VIDEO VIVY!

Katarzyna Cichopek i jej mąż niedawno świętowali rocznicę ślubu. Poznaj historię ich miłości!

Aktorka obchodzi dzisiaj urodziny!

Gabriela Czernecka 7 października 2021 16:05

Historia miłości Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela to gotowy scenariusz na film. Poznali się na planie programu Taniec z gwiazdami. Choć oboje starali się być profesjonalni, uczucie okazało się być silniejsze. Program zwyciężyli, będąc już parą. Choć niewielu wróżyło im sukces, twierdząc, że ich związek to tani chwyt marketingowy, dziś są jedną z najpiękniejszych par polskiego show-biznesu. Niedawno świętowali 13. rocznicę ślubu. A pamiętacie jak się poznali i kiedy narodziło się ich uczucie? 

Historia miłości: Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel

Para poznała się jesienią 2005 roku na planie programu Taniec z gwiazdami. „Trenowaliśmy rumbę, czyli taniec miłości. Ja byłem wtedy w pracy, więc starałem się mocno trzymać moje uczucia na wodzy”, mówił tancerz w jednym z wywiadów. Uczucie okazało się być jednak silniejsze. Jeszcze tańcząc w ostatnich odcinkach, byli już parą. W finale walczyli o Kryształową Kulę z Małgorzatą Foremniak i Rafałem Maserakiem.

Kasia i Marcin zaczęli od rumby, która została nagrodzona nie tylko czterema dziesiątkami, ale i pochwałami jurorów. Drugim półfinałowym tańcem było ogniste tango, i choć Iwonie Pavlović nie przypadła do gustu zbyt krótka sukienka aktorki, to tańcem pary była zachwycona.  Burza braw nastąpiła jednak po freestyle’u Kasi Cichopek i Marcina Hakielaz wielkiego finału. Para zatańczyła mambo do utworu z Dirty Dancing. „To był taniec godny mistrzów”, oznajmił juror, Piotr Gliński. 

Zobacz też: Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel świętują dziś 13. rocznicę ślubu!

Ślub Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela

Pierwszą edycję Tańca z Gwiazdami zwyciężyli, będąc już parą. Rok później założyli własną szkołę tańca Hakiel - Akademia Tańca. O zaręczynach wiedzieli nieliczni. Ślub również miał się odbyć w tajemnicy, ale, jak podawała plejada.pl wygadała się... Nina Terentiew. W wywiadzie dla Faktu dyrektor programowa stacji Polsat, gdy dotarły do niej pogłoski, że Kasia nie pojawi się na sobotnim nagraniu Jak oni śpiewają, zagroziła zerwaniem kontraktu z aktorką. Podobno szybko złagodniała i ogłosiła: „Przed kontraktem zawieranym z Panem Bogiem po prostu z pokorą ustępuję”, wyznała. 

Tym samym zdradziła, że para zamierza wziąć ślub. 20 września 2008 roku Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel stanęli na ślubnym kobiercu. Uroczystość odbyła się w Zakopanem. Rok później na świecie pojawiło się pierwsze dziecko pary, syn Adam. Pierwsze plotki o kryzysie pary pojawiły się już w 2010 roku. Zakochani plotek nie komentowali. Do czasu.

Informacje o tym, że źle dzieje się w ich związku para skomentowała w końcu na łamach magazynu VIVA!: „Nie, nie rozwodzimy się. Czemu mamy się rozwodzić, skoro między nami jest dobrze? Zamieszkałam na razie u mamy, podczas gdy Marcin pilnuje remontu naszego domu w Wilanowie. Stwierdziliśmy, że nic się nie stanie, gdy trochę pomieszkam z rodzicami. Zresztą jest mi u nich jak w niebie. Ale za ciasno dla nas trojga”, wyznała przed laty.

W 2013 roku plotki o kryzysie w związku Cichopek i Hakiela definitywnie ustały. Wówczas para ponownie została rodzicami, tym razem córeczki Helenki. „Mieliśmy z Marcinem gorsze chwile i być może gdybyśmy nie mieli ślubu, łatwiej byłoby zakończyć wszystko jednym ostrym cięciem. (…) Ale składaliśmy sobie przysięgę, mamy dzieci i choćby dla nich warto się starać. Walczymy o nasz związek”, wyznała Kasia w jednym z wywiadów. 

Dziś tworzą jedną z najpiękniejszych par w show-biznesie. On realizuje się jako nauczyciel tańca, ona wciąż gra w M jak miłość i została współprowadzącą Pytanie na Śniadanie. Niedawno świętowali 13. rocznicę ślubu.  Przepisem na udane małżeństwo według Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela jest zaufanie i to, że każde z nich ma swój świat, do którego w każdej chwili może uciec. „Każde z nas ma swoją część życia i mamy tę wspólną, czyli nasz dom, nasze dzieci. Tygodniowy rytm związany jest z ich aktywnościami”, podkreślał Marcin Hakiel w rozmowie z Dobrym Tygodniem.

Sprawdź też: Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel zdradzili nam receptę na udane małżeństwo

Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF Photo

Chociaż poświęcają się pracy, to nie zapominają o tym, że najważniejsza jest rodzina i dokładają wszelkich starań, by jak najwięcej włożyć w wychowanie dzieci. Cenią wspólnie spędzany czas, a to pomaga im budować wspaniałą relację. „Chcemy być przede wszystkim rodzicami wspierającymi, którzy zapewniają miłość, bezpieczeństwo. Pragniemy umacniać pasje naszych dzieci. Dużo z nimi rozmawiamy i jesteśmy żywo zainteresowani ich życiem”, dodawała Kasia Cichopek.

Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel w wywiadzie VIVY!

W 2019 roku Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel stanęli przed naszym obiektywem. Co zdradzili Katarzynie Sielickiej na temat swojego związku? Zakochani opowiedzieli o pokonywaniu trudności, wychowaniu dzieci i nowych wyzwaniach. Przypominamy archiwalny wywiad z jedną z najpiękniejszych par polskiego show-biznesu. 

Zaczęło się od tańca, potem była wielka popularność, ślub i… normalne życie. „Nie zawsze usłane różami”, jak mówi Marcin. I dodaje, że oboje z żoną należą do ludzi, którzy gdy coś się zepsuje – naprawiają. A nie wyrzucają.

Z obaczymy Was w nowej edycji „Czaru par”. Jak tam trafiliście?

Marcin: Zadzwonili i jesteśmy (śmiech).

Katarzyna: Znalazł się format, który potrzebował takich osób jak my, czyli pary z długim stażem.

Marcin: I taki, który nam się podobał. W ciągu ostatniego roku odrzuciliśmy kilka intratnych propozycji, bo nam nie odpowiadały. Ta jest super, pamiętam, jak siedziałem na kanapie z rodzicami w Gdyni i oglądaliśmy „Czar par”.

Drugi raz się spotykacie przed kamerami jako para. Radość czy trema?

Katarzyna: Jedno i drugie. Znam reżysera Szymona Łosiewicza i mam wielki komfort, bo pracowałam już z nim przy innym show. Przeszliśmy ze sobą wiele. Zna się na rzeczy, ufam mu. Ale to jest wielkie wyzwanie.

Powiedziałaś, że macie długi staż i dzięki temu będziecie mogli coś przekazać uczestnikom.

Katarzyna: Rzeczywiście jesteśmy już 14 lat razem, 11. rocznicę ślubu obchodzimy we wrześniu. Mamy dwoje dzieci i mam poczucie, że naszymi emocjami moglibyśmy obdarować wiele par. Tak dużo ich u nas jest.

Nadal?

Katarzyna: Tak. Emocji i doświadczeń. Ale i tempo naszego życia jest inne niż przeciętnej rodziny – od początku na świeczniku. Mam nadzieję, że będziemy mogli tym parom coś doradzić, powiedzieć.

Marcin, powiedziałeś, że przez te lata nic się nie zmieniło. Wciąż jesteście romantyczną, zakochaną parą? Marcin przynosi kwiaty?

Katarzyna: Tak, on zawsze dba o takie rzeczy i uczy ich Adasia. Nad romantyzmem musimy pracować, bo czasem łapiemy się na tym, że funkcjonujemy jak domowe
roboty. Zwłaszcza kiedy zaczyna się rok szkolny. Teraz mieliśmy taki boski tydzień bez dzieci. Mieliśmy takie „love”, że o rany! Byliśmy w kinie na nowym Tarantino. Trzy godziny i nie miałam ciśnienia, że trzeba iść do dzieci!

Marcin: Niedużo się zmieniło, mimo że dużo przeżyliśmy razem. Były momenty chwały i glorii, były trochę inne momenty, trudniejsze. Ale wciąż mam przed oczami Kasię, jak weszła pierwszy raz na salę prób do programu, w którym tańczyliśmy razem, w takich dwóch kucykach…

Katarzyna: Miałam takie?

Marcin: Nie byłem pewien, czy to ona, nie było wtedy „doktora Google” w telefonie, nie wszystko można było sprawdzić.

Ale Kasia była wielką gwiazdą!

Marcin: Nie oglądałem telewizji. Gwiazdy kojarzyły mi się z kimś na obcasach, spodziewałem się tapiru na włosach, tabunu osób towarzyszących. A tu weszła taka skromna dziewczynka. Pamiętam to. Dla mnie ta relacja, którą zbudowaliśmy w programie, trwa do dzisiaj.

Rodziła się na oczach całej Polski. Pokazywano, jak karmisz Marcina domowymi obiadkami na sali prób.

Katarzyna: Bo Marcin jest z Gdyni i w Warszawie był sam, a ja mam mamusię zaraz za rogiem. I mamusia gotowała obiady i pakowała w pudełeczka dla Marcina, żeby nie był głodny. Normalnie obiadki od mamusi!

Dość szybko zostaliście parą nie tylko na parkiecie. Od kiedy to się zrobiło na serio?

Katarzyna: Trudno powiedzieć, nie było jednej daty. Nasz związek zaczął się od przyjaźni, a ja wreszcie znalazłam w Marcinie taką ostoję, opokę, kogoś, przy kim czułam się bezpiecznie.

Marcin: Budda normalnie. Nie, wolę Cezar.

Katarzyna: Będę ci mówiła „ave” codziennie rano (śmiech). Pamiętam, że przed finałem podeszła do mnie Małgosia Foremniak, dała mi taką małą kuleczkę i powiedziała: „Kasia, mam nadzieję, że wygrasz. Bo ja już to, co chciałam z tego programu, wyjęłam. Teraz czas na ciebie”. Otworzyła się tak, jak kobieta do kobiety. Dało mi to wiele do myślenia.

Kiedy braliście ślub, rodziły się Wasze dzieci, byliście w centrum uwagi. W świetle fleszy. Jak to wspominacie?

Marcin: Przyszedł moment, kiedy poczułem się tym bardzo przytłoczony. Pamiętam, jak wychodziłem ze szpitala z Adasiem i wszędzie czyhali paparazzi. Dziś wiem, że taka jest specyfika naszej pracy i to jest w nią wpisane, ale dużo tego było.

Katarzyna: Za dużo. Wiele granic zostało przekroczonych, a myśmy nie potrafili ich wyznaczyć.

Marcin: Nie możesz postawić granicy paparazzim. Oni weszli do szpitala, jeden się przebrał za lekarza i czekał w holu. Zaczęliśmy rozmawiać z pielęgniarkami i przypadkiem to się wydało.

Katarzyna: Wiele było takich sytuacji. Z naszym ślubem również. Góralka nagrywała go z ukrytej kamery i pokazywano to potem w szanowanej telewizji jako ekskluzywną relację. To były takie momenty, kiedy powinniśmy zareagować. Pojawiały się rzeczy, które nie miały nic wspólnego z prawdą, niszczyły nasz wizerunek, nad którym jako para pracowaliśmy.

Marcin: To było dla nas bardzo trudne. Dziś social media pozwalają na to, że sami możemy kreować to, co chcemy pokazać ludziom.

Wracacie na szczyt, znowu pojawią się paparazzi, będą Was prześladować.

Marcin: Myślę, że dzisiaj będzie inaczej. Zresztą dzieci są już duże.

Katarzyna: One to bardzo przeżywały. Ci fotografowie byli różni, jedni bardziej kulturalni, drudzy mniej. Czasem bezczelni czy agresywni. To miało na dzieci ogromny wpływ. Ostatnio znów stali pod domem, jak wracaliśmy z rowerów. Dawno ich nie widziałam.

Marcin Hakiel i Katarzyna Cichopek, VIVA! 18/2019, Marcin Hakiel i Katarzyna Cichopek, VIVA! wrzesień 2019
Fot. Olga Majrowska

Nie stęskniłaś się?

Katarzyna: Nie. Panowie, wybaczcie, nie rozkochaliście mnie w sobie.

 Marcin, Ty się wycofałeś z show-biznesu. Skupiłeś się na swojej firmie, prowadzisz szkoły tańca.

Katarzyna: Firma to jest nasza „matka baza”. To jest przyszłość, bezpieczeństwo. To jest coś naszego.

Ale Ty, Kasiu, chciałaś zostać w show-biznesie.

Katarzyna: To nie jest tak, że chciałam. To jest moja praca. Ja z tego żyję. Gram, prowadzę, jestem konferansjerem i aktorką.

Nie miałaś do Marcina pretensji, że nie chce Ci już towarzyszyć na scenie i estradzie?

Katarzyna: Nie. Bardzo dobrze to rozumiałam. Nie ma takiej potrzeby. Dom to jest nasz wspólny mianownik, tu się spotykamy, opowiadamy sobie, co słychać w pracy. Ale szanujemy nawzajem swoje
potrzeby. Wspieramy się nawzajem we wszystkim, co robimy.

Marcin: Wtedy przyszedł moment, że zdecydowałem, że wolę zbudować coś swojego, niż zostać w programie i tańczyć z kolejnymi gwiazdami. Dzisiaj zatrudniamy 40 osób, wszystko funkcjonuje. Mogę inaczej pomyśleć o występowaniu w programach. Jestem superpozytywnie zajarany. Cieszę się, bo to znowu przygoda, szczególnie że przez kilka lat mnie nie było w programach.

Brakowało Ci show-biznesu?

Marcin: Adrenaliny trochę tak. Jesteśmy po pierwszych nagraniach materiałów promocyjnych. To były dla mnie bardzo duże emocje. Kasia mówiła, że wysoko latałem (śmiech). I rzeczywiście. Te kamery, reżyserzy, zamieszanie. Następnego dnia byłem jak flanela. Ledwo wstałem z łóżka. Dopiero po trzech kawach wsiadłem do auta. Dla mnie to było coś niesamowitego, nie robię tego na co dzień. Dla Kasi to jest normalna praca.

Katarzyna: To było urocze.

Wasze dzieci są już duże, Adam ma dziesięć lat, Helena sześć. Jak zareagowali na to, że rodzice razem będą w telewizji?

Katarzyna: Nie mają o tym pojęcia.

Zabraniacie im oglądać telewizję?

Katarzyna: Nie, oglądają. Ale nie nas.

Twoje dzieci wiedzą, że masz czworo dzieci serialowych?

Katarzyna: Raz się zdarzyło, że Adaś zobaczył mnie w serialu z dziećmi i bardzo to przeżywał, dopytywał. Widział, jaka jestem dla tych dzieci ciepła i wylewna i mam wrażenie, że mogła się włączyć mikrozazdrość. Stwierdziłam, że szkoda jego emocji i lepiej, żeby tego nie oglądał. Tak samo jak ty, Marcin, nie oglądasz moich scen w łóżku z drugim Marcinem. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Dla mnie to praca i mam do tego zdrowe podejście, ale nie chcę wywoływać konfliktów domowych.

Marcin, jesteś zazdrosny o partnerów telewizyjnych Kasi?

Marcin: Cieszę się, że „M jak miłość” jest serialem obyczajowym, a nie jakimś… ekstremalnym. Tak po ludzku to chyba każdy facet jest zazdrosny o kobietę. Podziwiam niektóre związki, gdzie aktorki grają sceny mocno łóżkowe…

Katarzyna: Ja też je podziwiam.

No zaraz. Ale Wy się też spotkaliście w pracy.

Katarzyna: Ale jednak byliśmy w ubraniach (śmiech).

Trzymacie dzieci z daleka od show-biznesu. Nie pokazujecie ich za często, nie wykorzystujecie w reklamach. Dlaczego?

Katarzyna: Chcemy, żeby mieli normalne dzieciństwo.

Marcin: Żeby podrośli i sami zadecydowali, co chcą w życiu
robić.

Katarzyna: Ostatnio zabraliśmy Adasia za kulisy „Pytania na śniadanie”. Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia. „Strasznie długo to trwa. Kiedy możemy wracać?”. To była jego jedyna refleksja. Jakbym mu przedstawiła jakiegoś gamera – specjalistę od gier komputerowych, to myślę, że by mu kapcie spadły. On żyje w innym świecie.

Rozumiem, że wychowujecie dzieci bez zakazywania im gier czy używania telefonów?

Marcin: Limitujemy to.

Katarzyna: Rozmawiałam na ten temat z psycholog, która powiedziała mi, że nie wolno dzieciom tego zabronić. Bo będą odludkami. Dziś tak funkcjonuje ten świat. Jedyne, co możemy zrobić, to kontrolować i pokazywać alternatywę dla tych, jak to mówi moja babcia, magicznych pudełeczek.

Marcin: Przede wszystkim wychowujemy je razem. To jest największy plus.

Katarzyna: Nawet anomalia!

Zobacz też: Jak dobrze znają się Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel? Poddaliśmy ich testowi!

Katarzyna Cichopek, Marcin Hakiel, Viva! 18/2018
Fot. Olga Majrowska

Razem, czyli jak?

Marcin: Obserwujemy wiele rodzin, gdzie partnerzy albo się rozchodzą, albo jedno pracuje cały dzień, a drugie jest z dzieckiem. My się tym dzielimy i kładziemy duży nacisk na to, żeby przynajmniej kilka popołudni w tygodniu spędzić razem. Usiąść na dywanie, odpalić „Pędzące żółwie” czy inną grę planszową. Razem, w czwórkę. Wydaje mi się, że to jest coś, co najbardziej rozwija dzieci. Wtedy rozmawiamy i możemy im najwięcej przekazać.

Kasiu, czujesz się ekspertką, jeśli chodzi o wychowanie? Wydałaś książki, byłaś „sexy mamą”?

Katarzyna: Nigdy nie stawiałam się w takiej roli. Ja zapraszałam ekspertów do współpracy. Egzamin na eksperta zdam dopiero, jak nasze dzieci wyfruną z gniazda.

Myślicie już o tym?

Katarzyna: Nieee! Moje dzieci nigdy nie wyfruną (śmiech).

Rozpieszczacie je? Kto jest dobrym, a kto złym policjantem?

Katarzyna: Ja je rozpieszczam. Marcin trzyma dyscyplinę. Ale w ważnych sprawach stajemy ramię w ramię. Stanowimy jeden front.

Marcin: Nasze dzieci mają dużo zajęć, przez to są zdyscyplinowane. Adaś wie, że po szkole musi się zająć lekcjami, żeby potem mieć czas pograć z kumplami w piłkę. Hela ma swoje tańce, chodzi na aikido.

W tańcach jest najlepsza?

Katarzyna: Oczywiście.

Marcin: No, typowa mama! Wszystkie tak myślą.

Katarzyna: Tak naprawdę cieszę się, że ona ma z tego radość. Kiedy występuje, w ogóle nie ma tremy.

A ty miałaś?

Katarzyna: Nie. Dla mnie to jak dla ryby woda.

Marcin: Ja się nauczyłem nie mieć tremy, ale bardziej kręciła mnie rywalizacja sportowa. Ale widownia mi nie przeszkadzała (śmiech). Byłem tego nauczony od dziecka, tancerz musi to umieć.

Planujecie więcej dzieci?

Katarzyna: Na razie nie. Wyznaję zasadę – mam tyle dzieci, ile mam rąk.

Kiedy się Was słucha, można pomyśleć, że Wasze życie to absolutna sielanka!

Katarzyna: Nie, no bez przesady.

Pamiętam, że po wspaniałych początkach Waszego związku pisano o kryzysie. Także finansowym.

Katarzyna: To są właśnie te granice, które zostały przekroczone.

Pisali nieprawdę?

Katarzyna: W dużej mierze. To, że zniknęliśmy z mediów, zostało odebrane jak sygnał, że między nami był wielki kryzys. Jak widać przetrwaliśmy. Nawet 12 rozwodów, o których pisały media. Bo ciągle pisali o rozwodzie.

Marcin: Nie ma co ukrywać, nie każdy dzień jest usłany różami. Szczególnie gdy się prowadzi prawdziwe życie. Ma się rodzinę, pracę, dzieci i różne decyzje do podjęcia. A przy tym koleżanka małżonka jest emocjonalną osobą (śmiech). Ale zawsze dochodzimy do porozumienia.

Kasiu, potrafisz się wściec i krzyknąć?

Katarzyna: Nie krzyczę. Raczej mówię emocjonalnie, bo w moim głosie jest milion emocji. Jestem wyrazista. Ale nie krzyczę,
prawda?

Marcin: Nie. Jak w ogóle można krzyczeć na kogoś w związku.

Mówimy o codziennych potyczkach. A czy mieliście kiedyś poważny
kryzys?

Marcin: Były momenty, kiedy te trudniejsze chwile się nieco wydłużały.

W programie będziecie oceniać wzajemną relację dwojga ludzi. Co im powiecie na temat pokonywania trudnych chwil?

Katarzyna: Na pewno to, że trzeba wrócić do początku i przypomnieć sobie, co się obiecywało przy ołtarzu. Że się będzie razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Zawsze trzeba rozmawiać. Nie zawsze te rozmowy są łatwe i przyjemne. Czasem druga strona musi usłyszeć gorzkie słowa.

Marcin: My jesteśmy z tego gatunku ludzi, którzy kiedy się coś popsuje, wolą naprawić, a nie wymienić.

Mówiłaś mi, że dajecie sobie dużo przestrzeni. Czasem wyjeżdżasz bez Marcina, on ma swoje zajęcia.

Katarzyna: Czasem tak jest.

Marcin: Nie naciskamy na siebie. W wakacje na przykład. Nie jestem fanem upałów. Kasia je lubi i lubi też podróżować. Ostatnio zawiozłem ich na lotnisko, wsadziłem do samolotu i polecieli na tydzień na Majorkę. Nie mamy z tym problemu.

Katarzyna Cichopek, Marcin Hakiel, Viva! 18/2018
Fot. Olga Majrowska

Co Ty wtedy robisz?

Marcin: Pracuję! Jeszcze więcej pracuję (śmiech). Zostałem w firmie, pozałatwiałem sprawy.

Trzeba mieć zaufanie do męża, tak go zostawiając?

Katarzyna: Jesteśmy dorosłymi ludźmi, a na siłę jeszcze nikt nic nie zbudował. Jak będzie chciał „zjeść obiad na mieście”, to nawet gdybym cały czas siedziała w domu, nie zapobiegnę temu.

Macie za sobą 11 lat małżeństwa. Jak sobie wyobrażacie ciąg dalszy?

Katarzyna: Nie wiem, czy o tym myślimy. Jesteśmy zadaniowi, mamy do ogarnięcia parę spraw, dzieciaki. I tak lata lecą. Hela do szkoły idzie. To niesamowite! Przecież dopiero się urodziła.

Marcin, nie wierzę, że Ty niczego nie planujesz.

Marcin: Wiadomo, że planujemy różne rzeczy, żeby zapewnić przyszłość naszym dzieciom, inwestujemy.

Czyli jednak nie jesteście w finansowej ruinie, jak pisali?

Marcin: Radzimy sobie (śmiech). Nie narzekamy.

Katarzyna: Dziękujemy za troskę.

Marcin: Nie mamy wobec siebie oczekiwań, że za jakiś czas będziemy mieć to czy tamto. Po prostu żyjemy. Szczególnie teraz, na początku września, przy pięciu szkołach i agencji tanecznej jest mnóstwo roboty. Mamy swoje założenia, ale wielkich planów nie mamy. Nigdy nie zakładałem, że będę 12 godzin na dobę w pracy tylko po to, żeby mieć kilka milionów na koncie więcej. Uwielbiam odebrać dzieci ze szkoły i przedszkola, pójść z Adasiem pograć w piłkę. To jest coś, co mnie rajcuje. Oczywiście wiadomo, że praca jest fajna, każdy lubi dostawać propozycje i generalnie sukces jest przyjemny.

Był czas, kiedy propozycji nie było?

Marcin: Był, ale ja już miałem zbudowaną swoją firmę, więc nie siedzieliśmy i nie patrzyliśmy na telefon, czekając, aż zadzwoni. W pewnym momencie zrozumieliśmy, że telewizja to tylko jeden z elementów naszej pracy. Nie jedyny.

Katarzyna: Wtedy też otworzyły się inne możliwości. U mnie – dużo produkcji teatralnych. Swoją drogę zaczynałam od teatru i do tego wróciłam.

Marcin: Kiedyś, kiedy byliśmy na tym tak zwanym szczycie, ciągle w biegu, czasem pojawiały się momenty niepokoju. „Czemu propozycji jest mniej? Co będzie?”. A to jest sinusoida. Raz jesteś na górze, raz na dole. Ważne, żeby nie stracić równowagi.

Kiedy byliście na szczycie, odbiła Wam woda sodowa?

Katarzyna: Mi nie.

Marcin: Tak, ty jesteś na to odporna. Ja zawsze sobie mówiłem, że nie, ale teraz myślę, że trochę tak. Jak sobie przypomnę różne decyzje… Na przykład kiedy kupiłem sportowe auto, bo kumple takie mieli, to myślę, że był taki moment.

Co jest złego w sportowym aucie?

Marcin: To, że jest drogie, nieekonomiczne i jest fanaberią. Dziś patrzę na to inaczej.

Chyba nie zostałeś nudziarzem?

Katarzyna: (śmiech) Ja tam lubię poprzynudzać z tobą w domu. Mam dużo bodźców w pracy, kiedy wracam, to mam „łeb jak sklep”. Lubię położyć się na naszej wielkiej kanapie, która jest centrum dowodzenia domowego. Kupiłam niedawno cztery identyczne poduszki, żeby nie było kłótni. Leżymy wszyscy razem i to są chwile, dla których warto żyć. 

Katarzyna Cichopek, Marcin Hakiel, Viva! 18/2018
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EDYTA PAZURA o dorastaniu w Nowej Hucie, macierzyństwie, odwadze i miłości silniejszej niż wszystko. Wybitny kardiochirurg GRZEGORZ RELIGA mierzy się z legendą ojca – Zbigniewa Religi. Charyzmatyczna wokalistka SINÉAD O’CONNOR jednym czynem przekreśliła swoje życie i karierę. Co się kryło za jej upadkiem? JOANNA DARK nagrała płytę „Osiecka / Przybora – Ale Jazz!”. Dlaczego właśnie Osiecka? PIOTR CZAYKOWSKI życiowe przypadki ulubionego modela Armaniego. W cyklu PODRÓŻE Malediwy – wyspy, które mogą zniknąć z powierzchni Ziemi.