Piotr Mróz otwarcie mówi o swojej wierze. Dla aktora nie kończy się ona jednak na słowach — ważnym doświadczeniem stały się dla niego pielgrzymki z osobami z niepełnosprawnościami. W drogę ruszał przekonany o własnej sile, a wracał z lekcją pokory i zupełnie nowym spojrzeniem na codzienność. Słowa gwiazdora „Gliniarzy” poruszają.
WIDEO…
Piotr Mróz otwarcie mówi o wierze. Ta podróż zmieniła jego życie
Piotr Mróz dał się poznać publiczności jako gwiazdor „Gliniarzy” i zwycięzca „Tańca z Gwiazdami”. Jest jednak jeszcze jedna sfera jego życia, o której mówi bez skrępowania — wiara. Nie traktuje jej wyłącznie jako prywatnej deklaracji. Ważnym doświadczeniem stało się dla niego pielgrzymowanie, a szczególnie droga pokonywana u boku osób z niepełnosprawnościami. W „halo tu polsat” opowiedział, jak wiele wyniósł z tych spotkań.
Na pierwszą taką pielgrzymkę wyruszył cztery lata temu. Piotr Mróz podjął decyzję i ruszył w nieznane. Początkowo podchodził do wyprawy z dużą pewnością siebie. Czuł się dobrze przygotowany fizycznie, dlatego sam marsz nie budził w nim większych obaw. Co więcej, zależało mu, aby podjąć wyzwanie na serio i — jak sam to określił — zrobić to „z takim przytupem”.

Dopiero szlak zweryfikował te wyobrażenia. Nie kondycja i kolejne kilometry miały okazać się największą próbą. Prawdziwym wyzwaniem była odpowiedzialność związana z opieką nad drugim człowiekiem — czymś, z czym wcześniej nie miał doświadczenia. „Czułem, że fizycznie jestem na to gotowy i samo przejście nie stanowi dla mnie problemu. Dorosłem do tego, że bardzo chcę i chciałem to zrobić z takim przytupem. Nie wiedziałem, z czym się mierzę”, mówił.
Na pielgrzymim szlaku Piotr Mróz nie był sam. Razem z przyjacielem otoczył opieką Irka i szybko przekonał się, że kolejne kilometry będą tylko jednym z elementów tej drogi. Prawdziwa próba zaczynała się tam, gdzie potrzebna była uważność na drugiego człowieka i konkretna, fizyczna pomoc. Podczas postojów Irek potrzebował wsparcia między innymi przy jedzeniu. Wieczorem, po dotarciu do bazy, dochodziły kolejne obowiązki. Dla Mroza, który wcześniej nie miał doświadczenia w opiece nad osobami ze specjalnymi potrzebami, właśnie ta część pielgrzymowania okazała się najbardziej wymagająca. „Dochodzimy do tak zwanej bazy, musimy zorganizować nocleg, zająć się kwestiami sanitarnymi, czyli przebrać, umyć. I to stanowiło największe wyzwanie. Na pierwszym stopie zderzyłam się na maksa z tym, co mnie czeka. Nie wstydzę się tego, mówię o tym otwarcie”, mówił aktor w halo tu Polsat.
Z czasem jednak coś zaczęło się zmieniać. Za codziennymi obowiązkami pojawiła się relacja. Piotr Mróz nauczył się tego, co należało do jego zadań, a jednocześnie coraz lepiej poznawał człowieka, któremu pomagał. Irek przestał być dla niego wyłącznie osobą potrzebującą opieki. Stał się kimś bliskim. „Ja się z nim tak zaprzyjaźniłem. [...] To jest piękne, jak Pan Bóg wsadza nas w coś, a potem nas do tego przyzwyczaja”, wyznał aktor.
I właśnie ta przyjaźń miała nadać całej pielgrzymce znacznie głębszy wymiar. Bo choć początkowo to Irek potrzebował siły i pomocy Piotra Mroza, aktor z czasem odkrył, że sam również wynosi z tej relacji coś niezwykle ważnego.
Czytaj też: Nowy papież, wielkie oczekiwania. Piotr Mróz mówi wprost, na czym mu zależy

Irek potrzebował jego siły. Piotr Mróz odkrył, że sam potrzebuje czegoś zupełnie innego
Właśnie w tym miejscu opowieść Piotra Mroza o pielgrzymce nabiera szczególnego znaczenia. Aktor ruszył w drogę jako człowiek gotowy pomagać fizycznie. Z czasem zrozumiał jednak, że ta relacja działa w obie strony.
Irek potrzebował jego pomocy. A Piotr Mróz przyznał natomiast, że sam potrzebował Irka duchowo. To doświadczenie przełożyło się również na sposób, w jaki aktor zaczął patrzeć na własną codzienność. Po powrocie z pielgrzymki zetknął się ponownie ze zwyczajnymi problemami. Tyle że po tym, czego wcześniej doświadczył, ich ciężar wydawał mu się już zupełnie inny.
„Ja bardzo dużo się od nich uczę. Po takiej pielgrzymce zauważyłem, że ten Irek potrzebował mnie fizycznie - żeby go pchać, żeby się nim zajmować, ale ja potrzebowałem go duchowo. I jak już wróciłem i zderzyłem się z problemami dnia codziennego - to nie były żadne problem”, opowiadał w halo tu Polsat.
Piotr Mróz o pielgrzymce i wierze. „To na pewno zmienia”
W rozmowie uczestniczył także ks. Marek Sawicki, który łączył się za pośrednictwem komunikatora internetowego z Jasnej Góry. Jego grupa dotarła tam 14 sierpnia.
Duchowny opowiadał o zmęczeniu, ale też ogromnej radości i emocjach towarzyszących pielgrzymom. Wspominał o wzruszeniu, łzach i uśmiechu. Jak podkreślał, na pielgrzymim szlaku spotyka bardzo różnych ludzi.
Ks. Marek Sawicki zwrócił uwagę, że pielgrzymi szlak nie gromadzi wyłącznie osób głęboko wierzących. W drogę ruszają także ci, którzy dopiero próbują odnaleźć własny kierunek, szukają sensu życia, potrzebują wyciszenia albo zwyczajnie chcą choć na chwilę odsunąć od siebie codzienność. Różne motywacje spotykają się więc na jednej trasie. Jak przekonywał duchowny, pielgrzymka pozostaje doświadczeniem otwartym na każdego człowieka.
Piotr Mróz nie ma natomiast wątpliwości, że doświadczenie drogi pozostawia po sobie ślad.
„To na pewno zmienia. Jak się raz pójdzie, to będziemy do tego wracali. Ja zauważyłem jedną piękną rzecz na tym pielgrzymim szlaku, że tam nie ma podziałów. Tam idą ludzie bogaci, biedni, chorzy, starzy, młodzi. Wszyscy mają jeden cel. [...] W tym jednym momencie jesteśmy równi”, powiedział.




























