Akradius mn
Fot. archiwum prywatne
ZE ŚWIATA MODY

Co dziś robi Arkadius - ikona mody lat 90., uczeń Alexandra McQueena i oddany przyjaciel Kory?

„W ogóle nie tęsknię za krajem. A za dzisiejszą Polską - tym bardziej.”

Redakcja VIVA! 26 stycznia 2022 17:43
Akradius mn
Fot. archiwum prywatne

Arkadius to pierwszy i jak dotąd jedyny polski projektant, który odniósł tak duży sukces na świecie. Błyszczał krótko, ale jaskrawie. Rozpisywały się o nim największe światowe media, od „New York Times”, po „The Guardian”. Dziś mieszka na malutkiej wyspie w Brazylii, obcuje z naturą i nie chce wracać do show-biznesu. Jako cel postawił sobie sadzenie drzew. W szczerej rozmowie z Damianem Maliszewskim projektant pierwszy raz tak szczegółowo opowiada o swoim prywatnym życiu z dala od Polski.

ZOBACZ: Pochodzi z Parczewa, ubierał największe światowe gwiazdy. Jak dziś wygląda życie Arkadiusa?

Damian Maliszewski: Kiedy się ostatnio wzruszyłeś?

Arkadius: Jakieś pięć dni temu, późnym popołudniem szedłem długim korytarzem utworzonym z palm i hibiskusów. Wokół mnie ptaki i motyle. To wszystko skąpane w ciepłym światle słońca.

Gdzie jest tak pięknie?

W Brazylii, na pewnej malutkiej wyspie. Ze wszystkich miejsc, w jakich byłem do tej pory, to miejsce jest najbardziej zbliżone do raju. I wiesz, że w czasie tego spaceru zacząłem płakać?

Natura aż tak Cię wzrusza?

Najprostsze rzeczy w życiu, te niezepsute, niedotknięte przez człowieka są najpiękniejsze i najbardziej wzruszające.

CZYTAJ TEŻ: 117 lat temu urodził się Christian Dior, jeden z największych projektantów w historii mody

Pytam o wzruszenie, bo trzymam w dłoni album pt. „Arkadius – moda, która stała się sztuką”, stworzony przez Dominika Zielińskiego i wydany przez wydawnictwo Arkady. To album o Twojej twórczości, ale i biografia legendy. Muszę przyznać, że czytając, kilka razy się wzruszyłem. Będąc na szczycie dotknąłeś nieba, czy piekła?

Jako chłopiec, który mieszkał w prowincjonalnej Polsce - małe miasteczko, lata osiemdziesiąte - miałem marzenia związane z wielkim światem, pięknymi kobietami, strojami i wnętrzami. Z tym całym zachodnim przepychem, który cały czas sprzedaje nam PR-owa machina. W końcu, gdy to osiągnąłem, doszedłem do wniosku, że to przedsionek piekła. Miejsce, w którym byłem pięć dni temu, to z motylami i ptakami, jest blisko nieba.

Arkadius album
Fot. mat. pras. Arkady

  • Arkadius: od samego początku

Który rok uważasz za początek swojej kariery?

1994, czyli moment, w którym dostałem się na kurs przygotowawczy w Saint Martin’s w Londynie. Kto interesuje się modą, ten wie, że to najbardziej oblegana uczelnia modowa na świecie. Wtedy, kiedy ja się uczyłem, nie chcieli przyjmować nikogo za pierwszym razem. Czekali, aż student pokaże, że mu naprawdę zależy. Byłem dla nich egzotyczny. Bo nagle zjawia się człowiek zza żelaznej kurtyny i chce projektować.

Co wtedy w 1994 roku było dla Ciebie ważne?

Byłem młody, miałem 25 lat. Myślałem o tym, żeby coś w życiu osiągnąć, żeby pokazać swój potencjał. Chciałem, żeby moje marzenia się spełniły. To były inne czasy. Uwolniliśmy się z komunizmu. Śniłem o kolorowym świecie.

Arkadius 4
Fot. William Conran, Getty Images

Kolorowy świat był na Ciebie gotowy, ale szara Polska nie do końca. Wyrwałeś się Parczewa, nagle światowe media okrzykują Cię nowym Alexandrem McQueen'em, a w Polsce zmasowany atak.

Myślę, że ta Polska niszowa była na mnie gotowa. Błąd polegał na tym, że podbiłem Polskę masową. Ludzie potrzebowali gwiazdy światowego formatu, więc w pewnym momencie moje nazwisko było już wszędzie. Polacy też mają taką cechę, że jak ktoś jest na szczycie, wszyscy mu hołdują, a ja spada – kopią. A wiadomo, że prowadząc jakikolwiek biznes, wszystko może się wydarzyć. Biznes może splajtować, ktoś może Cię oszukać, możesz popełnić błąd...

Współpracowałeś z Alexanderem McQueenem, był wizjonerem, wyprzedał epokę. A jakim był człowiekiem w bezpośrednim kontakcie?

Gdybym miał wybrać geniusza mody wszech czasów, powiedziałbym, że jest nim właśnie Alexander McQueen. Nie dlatego, że znałem go osobiście, ale dlatego, że jego prace są najbardziej niesamowite ze wszystkich, jakie powstały w historii ludzkości. Są oczywiście inni, utalentowani projektanci, ale nikt nie może porównywać się do McQueen'a. To osobna kategoria sztuki. Leonardo Da Vinci mody. Bez przerwy żartował. Nie zapomnę jaki miał talent do wykroju. Kładł na stole duży szablon z papieru, bez żadnych pomiarów, z pamięci i zaczynał rysować linie, po czym wycinał materiał. Tak powstawał piękny żakiet, albo płaszcz. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Jako artysta łączył bezkompromisowość z talentem technicznym. Niewielu potrafi szyć, robić wykończenia, czy najprostszą kieszeń. McQueen to wszystko umiał. Poza tym był miły, ale i wymagający. To mi się w nim podobało. Jeżeli coś mi nie wychodziło, prosił żebym zrobił to jeszcze raz. Czasami prosił o zmiany trzykrotnie, ale to, co najbardziej zapamiętałem, to jego poczucie humoru. Zawsze robił sobie jaja.

Jak zareagowałeś na wieść o jego śmierci?

O Boże, to było straszne. To był dla mnie taki szok, że prawie zemdlałem. Dostałem SMS od Moniki, mojej bratowej: „McQueen nie żyje”. Byłem wtedy u mnie w domu, na wsi, na werandzie. Zrobiło mi się słabo, musiałem usiąść na hamaku.

  • Arkadius: Kory się nie traci

Najpierw umiera McQueen, po kilku latach przychodzi kolejny cios, tracisz Korę, swoją muzę i przyjaciółkę. Opowiesz mi jak się poznaliście?

Wiesz co, Kory się nie traci. Była energią. Nie ciałem, nie człowiekiem, a energią. Ludzie tacy jak Kora nie umierają. Ona zawsze będzie istniała.

A jak się poznaliśmy? Eh, to było metafizyczne spotkanie. Spotkanie ponowne, bo na pewno znaliśmy się z innego życia. Ale to muszę zacząć od początku.

Pierwszy winyl, jaki sobie kupiłem za pieniądze odłożone na lody, to Maanam „O!”. Miałem wtedy 10, może 11 lat . Nie miałem jeszcze gramofonu, więc chodziłem z tą płytą po mieszkaniu w tę i z powrotem. W końcu rodzice zdziwieni pytają: „Co Ty tak chodzisz z tą płytą? Przecież nawet nie masz gramofonu!”, „No właśnie chcę go sobie wychodzić”- odpowiedziałem. W latach 80. gramofony załatwiało się po znajomości. No i w końcu ten gramofon sobie wychodziłem. Rodzice kupili! Bez przerwy słuchałem „O!”.

Zacząłem studiować w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim i czasami chodziłem na koncerty Maanamu, ale Kory nigdy nie spotkałem. Czasy krakowskie się skończyły, wyjechałem do Londynu. Tam zrobiłem karierę i pamiętam, że w Canal+ wyemitowali film dokumentalny o mnie „Arkadiusz. Życie na szpilkach”, to mógł być 2000 rok. Zaproszono mnie do Gdyni, do jakiegoś programu telewizyjnego. Wywiad przeprowadzał Kamil Sipowicz, partner Kory. I Kamil mówi do mnie w garderobie: „Arkadiusz, Kora cię uwielbia, jest twoją fanką!”, „Kora moją fanką? No chyba sobie jaja robisz”. Powiedział, że Kora oglądała ten film w Canal+ i się we mnie zakochała. Ja mu na to, że w Korze zakochany jestem od dziecka, no więc Kamil wziął telefon, wykręcił numer do Kory i przekazał mi słuchawkę. Wtedy pierwszy raz z nią rozmawiałem. To był koniec listopada. Zapytałem: „Co robicie na święta?”. Kora mówi, że nie mają żadnych planów. „No to przylećcie do mnie do Londynu”. I przylecieli na Święta Bożego Narodzenia.

Zatrzymali się w samym centrum Londynu u Wiktora Kubiaka, ówczesnego agenta Edyty Górniak. Ja nie miałem aż tak luksusowych warunków, żeby przyjąć artystkę takiego formatu jak Kora. Jak już się u Wiktora rozgościli, dzwoni dzwonek, schodzę na dół, otwieram moje stare, wiktoriańskie drzwi, a w drzwiach Kora. Ściska mnie mocno, całuje i mówi: „Jak miło Cię widzieć ponownie” i zaczynam płakać. Jej energia była tak silna, a świadomość, że spotykamy się ponownie, że znaliśmy się w poprzednim życiu, tak jaskrawa, że polały się łzy. Czułem się przy niej zrelaksowany, jakby była moją bratnią duszą od zawsze. Zrobiłem Wigilię i całe święta spędziliśmy razem. Przychodzili do mnie z Kamilem codziennie.

Arkadius 6
Fot. Getty Images

  • Arkadius: jeśli nie moda, to co?

Wróćmy jeszcze do przełomu drugiego tysiąclecia. Powiedziałeś mi, co było dla Ciebie istotne w 1994 roku. A co było ważne w roku 2004?

Wtedy ważny był jeszcze biznes. Ważne było ratowanie tego tonącego statku. Ale moje podejście do świata zaczęło się zmieniać. Byłem dojrzalszy. Zacząłem myśleć o tym, że może życie nie powinno mieć napisanego scenariusza? Sporo podróżowałem i mój sąsiad i bliski przyjaciel Jimmy Choo zaprosił mnie na wyspę Langkawi w Malezji. Pamiętam jak pływaliśmy z Jimmy'm w tym ciepłym morzu i zwróciłem uwagę na domki na wzgórzu. Pomyślałem: „Boże, po co ja tyle pracuję? Po co tyle podróżuję po świecie?”. Wyobraziłem sobie siebie siedzącego na werandzie takiego domku i wpatrującego się w morze. Bez większych potrzeb. Tylko ja, świeże owoce z dżungli i darmowa woda z kokosów. Oczywiście miałem w głowie mnóstwo pytań: „Co muszę zrobić, żeby doświadczyć takiego raju na ziemi? Czy potrzebne są mi miliony? Czego będę pragnął za 20 lat, kiedy już zostanę milionerem?”. Odpowiedź była oczywista: będę pragnął domu nad brzegiem morza, nie jachtów i luksusów. Na początku wydawało mi się, że mnie na to nie stać, że trzeba czekać, pracować, zarabiać. Dwa lata później doszedłem do wniosku, że nie potrzebuję milionów, żeby taki domek kupić. Mogę mieć go dzisiaj.

Miałeś odłożone pieniądze, czy wziąłeś kredyt?

Biznes okularowy zaczął się rozwijać, bo jak wiesz projektowałem też okulary. To trwało dwa lata. Nie dało mi milionów, ale wystarczyło, żebym mógł rozpocząć nowy etap. Wiedziałem, że trzeba to zrobić już, teraz, nie kiedyś, bo „kiedyś” może się nie wydarzyć. Na co zresztą najlepszym dowodem jest pandemia, która nas zaskoczyła. Zamknąłem więc biznes okularowy, który - o ironio - świetnie prosperował, ale uzmysłowiłem sobie, że bez względu na to, czy będę miał na koncie 100 tysięcy dolarów, milion, czy 20 milionów, to nic nie zmieni. Moje życie jest dzisiaj i chcę go doświadczać dzisiaj.

Wiedziałeś gdzie się wyprowadzisz?

Nie. Wiedziałem, że chcę mieszkać na jakiejś egzotycznej wyspie. W czasie podróży do Azji, znalazłem takie miejsce w Tajlandii. Wtedy Tajlandia była tania, teraz nie jest. I znalazłem ziemię na prywatnej wysepce. Właściciel wyspy zakochał się w mojej twórczości. Powiedział, że chce żebym zaprojektował mu resort. Prawnicy sprawdzili dokumenty, ja prawie nacisnąłem „enter” i wtedy moja przyjaciółka artystka Goshka Macuga, zaprosiła mnie do Brazylii, do Salvadoru w stanie Bahia. Z Salvadoru popłynęliśmy na małą wyspę w okolicy i wiesz co zrobiłem? Wróciłem do Londynu, poinformowałem prawników, że rezygnuję z tej Tajlandii, bo przeprowadzam się do Bahia. Decyzję podjąłem w pięć minut.

Arkadius 4
Fot. Getty Images

Co zabrałeś do Brazylii? Kolekcje, nagrody, pamiątki?

Mały plecak. Wziąłem ze sobą tylko laptop i aparat fotograficzny. To było całe moje życie.

A ciuchy, które zaprojektowałeś?

Faktyczna przeprowadzka trwała rok. Zamykając na klucz londyńskie mieszkanie, zostawiłem tam przecież biuro, ludzi, którzy pracowali, ciuchy i meble. Rzeczy przypłynęły do mnie w dwóch kontenerach. Ale i tak wszystko musiałem sobie kupić. Od widelca, talerzy, po rośliny, które bardzo kocham. Miałem ogromne szczęście. Wstrzeliłem się w czas, kiedy Brazylia była tania. Za grosze kupiłem dużą nieruchomość, opuszczony budynek, z którego zrobiłem biurowiec. Dziś jest wart miliony.

Myślałem, że powiesz mi, że porzuciłeś perspektywę zarobienia milionów na rzecz ciszy, ascetycznego życia i natury, a jednak zostałeś milionerem. Może takie jest twoje przeznaczenie?

Śmieję się, ale tak, oficjalnie jestem milionerem, tylko wiesz, ja nie mam tych pieniędzy. Stoi budynek. To inwestycja. Ja z tych pieniędzy w ogóle nie korzystam. Mam co miesiąc normalną wypłatę z wynajmu pomieszczeń na biura, ale żyję bardzo skromnie. Nie miliony są w życiu ważne. Mieszkałem w Londynie, biznes upadł, więc musiałem pożyczać pieniądze od rodziców, żeby kupić jedzenie. To była wstydliwa sytuacja, bo z jednej strony jestem we wszystkich gazetach, a z drugiej nie mam co jeść. Później rozkręciłem biznes okularowy, ale pojawiła się Brazylia. I możesz mi wierzyć, albo nie, ale kiedy tu przyleciałem, naprawdę zaczynałem od zera. Bez wielkich pieniędzy, bez milionów, a już wtedy byłem szczęśliwy.

  • Arkadius: zaprojektować szczęście

Jeżeli nie miliony, to co w takim razie trzeba mieć, żeby być szczęśliwym?

Plażę na wyciągnięcie ręki.

Masz?

Tak, mieszkam dwadzieścia metrów od plaży. Z okna widzę ocean.

No dobrze, teraz powiedz mi co było dla Ciebie ważne w 2014 roku?

Jestem wtedy już kilka lat w Brazylii, dobrze mi się wiedzie, wyszedłem na swoje. Żyję bez gonitwy. W 2014 roku najważniejsza jest wolność.

A ten domek w dżungli, o którym marzyłeś i po który tam poleciałeś?

W czasie pierwszej wizyty na wyspie, wszedłem na górkę żeby zobaczyć widok i nie mogłem uwierzyć, że ta ziemia nie została jeszcze przez nikogo kupiona. Nie była droga, dlatego kupiłem i właśnie tam wybudowałem wymarzony dom. Sam go zaprojektowałem od A do Z. To prawdziwe dzieło sztuki. Życie dzielę między wyspę a miasto, bo muszę płacić rachunki. Ktoś musi się opiekować tym biznesem. Zajmuję się wszystkim sam, nie mam nikogo do pomocy. I tak mam bardzo komfortową sytuację w porównaniu z innymi ludźmi. Wielu musi pracować na etacie, od rana do wieczora, ja mam wolność i swój własny raj.

Arkadius 2
Fot. Mark Davies

Jeśli za życia dostąpiłeś raju, znalazłeś go na Ziemi, to może spotkałeś też Boga? Kim albo czym jest?

Gdziekolwiek pada to pytanie, ludzie wyobrażają sobie kościół i księdza na ambonie. To jest ich Bóg. A mój Bóg to natura. Kościół jest instytucją stworzoną po to, żeby zarabiać pieniądze i sprawować władzę nad ludźmi. Bóg jest w powietrzu, w śpiewających ptakach, motylach i w tym moim hibiskusie. Dobro i miłość, które mamy w sobie - to jest Bóg. Jeżeli będziemy respektowali naturę, będziemy darzyli szacunkiem Boga. Ja idąc pięć kilometrów tą pustą plażą na golasa, czuję dotyk Boga na karku. Naprawdę. Odwracam się, patrzę w to palące słońce i przechodzą mnie ciarki po plecach. To bardzo mistyczne doświadczenie i często wtedy płaczę. Ten, kto nie ma respektu do natury, nie może powiedzieć, że wierzy w Boga.

Wygląda zatem na to, że rzeczywiście mało kto w niego wierzy, bo z tej pięknej planety uczyniliśmy największy śmietnik w kosmosie.

No i tutaj ludzie powinni zrobić sobie rachunek sumienia. Dlatego ja sadzę drzewa, mam ich setki.

Naprawdę setki? Jakie uprawiasz?

Tak, jest ich mnóstwo. Posadziłem drzewa nerkowca, mango, guawy i drzewa chlebowca. Mam drzewa limonkowe, pomarańczowe, cytryny i drzewa mandarynkowe. Owoce kupuję na rynku, jem, nasiona wsadzam do doniczek, a jak sadzonki wyrosną, sadzę je w ziemi. Mam też mnóstwo kwiatów i krzewów hibiskusa w różnych odmianach. Mój ogród na wyspie jest tak wypełniony egzotycznymi roślinami, że nie ma już miejsca na nowe, dlatego teraz już sadzę drzewa u przyjaciół.

Odkąd pamiętam, ludzie są przekonani, że sława i pieniądze dają szczęście. I wiemy już, że ci, którzy to osiągają, na ogół są nieszczęśliwi. Wielu przedwcześnie umiera: Freddie Mercury, Michael Jackson, Whitney Houston, Amy Winehouse, George Michael, Avicii. Ta lista nie ma końca... Nie żyją, a mogli żyć. Dlaczego nadal wierzymy, że bycie znanym da nam poczucie spełnienia?

Mamy chore ego. Każdy człowiek, który dąży do pieniędzy i sławy ma chore ego i powinien się leczyć. Powinien pójść do psychologa, psychoterapeuty.

Na co teraz wydajesz pieniądze?

Dawniej kupowałem drogie ciuchy, teraz inwestuję przede wszystkim w naturę i sadzę drzewa. Jak widzisz chodzę w zwykłym T-shircie. Do Polski przylatuję z malutką, podręczną torbą. Mam tam kilka rzeczy na przebranie. Nic więcej.

Jakiś czas temu widząc co się dzieje w Polsce, przysłałeś mi wiadomość, że dobrze jest być z dala od tego wszystkiego. Nie tęsknisz za krajem?

Nie, w ogóle. A już za dzisiejszą Polską tym bardziej nie. Gdy ta pandemia się zaczęła, tutaj w brazylijskich mediach mówiono, że to już jest koniec świata. Otworzyłem okno, zobaczyłem ocean, szczęśliwych ludzi i pomyślałem, że widocznie ja żyję w jakimś innym świecie. I wtedy spalił mi się telewizor. Od tamtej pory jestem wolny. Nie kupiłem nowego. Zaglądam od czasu do czasu do internetu. O tym, co się dzieje w Polsce, dowiaduję się z Twojego Instagrama, albo od mojego brata. I nawet jeżeli przeczytam o czymś złym, otwieram to moje okno i znowu widzę ocean. Życie się toczy tak, jak się toczyło do tej pory. Ja wierzę w to, co mnie otacza, nie w narrację kreowaną przez media.

Ludzkość przechodzi przez jakieś turbulencje, których w tej chwili nie rozumiemy. Może zrozumiemy za 10 lat. Może musimy się teraz czegoś nauczyć. Wierzę w cierpliwość. Nauczyłem się też nie oceniać. Pozwalam innym ludziom mówić, bo każdy ma coś do powiedzenia. Media skłócają ze sobą dwie strony. Taki jest ich cel. Wychodząc z mojego domu, w ogóle tego nie zauważam. Widzę to tylko wtedy, kiedy otwieram internet. Więc wiadomo, że wybieram życie normalne.

A nie jest to forma ucieczki? Pytam, bo masz to szczęście mieszkać blisko natury, natomiast są ludzie, którzy realnie cierpią. Są dyskryminowani, bici, upokarzani. Jeżeli wszyscy odetniemy się od problemów, będziemy blisko plaż, bez telewizorów, kto wtedy będzie zmieniał świat na lepszy i pomagał tym słabszym?

Gdyby wszyscy ograniczyli o połowę bycie w mediach, internecie, zapewniam Cię, że przemocy byłoby mniej. Media naprawdę zniszczyły psychikę nam wszystkim. Morgan Freeman powiedział, że rasizm istnieje tylko dlatego, że ciągle o nim mówimy. Tak samo jest z homofobią.

Jak więc walczyć o prawa? O godność? W Polsce pogwałcono teraz prawa kobiet. Rząd każe im rodzić nawet martwe płody. Ludzie nie powinni wychodzić na barykady?

To jest bardzo skomplikowane. Przyznam, że nie wiem. Mogę się tylko zastanawiać. Może tą szablą nie powinna być szabla, a modlitwa? Być może tych 100 tysięcy protestujących kobiet powinno uklęknąć i modlić się o dobre prawo? Każda oczywiście modli się do takiego Boga, w którego wierzy. Albo nie modli się do nikogo, ale medytuje. I nie ma znaczenia czy to będzie kościół, ulica, czy plac. Coś trzeba zmienić, coś zrobić inaczej.

Kilka lat temu zaproponowałem Kampanii Przeciw Homofobii zorganizowanie Marszu Równości w milczeniu, ze świecami w dłoniach. Niestety, odrzucono moją propozycję

No właśnie! To byłoby poetyckie, artystyczne i w świat popłynąłby silny przekaz. Wiesz, może się mylę, ale nie do końca wierzę w to, że nienawiść można zwalczyć nienawiścią. Nam ludziom brakuje pokory. Większość ludzi nie ma już myślenia krytycznego. Uwielbiają krytykować innych, ale nie potrafią myśleć krytycznie o sobie. Są aroganccy, niewiele wiedzą, ale myślą, że wiedzą wszystko. Kiedy włączasz telewizję, ile masz programów, z których faktycznie możesz się czegoś nauczyć?

Mam 170 kanałów. Za wartościowe uważam trzy i właśnie rozważam rezygnację z kablówki

No więc masz odpowiedź, ile to wszystko jest warte. Zmiany zacząłbym od wyrzucenia telewizora. Druga rzecz, do której zachęcałbym ludzi, to skasowanie Facebooka i Instagrama, a jeżeli nie jest to możliwe, to miesięczny urlop od mediów społecznościowych. Najważniejsze żeby zejść na ziemię, bo ziemia jest fajna.

  • Arkadius: życie spisane, życie nagrane

Nie wiem, czy z taką biografią zdołasz się od tych mediów odciąć. Po wielu latach powstał o Twoim życiu serial w formie podcastu pt. „Supernova”. Dominik Zieliński wydał absolutnie zjawiskowy album o Twojej twórczości. Co czujesz, kiedy wracasz? Nasza rozmowa przecież także ukaże się w internecie.

To powrót historii człowieka, który miał kolorowe życie, nie mnie samego. O tym jest podcast - o barwnej postaci. Album z kolei jest o mojej twórczości i wcale nie o modzie. Nigdy nie chciałem robić mody, tworzyłem sztukę.

Arkadius 5
Fot. Getty Images

Tęsknisz za projektowaniem ubrań?

Tak, ale od niedawna.

Zaraz, zaraz, czy to oznacza, że Arkadius wróci?

Gdybyś mi zadał to pytanie dwa lata temu, odpowiedziałbym, że na pewno nie. Dziś odpowiadam - być może. Gdy zobaczyłem co robi Daniel Roseberry dla domu mody Schiaparelli, zacząłem tęsknić. Jego projekty są poetyckie.

To wspaniała wiadomość dla fanów Twojej twórczości, ale Twój modowy powrót byłby chyba powrotem do tego starego życia, od którego uciekłeś?

Absolutnie nie. Tym razem byłaby to tylko sztuka dla sztuki. Żadnego show-biznesu. Żadnego przepychu, blichtru. Ja to wszystko miałem. Już nie produkowałbym rzeczy w dwóch egzemplarzach.

Co się wydarzy w Twoim życiu w 2024 roku?

Będę miał taki sam raj, jaki mam dziś. A co zadecydują ludzie na świecie dla siebie, tego nie wie nikt. Świat i tak pójdzie w tym kierunku, na który zasługuje. Możesz poświęcić kolejnych czterdzieści lat życia na tej planecie i próbować ją zbawić, albo poświęcić ten czas sobie i żyć w harmonii. Jeżeli masz fajne życie, tworzysz fajną energię wokół siebie, ta energia emanuje i wpływa na innych.

Czyli jesteś teraz naprawdę szczęśliwy?

Bardzo. 

Rozmawiał Damian Maliszewski

Arkadius 1
Fot. Mark Davies

 

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA WACHOWICZ o życiu po pięćdziesiątce, ukochanej córce i tym, co daje jej równowagę. MIKA URBANIAK I VICTOR DAVIES. Ona – wokalistka, malarka, córka Urszuli Dudziak i Michała Urbaniaka. On – ceniony brytyjski kompozytor. Opowiadają o niełatwej relacji. KRZYSZTOF BARANOWSKI o czerpaniu siły z miłości – do morza i do kobiety. JOANNA JAKUBAS o swojej muzycznej drodze i pierwszej płycie. Ponadto także: Czy biografia SHARON STONE ujawni całą prawdę o jej życiu?