Jeszcze niedawno zastanawiał się, czy w ogóle chce dalej grać w siatkówkę. Do reprezentacji Polski nie był powoływany przez lata i coraz trudniej było mu uwierzyć, że jeszcze kiedyś do niej wróci. Dziś Bartłomiej Lemański ma za sobą sezon, którego sam nie odważyłby się zaplanować: dwa złote medale z kadrą, tytuł mistrza Europy i miejsce w drużynie marzeń turnieju. Ale jego największym zwycięstwem może być coś zupełnie innego — to, że nie zrezygnował.
WIDEO…
Bartłomiej Lemański był o krok od końca kariery. Dziś jest mistrzem Europy. Historia wielkiego powrotu
Gdy w Mediolanie polscy siatkarze świętowali kolejne wielkie zwycięstwo, dla każdego z nich złoty medal oznaczał coś innego. Jedni dokładali następne trofeum do imponującej kolekcji, inni po raz pierwszy stawali na najwyższym stopniu podium wielkiej imprezy. Dla Bartłomieja Lemańskiego ten krążek był jednak symbolem drogi, która jeszcze kilka lat wcześniej wydawała się prowadzić w zupełnie przeciwnym kierunku.
Reprezentacja Polski pokonała Francję 3:1 i obroniła tytuł mistrza Europy. Było to trzecie europejskie złoto w historii polskiej męskiej siatkówki, a triumf dał biało-czerwonym również bezpośrednią kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Lemański nie był przy tym jedynie członkiem złotej drużyny — wraz z Szymonem Jakubiszakiem został wybrany jednym z dwóch najlepszych środkowych całego turnieju.
Kiedyś miał być przyszłością kadry. Potem z niej zniknął
Historia Lemańskiego z reprezentacją zaczęła się niemal dekadę wcześniej. Mierzący 217 centymetrów środkowy bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę. W 2017 roku, mając zaledwie 21 lat, znalazł się w drużynie prowadzonej przez Ferdinando De Giorgiego na mistrzostwa Europy organizowane w Polsce. Dwa lata później razem z biało-czerwonymi sięgnął po srebrny medal Pucharu Świata. Ma w dorobku m.in. brąz mistrzostw świata kadetów, wicemistrzostwo Europy kadetów z 2013 roku oraz srebrny medal Letniej Uniwersjady w 2019 roku.
Szczególny był dla niego również 2017 rok. Podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera Polacy zdobyli złoto, a Lemański został wyróżniony nagrodą dla najlepszego środkowego turnieju. Już wtedy było jasne, że ma potencjał, by na dłużej zadomowić się w reprezentacji. Jak pokazały kolejne lata, jego droga do tego miejsca miała jednak okazać się znacznie bardziej kręta, niż ktokolwiek mógł wtedy przypuszczać.
Były sezony kiedy pozostawał w orbicie kadry. Potem jego nazwisko zniknęło z reprezentacyjnych powołań. W 2026 roku wrócił do zespołu narodowego po raz pierwszy od 2019.
Czytaj też: Tomasz Fornal zrobił to dla chorych dzieci. Dotrzymał słowa. Teraz ta historia ma szczęśliwe zakończenie
W międzyczasie jego kariera nie rozwijała się tak, jak kiedyś zapowiadano. Z czasem coraz trudniej było mu nie tylko odbudować sportową formę, lecz także dobrze myśleć o samym sobie. W pewnym momencie pojawiły się nawet myśli o zakończeniu kariery. Lemański zdecydował się wtedy skorzystać z profesjonalnej pomocy. To ważny fragment tej historii, bo jego powrót nie jest opowieścią o cudzie, który wydarzył się z dnia na dzień. Była w nim praca, wsparcie bliskich i próba odzyskania czegoś, co w sporcie łatwo zgubić — zwyczajnej radości z tego, co się robi.
„Mam nadzieję, że moja historia kogoś zainspiruje. Ja już naprawdę byłem bliski o tyle, żeby skończyć ze wszystkim, ze sportem. Naprawdę bardzo źle czułem się psychicznie, ale z pomocą najbliższym, mojej narzeczonej i tego, że sięgnąłem po profesjonalną pomoc, udało mi się z tego wyjść i znów zacząć czerpać radość z siatkówki”, mówił już po zdobyciu mistrzostwa Europy [cutat za Interia Sport].
Z perspektywy czasu sam Lemański przyznaje, że jego wejście do seniorskiej reprezentacji mogło nastąpić zbyt wcześnie. Kariera nabrała tempa błyskawicznie, a wraz z kolejnymi powołaniami pojawiły się oczekiwania, z którymi młodemu zawodnikowi niełatwo było sobie poradzić. W rozmowie z „Wprost” wspominał, że sportowo był gotowy na wielką siatkówkę, ale psychicznie nie nadążał za tym, co działo się wokół niego. Dopiero po latach zrozumiał, jak mocno tamten okres na niego wpłynął.
„Dla mnie osobiście mogło to faktycznie być za szybko. W jednym z wywiadów wspominałem, że w tamtym reprezentacyjnym okresie po prostu moja głowa nie do końca wyrabiała za tym, co działo się wokół mnie. Psychicznie to było trudne do dźwignięcia. Wszystko działo się wokół mnie bardzo szybko. Ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero po latach, dzisiaj mogę o tym normalnie rozmawiać. Nie wyszło, głowa nie wyrabiała, ale przepracowałem to. Dzisiaj już wiem, dlaczego się tak stało”, opowiadał.
Bełchatów okazał się początkiem nowego rozdziału
Sportowo przełom przyszedł wraz z grą w Skrze Bełchatów. Lemański znów zaczął pokazywać możliwości, które przed laty uczyniły z niego jednego z najbardziej interesujących polskich środkowych. Dobre występy nie umknęły Nikoli Grbiciowi. Wiosną 2026 roku nazwisko Lemańskiego ponownie pojawiło się na liście reprezentantów Polski.
Sam zawodnik przyznawał później, że jeszcze rok wcześniej nie wierzył w taki scenariusz. „Już z rok temu myślałem, że nie wrócę do tej kadry. Po tym sezonie miałem rozmowę z trenerem, dostałem powołanie, byłem mega zmotywowany”, opowiadał w Sportowe Fakty.tv.
Odpowiedzialność za środek siatki spadła więc m.in. na Lemańskiego i Jakubiszaka. Obaj wykorzystali tę szansę. I to z rozmachem. Najpierw Polacy sięgnęli po złoto Ligi Narodów. Później przyszły mistrzostwa Europy i następny triumf. Lemański, który jeszcze niedawno zastanawiał się, czy jego reprezentacyjna historia nie skończyła się już na dobre, w ciągu kilku miesięcy zdobył z kadrą dwa najcenniejsze trofea sezonu.
Bartłomiej Lemański, 2026
Pięć miesięcy, które zmieniły wszystko
Sam Lemański powtarza, że powrót do reprezentacji dał mu znacznie więcej, niż się spodziewał. Mówił o intensywności treningów, codziennej pracy z najlepszymi zawodnikami i o tym, jak wiele nauczył się w ciągu zaledwie kilku miesięcy pod wodzą Grbicia. Jego zdaniem poziom reprezentacyjnych zajęć pozwolił mu przekraczać własne granice.
„Jestem mega szczęśliwy. Przez najbliższe tygodnie będę się cieszył tym wszystkim. Sezon się zacznie, jeszcze będę to przeżywał. […] Pięć miesięcy po prostu przeminęło. Cieszę się, że miałem okazję tutaj grać tą drużyną. Nawet jeśli to był tylko ten jeden sezon i na tym miałoby się skończyć, to mega jestem wdzięczny za szansę – że miałem okazję z każdym z chłopaków tutaj zagrać pojedynczo, trenować, spędzać z nimi tyle czasu”, opowiadał siatkarz w rozmowie z TVP Sport.
Grbić zwracał z kolei uwagę na perfekcjonizm swojego środkowego. To cecha, która pcha zawodnika do nieustannego poprawiania szczegółów, ale — jak zauważył selekcjoner — ma również drugą stronę: człowiekowi, który bez końca analizuje własne błędy, trudno być z siebie w pełni zadowolonym. „Lemański występował w kadrze kilka lat temu. Pamiętam jeszcze, gdy pracowałem w ZAKSIE jako trener. Wtedy nie był nawet blisko takiego poziomu, jaki prezentuje teraz. Bardzo podoba mi się jego spokój, ogólnie jego podejście. To perfekcjonista. Po każdym ataku a nawet punktowej zagrywce, szuka rzeczy, które mógłby jeszcze poprawić. W piątek powiedziałem mu: "Leman, świetnie jest być perfekcjonistą, bo nigdy nie zabraknie ci motywacji do pracy nad sobą. Ale wada jest taka, że nigdy nie będziesz w pełni usatysfakcjonowany”, opowiadał Nikola Grbić [cytat za Sportowe Fakty Wp.pl].
Być może dlatego historia Bartłomieja Lemańskiego wykracza poza sportową opowieść o zawodniku, który po kilku słabszych latach odzyskał formę. Jest w niej także zgoda na to, że czasem samemu nie da się rozwiązać wszystkiego. Że można poprosić o pomoc. I że gorszy rozdział nie musi być ostatnim.
W Mediolanie najważniejszy był sukces całej drużyny. Polska znów została najlepszą reprezentacją Europy, pokonując w finale Francję 3:1. Ale wielkie drużynowe zwycięstwa składają się z bardzo osobistych historii. A ta należąca do Lemańskiego jest szczególna.
Jeszcze niedawno nie wiedział, czy będzie miał w siatkówce swoją kolejną szansę. Potem nie wiedział, czy kiedykolwiek wróci do reprezentacji. Wrócił. I kiedy już to zrobił, nie tylko zdobył złoto. Znalazł się wśród najlepszych zawodników mistrzostw Europy. Dla niego ten medal znaczy dla niego więcej niż zwykłe sportowe trofeum. Jest dowodem na to, jak wiele może wydarzyć się pomiędzy momentem, w którym człowiek myśli o końcu, a chwilą, w której orientuje się, że właśnie zaczyna się jego najpiękniejszy rozdział.
A prywatnie? W najważniejszych momentach Bartłomiej Lemański może liczyć na wsparcie najbliższych. Szczególne miejsce w jego życiu zajmuje ukochana, której obecność sportowiec docenia także publicznie. W mediach społecznościowych opublikował ich wspólne zdjęcie, opatrując je krótkim, ale wymownym podpisem: „Największe wsparcie”.
Nie ma wątpliwości, że po pełnych emocji miesiącach takie zaplecze znaczy dla niego bardzo wiele. Oby powodów do radości — zarówno na boisku, jak i poza nim — było jak najwięcej.
Życzymy wszystkiego, co najlepsze!
Bartłomiej Lemański, 2026