Arkadius, Arkadiusz Weremczuk
Fot. Tomasz Gzell/PAP
Z ŻYCIA GWIAZD

Ekscentryczny projektant z Parczewa. Jak dziś wygląda życie Arkadiusa?

Przypominamy szczerą rozmowę VIVY! z Arkadiuszem Weremczukiem

Redakcja VIVA! 28 listopada 2020 17:02
Arkadius, Arkadiusz Weremczuk
Fot. Tomasz Gzell/PAP

Niegdyś jedno z najgłośniejszych nazwisk świata mody. Arkadiusz Weremczuk, znany pod pseudonimem artystycznym Arkadius, 20 lat temu ubierał światowe gwiazdy show-biznesu. Ukończył jedną z najbardziej prestiżowych szkół mody na świecie - Central Saint Martins College of Arts and Design w Londynie. Odbył staż w domu mody Alexandra McQueena. Został laureatem wielu prestiżowych brytyjskich nagród. Jego kariera szybko nabierała tempa, jednak niestety równie szybko zaczęła zwalniać. Arkadius zniknął z blasku fleszy około 15 lat temu. Jak dzisiaj wygląda jego życie?

Arkadius: eskcentryczny projektant mody z Parczewa

Urodził się 5 lipca 1969 roku w Lublinie. Wychowywał się w oddalonym o około 60 kilometrów Parczewiu. O Arkadiuszu Weremczuku, a właściwie Arkadiusie, świat usłyszał 21 lat temu, kiedy kilka miesięcy po obronie dyplomu zaproszono go na London Fashion Week. Ta premierowa kolekcja przełamała wszelkie tabu i pokazała, że prowokacja to główny element jego twórczości. Publika była rozdarta, bo z jednej strony Arkadius zaprezentował krawiectwo na wysokim poziomie, ale z drugiej strony dotknął bardzo delikatnych kwestii takich jak Biblia i inne motywy religijne. Co ciekawe na wybiegu pojawiła się wówczas Magdalena Mielcarz przebrana za Matkę Boską, a na koniec sam projektant półnagi odgrywał scenki nawiązujące do ukrzyżowania Jezusa.

W mediach na całym świecie pisano o jego wybitnym talencie, a kreacje projektanta nosiły największe gwiazdy, takie jak: Christina Aguilera, Alicia Keys, Björk, Janet Jackson, Mary J. Blige czy też Pink. Choć na początku wizjoner znany był głównie w Londynie, w późniejszym okresie Laura Budzyk namówiła go, aby pokazał się także w Polsce. I tak w 2000 roku Arkadius po raz pierwszy zaprezentował swoją kolekcję w ojczyźnie, która inspirowana była folklorem, a na wybiegu pojawiła się Joanna Horodyńska. Projektant zachęcony sukcesem swojego pierwszego pokazu postanowił realizować kolejne, dzięki czemu stał się jedną z największych gwiazd polskiego show-biznesu i mody, która wówczas raczkowała na naszym rynku.

Niestety, z czasem fascynacja ekscentrycznym stylem projektanta minęła. Butik, który otworzył w 2003 roku przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie splajtował. Rok później Arkadius na dobre opuścił rodzimy kraj i osiadł w Brazylii w mieście Salvador. Mieszka i pracuje tam do dzisiaj. W 2006 roku porzucił modę, zamiast której zajął się projektowaniem wnętrz oraz architekturą. Nikt wówczas nie spodziewał się, że projektant mody wznowi swoją działalność. 

Arkadius
Fot. ADRIAN DENNIS/AFP/East News

Arkadius: wielki powrót

Arkadius powrócił w 2015 roku z projektem P- iFashion, czyli "Politically Incorrect Fashion". Jest to marka modowa, dyrektor kreatywny słynie z tego, że polityczną poprawnością nie przejmuje się zupełnie. Uwielbia łamać zasady. Tym razem przekroczył kolejną granicę - w ramach protestu przeciwko nadprodukcji w przemyśle mody stworzył kolekcję bez ubrań o wymownym tytule "INVISIBLE COLLECTION/INVISIBLE CONCEPTION". Zdjęcia nagich modelek to protest przeciwko chciwości korporacyjnych szefów, masowej produkcji po kosztach, braku poszanowania dla robotników i projektantów.

Artysta, który w 2006 roku przerwał karierę projektanta by wyciszyć się w brazylijskim Salvadorze zarzekał się, że do mody nie wróci i właściwie można uznać, że dotrzymał słowa. Jego "niewidzialna kolekcja" to bardziej polityczny manifest, niż moda w tradycyjnym rozumieniu. To ucieleśnienie motta, które P-iFashion podaje na stronie internetowej: "Gdzie sztuka spotyka się z modą". Przy czym to drugie zostało okrojone do absolutnego minimum.

Arkadiusa fascynują kwestie fundamentalne - życia i śmierci. Na wybiegu pokazał już poród (w trakcie London Fashion Week w 2000 roku), a w styczniu 2015 roku zszokował fanów publikując nekrolog samego siebie. Okazało się jednak, że chodziło tylko o jego publiczną personę - markę Arkadius. Arkadiusz Weremczuk odrodził się jako the Artist Formerly Known as Arkadius (artysta wcześniej znany jako Arkadius - przyp. red.) twórca P-iFashion. 

Arkadius: wywiad dla VIVY!

W wywiadzie z 2002 roku Arkadius rozmawiał z Piotrem Najsztubem m.in. o temacie, który dla wielu jest tematem tabu - śmierci. Wyznał, że chciałby być skremowany, a żeby jego prochy rozsypane były po łąkach w rodzinnym Parczewie. Czy to ta rozmowa zainspirowała go do upozorowania własnej śmierci? Przypominamy wywiad, w którym projektant opowiada o tym, kto chciał go zamordować, czy jest religijny, i jak ubrałby papieża.

Arkadius
Fot. TRICOLORS/East News

Ro­bi Pan świa­to­wą ka­rie­rę. Coś Pa­na mi­łe­go ostat­nio spo­tka­ło?

Kil­ka dni te­mu dosta­łem e-ma­il od mo­jej agen­cji w No­wym Jor­ku, że Ali­cia Keys spo­śród wie­lu pro­jek­tan­tów mo­dy wy­bra­ła mnie  na swój kon­cert w Ma­di­son Squ­are Gar­den za­ło­ży­ła ża­kiet z ręcz­nie wy­szy­wa­nym sym­bo­lem re­li­gij­nym na ple­cach. Ale na ra­zie naj­więk­sze suk­ce­sy od­no­szę w Wiel­kiej Bry­ta­nii. W 
ostat­nim ka­ta­lo­gu Lon­don Fa­shion We­ek (ty­dzień lon­dyń­skich po­ka­zów mo­dy ­– przyp. red.) na­pi­sa­li, że je­stem obec­nie naj­bar­dziej dra­ma­tycz­nym, głów­nym pro­jek­tan­tem w tym kra­ju. Te­raz bi­let na mój po­kaz bę­dzie naj­trud­niej­szym bi­le­tem do zdo­by­cia w ca­łym se­zo­nie. Wy­da­je mi się, że je­że­li lu­dzie pła­ci­li­by za wejście na mo­je po­ka­zy, był­bym już bar­dzo bo­ga­tym czło­wie­kiem. W ciągu ostat­nich dwóch i pół ro­ku mia­łem aż 20 po­ka­zów na ca­łym świe­cie. Za­zwy­czaj ro­bię rze­czy, któ­re „za­ba­wia­ją”, to jest jak wyj­ście do te­atru. By­wal­cy po­ka­zów są na­praw­dę ze­psu­ci, wie­lu z nich, szcze­gól­nie dzien­ni­ka­rzy mo­dy, cho­dzi na 250­–300 po­ka­zów w se­zo­nie. Pod ko­niec każ­de­go se­zo­nu nic nie pa­mię­ta­ją, tyl­ko naj­bar­dziej dra­ma­tycz­ne po­ka­zy.

Czy to nie jest ogra­ni­cze­nie, że po­ka­zy mu­szą być mak­sy­mal­nie dramatycz­ne, by zo­sta­ły zapamiętane?

Trze­ba krzy­czeć, a ktoś mógł­by chcieć za­nu­cić... Mu­si­my, mu­szę krzy­czeć. To rze­czy­wi­ście ogra­ni­cza.

Ostat­nio krzy­czał Pan o ta­bu re­li­gij­nym, po­ka­zał Pan ko­lek­cję inspirowa­ną wi­ze­run­ka­mi Mat­ki Bo­skiej, Chry­stusa. Czy wi­dzi Pan jeszcze ja­kieś ta­bu, któ­re chciał­by na­ru­szyć?


To niekoń­cząca się li­sta. Cho­ciaż nie mam jesz­cze po­my­słu na na­stęp­ny po­kaz, na wrze­sień. Po­sta­no­wi­łem tro­chę od­po­cząć, wy­ci­szyć się. Już Ar­ka­dius wy­ci­szo­ny to dla wie­lu w bran­ży du­ży szok.

W Pa­na ży­ciu oso­bi­stym są ja­kieś ta­bu?

Żad­nych.

Ży­je Pan w kom­plet­nie wy­zwo­lo­nym świe­cie?

Ab­so­lut­nie.

We współ­cze­snym świe­cie śmierć jest ta­bu. A dla Pa­na?

Śmier­ci się nie bo­ję. Bar­dzo du­żo po­dró­żu­ję sa­mo­lo­tem i wiem, że wte­dy jest groź­ba śmier­ci, ale się na to uod­por­ni­łem. Wie­rzę w prze­zna­cze­nie: je­że­li mo­im prze­zna­cze­niem jest zgi­nąć w przy­szłym ro­ku, to trudno, ale rów­nie do­brze mo­gę zgi­nąć za 30 lat czy za 70.

To tyl­ko sta­ty­stycz­na świa­do­mość. Czy Pan się kie­dyś otarł o śmierć?

Kie­dyś w War­sza­wie ści­ga­ło mnie kil­ku mło­dych lu­dzi i krzy­cze­li: „Za­bić ski­na!”

Uciekł im Pan?

Ucie­kłem. W Lon­dy­nie raz się otar­łem o śmierć.

W po­dob­nych oko­licz­no­ściach?

Nie, tro­chę in­nych. Ktoś chciał mnie za­mor­do­wać.

Dla­cze­go?

Był bar­dzo za­zdro­sny o mój ta­lent. Jak­kol­wiek by to nie brzmia­ło, to mó­wię po­waż­nie. To by­ło na stu­diach.

Jak kon­kret­nie chciał Pa­na za­bić? Tru­ci­zna, pi­sto­let?

Nie. Chciał mnie udu­sić. Nie chcę o tym wię­cej mó­wić. Prze­ży­łem i mam na­dzie­ję, że je­mu już prze­szło.

Kie­dyś prze­zna­cze­nie Pa­na do­pad­nie. Zna­my ze skle­pów tak zwa­ną odzież po­grze­bo­wą ­– po­śled­nie­go ga­tunku i nie­wy­szu­ka­ną w for­mie. My­ślał Pan o stro­ju dla sie­bie na ta­ką oka­zję?

Mo­że to py­ta­nie po­win­no być mo­ją in­spi­ra­cją na na­stęp­ną ko­lek­cję? Jesz­cze o tym nie my­śla­łem. Szcze­rze mó­wiąc dla­te­go, że cia­ła umar­łe i krew w ogó­le bar­dzo nie­ko­rzyst­nie na mnie dzia­ła­ją. Je­że­li cza­sa­mi się ska­le­czę, to po pro­stu mdle­ję, nie mo­gę te­go znieść.

Nie­bosz­czy­cy nie krwa­wią.

Chciał­bym być spa­lo­ny i mo­je pro­chy po­win­ny być roz­sy­pa­ne na łąkach w Pol­sce, tam gdzie się wychowałem ­– u bab­ci. To naj­bar­dziej ro­man­tycz­ne i pięk­ne te­re­ny, ja­kie w ży­ciu wi­dzia­łem.

Wróć­my do mo­dy dla zmar­łych. Ja­ka po­win­na być?

To za­le­ży od fe­ty­sza, od te­go, co czło­wiek lu­bi. Zna­łem czło­wie­ka w Lon­dy­nie, któ­ry po­wie­dział, że jak umrze, to chce być po­cho­wa­ny w gar­ni­tu­rze z gu­my. Uwiel­biał gu­mo­we ubra­nia. Je­że­li ktoś ko­cha je­dwab, to po­wi­nien być po­cho­wa­ny w pięk­nym gar­ni­tu­rze z je­dwa­biu.

Ja­ki ma­te­riał naj­le­piej od­po­wia­da ma­je­sta­to­wi śmier­ci?

Ogień. Cia­ła nie po­win­ny zja­dać ro­ba­ki. To nie­przy­jem­ne.

Czy moż­na ubrać się w ogień?

Moż­na zro­bić na­druk ognia na je­dwa­biu. Nie da się ubrać w ogień.

Mu­si Pan być pro­jek­tan­tem-biz­nes­me­nem. Biz­nes­me­ni cza­sa­mi bankru­tu­ją. Czy my­śli Pan, że prze­trwał­by ta­ką po­raż­kę?


To by­ła­by dla mnie naj­więk­sza pró­ba, czy na­praw­dę ko­cham to, co ro­bię.

Nie po­peł­nił­by Pan sa­mo­bój­stwa?

Na pew­no nie z ta­kie­go po­wo­du.

A co mo­gło­by Pa­na pchnąć ku sa­mo­bój­stwu?

Gdy­by ktoś miał na­de mną wła­dzę i zmu­szał do mor­der­stwa. Wo­lał­bym sam po­peł­nić sa­mo­bój­stwo, niż ko­muś in­ne­mu ode­brać ży­cie.

Te­raz jest Pan szczę­śli­wy, wy­peł­nio­ny suk­ce­sem. Jesz­cze kil­ka lat te­mu w Pol­sce nie by­ło Pa­nu tak ró­żo­wo. Co Pan z te­go pa­mię­ta?

Chwi­la­mi by­łem bar­dzo nie­szczę­śli­wym czło­wie­kiem.

Ucie­kał Pan przed smut­kiem w al­ko­hol?

By­łem stu­den­tem w Pol­sce, miesz­ka­łem w aka­de­mi­ku, więc je­dy­ną do­stęp­ną roz­ryw­ką był al­ko­hol z „mety”, od pa­ni Bro­ni. To by­ły ta­kie cza­sy jesz­cze i prak­tycz­nie mo­ja je­dy­na roz­ryw­ka.

W aka­de­mi­ku był Pan dzi­wa­dłem?

Za­wsze by­łem dzi­wa­dłem. Nie­tu­zin­ko­wo się za­cho­wy­wa­łem, nie­tu­zin­ko­wo się ubie­ra­łem i au­to­ma­tycz­nie dla nor­mal­ne­go czło­wie­ka z uli­cy by­łem dziw­nym stwo­rem. Ni­gdy nie za­po­mnę, jak spo­ty­ka­łem w Krakowie na im­pre­zach nie­zna­nych mi lu­dzi, przed­sta­wia­łem im się, a oni: „My cie­bie zna­my!” „Skąd mnie zna­cie?” „Każ­dy w Kra­ko­wie cię zna”.

Był Pan kra­kow­ską oso­bli­wo­ścią?

Dzi­wi się pan? W 1991 ro­ku cho­dzi­łem w spodniach z jed­ną no­gaw­ką krót­ką, a dru­gą dłu­gą. Ta krót­ka nie zasła­nia­ła mi pół­dup­ka.

A ja­kim był Pan dziec­kiem?

Bar­dzo ci­chym i spo­koj­nym. Sie­dzia­łem za­wsze w kącie i roz­wiązy­wa­łem i za­wiązy­wa­łem sznu­ro­wa­dła od bu­tów. By­łem ra­czej za­mknię­ty w so­bie, nie­szczę­śli­wy ­– nie lu­bi­łem szko­ły. Uwa­ża­łem szko­łę za in­sty­tu­cję nie­kre­atyw­ną, ogra­ni­cza­jącą. W li­ceum cho­dzi­łem do kla­sy ma­te­ma­tycz­no-fi­zycz­nej, a wia­do­mo, że nie mam ści­słe­go umy­słu, więc cier­pia­łem po­dwój­nie.

Czy w Pa­na dzie­ciń­stwie był ktoś, czło­wiek lub in­sty­tu­cja, kto sta­no­wił dla Pa­na opar­cie in­ne niż ro­dzi­ce?

W pod­sta­wów­ce by­łem mo­de­la­rzem. To by­ła mo­ja pa­sja, ro­bi­łem mo­de­le pły­wa­jące i la­ta­jące. Był pan, który pro­wa­dził mo­de­lar­nie. Wte­dy więk­szość cza­su spę­dza­łem z nim. Prak­tycz­nie ten pan był dla mnie pra­wie oj­cem.

Ja­ki on był?

Bar­dzo do­kład­ny, su­mien­ny, cięż­ko pra­cu­jący, so­lid­ny. Jest, bo prze­cież ży­je, fan­ta­stycz­nym czło­wie­kiem. My­śmy spę­dza­li ra­zem więk­szość na­sze­go ży­cia. Po­dró­żo­wa­li­śmy ra­zem na mi­strzo­stwa Pol­ski, na róż­ne zawo­dy. Roz­ma­wia­li­śmy nie tyl­ko o mo­de­lar­stwie, o wszyst­kim.

Miał Pan suk­ce­sy mo­de­lar­skie?

Zdo­by­łem brązo­wy me­dal na Mi­strzo­stwach Pol­ski Mo­de­li Pły­wa­jących.

Za­gląda Pan cza­sem do skle­pów mo­de­lar­skich?

Ko­cham mo­de­le, a ko­ło mo­je­go bu­ti­ku mam sklep mo­de­lar­ski, więc cza­sa­mi tam cho­dzę. Nie­ste­ty, nie mam czasu bu­do­wać mo­de­li.

Czy w świe­cie, w któ­rym Pan ży­je, ja­kieś zna­cze­nie ma Pań­ska narodowość?

Je­że­li bym był An­gli­kiem, to ko­chał­by mnie bry­tyj­ski „Vo­gue”, pcha­li­by mnie na ca­ły świat. Ale nie je­stem, więc mu­szę so­bie sam ra­dzić.

W tym za­wo­dzie, śro­do­wi­sku chy­ba wszy­scy je­ste­ście ko­smo­po­li­ta­mi, a nie pa­trio­ta­mi swo­ich krajów?

Za­wsze sta­ram się pod­kre­ślać, w każ­dym wy­wia­dzie, wy­stąpie­niu, że je­stem bry­tyj­skim pro­jek­tan­tem, ale Po­la­kiem. Tu­tej­sza pra­sa pi­sze o mnie: „ory­gi­nal­ny z Pol­ski, bry­tyj­ski czło­wiek”.

Czu­je Pan ja­kieś wzru­sze­nie, sły­sząc pol­ski hymn?

Już tak daw­no go nie sły­sza­łem, że nie wiem, czy bym się wzru­szył.

Pa­na ko­lek­cja, na­zwij­my ją „re­li­gij­ną”, by­ła moc­no w Pol­sce komentowa­na. Po­ja­wi­ło się wie­le gło­sów obu­rze­nia. Przy oka­zji używano ar­gu­men­tu o nie­mo­ral­nym pro­wa­dze­niu się śro­do­wi­ska mo­dy. Czy pro­wa­dzi­cie roz­wiązłe ży­cie?

Co pan ma na my­śli, mó­wiąc o roz­wiązło­ści?

Nie­sta­łość uczuć, ra­czej łóż­ko­wą.

Wia­do­mo, że w tym biz­ne­sie lu­dzie są bar­dziej otwar­ci i wia­do­mo, że jak się spo­ty­ka dru­gie­go czło­wie­ka, to nikt nie mó­wi od ra­zu: „Bę­dę z to­bą do koń­ca ży­cia”.

Pan jest ko­chli­wy?

Bar­dzo.

Za­czął się Pan ko­chać w pod­sta­wów­ce?

W li­ceum, za­ko­cha­łem się trzy ra­zy. Nie­szczę­śli­wie.

Po­su­nął się Pan do wy­zna­nia mi­ło­sne­go?

Nie po­su­nąłem się. Wy­da­je mi się, że w ży­ciu czy­ny są bar­dziej wia­ry­god­nym do­wo­dem mi­ło­ści niż sło­wa.

Nie­odwza­jem­nio­na mi­łość by­ła nie­szczę­ściem?

W tam­tym mo­men­cie tak.

Ry­czał Pan?

W sa­mot­no­ści. Nie je­stem z tych, któ­rzy pła­czą pu­blicz­nie.

Na stu­diach ja­kaś mi­łość zo­sta­ła od­wza­jem­nio­na?

Tak.

Nie prze­trwa­ła wy­jaz­du do Lon­dy­nu?

Nie mia­ła szans.

Te­raz Pan ko­cha z wza­jem­no­ścią?

Tak.

To ko­bie­ta czy męż­czy­zna?

A co to za róż­ni­ca? Wszyst­kich pan py­ta się, czy są les­bij­ka­mi al­bo ge­ja­mi?

To mnie in­te­re­su­je, bo ja aku­rat ­– tak się zło­ży­ło ­– je­stem heteroseksual­ny i nie wiem, czym jest mi­łość ho­mo­sek­su­al­na, czym się od mo­jej róż­ni. Dla­te­go py­tam o te róż­ni­ce.

Mam zu­peł­nie in­ne spoj­rze­nie na sek­su­al­ność. Po­za tym sek­su­al­ność jest zmien­na. Płeć nie jest dla mnie wy­znacz­ni­kiem war­to­ści i atrak­cyj­no­ści czło­wie­ka. Mo­gę ko­chać i ko­bie­ty, i męż­czyzn ­– za­le­ży od ich charak­te­ru, od te­go, ja­cy są.

Za co ko­cha się męż­czyzn, a za co ko­bie­ty? In­na ta­jem­ni­ca tkwi w ko­bie­cie, a in­na w męż­czyźnie?

Nie zga­dzam się z tym. W dzi­siej­szych cza­sach nie ma już po­dzia­łu na oso­bo­wość mę­ską i ko­bie­cość. Co­co Cha­nel za­po­cząt­ko­wa­ła uni­for­mi­za­cję stro­jów i za­cie­ra się toż­sa­mość płci.

To do­brze?

Tak. To, że je­ste­śmy ludźmi, jest naj­waż­niej­sze. Na przy­kład tra­dy­cyj­ne pol­skie wy­cho­wa­nie po­le­ga­jące na tym, że „męż­czy­zna ni­gdy nie pła­cze” to wiel­ka bzdu­ra. Je­że­li czło­wiek chce pła­kać, to ma do te­go pra­wo i nikt nie mo­że te­go ha­mo­wać nor­mą spo­łecz­ną.

Pan jest w tej chwi­li czło­wie­kiem bo­ga­tym?

Wy­da­je mi się, że je­stem czło­wie­kiem bar­dzo bo­ga­tym, je­że­li cho­dzi o do­świad­cze­nie ży­cio­we. Je­że­li ma pan na my­śli fi­nan­se, to jesz­cze nie uwa­żam się za czło­wie­ka bo­ga­te­go.

A kto to jest czło­wiek bo­ga­ty?

Każ­dy, kto ma po­wy­żej 100 mi­lio­nów do­la­rów.

To jed­nak spo­ro. Pa­nu da­le­ko do te­go?

Jesz­cze tro­szecz­kę mi bra­ku­je.

Ile lat?

Po­dej­rze­wam, że ja­kieś trzy, mo­że czte­ry la­ta.

Jest Pan ty­pem skne­ry czy roz­rzut­ni­ka?

Je­stem po­środ­ku. Skne­rą nie je­stem, „pie­niądze mnie się nie trzy­ma­ją”, to co mam, od ra­zu wy­da­ję. Ale sta­ram się uwa­żać, na co wy­da­ję. Mu­szę in­we­sto­wać w sie­bie i swo­je pro­jek­ty.

Po­cho­dzi Pan z Par­cze­wa, ma­łe­go mia­stecz­ka na po­łu­dniu Pol­ski. Nie ma Pan dziś wra­że­nia, że to ja­kaś ob­ca kra­ina, da­le­ka jak sen?

Na pew­no tak. Szcze­gól­nie jak zo­ba­czy­łem ostat­nio w „Po­li­ty­ce” zdję­cia stam­tąd. Za­po­mnia­łem już, jak tam jest, bo ży­ję w in­nym świe­cie. Cie­szę się, że tam nie miesz­kam.

Co Pan my­ślał, ogląda­jąc te zdję­cia?

Że ży­cie jest tak na­praw­dę baj­ką. Wcze­śniej jak­by nie do­cho­dzi­ło do mnie, że tak da­le­ko je­stem od te­go wszyst­kie­go.

Nie zmro­zi­ła Pa­na myśl, że mógł­by tam te­raz żyć?

Nie. Dla­te­go, że na­wet gdy­bym zban­kru­to­wał i nie miał po­my­słu na ży­cie, to na pew­no bym tam nie zamiesz­kał.

A wy­obra­ża Pan so­bie, że ni­gdy się stam­tąd nie wy­rwał?

Ta­kiej sy­tu­acji so­bie ab­so­lut­nie nie wy­obra­żam.

Ży­je Pan w baj­ce, więc chy­ba rzad­ko wi­dzi swo­ją ro­dzi­nę.

Bar­dzo rzad­ko.

Czy nie ma Pan wra­że­nia, że oni się od­da­la­ją, że sta­ją się da­le­cy, pra­wie ob­cy?

Do­kład­nie tak się czu­ję. To jest smut­ne, bo moi ro­dzi­ce, ro­dzeń­stwo bar­dzo mnie ko­cha­ją i ja ich ko­cham na swój spo­sób. Ale po pro­stu mo­je ży­cie jest tak na­pię­te, że cza­sa­mi nie po­ka­zu­ję tej mo­jej mi­ło­ści, to jak­by ta­ki me­cha­nizm obron­ny. Czło­wiek za­wsze na po­cząt­ku dba o sie­bie, ma od­ruch ego­istycz­ny. Do­pie­ro potem my­śli o in­nych. Dzwo­nię do ro­dzi­ców dwa ra­zy w mie­siącu, ale ma­ma uwa­ża, że to jest za ma­ło.

Mo­że się zda­rzyć, że w koń­cu sta­nie­cie się so­bie cał­ko­wi­cie ob­cy przez te dwa świa­ty, w któ­rych żyje­cie?

Moi ro­dzi­ce ab­so­lut­nie nie ro­zu­mie­ją te­go, co ro­bię, mi­mo że się bar­dzo sta­ra­ją. Nie ro­zu­mie­ją mo­je­go ży­cia. Ale jak ma­ją ro­zu­mieć, sko­ro ni­gdy nie by­li w ta­kiej sy­tu­acji, ni­gdy nie ro­bi­li te­go, co ja ro­bię. Więc nie ocze­ku­ję zro­zu­mie­nia. Od­da­la­my się od sie­bie.

Czy Pan jest ka­to­li­kiem?

Nie, ale je­stem oso­bą wie­rzącą. Wie­rzę w Bo­ga, ale nie w żad­ną re­li­gię.

W ja­kie­go Bo­ga Pan wie­rzy?

W Bo­ga, któ­ry jest per­fek­cją, w Bo­ga, któ­ry jest mi­ło­ścią.

Moż­na być rów­no­cze­śnie per­fek­cją i mi­ło­ścią? Mi­łość jest eg­zal­ta­cją na skra­ju sza­leń­stwa.

Mi­łość jest per­fek­cją du­cha.

To co Pa­na spo­tka po śmier­ci?

Śmierć lu­dzi do­brych to bę­dzie wiecz­nie trwa­jący, przy­jem­ny sen, a śmierć lu­dzi złych bę­dzie sen­nym koszma­rem.

Ja­ko dziec­ko mo­dlił się Pan do Mat­ki Bo­skiej?

Oczy­wi­ście, by­łem wy­cho­wy­wa­ny ja­ko ka­to­lik. Za­wsze się mo­dli­łem przed pój­ściem do łó­żecz­ka.

O co się Pan wte­dy mo­dlił?

O szczę­ście w mo­jej ro­dzi­nie, że­by ro­dzi­ce nie cho­ro­wa­li, że­bym w szko­le dwói nie do­stał, że­by mnie nie za­py­ta­ła na­uczy­ciel­ka od ma­te­ma­ty­ki.

Pro­jek­tu­jąc ostat­nią ko­lek­cję przy­po­mi­nał Pan so­bie tam­te dzie­cię­ce mo­dli­twy, mo­dli­tew­nik, świę­ty obraz?

Nie. Na­wet ja­ko dziec­ko nie mo­dli­łem się do ob­raz­ka. Mo­dli­łem się do Bo­ga, roz­ma­wia­łem so­bie z nim po ci­chu. Ni­gdy nie mia­łem aspi­ra­cji, że­by się mo­dlić do ka­wał­ka zło­ta czy ka­wał­ka drew­na.

W fi­na­ło­wej sce­nie te­go po­ka­zu na­śla­du­je Pan spo­sób ukrzy­żo­wa­nia. Ja­kie zna­cze­nie ma dla Pa­na ten sym­bol?

Wy­da­je mi się, że to jest sym­bol te­go, co się za­wsze dzie­je w ży­ciu, dzia­ło się i bę­dzie się dzia­ło. Sym­bol czło­wie­ka, któ­ry umie­ra za idee.

Chciał­by Pan spo­tkać pa­pie­ża?

Chciał­bym. Po­gra­tu­lo­wał­bym mu, że jest jed­nym z nie­wie­lu lu­dzi, któ­rzy ma­ją na­praw­dę do­bre ser­ce i chcą po­ko­ju na zie­mi.

A ubrał­by go Pan ja­koś ina­czej?

Ubrał­bym, ale wia­do­mo, że on by się nie zgo­dził.

W co by go Pan ubrał?

Ubrał­bym go w za­baw­ne ciu­chy, że­by po pro­stu słod­ko wy­glądał.

Rozmawiał Piotr Najsztub.  

Arkadius
Fot. Tomasz Gzell/PAP

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.