Trzymali się za ręce, gdy odchodziła. Kamil Sipowicz o ostatnich chwilach Kory: „Ta noc do innych nie była podobna”
Mija osiem lat od śmierci Kory, a Kamil Sipowicz wciąż doskonale pamięta noc, podczas której pożegnał ukochaną. W szczerej rozmowie opowiedział o wydarzeniach, które na zawsze zapisały się w jego pamięci. Wspominał obecność przyjaciół, niezwykłą atmosferę tamtego wieczoru i moment, gdy wszyscy wspólnie trzymali się za ręce, żegnając legendarną wokalistkę Maanamu.

Kamil Sipowicz po raz pierwszy tak szczegółowo wrócił wspomnieniami do dnia śmierci Kory. W wywiadzie udzielonym redakcji Jastrząb Post opowiedział o ostatnich chwilach życia artystki, emocjach towarzyszących jej bliskim oraz wydarzeniach, które na zawsze zapisały się w jego pamięci. Wieloletni partner wokalistki Maanamu przywołał poruszające wspomnienia z nocy jej odejścia, opisując moment, w którym – jak relacjonował – wszyscy obecni pożegnali Korę, trzymając się za ręce.
Kamil Sipowicz wrócił wspomnieniami do dnia śmierci Kory
Kamil Sipowicz był związany z Korą przez ponad 30 lat i towarzyszył jej aż do ostatnich chwil życia. Z okazji ósmej rocznicy śmierci artystki zdecydował się opowiedzieć o jednym z najtrudniejszych dni w swoim życiu.
Nie ukrywa, że mimo upływu lat tamte wydarzenia wciąż są niezwykle wyraźne. Jak przyznał, moment odejścia Kory był dla niego i wszystkich obecnych ogromnym przeżyciem.
– „Był wstrząsający” – powiedział dla Jastrząb Post.
„Byli przyjaciele, paliliśmy ognisko…”
Sipowicz opowiedział również o atmosferze, jaka panowała podczas ostatniej nocy życia Kory. Jak wspomina, bliscy czuwali przy artystce, a okoliczności tamtego wieczoru sprawiły, że na zawsze zapadł mu on w pamięć.
– „Byli przyjaciele, paliliśmy ognisko, było zaćmienie księżyca. Ta noc do innych nie była podobna, naprawdę. Czuwaliśmy przy Korze” – wspominał.
To właśnie wtedy został wezwany przez osobę zajmującą się zawodowo opieką nad ludźmi umierającymi.
– „Chodź tu szybko, Kamil, bo Kora odchodzi” – usłyszał.
Chwilę później znalazł się przy ukochanej. Wspomina, że wszyscy obecni połączyli dłonie.
– „Zszedłem, trzymaliśmy się wszyscy za ręce i Kora odeszła” – powiedział.
Zobacz też: Z dala od sceny i wielkich miast. Tak wyglądał ukochany dom Kory na Roztoczu
Bliscy byli przygotowywani na odejście artystki
W rozmowie Sipowicz opowiedział także o wsparciu, jakie otrzymywali od pracowników hospicjum. Jak wyjaśnił, bliscy stopniowo oswajali się z myślą o nadchodzącym pożegnaniu.
– „Byliśmy właściwie na to przygotowani” – przyznał.
Dodał, że personel hospicjum zwracał uwagę na to, iż najtrudniejsze bywają sytuacje, kiedy osoba u kresu życia przez długi czas pozostaje nieprzytomna.
– „A ponieważ panie z hospicjum powiedziały, że najgorsze jest to, że zdarza się, że ludzie na ostatniej drodze potrafią bardzo długo leżeć nieprzytomni, to w pewnym sensie się uczyliśmy, że Kora odeszła. Gdyby wegetowała przez jakiś czas, to byłoby to straszne i dla niej, i dla nas” – wyznał.
Nie tylko wspomnienia o Korze
Wywiad nie ograniczył się wyłącznie do wspomnień z dnia śmierci artystki. Kamil Sipowicz opowiedział także o swoich relacjach z synami Kory oraz telewizyjnym debiucie jej wnuka.
Poruszył również temat projektu hologramu Kory, wyjaśniając, dlaczego mimo wcześniejszych zapowiedzi nie został on zrealizowany. Rozmowa objęła także wątki związane z trudnym dzieciństwem wokalistki oraz obecną sytuacją polityczną w Polsce. Sipowicz zdradził również, jak – jego zdaniem – Kora mogłaby zareagować na współczesną rzeczywistość.
Poruszające wspomnienie po ośmiu latach
Choć od śmierci Kory minęło już osiem lat, wspomnienia Kamila Sipowicza pozostają niezwykle żywe. Najbardziej poruszające słowa padły wtedy, gdy wrócił do ostatnich chwil spędzonych przy ukochanej. Opis nocy, podczas której bliscy czuwali przy artystce i wspólnie trzymali się za ręce, pokazuje, jak głęboko tamto pożegnanie zapisało się w jego pamięci.

