyłącznie „prywatnymi sprawami”.
Jej sposób myślenia można streścić właśnie w tym duchu: od pojedynczej historii do systemu. Jeśli tysiące kobiet opowiadają podobne historie, problem nie leży wyłącznie w nich. Być może problem tkwi w regułach, według których działa społeczeństwo.
Własnym głosem
Najbardziej widocznym symbolem tej zmiany stał się magazyn „Ms.”. W 1971 roku Steinem, Patricia Carbine, Letty Cottin Pogrebin i inne feministki zaczęły tworzyć pismo, które miało mówić o kobietach inaczej niż popularne magazyny kobiece. Pierwszy numer ukazał się jako specjalny dodatek do „New York Magazine” w grudniu 1971 roku, a w 1972 roku „Ms.” stał się samodzielnym magazynem. Steinem była jego redaktorką przez 15 lat, a później pozostała związana z tytułem jako jedna z jego założycielek i członkini zespołu doradczego.
„Ms.” nie był po prostu kolejnym magazynem dla kobiet. Miał być miejscem, w którym kobiety mogły mówić własnym głosem o polityce, pracy, s**sie, rodzinie, prze**cy i ambicjach. Poruszał kwestie aborcji, s**sizmu, wyrównania płac czy przemocy domowej. Sam pomysł był rewolucyjny, bo odwracał tradycyjny model prasy kobiecej. Zamiast pytać, jak kobieta może lepiej dopasować się do świata, pytano, dlaczego świat został urządzony właśnie w taki sposób.
Steinem rozumiała siłę mediów. Wiedziała, że ruch społeczny potrzebuje nie tylko idei, lecz także języka, opowieści i widoczności. Pismo „Ms.” pozwalało połączyć te elementy. Feminizm przestawał być niszową działalnością aktywistek, a stawał się częścią głównego nurtu amerykańskiej kultury.
Legendarna okładka pierwszego numeru feministycznego pisma „Ms.” z ośmioręczną boginią Kali, 1971 rok
Pismo było błyskotliwe i odkrywcze. Na pierwszej okładce „Ms.” znalazła się bogini Kali z ośmioma rękami, w których trzymała między innymi: żelazko, patelnię, kierownicę, telefon, lustro i maszynę do pisania. Bohaterem jednej z późniejszych okładek był prezydent Jimmy Carter przedstawiony jako kobieta w ciąży, a tytuł brzmiał: „Carter Discovers »Life Is Unfair«” (Carter odkrywa, że życie jest niesprawiedliwe). Była to ironiczna reakcja na jego wypowiedź dotyczącą finansowania aborcji.
W 1978 roku Steinem napisała swój słynny tekst „If Men Could Menstruate” (Gdyby mężczyźni mogli miesiączkować). Był to satyryczny esej – autorka wyobrażała sobie świat, w którym to mężczyźni miesiączkują i natychmiast budują na tym przewagi. Tekst ukazał się w październikowym numerze „Ms.” i stał się jednym z najbardziej znanych feministycznych tekstów tamtych lat. Szybko zresztą zrozumiała również, że samo pisanie nie wystarczy. W 1971 roku współtworzyła National Women’s Political Caucus, organizację mającą zwiększać udział kobiet w polityce. Sama miała wokół siebie wspaniałą grupę kobiet. Należały do niej: Shirley Chisholm, pierwsza czarnoskóra kobieta wybrana do Kongresu USA, Betty Friedan, autorka książki „Mistyka kobiecości”, prawniczka Florynce Kennedy, jedna z najbardziej radykalnych feministek w Stanach, Alice Walker, autorka „Koloru purpury”, czy Margaret Sloan-Hunter, czarnoskóra feministka i lesbijka, która dbała o to, by pismo wspierało także osoby LGBT+.
W późniejszych latach sama Gloria Steinem jasno opowiadała się po stronie osób transpłciowych. Mówiła: „Wierzę, że osoby transpłciowe, w tym te, które przeszły transformację, żyją prawdziwym, autentycznym życiem. Te życia powinny być celebrowane, a nie kwestionowane”. Była to również forma odpowiedzi na jej własne wcześniejsze, kontrowersyjne wypowiedzi z lat 70.
Dyskusje w kręgu
Była na pewno bardzo atrakcyjną kobietą. Nosiła charakterystyczne Ray-Bany Aviatory, duże męskie okulary w cienkich oprawkach. Jej styl łączył wyluzowaną elegancję lat 70., elementy boho i świadome manifestowanie kobiecości jako narzędzia walki o prawa kobiet. Długie proste włosy, rozjaśnione przy twarzy, sposób mówienia i niezwykła zdolność formułowania zdań, które natychmiast trafiały do mediów, stały się jej znakiem rozpoznawczym. Była fotogeniczna i świadoma siły obrazu, ale jednocześnie drażniło ją sprowadzanie czyjejś działalności do wyglądu. Jej przyjaciółka, słynna projektantka Diane von Fürstenberg, podsumowała to słowami, że Gloria „odczarowała wizerunek feministki – pokazała, że można być atrakcyjną, kochać modę i jednocześnie walczyć o zmianę świata”.
W jej nowojorskim domu, w prestiżowej dzielnicy Upper East Side, przez dziesięciolecia spotykali się aktywiści, pisarki, politycy i młode kobiety rozpoczynające działalność społeczną. W słynnym salonie odbywały się Talking Circles – kręgi dyskusyjne, w których brały udział kobiety z całego świata. W środku stał legendarny czerwony fotel, na którym siadała gospodyni tych spotkań. Gościła tu nie tylko aktorka Jane Fonda czy pisarka Alice Walker, ale też Wilma Mankiller, przyjaciółka Glorii i pierwsza kobieta pełniąca funkcję głównej przywódczyni Narodu Czirokezów. Gdy zmarła, jej wielbiciele z całego świata palili ogniska, żeby oświetlić jej drogę do nieba. Taka to była postać.
Gloria Steinem przy swoim biurku w redakcji „Ms.”, współpracowała z pismem blisko 50 lat. Zdjęcie z 1980 roku.
Gloria i mężczyźni
Sama Gloria miała wiele romansów i relacji. Była związana z reżyserem Mikiem Nicholsem, twórcą między innymi „Absolwenta” i „Kto się boi Virginii Woolf?”. Przypisywano jej romans z Henrym Kissingerem, choć sama temu zaprzeczyła: „Nie jestem taką masochistką, a on takim sadystą”, mówiła w typowy dla siebie sposób błyskotliwymi bon motami. Była uznaną dziennikarką, obracała się w świecie nowojorskiej elity pisarzy, polityków i biznesmenów. Trudno się dziwić, że jednym z elementów jej biografii, które przez lata budziły zainteresowanie, było życie osobiste.
W latach 70. i 80. jej wieloletnim partnerem życiowym został J. Stanley Pottinger, prawnik i wysoki urzędnik Departamentu Sprawiedliwości USA za czasów Geralda Forda. Na przełomie lat 80. i 90. Steinem spotykała się z potężnym miliarderem, wydawcą i magnatem nieruchomości Mortimerem „Mortem” Zuckermanem. Ich relacja przyciągała uwagę nowojorskich salonów i brukowców. Związek z tak wpływowym kapitalistą wywoływał skrajne emocje w środowisku radykalnych feministek, jednak dla samej Glorii był ważnym doświadczeniem osobistym. Sama później mówiła, że był to jedyny okres jej życia, kiedy pozostawała w związku z mężczyzną, którego wartości polityczne nie były zgodne z jej własnymi.
Steinem długo nie wychodziła za mąż. Dla kobiety, która stała się symbolem niezależności, był to także świadomy wybór pozostawania poza tradycją życia rodzinnego. Jak mawiała, nie chciała wpaść w pułapkę patriarchatu.
Jednak w 2000 roku, mając 66 lat, po raz pierwszy zdecydowała się na ślub, dodajmy jednak – w obrządku Czirokezów. „Kto by się nie skusił?”, wspominała z uśmiechem. Jej mężem został przedsiębiorca i działacz na rzecz ochrony środowiska David Bale, ojciec aktora Christiana Bale’a. Małżeństwo trwało krótko. Bale zmarł w 2003 roku na chłoniaka. Często wspominała męża, mówiąc w wywiadzie dla „Guardiana”, że to on sprawił, że czuła głęboko i nauczyła się żyć teraźniejszością. Powiedziała też wzruszająco, że to David nauczył ją umierania.
Steinem nie traktowała jednak samotności jako ideologicznego celu. Jej życie pokazuje raczej, że niezależność nie musi oznaczać izolacji. Przez dekady otaczała się ludźmi, tworzyła przyjaźnie i polityczne sojusze, a jej działalność była oparta na relacjach. Nie odrzucała bliskości – odrzucała przekonanie, że kobieta musi poświęcić własną niezależność, żeby na nią zasłużyć.
Gloria i agenci CIA
Nie była święta ani bez skazy. Nieraz ją krytykowano. Przez lata była oskarżana o to, że reprezentuje przede wszystkim perspektywę białych, wykształconych kobiet z klasy średniej. Feministyczny ruch był i pozostaje wewnętrznie różnorodny, a spory o rasę, klasę społeczną, s***ualność i reprezentację były jego częścią. Zarzucano jej, że zbyt rzadko łączyła prawa kobiet z nierównościami społecznymi i kwestiami kolonializmu. Krytykowano ją za stanowisko w sprawach Bliskiego Wschodu i za to, że nie zawsze reagowała w sposób, którego oczekiwały od niej bardziej radykalne środowiska feministyczne. Na przykład nie protestowała w sprawie wykorzystywania s***ualnego palestyńskich kobiet. Zarzucano jej też nadmierne upolitycznienie. Była blisko związana z Partią Demokratyczną i przez lata wspierała jej kandydatów, choć sama formalnie do partii nie należała. Zaskakująca była z jej strony obrona Billa Clintona po ujawnieniu jego s***ualnych ekscesów w Gabinecie Owalnym. W 1998 roku w „The New York Times” Steinem pisała, że zachowanie Clintona nie powinno być automatycznie utożsamiane z molestowaniem s***ualnym. Później przyznała, że nie napisałaby tego samego tekstu w taki sam sposób.
Z mężem Davidem Bale’em, którego poślubiła, mając 66 lat. Byli razem trzy lata. Na zdjęciu w Los Angeles, 2003 rok.
Wiele osób wypominało jej też współpracę z CIA, co było jednym z najbardziej kontrowersyjnych rozdziałów tej biografii. Gloria Steinem nie była agentką CIA w potocznym znaczeniu tego słowa, ale w latach 50. i 60. kierowała organizacją Independent Research Service, która otrzymywała finansowanie od CIA. I była tak zwanym zasobem agencji. Organizowała wyjazdy młodych Amerykanów na Światowe Festiwale Młodzieży i Studentów, które były wydarzeniami inicjowanymi w dużej mierze przez ZSRR i środowiska komunistyczne. Nie ukrywała, że uważała wówczas tę współpracę za uzasadnioną walkę z sowiecką propagandą. Jej późniejsze publiczne wypowiedzi na temat CIA były jednym z powodów, dla których ta część jej biografii przez lata budziła kontrowersje.
Steinem pracowała niemal do końca życia. Jeszcze w ostatnich latach pisała, udzielała wywiadów i komentowała amerykańską politykę. Nie wycofała się z debaty o prawach reprodukcyjnych, mimo że rzeczywistość polityczna Stanów Zjednoczonych za czasów Donalda Trumpa zaczęła podważać część zdobyczy, które jej pokolenie uważało za utrwalone.
Koniec epoki
Wiadomość o jej śmierci została przyjęta nie tylko jak odejście znanej aktywistki, ale jak zamknięcie pewnej epoki amerykańskiej historii. Przez ponad pół wieku Steinem była jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów ruchu kobiet.
A jednak trudno powiedzieć, że jej historia się skończyła. Być może właśnie dlatego, że Gloria Steinem nigdy nie traktowała feminizmu jako projektu, który może zostać ukończony. W jej rozumieniu każda generacja otrzymuje coś od poprzedniej, a następnie musi zdecydować, co z tym zrobić. W dokumencie Netflixa „Famous Last Words”, nagranym w lutym 2025 roku i wyemitowanym dopiero po jej śmierci, mówiła o własnym życiu, sławie i śmierci. Podkreślała, że nie chciała być przedstawiana jako jedna twarz ruchu feministycznego, ponieważ ruch ten zawsze był różnorodny. W swoim końcowym przesłaniu mówiła o znaczeniu opowiadania własnych historii, wzajemnym szacunku, robieniu tego, co się kocha, i zachowaniu własnej wyjątkowości.
Jej ostatni esej, opublikowany w „The New Yorker” w dzień po jej śmierci, był z kolei rodzajem podsumowania życia. Steinem pisała w nim, że feminizm to wiara w pełne człowieczeństwo wszystkich ludzi. W humanizm. Podkreślała wagę starszych pokoleń, które są świadkiem tego, jak długą drogę przeszliśmy jako społeczeństwo i ile udało się osiągnąć.
Jej biografia to opowieść o kobiecie, która nie dostała gotowej mapy, więc przez całe życie podróżowała, pytała, słuchała i sama ją rysowała. I o tym, że największe zmiany często zaczynają się nie od wielkiej deklaracji, lecz od bardzo prostego gestu – od uznania, że czyjeś doświadczenie zasługuje na to, by zostać usłyszane.
Tekst Agnieszka Dajbor
Tekst ukazał się w magazynie VIVA! nr 18/2026
Gloria Steinem na spotkaniu o sytuacji kobiet między innymi w Afganistanie, Nowy Jork, 21 września, 2011 rok.