VIVA! MODA

Poznajcie Iris Apfel! To naprawdę wyjątkowa ikona stylu!

„Nie jesteś ładna, ale jesteś interesująca”

Marcin Brzeziński 10 czerwca 2018 09:53
Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. Forum

Poznajcie wyjątkową ikonę stylu, Iris Apfel! Na początku tego roku 96-latka dołączyła do zamkniętego klubu, który tworzą m.in. Gigi Hadid, Ashley Graham i Zendaya. O jaki klub chodzi? Te znane na całym świecie trendsetterki zostały uhonorowane przez markę Mattel przypominającymi jej lalkami Barbie. Swoją również otrzymała nasz bohaterka. Jej lalka ma na sobie miniaturowy garnitur od Gucciego, sporo biżuterii i duże, okrągłe okulary w czarnych oprawkach. Iris Apfel wyróżnia się jednak bardzo spośród wyróżnionego przez Mattel grona. Po pierwsze, jest starsza niż wszystkie inne fashionistki razem wzięte. Po drugie, w przeciwieństwie do nich nigdy nie chciała zostać ikoną mody. Nie kupowała obserwujących na Instagramie, nie zatrudniła agencji public relations ani stylistów. Nie wywoływała też skandali i nie obnażała biustu. A listy najlepiej ubranych są dla niej najlepszym środkiem nasennym. „Nie bawię się w ocenianie ubrań innych ludzi. Naprawdę lepiej być zadowoloną z życia niż modną”, komentuje.

Iris Apfel – przypadkowa ikona stylu

Ikoną stylu została zaś przez zupełnie przypadek, tak jak mówi to tytuł jej najnowszej książki Accidental Icon. I jest jeszcze coś, co - oprócz ciętego języka i błyskotliwej inteligencji rzecz jasna -odróżnia ją od od dajmy na to Gigi Hadid. Laleczki o przypominające własne osoby otrzymały wyłącznie wyróżnione trendsetterki. A tylko jej firma Mattel zaproponowała by wystylizowała zabawkę, która trafi do sprzedaży. W czarnych, okrągłych okularach oczywiście. Tak więc dziewczynki na całym świecie (a kto wie, może też niektórzy chłopcy) będą mogli już w tym roku uczyć stylu od niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju Iris Apfel.

Iris Apfel nie była ładną dziewczyną

„Nie jesteś ładna. I nigdy taka nie będziesz. Ale masz do zaoferowania coś lepszego. Jesteś interesująca”, usłyszała w młodości. Sama do dziś uważa zresztą urodę za rzecz mocno przereklamowaną: „Nie lubię ładnych ludzi. Ładne dziewczyny uważają się za wyjątkowe, a to tylko złudzenie. Z czasem, szybciej niż się tego spodziewają, zostają z niczym. A ja musiałam sama coś stworzyć”. I stworzyła. Barwny („Pamiętajcie, kolor może wyciągnąć z grobu”, powtarza Iris), eklektyczny styl sprawiający, że nie można pomylić jej z nikim innym na świecie. Tylko jej przyszło do głowy by łączyć ubrania od wielkich krawców, egzotyczne szaty z bazarów, stare kościelne ornaty i plastikowe bransolety. Nie dla niej zwiewne szatki czy klasyczne kostiumy Chanel (Apfel uważa zresztą, że większość kobiet przypomina w nich… kiełbasy). Ona uwielbia ubrania o architektonicznych formach, warstwowo nakładaną biżuterię.

Brzydkie z pięknym, drogie z tanim

W wielu dziedzinach była prawdziwą pionierką. Jako chyba pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych na przykład zaczęła w latach 40. XX wieku nosić dżinsy. „Wyobraźcie sobie, że na początku nie chcieli mi ich sprzedać! Chodziłam jednak tak długo do sklepu, że w końcu mieli mnie zwyczajnie dość i znaleźli chłopięcy model, który na mnie pasował”, wspomina.

Nie bawię się w ocenianie ubrań innych ludzi. Naprawdę lepiej być zadowoloną z życia niż modną

Jak mówi jeden z jej licznych wielbicieli, belgijski projektant Dries Van Noten: „Iris Apfel jest prawdziwą mistrzynią w łączeniu brzydkiego z pięknym, drogiego z tanim. Gdy świat wielbił minimalizm, ona pozostawała wierna barokowi. Kiedy wszyscy projektanci świata radzili odejmowanie, ona mówiła „dodawaj!”. Trudno wprost mi wyrazić, ile jej zawdzięczam”. I nie tylko on. Wspomnijmy tylko ostatnie przebojowe kolekcje Alessandro Michele dla domu mody Gucci. Nic dziwnego, że w jego zielony garnitur ubrana jest laleczka Iris. Przecież wygląda, jak wyciągnięty z jej nieskończenie przepastnej garderoby.

Lekcje stylu Iris Apfel

Jej historia zaczyna się 29 sierpnia 1921 roku. Iris przyszła na świat na Long Island w nowojorskim Queens, jako jedyna córka Samuela i Sadye Barellów. Ojciec był właścicielem firmy szklarskiej, matka prowadziła mały sklep z ubraniami. Na tym rodzinne związki z modą się bynajmniej się nie kończą. Jej dziadek, rosyjski Żyd, był krawcem. Nienawidził maszynowo wykonanych dziurek do guzików. Jego ręczne ściegi były ładniejsze. Być może, dlatego Iris Apfel tak boleje dziś nad upadkiem rękodzieła. „Rzemiosło upada, zostaje tandeta. Nic dziwnego, że wszyscy wszyscy wyglądają tak samo. Okropność!”, mówi.

Od najmłodszych lat mała Iris pobierała lekcje stylu. „Mama miała na mnie ogromny wpływ. Była istną czarodziejką dodatków. Wyczyniała istne cuda przy pomocy zwykłej apaszki, którą wiązała za każdym razem inaczej. Mówiła mi: kup małą czarną sukienkę, a zawsze będziesz miała co na siebie włożyć. Możesz ją nosić na dziesiątki sposobów”, wspomina. Co prawda nie znajdziemy zdjęcia Iris Apfel w małej czarnej, ale prawdę o tym, ile na ile sposobów można użyć jedną część garderoby przyswoiła sobie na całe życie. Czego się jeszcze się nauczyła od matki? Do tego przyjdzie nam jeszcze powrócić.

Pamiętajcie, kolor może wyciągnąć z grobu

Inne lekcje dawał jej ojciec. Nie poświęcał wprawdzie ubraniom większej uwagi, ale nadrabiał to brawurową nonszalancją, która działała jak magnes na kobiety. Jego specjalnością były misterne kompozycje z luster. Zatrudniali go więc najlepsi dekoratorzy wnętrz, w tym sławna Elsie de Wolfe znana również jako Lady Mendl, autorka popularnej książki Dom w dobrym stylu. Ojciec zabierał mała Iris do jej apartamentu w hotelu Plaza. Tam nasza bohaterka pierwszy raz spotkała się ze światem luksusu. Wcześniej nie wiedziała na przykład, że istnieje porcelana tak cienka, że prześwituje przez nią światło ani szlafroki… pobijane futrem z szynszyli. Samuel Barell miał też niebagatelny wkład w ogólną edukację córki. Uczyła się czytać na menu restauracji, które wspólnie odwiedzali.

Iris Apfel kształciła się też sama

Iris kształciła się też sama. Uwielbiała na przykład niedzielne do „czarnego” Harlemu. „Przyjeżdżałam tu w dzieciństwie by patrzeć na kobiety idące do kościoła. To był prawdziwy popis inwencji, fantazji i odwagi. Do dziś uważam, że ludzie z Harlemu mają więcej stylu niż nudni mieszkańcy Manhattanu, którzy noszą czerń jak bezpieczny uniform”.
Aż przyszedł czas na zajęcia praktyczne czyli samodzielne zakupy. „Pierwszą rzecz kupiłam sobie gdy miałam 11 lat. To był mały sklepik w Greenwich Village. Dla mnie zaś wyglądał jak jaskinia Aladyna. Właściciel miał na sobie znoszone ubranie, ale wyglądał w nich jak książę. Musiał zwrócić na mnie uwagę. A mnie zainteresowała pewna odlotowa broszka. Kosztowała oszałamiającą kwotę - sześćdziesiąt pięć centów. Długo się z księciem o nią targowałam. Do dziś to robię i jestem w tym dobra. Są zresztą pewne miejsce na świecie, w których jest to wyraz dobrych manier. Kupujesz coś za pięćdziesiąt dolarów bez targowania? Sprzedawca ma zmarnowany dzień! Dręczą go myśli, że stracił, bo mógł ci to sprzedać za sto!”, wspomina z rozrzewnieniem Iris Apfel. I dodaje: „Wciąż uwielbiam zakupy. Niestety robię je tylko raz na tydzień. Dlaczego? W sklepie znowu mam dziewiętnaście lat, a potem jestem tak zmęczona, że muszę się wczołgiwać do samochodu…”.

Cała opowieść Marcina Brzezińskiego o wyjątkowej Iris Apfel tylko w magazynie VIVA! MODA! Już w kioskach!

Iris Apfel stworzyła eklektyczny styl sprawiający, że nie można pomylić jej z nikim innym na świecie

Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. East News

Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. East News

Pierwsza lalka Barbie wystylizowana przez Iris Apfel trafi do sprzedaży, a druga zainspirowana jest jej postacią.

Iris Apfel doczekała się własnej lalki Barbie, Barbie, Kim jest Iris Apfel?
Fot. Instagram/@barbiestyle

Nowa VIVA! MODA  już w kioskach!

Nowa VIVA! MODA na lato 2018 na okładce modelka Georgina Grenville
Fot. Frederic Pinet

Wideo

Jak nosić najmodniejszy kolor lata?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami numeru są Grzegorz Krychowiak i Celia Jaunat. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!