Przez lata Gloria Steinem pozostawała jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy walki o prawa kobiet w Stanach Zjednoczonych. Jej działalność obejmowała zarówno pracę dziennikarską, jak i udział w wiecach, konferencjach i inicjatywach poświęconych równouprawnieniu.
WIDEO…
Gloria Steinem nie żyje. „Odeszła spokojnie w swoim domu w Nowym Jorku”
Gloria Steinem zmarła w wieku 92 lat. Informację o jej śmierci przekazała fundacja działaczki w komunikacie opublikowanym na Instagramie. „Wczoraj Gloria Steinem odeszła spokojnie w swoim domu w Nowym Jorku, otoczona przez wielu bliskich. Prawie sto lat życia Glorii na Ziemi to lata dobrze przeżyte, podczas których do samego końca walczyła o równość”, napisano.
Organizacja przypomniała również jedno ze zdań, które Steinem często powtarzała: „Machnięcie skrzydła motyla może zmienić pogodę setki mil dalej”. We wspomnieniowym wpisie podkreślono także jej charakter i wpływ na innych. „Jej słowa, czyny i przykład pozwoliły ludziom w pełni być sobą. Gloria pozostała wierna swojemu niezależnemu duchowi, zawsze cechując się ciekawością i wspaniałym poczuciem humoru”, czytamy.
Jednym z ważnych momentów w jej działalności był rok 1977. Wtedy Gloria Steinem znalazła się w Coliseum w Houston podczas National Women's Conference. W wydarzeniu uczestniczyło dwa tysiące kobiet z całych Stanów. Różniły się wiekiem, kolorem skóry i wyznaniem. Konferencję poprzedziły 54 konferencje w całym kraju oraz zebranie milionów dolarów.

Przez lata walczyła o prawa kobiet. Jeden moment szczególnie ją ukształtował
Podczas spotkania do Steinem podeszły dwie Indianki. Jedna otuliła ją szalem z czerwonymi frędzlami i złoto-fioletowymi wstęgami, druga założyła jej naszyjnik zdobiony paciorkami. „Noś je, gdy będziesz nas bronić i tańczyć swoje pow-wow”, powiedziały. Po latach Steinem wspominała znaczenie tego gestu. „Nakładałam ten szal i naszyjnik zawsze, gdy się bałam stanąć przed protekcjonalnymi mężczyznami z establishmentu, którzy patrzyli na mnie z góry, dając do zrozumienia, że nie zdołam ich do niczego przekonać”. Sama National Women's Conference była dla niej momentem szczególnym. „Największym sukcesem zjazdu jest to, że tyle kobiet uwierzyło w siebie i poczuło moc, jaką daje wspólnota! Mamy realną siłę, by bronić naszych praw i równości!”, mówiła. Po latach uznała ten dzień za jeden z tych momentów, po których nic nie jest już takie samo.
Jej droga do aktywizmu zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Ojciec Glorii, Leo Steinem, przemierzał Stany, handlując antykami i innymi rzeczami. Rodzinie nie zawsze się powodziło. Jego żona Ruth oraz córki Susanne i Gloria mieszkały w przyczepie. Gloria uczyła się czytać dzięki znakom drogowym i reklamom. Gdy miała 10 lat, jej rodzice się rozwiedli. Matka znalazła mieszkanie w Massachusetts i był to pierwszy stały adres w życiu Glorii. Ruth wcześniej chciała rozwijać karierę dziennikarską, ale poświęciła swoje plany rodzinie. Gdy córka zapytała ją, dlaczego tak zrobiła, usłyszała: „Inaczej ty byś się nie urodziła”. Gloria odpowiedziała: „Ale ty byś się urodziła, mamo!”. Po latach Steinem odwoływała się również do rodzinnych korzeni swojej niezależności. „Gen aktywistki odziedziczyłam po kobietach z rodziny, a gen życia w drodze po ojcu. To, by nie dać się wtłoczyć w żadne schematy, wymyśliłam sobie sama”, mówiła.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Joanna Koroniewska mówiła, że Dorota Szelągowska jest jej „objawieniem”. Dziś nie mają ze sobą kontaktu

Zostawiła pierścionek zaręczynowy i wybrała wolność
W 1957 roku Gloria Steinem ukończyła Smith College w Massachusetts. Miała już zaplanowaną datę ślubu. Jej narzeczony był pilotem i romantykiem. Latał nad jej domem, wypisując smugą na niebie imię Gloria. Wszystko zmieniło się jednak podczas rozdania dyplomów. Absolwentki usłyszały wtedy, że zdobyte przez nie wykształcenie: „jest drugorzędne wobec misji, jaką dla dziewcząt jest status żony i pani domu”. Steinem nie chciała powtórzyć losu swojej matki. Po namiętnej nocy z narzeczonym zostawiła na poduszce pożegnalny list i pierścionek zaręczynowy. Odeszła i wybrała wolność. Dopiero później walka o równouprawnienie kobiet stała się jej życiową misją.
Kolejnym ważnym etapem w jej życiu była podróż do Indii. Gloria Steinem studiowała na Uniwersytecie w Delhi, ale zależało jej również na poznaniu codziennego życia miejscowych kobiet. Zamieniła zachodni strój na sari i podróżowała od wioski do wioski pieszo, koleją i autobusami. Rozmawiała z kobietami, które pytały ją między innymi o to, dlaczego jej rodzina nie znalazła jej męża, dlaczego podróżuje sama i dlaczego Amerykanki mają mało dzieci.
W Indiach zobaczyła znaczenie kobiecej wspólnoty. Usłyszała też historie o kobietach, które miały zainspirować Gandhiego do walki z barbarzyńskim zwyczajem sati, według którego wdowa musiała żywcem spłonąć na stosie ze zmarłym mężem. Steinem zaczęła porównywać tę sytuację z losem kobiet Zachodu. „Kobiety cywilizowanego Zachodu też mają swoje sati”, myślała. Po powrocie do Stanów jeździła po całym kraju i angażowała się w działalność na rzecz kobiet. Swoje doświadczenia podsumowała słowami: „Los wędrownej działaczki feministycznej jest wersją hinduskiego chodzenia po wioskach”.
Gloria Steinem przez dekady pozostawała symbolem niezależności i walki o prawa kobiet. Jej fundacja żegnając ją podkreśliła, że do samego końca pozostała wierna własnemu duchowi i idei równości.
CZYTAJ TEŻ: Od 13-latki z Częstochowy do światowej mody. Tak Anja Rubik zbudowała swoją karierę. To historia jak z filmu





























