Katarzyna Bujakiewicz obchodzi dziś 54. urodziny. Aktorka, którą widzowie od lat oglądają na ekranie, nie zawsze była jednak przekonana, że jej życie prywatne ułoży się tak, jak tego pragnęła. Przez lata otwarcie mówiła o nieudanych relacjach, potrzebie partnerstwa i lęku, że już nikogo nie spotka. Wszystko zmieniło się, gdy na jej drodze pojawił się Piotr Maruszewski.
WIDEO…
Katarzyna Bujakiewicz nie wierzyła, że spotka odpowiedniego mężczyznę
Zanim Katarzyna Bujakiewicz stworzyła rodzinę z Piotrem Maruszewskim, bardzo otwarcie mówiła o tym, czego brakowało jej w wcześniejszych relacjach. Już w archiwalnej rozmowie z „Galą” opowiadała, że ma za sobą związki, w których to ona brała na siebie rolę osoby silniejszej, wspierającej i mobilizującej partnera.
„Potrzebuję silnego faceta” – mówiła wówczas. Przyznawała jednocześnie: „Trafiałam na mężczyzn, którym matkowałam”.
Nie chodziło jej wyłącznie o romantyczne gesty czy wielkie deklaracje. Bujakiewicz szukała relacji, w której odpowiedzialność i codzienność nie spoczywałyby tylko na jej barkach. Wprost mówiła, że była kochana, ale nie zawsze czuła oparcie.
W tym samym wywiadzie wracała do swoich wcześniejszych doświadczeń. Jeden ze związków trwał 6 lat. Dla partnera przeprowadziła się do Szczecina, prowadziła dom, wspierała go w jego planach. Rozstawali się i wracali do siebie. Kolejna relacja trwała rok. Aktorka znów myślała o wspólnej przyszłości, rodzinie i domu. Ostatecznie również ten związek się zakończył.
Bujakiewicz wiedziała jednak bardzo dokładnie, czego oczekuje od relacji. W rozmowie z WP, pytana o najważniejsze rzeczy w związku, odpowiedziała krótko: „Partnerstwo, uczciwość, przyjaźń”. Dodawała, że ludzie przede wszystkim powinni się wzajemnie lubić.
Tyle że przez długi czas znalezienie takiej osoby wcale nie wydawało jej się oczywiste.
Po latach sama podsumowała tamten etap życia słowami, które brzmią wyjątkowo mocno w kontekście tego, jak później ułożyła się jej historia.
„Byłam absolutnie przekonana, że do końca życia będę sama” – przyznała.
Los napisał jednak dla niej zupełnie inny scenariusz.
Katarzyna Bujakiewicz, Piotr Maruszewski, 2011 r.
Nie chodzili na randki. „Myśmy nasze randki przebiegali”
Piotra Maruszewskiego Katarzyna Bujakiewicz poznała dzięki bieganiu. Nie był aktorem ani celebrytą. Zajmował się sportem, pracował również w reklamie i marketingu. Ich znajomość od początku wyglądała inaczej niż stereotypowy romans gwiazdy.
Nie było restauracji, świec ani starannie zaplanowanych spotkań we dwoje.
„Nigdy nie byliśmy na żadnej randce. Myśmy nasze randki przebiegali” – wspominała ze śmiechem Bujakiewicz.
Sport stał się jednym z elementów, które ich połączyły. Jeden z pierwszych prezentów Maruszewskiego dla aktorki także nie należał do klasycznego repertuaru romantycznych niespodzianek. Zgłosił ją do Maratonu Berlińskiego.
Dopiero z perspektywy czasu szczególnie mocno wybrzmiewa zestawienie tej historii z tym, co Bujakiewicz mówiła wcześniej o potrzebie oparcia i partnerstwa. Sama aktorka, opowiadając później o mężu, użyła słów bardzo podobnych do tych, którymi przed laty opisywała człowieka, jakiego chciałaby mieć obok siebie.
„Poznałam bardzo silnego, pewnego siebie mężczyznę” – mówiła o Piotrze Maruszewskim. Podkreślała też: „Od początku nasza relacja była partnerska”.
Maruszewski rozumiał charakter jej pracy, ona zaś jego zaangażowanie w sport. Ich zawodowe światy pozostawały różne, ale Bujakiewicz mówiła wprost, że mąż rozumiał zarówno ją, jak i intensywność jej pracy.
W rozmowie z WP aktorka przyznawała także, że miłość od pierwszego wejrzenia jednak ją spotkała, choć – jak mówiła – musiała na nią czekać cztery lata.
Relacja rozwijała się jednak bez pośpiechu również wtedy, gdy byli już razem. Formalizowanie związku długo nie było dla nich priorytetem.
Na ślub czekali latami. Ważna okazała się córka
Katarzyna Bujakiewicz i Piotr Maruszewski przez wiele lat tworzyli nieformalny związek. Byli razem od ponad 15 lat, zanim zdecydowali się sformalizować relację. Ślub wzięli w 2018 roku.
W ich życiu pojawiła się również córka Aleksandra. Właśnie jej obecność miała później odegrać ważną rolę w decyzji rodziców o ślubie.
Bujakiewicz tłumaczyła to bez budowania romantycznej legendy.
„Zrobiliśmy to przede wszystkim dla Oli” – przyznała. Mówiła również, że córka w pewnym momencie zaczęła potrzebować tego, by jej rodzice byli małżeństwem.
W 2016 roku Piotr Maruszewski się oświadczył. Także tutaj trudno mówić o scenariuszu rodem z klasycznego melodramatu. Były góry i Wigilia, ale sam moment zaręczyn Bujakiewicz relacjonowała z charakterystycznym dystansem.
„Miejmy to już za sobą” – tak, według niej, miał powiedzieć jej przyszły mąż.
Po dwóch latach para wzięła ślub cywilny. Uroczystość odbyła się w jednym z poznańskich hoteli, w obecności rodziny i przyjaciół. Zamiast tradycyjnej białej sukni aktorka postawiła na wieczorową kreację.
Także ten dzień nie stał się początkiem medialnego eksponowania małżeństwa. Bujakiewicz i Maruszewski konsekwentnie pozostawali z dala od celebryckiego życia.
Z czasem zmieniło się za to miejsce, w którym zaczęli budować swoją codzienność.
Z Poznania do Lublina. Pandemia zatrzymała ich na dłużej
Poznań zawsze zajmował szczególne miejsce w życiu Katarzyny Bujakiewicz. Aktorka mówiła o nim jako o swoim ukochanym mieście. To tam się urodziła i wychowała, tam również poznała Piotra Maruszewskiego.
Życie zawodowe jej męża sprawiło jednak, że rodzina coraz częściej była w drodze. Gdy Maruszewski dostał pracę jako trener w uniwersyteckim klubie sportowym w Lublinie, żona i córka pojechały tam razem z nim.
Początkowo nic nie wskazywało na to, że właśnie tam powstanie ich nowy dom.
„Złapała nas pandemia w Lublinie i zostaliśmy z mężem” – opowiadała Bujakiewicz.
Ale o pozostaniu zdecydowało coś więcej niż okoliczności. Córka szybko znalazła w nowym miejscu przyjaciół, a rodzina poznała ludzi, którzy – jak wspominała aktorka – otoczyli ich opieką.
„Myśmy wszyscy tam odzyskali życie” – mówiła o Lublinie.
Po latach życia „na walizkach” Bujakiewicz i Maruszewski zdecydowali się osiedlić na stałe na Lubelszczyźnie.
Dla aktorki nie oznaczało to jednak odcięcia się od dawnego życia. Przeciwnie – w jej wypowiedziach coraz mocniej powtarzał się temat tego, co stało się dla niej najważniejsze.
„Jestem szczęśliwa tam, gdzie jest moja rodzina” – mówiła.
Jej codzienność była daleka od wyobrażeń o życiu gwiazdy. Bujakiewicz żartowała, że uprawia własny „triathlon”: pranie, sprzątanie i gotowanie. Angażowała się również w działalność pomocową i podkreślała, że rodzina stała się centrum jej życia.
Dla córki odsunęła aktorstwo. Teraz coraz mocniej wraca przed kamerę
Macierzyństwo wpłynęło również na zawodowe wybory Katarzyny Bujakiewicz. Aktorka nie ukrywała, że w pewnym momencie świadomie przesunęła karierę na dalszy plan.
W rozmowie z VIVĄ! przyznała, że trudno jednocześnie w pełni poświęcić się obu rolom.
„Albo jesteś matką, albo aktorką na 100%. Wybrałam to pierwsze” – mówiła.
Jednocześnie zapowiadała, że kiedy córka zacznie żyć bardziej samodzielnie, ona sama będzie chciała mocniej wrócić do aktorstwa.
Ten zawodowy rozdział właśnie trwa. Jesienią 2026 roku widzowie oglądają Katarzynę Bujakiewicz w 4. sezonie „Szpitala św. Anny”. Gra Sabinę, która w nowych odcinkach mierzy się z konsekwencjami ujawnienia prawdy o Jacku Streckerze. Premiera sezonu została zaplanowana na 31 sierpnia, a kolejne odcinki TVN emituje od poniedziałku do piątku.
Aktorka pozostaje przy tym mocno związana z miejscem, które kilka lat wcześniej pojawiło się w jej życiu trochę przypadkiem.
26 września 2026 Katarzyna Bujakiewicz odwiedziła studio Radia Lublin. Rozmowa dotyczyła nie tylko aktorstwa. Jednym z tematów była potrzeba obecności innych kobiet oraz tworzenie własnej sieci wsparcia w nowym mieście.
To ciekawa klamra dla historii, którą sama opowiada od wielu lat.
Kiedyś mówiła o tym, że w relacjach brakowało jej oparcia. Później przyznawała, że była przekonana, iż zostanie sama. Potem pojawił się człowiek, z którym zamiast chodzić na randki, biegała. Były wspólne lata, córka, zaręczyny bez hollywoodzkiego scenariusza, ślub i wreszcie przeprowadzka do miasta, które nie było wcześniej oczywistym wyborem.
Dziś Bujakiewicz znów intensywniej pojawia się przed kamerą, ale kiedy mówi o swoim życiu poza planem, najważniejszy punkt odniesienia pozostaje ten sam: bliscy.
I być może właśnie jej proste zdanie najlepiej domyka drogę od kobiety przekonanej, że zostanie sama, do miejsca, w którym jest dzisiaj:
„Jestem szczęśliwa tam, gdzie jest moja rodzina”.
Katarzyna Bujakiewicz, Piotr Maruszewski, sierpień 2011 r.
Źródła: Plejada.pl, Kobieta.pl, WP Film, TVN / Co za tydzień, VIVA.pl, Polskie Radio Lublin