Szedł na plan jako scenarzysta, wyszedł z nagrodą Emmy. Gwiazdor z "Teda Lasso" skrywa niesamowitą przeszłość
Dziś miliony widzów kojarzą go jako wiecznie naburmuszonego i nieprzebierającego w słowach Roya Kenta z „Ted Lasso”. Zanim jednak Brett Goldstein dostał rolę, która odmieniła jego karierę, pracował w klubie ze striptizem należącym do ojca, próbował swoich sił w stand-upie i przez lata grał mniejsze role. O Roya zawalczył sam – i zrobił to w tajemnicy.

Historia Bretta Goldsteina zdecydowanie nie należy do typowych opowieści o drodze do Hollywood. Zanim pojawiły się wielkie nagrody i propozycja od Marvela, były lata mniej spektakularnej pracy, występy na scenie i zaskakujący epizod w Marbelli. Przełom też nie przyszedł przypadkiem. Kiedy podczas pisania „Ted Lasso” Goldstein poczuł, że doskonale rozumie Roya Kenta, nie czekał, aż ktoś zaproponuje mu rolę. Sam nagrał 5 scen i wysłał je twórcom serialu. Ryzyko się opłaciło, a postać, o którą upomniał się w tak nietypowy sposób, zmieniła jego karierę.
Brett Goldstein urodził się w Londynie. Aktorstwo nie od razu stało się jego przepustką do sławy
Brett Goldstein urodził się 17 lipca 1980 roku w Londynie w brytyjsko-żydowskiej rodzinie. Studiował na University of Warwick, gdzie jego kierunek określano jako Film and Feminism. Aktorstwo interesowało go jednak na tyle mocno, że rozwijał się również poza Wielką Brytanią.
Kolejnym przystankiem był Nowy Jork i American Academy of Dramatic Arts, gdzie szlifował warsztat aktorski. Do 2003 roku zdobywał doświadczenie, które miało przydać mu się później przed kamerą i na scenie.
Goldstein nie traktował jednak żadnej konkretnej szkoły aktorskiej jak przepisu na sukces. Z czasem przekonał się, że praca na prawdziwym planie potrafi wyglądać zupełnie inaczej niż ćwiczenia podczas zajęć. Czasami aktor ma możliwość eksperymentowania, a czasami musi zrobić wszystko za jednym podejściem.
Jego własna droga do popularności również daleka była od podręcznikowego scenariusza. Zanim pojawiły się Emmy, Marvel i „Ted Lasso”, był między innymi… klub ze striptizem w Hiszpanii.
Ojciec kupił klub ze striptizem. Brett Goldstein pojechał do Marbelli
To właśnie ten rozdział jego życia do dziś brzmi jak gotowy scenariusz filmu.
Po studiach Goldstein na pewien czas przeprowadził się do Marbelli w Hiszpanii, gdzie znalazł się w klubie ze striptizem kupionym przez jego ojca. Aktor po latach opowiadał o całej sytuacji z charakterystycznym dla siebie humorem.
– Mój tata miał kryzys wieku średniego i zamiast kupić samochód, kupił klub ze striptizem w Hiszpanii – wspominał w rozmowie z Backstage.
Jego matka wysłała go do Hiszpanii, aby sprawdził, co dzieje się z ojcem. Szybko okazało się, że nie będzie to zwykła rodzinna wizyta.
– Skończyło się na tym, że prowadziłem to miejsce przez rok – opowiadał.
Goldstein wspominał również o spotkaniach z ludźmi związanymi ze światem przestępczym. Cała historia miała znacznie poważniejszy wymiar, niż mogłoby się wydawać po usłyszeniu jej komediowej wersji.
– Prawdziwa historia była bardzo mroczna, ale wiedziałem też, że była zabawna – przyznawał.
I właśnie z tych doświadczeń powstał później stand-up „Brett Goldstein Grew Up in a Strip Club”, z którym w 2011 roku pojawił się na festiwalu Edinburgh Fringe.
Początkowo nie wszystko działało tak, jak planował. Po jednym z pokazów kobieta z publiczności podeszła do niego, przytuliła go i powiedziała, że jest jej przykro z powodu tego, co przeżył. Goldstein zrozumiał wtedy, że musi zmienić sposób opowiadania historii, aby widzowie czuli, że mogą się z niej śmiać.
Przebudował więc narrację. Pewne elementy przesunął, inne ograniczył, a jeszcze inne całkowicie pominął. To właśnie stand-up nauczył go, jak prowadzić publiczność przez opowieść.
Na jednym programie się nie skończyło. Goldstein przygotowywał kolejne solowe występy, w tym „Burning Man” oraz „Contains Scenes Of An Adult Nature”.
Zanim pojawił się „Ted Lasso”, Brett Goldstein przez lata walczył o swoje miejsce
Globalna popularność przyszła później. Wcześniej Goldstein konsekwentnie budował karierę w Wielkiej Brytanii.
Pojawiał się w brytyjskich produkcjach telewizyjnych, między innymi w „Drifters” i „Uncle”. Ważnym momentem był udział w serialu „Derek” Ricky'ego Gervaisa. Dla Goldsteina była to pierwsza naprawdę duża praca telewizyjna.
Nie ograniczał się przy tym do aktorstwa. Pisał, występował na scenie i tworzył własne projekty.
W 2015 roku napisał scenariusz i zagrał główną rolę w komedii „Superbob”. Wcielił się w superbohatera, który mimo niezwykłych zdolności pozostaje zwyczajnym facetem szukającym miłości.
Kolejny ważny moment przyszedł w 2016 roku, kiedy Goldstein otrzymał nagrodę BIFA za rolę drugoplanową w „Adult Life Skills”.
Przez lata nie patrzył jednak na kolejne projekty jak na starannie zaplanowane szczeble prowadzące do wielkiej kariery. Bardziej interesowało go samo tworzenie.
– Przez wiele, wiele lat myślałem: jeśli wszystkie te małe prace razem wystarczą, żebym zapłacił czynsz i poszedł do kina, jestem bardzo szczęśliwym chłopakiem – mówił Backstage.
Największy przełom miał dopiero nadejść.

Do „Ted Lasso” trafił jako scenarzysta. Potem potajemnie nagrał 5 scen jako Roy Kent
Historia obsadzenia Bretta Goldsteina w „Ted Lasso” jest niemal równie nietypowa jak jego pobyt w Marbelli.
Początkowo wcale nie miał grać Roya Kenta. Został zatrudniony przy serialu jako scenarzysta i executive story editor. Pracując nad kolejnymi odcinkami, coraz lepiej poznawał Roya – doświadczonego piłkarza, który jest szorstki, cyniczny, wybuchowy i wyjątkowo bezpośredni.
W pewnym momencie Goldstein zaczął podejrzewać, że sam powinien go zagrać.
Był tylko jeden problem: nikt inny najwyraźniej o tym nie myślał.
Wcześniej aktor otrzymywał zupełnie inne role. Sam określał je jako „miłych, niezdarnych facetów”. Nie chciał więc ogłaszać w pokoju scenarzystów, że widzi siebie jako Roya. Obawiał się, że jeśli pomysł okaże się fatalny, postawi wszystkich w niezręcznej sytuacji.
Wybrał inną drogę.
W noc przed swoim ostatnim dniem w pokoju scenarzystów nagrał self-tape. Przygotował 5 scen jako Roy Kent. Nikomu wcześniej o tym nie powiedział.
Potem wysłał nagranie do Billa Lawrence'a.
– Jeśli ta taśma jest w jakikolwiek sposób zła i poczujesz się niezręcznie, że poprosiłem cię o jej obejrzenie, udawaj, że nigdy nie dostałeś tego e-maila. Nigdy o to nie zapytam. Nie musimy już o tym rozmawiać – wspominał treść swojej wiadomości w rozmowie z Coup De Main.
Nagrania nie dało się jednak zignorować.
Jason Sudeikis później podsumował casting bardzo krótko:
– Zobaczyliśmy Bretta jako Roya i nie przesłuchiwaliśmy już nikogo. Trafił w punkt.
Tak Goldstein został Royem Kentem.
Zobacz też: Ten film powstał specjalnie z myślą o niej. Jennifer Lopez wraca do swojego ulubionego wcielenia aktorskiego
Roy Kent odmienił jego karierę. Przyszły dwie nagrody Emmy z rzędu
„Ted Lasso” okazał się przełomem, na który Goldstein pracował przez lata. Roy Kent – były kapitan AFC Richmond, później trener – szybko stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci serialu.
Bohater zasłynął z gniewnych spojrzeń, pomruków i imponującego repertuaru przekleństw, ale Goldstein od początku widział w nim znacznie więcej.
Roy nie ufa ludziom i spodziewa się po nich najgorszego. Stopniowo zaczyna się jednak zmieniać, między innymi dzięki Tedowi oraz relacji z Keeley Jones, graną przez Juno Temple.
Goldstein tłumaczył, że szczególnie ważny jest moment, w którym Keeley potrafi przyznać się przed Royem do błędu i szczerze go przeprosić. Dla człowieka tak nieufnego jak on staje się to czymś wyjątkowym.
– To, co w niej widzi, to ktoś na tyle wyjątkowy, że jest gotów zaryzykować i w końcu komuś zaufać – mówił aktor w rozmowie z Coup De Main.
Rola przyniosła Goldsteinowi ogromną popularność oraz dwie nagrody Emmy z rzędu dla najlepszego aktora drugoplanowego w serialu komediowym.
Co ciekawe, wulgarność Roya nie była dla aktora szczególnym problemem. Goldstein sam żartował już przy okazji swojego podcastu, że prawdopodobnie od czasu do czasu będzie przeklinał, ponieważ uważa to za „fajne i mądre”.

Nie tylko Roy Kent. Brett Goldstein trafił również do Marvela
Po sukcesie „Ted Lasso” możliwości zaczęło przybywać.
Goldstein jest współtwórcą i scenarzystą serialu „Shrinking” („Terapia”) dla Apple TV+, w którym występują Jason Segel i Harrison Ford. Współtworzył także serial science-fiction „Soulmates” dla AMC.
Do tego doszedł Marvel.
W 2022 roku aktor pojawił się jako Herkules w scenie po napisach filmu „Thor: Love and Thunder”. Co ciekawe, nie musiał nawet przechodzić przesłuchania.
– Nie brałem udziału w castingu – mówił Backstage.
Swoją obecność w produkcji miał utrzymywać w tajemnicy nawet przed najbliższymi. Rodzicom nie powiedział o Herkulesie aż do dnia kinowej premiery, ponieważ obawiał się złamania umowy o poufności.
Na tym jego lista zajęć się nie kończy. Prowadzi również podcast „Films To Be Buried With”, którego punktem wyjścia są filmy ważne dla zaproszonych gości. Rozmowy o kinie prowadzą tam do opowieści o życiu i śmierci.
Brett Goldstein chroni życie prywatne. Ze sceny podziękował Beth Rylance
O pracy potrafi opowiadać długo i barwnie. Gdy jednak rozmowa schodzi na życie prywatne, Brett Goldstein jest zdecydowanie bardziej powściągliwy.
Aktor bardzo rzadko publicznie mówi o swoich relacjach uczuciowych. Jednym z wyjątków była gala Emmy w 2021 roku. Odbierając nagrodę, podziękował swojej ówczesnej partnerce, aktorce i komiczce Beth Rylance.
Nie uczynił jednak ze związku tematu regularnych medialnych rozmów i konsekwentnie oddziela prywatność od zawodowej popularności.
Nie jest jedyną osobą w rodzinie związaną ze światem rozrywki. Jego siostra, Tara Goldstein Carr, jest współzałożycielką działającej w Wielkiej Brytanii School of Comedy dla dzieci i młodzieży. Dzięki niej Goldstein został również wujkiem.
Największe marzenie gwiazdy „Ted Lasso”? Muppety
Choć na koncie ma „Ted Lasso”, Emmy i występ w Marvelu, jego wielka fascynacja prowadzi w zupełnie inną stronę.
Brett Goldstein uwielbia Muppety.
Szczególne miejsce zajmuje u niego „The Muppet Christmas Carol”. Podczas jednego z występów odegrał nawet całą historię w zaledwie 6 minut.
Nie traktuje tej fascynacji wyłącznie jako żartu.
– Moim ostatecznym celem jest praca z Muppetami – mówił.
Kiedy natomiast udało mu się wystąpić w „Sesame Street”, określił ten moment jako „najlepszy dzień mojego życia”.
To chyba najlepiej pasuje do zawodowej drogi Goldsteina. Człowiek, który po studiach znalazł się w klubie ze striptizem w Marbelli, później przekuł tę historię w stand-up, przez lata pisał i grał, a następnie potajemnie nagrał 5 scen, żeby przekonać twórców „Ted Lasso”, że powinien zostać Royem Kentem, nadal ma na swojej liście marzeń coś jeszcze.
Tym razem zamiast piłkarskiego boiska i młota Herkulesa chodzi o spotkanie z Muppetami.
Czytaj też: Trzeci sezon miał być ostatnim, a tu taka niespodzianka. Będzie ciąg dalszy serialu "Ted Lasso"

Źródła: Jenna Marotta, Backstage, Evelyn Frick, Hey Alma, Shahlin Graves, Coup De Main, Wikipedia