Przez lata ten głos był nieodłączną częścią „Na Wspólnej”. Teraz charakterystycznego barytonu Krzysztofa Krawczyka w czołówce serialu już nie słychać. Zmiana poruszyła fanów serialu, a głos w sprawie zabrała także Ewa Krawczyk.  

WIDEO

player placeholder

Nowa czołówka „Na Wspólnej”. Głos Krzysztofa Krawczyka zastąpiła wersja instrumentalna

Kiedy „Na Wspólnej” pojawiło się na antenie TVN w 2003 r., jednym z elementów, które niemal od razu stały się jego znakiem rozpoznawczym, był głęboki, doskonale rozpoznawalny głos Krzysztofa Krawczyka. Przez kolejne lata otwierał widzom drzwi do świata bohaterów serialu. Teraz ta telewizyjna tradycja przeszła do historii. Od 14 września czołówka produkcji ma zupełnie nowe oblicze — i nowe brzmienie.

Charakterystyczny baryton artysty ustąpił miejsca instrumentalnej odsłonie dobrze znanej melodii. Za jej nową wersję odpowiada m.in. Łukasz L.U.C. Rostkowski.

Zobacz także:

Właśnie ta muzyczna metamorfoza wzbudziła szczególnie silne emocje. Dla części widzów głos Krawczyka nie był jedynie dodatkiem do czołówki — przez lata stanowił integralną część serialowego rytuału. Fani nie kryją zawodu. Trudno się dziwić, że zmiana została zauważona natychmiast: piosenka w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka towarzyszyła „Na Wspólnej” od pierwszego odcinka. „Gdzie jest Krzysiu? Oddajcie Krzysia. A nie te mruki”, „Serio bez piosenki ?”, „Wyszło baaaardzo źle. Oddajcie starą czołówkę”, „Murem za Krawczykiem”, „Piosenka tytułowa «Na Wspólnej» to był przez ponad dwie dekady kultowy motyw tego serialu i kojarzył się z głosem znakomitego muzyka Krzysztofa Krawczyka. Czasami niektórych rzeczy nie powinno się zmieniać. Wielka szkoda”, piszą fani.

 

Ewa Krawczyk reaguje na zmianę. „Jest mi trochę przykro”

Dyskusja wokół nowej czołówki dotarła również do Ewy Krawczyk. Wdowa po Krzysztofie Krawczyku w rozmowie z Plejadą nie ukrywała, że rozumie reakcje rozczarowanych fanów. Jednocześnie podkreśliła, że decyzja twórców serialu nie zależy od niej. Przyznała jednak: „Jest mi trochę przykro i to wszystko. Nie ode mnie to zależy”. W jej wypowiedzi nie zabrakło również odniesienia do komentarzy osób, które przez lata oglądały „Na Wspólnej”.

Wdowa po artyście przywołała komentarz widza, według którego wystarczyło usłyszeć piosenkę nawet z kuchni, by wiedzieć, że rozpoczyna się „Na Wspólnej”. Melodia była dla domowników sygnałem, by ruszyć przed telewizor. Ewa Krawczyk zwróciła także uwagę, że twórcy innych polskich seriali nie decydują się na tak duże zmiany. „Czytałam komentarz, że jak ktoś jest w kuchni i słyszy tę piosenkę, to już wiadomo, że zaczyna się "Na Wspólnej" i wszyscy lecą do telewizorów, bo ta piosenka po prostu przyciągała widzów”, opowiadała.

VIVA! Bez Tabu: „Mama była moim Bogiem”. Po jej śmierci Małgorzata Potocka nie chciała dłużej żyć

Ewa Krawczyk, VIVA!
SZYMON SZCZEŚNIAK/VISUAL CRAFTERS
Krzysztof Krawczyk i Ewa Krawczyk, VIVA! 2008
SZYMON SZCZEŚNIAK/AF PHOTO

Andrzej Kosmala nie krył żalu. Ewa Krawczyk mówi o menedżerze męża

Zmiana czołówki „Na Wspólnej” spotkała się również z reakcją Andrzeja Kosmali. Menedżer Krzysztofa Krawczyka w rozmowie z „Faktem” nie krył żalu do produkcji serialu.„Jak oni mogli usunąć piosenkę? Rozumiem, gdyby dali ją do zaśpiewania komuś innemu, młodszemu, na przykład Kubie Badachowi. Ale całkowicie ją usunąć? Koszmar”, komentował w rozmowie z serwisem.

Wcześniej w oświadczeniu na Facebooku napisał: „Rozumiemy, że oprawa serialu może się zmieniać, ale uważamy, że można go unowocześniać bez rezygnowania z tak ważnego elementu jego historii. Instrumentalna wersja nie zastąpi emocji, które przez lata niósł głos Krzysztofa Krawczyka. Apelujemy do TVN i producentów „Na Wspólnej” o przywrócenie piosenki w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka”.

 Ewa Krawczyk odniosła się do jego postawy i przypomniała, że to właśnie on zajmował się tego rodzaju sprawami. „Tak, Andrzej walczy, jest waleczny jak lew. Ja się nigdy nie zajmowałam takimi rzeczami, bo to właśnie on był tym walczącym”, dodawała w komentarzu dla Plejady.

Czytaj też: Pablo Picasso przeżył w Warszawie niewiarygodną przygodę. Teraz powstał o tym film z Andrzejem Sewerynem w roli głównej