Beata Tyszkiewicz, która w filmowej „Lalce” z 1968 r. wcieliła się w Izabelę Łęcką, zabrała głos na temat nowych adaptacji powieści. Aktorka powiedziała, czy zamierza je obejrzeć, wróciła pamięcią do filmu Wojciecha Jerzego Hasa, a Sandrze Drzymalskiej i Kamili Urzędowskiej przekazała zaskakującą radę.
WIDEO…
Beata Tyszkiewicz o nowych adaptacjach „Lalki”. Serialu jeszcze nie widziała
„Lalka” znów wraca na pierwszy plan — i to w podwójnym wydaniu. 16 września na platformie Netflix zadebiutował serial w reżyserii Pawła Maślony, inspirowany powieścią Bolesława Prusa, a już 30 września widzowie zobaczą w kinach film w reżyserii Macieja Kawalskiego. W centrum tej historii ponownie znajdzie się Izabela Łęcka, jedna z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek polskiej literatury. Dla Beaty Tyszkiewicz to rola szczególna — aktorka stworzyła swoją kreację Łęckiej w filmie Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 r. U jej boku jako Stanisław Wokulski wystąpił wówczas Mariusz Dmochowski.
Czy uwielbiana artystka zdążyła już zobaczyć nową wersję tej historii? W rozmowie z „Faktem” przyznała, że serialu Netflixa jeszcze nie oglądała. Dodała jednak, że prawdopodobnie po niego sięgnie. „Jeszcze nie widziałam, ale myślę, że obejrzę. W moim wieku ma się już czas na to, żeby oglądać telewizję”, relacjonowała Beata Tyszkiewicz.

Jednocześnie nie ukrywała, że szczególne miejsce zajmuje dla niej ekranizacja Hasa. Wspominając pracę przy tamtym filmie, mówiła o niezwykłych aktorach i przywołała Jana Kreczmara. Podkreśliła też jakość i klasę aktorów z tamtego pokolenia. To właśnie ich — jak zaznaczyła — może jej zabraknąć w nowych wersjach.
Nie oznacza to jednak, że aktorka zamierza ustawiać kolejne ekranizacje obok siebie i wydawać werdykt. Przeciwnie. Tyszkiewicz zaznaczyła, że w ogóle ich nie porównuje. Zwróciła przy tym uwagę, że od filmu Hasa minęło wiele lat, nie ma już ludzi związanych z tamtą produkcją, dawnych fachowców ani ówczesnej techniki. „W ogóle tego nie porównuję, bo to zupełnie odrębne sprawy. Od premiery filmu Hasa minęło już tyle lat... Nie ma już tych ludzi, nie ma tamtych fachowców i dawnej techniki. Słyszałam jednak, że w nowej adaptacji bardzo zadbano o wystrój i stronę wizualną”, opowiadała gwiazda w „Fakcie”.
Czytaj też: Kamila Urzędowska o presji wokół „Lalki”: „Pozbyłam się strachu przed oceną”


Beata Tyszkiewicz o Sandrze Drzymalskiej i Kamili Urzędowskiej. Co mówi o swoich następczyniach w roli Łęckiej?
Nowe adaptacje oznaczają także nowe wcielenia Izabeli Łęckiej. W serialu Netflixa w tę postać wciela się Sandra Drzymalska, natomiast w filmie rolę tę gra Kamila Urzędowska. Kiedy „Fakt” zapytał Beatę Tyszkiewicz o jej następczynie, odpowiedź aktorki szybko zeszła na zupełnie inny temat.
Tyszkiewicz powiedziała wprost, że nie kojarzy obu aktorek. Zaraz potem podzieliła się z nimi radą dotyczącą… nazwisk. Z humorem stwierdziła, że Drzymalska i Urzędowska powinny pomyśleć o pseudonimach. „Nie kojarzę tych aktorek, ale myślę, że powinny obrać sobie pseudonimy. Mają tak trudne nazwiska, że aż przykro zaczynać karierę od czegoś, czego nikt na świecie nie będzie w stanie zapamiętać”, odparła.
Czy Beata Tyszkiewicz zdecyduje się zobaczyć nową „Lalkę” na wielkim ekranie? Aktorka nie pozostawiła w tej kwestii większych wątpliwości. Choć wokół premiery filmu narasta zainteresowanie, a nowa ekranizacja przyciąga uwagę obsadą i rozmachem realizacyjnym, ona sama nie planuje zasiąść w kinowym fotelu. „Do kina już nie chodzę i raczej nie zrobię wyjątku. W każdym razie życzę wszystkim aktorom po prostu dużej frajdy z premiery ich filmu”, dodawała w rozmowie z „Faktem”.
Czytaj też: Dziś gra Łęcką i Violettę Villas. Mało kto wie, jak zaczynała Sandra Drzymalska. Dużą rolę odegrała jej mama




























