Przez lata kojarzona była przede wszystkim z poważnymi, dramatycznymi rolami. Dziś Annette Bening coraz chętniej zaskakuje i sięga po postaci, których wcześniej właściwie jej nie proponowano. Aktorka gra więcej, eksperymentuje ze swoim ekranowym wizerunkiem i nie boi się czarnych charakterów. W szczerej rozmowie z Dawidem Muszyńskim dla magazynu „PANI” opowiedziała o swojej „drugiej młodości”, zawodowej wolności, małżeństwie z Warrenem Beattym oraz o tym, czego z perspektywy czasu żałuje jako matka czworga dzieci. Dziś, mając 68 lat, mówi wprost, że wreszcie niczego nie musi nikomu udowadniać.

WIDEO

player placeholder

Annette Bening ma 68 lat i mówi o „drugiej młodości”

W ostatnich latach Annette Bening pojawia się na ekranie częściej. Sama przyznaje, że za tą zawodową aktywnością stoi poczucie wolności, którego wcześniej nie miała. Niedawno skończyła 68 lat i dziś nie czuje już presji, by za wszelką cenę udowadniać swoją pozycję.

„Faktycznie gram teraz więcej, ale chyba dlatego, że niczego nie muszę już nikomu udowadniać. Niedawno skończyłam 68 lat i poczułam się naprawdę wolna. Mogę wybierać wyłącznie te projekty, w których naprawdę chcę zagrać, a nie takie, które pozwolą mi zarobić na rachunki. Albo przypomnieć ludziom w branży, że w ogóle istnieję. Wreszcie uwolniłam się od tego ciężaru. Czuję się, jakbym przeżywała drugą młodość” – mówi Annette Bening w rozmowie z Dawidem Muszyńskim dla magazynu „PANI”.

Aktorka nie zamierza zwalniać. Wręcz przeciwnie – możliwość podróżowania i ciągłego zmieniania planów zdjęciowych jest dziś dla niej źródłem radości.

Zobacz także:

„Mogę podróżować po świecie, pracować na różnych planach i poznawać nowe miejsca. Trochę jak Cyganka, która nigdy nie potrafi usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu. I bardzo mi się to podoba”.

Warren Beatty i Annette Bening
Ron Galella/Ron Galella Collection via Getty Images /

Warren Beatty i Annette Bening, 1992 r.

Przez lata przedstawiano ją przede wszystkim jako żonę Warrena Beatty'ego

Kiedy Annette Bening związała się z Warrenem Beattym, on od dawna należał już do największych nazwisk Hollywood. Sławę zdobył swoim pierwszym filmem, „Wiosenna bujność traw” (1961), a później umacniał swoją pozycję rolami w takich produkcjach jak „Bonnie i Clyde”, „Szampon”, „Czerwoni” czy „Dick Tracy”. W ciągu 60 lat kariery nominowany był 14 razy do Oscara, a za „Czerwonych” zdobył statuetkę w 1982 roku. Jego nazwisko funkcjonowało nie tylko w świecie filmu. Beatty miał również silną pozycję w Waszyngtonie.

Do tego dochodziła legenda hollywoodzkiego casanovy. Zanim poznał Bening, łączono go z takimi gwiazdami jak Brigitte Bardot, Cher, Julie Christie, Goldie Hawn, Diana Ross, Barbra Streisand, Joan Collins, Madonna, Elle Macpherson, Liv Ullmann czy Vanessa Redgrave. Nic dziwnego, że początkom ich relacji towarzyszyło ogromne zainteresowanie.

Poznali się zawodowo. Gdy Beatty kompletował obsadę filmu „Bugsy” (1991), Bening przyszła na przesłuchanie. Aktor obiecał jej wtedy, że nie będzie się do niej przystawiał. Słowa dotrzymał – przynajmniej do zakończenia zdjęć. Po ostatnim klapsie zaprosił ją na kolację. Oboje później twierdzili, że podczas tej pierwszej randki byli już w sobie zakochani.

Beatty jeszcze przed ich pierwszą randką miał zadzwonić do reżysera Mike’a Nicholsa i powiedzieć mu, że zamierza poślubić Bening. Reakcja Nicholsa była krótka:

„OK, ale jest jedna rzecz, o której powinieneś wiedzieć – powiedział Nichols i zrobił długą pauzę. – Ona jest perfekcyjna”.

Związek z człowiekiem otoczonym tak wielką legendą sprawił jednak, że sama Bening nieraz była opisywana właśnie przez pryzmat męża. Szczególnie wymowna okazała się sytuacja podczas programu prowadzonego przez Barbarę Walters. Dziennikarka przedstawiła aktorkę słowami:

„Gdyby jej największym życiowym osiągnięciem było to, że Warren Beatty się ustatkował, i tak byłaby dla mnie bohaterką”.

Bening nie zamierzała przyjmować takiej roli. Odpowiedziała bez ogródek:

„Dziękuję, ale nie odpowiada mi rola tresera dzikich zwierząt – odparowała. – Ten obraz nie odzwierciedla naszej relacji i jest krzywdzący dla nas obojga”.

To zdarzenie dobrze pokazuje paradoks, z którym musiała się mierzyć. Sama konsekwentnie rozwijała karierę, a jednocześnie zainteresowanie mediów niejednokrotnie skupiało się na tym, że to właśnie ona została kobietą, przy której słynny „wieczny kawaler” postanowił się ustatkować.

CZYTAJ TEŻ: Warren Beatty i Annette Bening – razem już od 30 lat. Oto historia ich miłości 

Warren Beatty wycofywał się z aktorstwa, ona rozwijała karierę

Ich małżeństwo nie oznaczało jednak, że Bening zrezygnowała z własnych zawodowych ambicji. Wręcz przeciwnie. Warren Beatty stopniowo ograniczał aktorstwo, koncentrując się na pisaniu scenariuszy i produkcji. Taki model pracy pozwalał mu częściej pozostawać w domu.

To miało ogromne znaczenie dla ich rodziny. Bening i Beatty doczekali się czworga dzieci, a to właśnie on przejął znaczną część codziennych obowiązków.

„To on wziął na siebie ciężar domowych obowiązków, rozwożenia dzieci do szkół i przedszkoli, wspólnej zabawy i usypiania, tak by jego żona mogła zająć się karierą”.

Dziś sytuacja wygląda jeszcze inaczej. W rozmowie z Dawidem Muszyńskim dla magazynu „PANI” Bening przyznaje, że jej mąż naprawdę cieszy się emeryturą i spokojniejszym życiem. Ona tymczasem przeżywa okres wyjątkowej aktywności zawodowej.

„Mój mąż natomiast naprawdę cieszy się emeryturą i spokojniejszym życiem. Ale to nie jest tak, że może teraz nadrobić czas z bliskimi, którego kiedyś mu brakowało. Nasze dzieci są już dorosłe, wyprowadziły się i mają własne rodziny. Oczywiście spędzamy z nimi czas, ale nie w takim wymiarze, jak kiedyś sobie wyobrażaliśmy. Nie wszystko w życiu da się nadrobić”.

Po latach role w ich zawodowym życiu w pewnym sensie się odwróciły. Beatty wybrał emeryturę i spokojniejszą codzienność, podczas gdy Bening gra więcej i korzysta z wolności, jaką dała jej obecna pozycja. Mając 68 lat, nie zastanawia się już, czy musi przypominać Hollywood o swoim istnieniu.

„Faktycznie gram teraz więcej, ale chyba dlatego, że niczego nie muszę już nikomu udowadniać. Niedawno skończyłam 68 lat i poczułam się naprawdę wolna. Mogę wybierać wyłącznie te projekty, w których naprawdę chcę zagrać, a nie takie, które pozwolą mi zarobić na rachunki. Albo przypomnieć ludziom w branży, że w ogóle istnieję. Wreszcie uwolniłam się od tego ciężaru. Czuję się, jakbym przeżywała drugą młodość”.

Annette Bening coraz chętniej wybiera czarne charaktery

Nowy etap kariery aktorki świetnie widać w jej ostatnich rolach. W „Lucky” gra Priscillę – szefową mafii, której relacja z synem staje się jednym z najważniejszych elementów jej historii. Bening zainteresowały przede wszystkim sprzeczności tej bohaterki.

„Lubię bohaterki, które są targane sprzecznymi emocjami. Z jednej strony Priscilla chce, żeby jej syn był szczęśliwy, ale z drugiej do szału doprowadza ją myśl, że mógłby odnaleźć to szczęście u boku innej kobiety”.

Aktorka zwraca uwagę, że potrzeba chronienia syna przez Priscillę z czasem przybiera niebezpieczną formę.

„W pewnym momencie przeradza się wręcz w coś toksycznego. I właśnie to podoba mi się w tej postaci najbardziej. Bo tacy rodzice naprawdę istnieją, sama wielu znam. Może nie stoją na czele mafii, ale nadopiekuńczość nie jest przecież niczym niespotykanym”.

Dla Bening to również okazja do pokazania się od strony, której przez długi czas widzowie nie mieli okazji oglądać. Sama przypomina, że po występie w „Policjantach z Miami” przez wiele lat nie proponowano jej grania złych kobiet.

„Później przez długie lata nikt nie proponował mi ról złych kobiet. Dopiero teraz zaczęło się to zmieniać. Zarówno w serialu „Lucky”, jak i w „Ranczu Duttonów”, grane przeze mnie bohaterki zdecydowanie nie należą do tych dobrych. A ja uwielbiam czarne charaktery”.

Warren Beatty i Annette Bening z dziećmi
Evan Agostini/Getty Images /

Warren Beatty i Annette Bening z dziećmi: Isabel, Ella, Benjamin i Kathlyn, 2004 r.

Początki przed kamerą wcale nie były łatwe

Trudno uwierzyć, że aktorka, która dziś z taką swobodą mówi o kolejnych zawodowych wyzwaniach, swój ekranowy debiut wspomina jako wyjątkowo trudne przeżycie. Zanim stanęła przed kamerą, przez osiem lat grała wyłącznie w teatrze.

„Wtedy było to jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu. (śmiech) Czułam się nie na miejscu i przez cały czas kołatała mi w głowie myśl, że psuję każdą scenę. Byłam przekonana, że wszystko robię źle”.

Do „Policjantów z Miami” trafiła zresztą w szczególnych okolicznościach. Nie była pierwszą aktorką wybraną do roli.

„Rolę dostała inna aktorka, która w ostatniej chwili po prostu zrezygnowała. Reżyser był pod ścianą i postanowił zaangażować mnie do roli dziewczyny głównego charakteru odcinka, bo akurat byłam dostępna”.

Dziś wspomina ten epizod z dumą, zwracając uwagę, że w niewielkich rolach w tym samym serialu pojawiali się również Julia Roberts, Melanie Griffith, Bruce Willis czy Ben Stiller.

CZYTAJ TEŻ: Sandra Bullock musiała milczeć o chorobie ukochanego, żegnała go na długo przed jego śmiercią. „Był miłością mojego życia”

Annette Bening mówi, czego dziś najbardziej żałuje

Zawodowa wolność ma dla Annette Bening również bardziej osobisty wymiar. Aktorka jest mamą czworga dzieci i nie ukrywa, że kiedy patrzy na minione lata, dostrzega rzeczy, które chciałaby przeżyć inaczej.

„Oczywiście. Jestem mamą czworga dzieci i mam poczucie, że nie poświęciłam im wystarczająco dużo czasu, kiedy dorastały”.

Łączenie macierzyństwa z karierą kosztowało ją wiele stresu. Nawet kiedy była z dziećmi, myślami potrafiła wracać do pracy i zastanawiać się, czy po dłuższej przerwie będzie jeszcze w stanie wrócić do zawodu.

„W chwilach, kiedy siedziałam na podłodze z moimi dziećmi, nie umiałam poświęcić im całej swojej uwagi, bo się zastanawiałam, czy po dłuższej przerwie będę jeszcze potrafiła wrócić do zawodu. Czy odnajdę w sobie tę kreatywną iskrę? Czy dłuższa nieobecność w teatrze albo na planie filmowym nie sprawi, że stracę chęć do grania? Zadręczałam się tym. Dzisiaj wiem, że były to zupełnie niepotrzebne obawy”.

Dzisiaj jej dzieci są już dorosłe, wyprowadziły się i mają własne rodziny. Warren Beatty wybrał spokojniejsze życie na emeryturze, a Annette Bening znalazła się w miejscu, w którym może cieszyć się zawodową swobodą. Nie musi grać, żeby przypominać branży o swoim istnieniu ani wybierać projektu tylko po to, by zarobić na rachunki.

Po przeszło 40 latach w zawodzie chce przede wszystkim wcielać się w postaci jak najbardziej od niej odległe. A role w „Lucky” i „Ranczu Duttonów” pokazują, że szczególną przyjemność sprawia jej dziś odkrywanie tej znacznie mroczniejszej strony aktorstwa.

Najważniejsze jest jednak poczucie, o którym sama mówi wprost: „Czuję się, jakbym przeżywała drugą młodość”.

Annette Bening
Maya Dehlin/WireImage /

Annette Bening na premierze serialu Apple TV "Lucky", 2026 r.