Jego życie to przykład jednego z najbardziej spektakularnych upadków w historii Hollywood. W latach 80. i 90. Mickey Rourke uchodził za jednego z najseksowniejszych aktorów i specjalistę od ról tajemniczych amantów. Po tym, jak zagrał w głośnym „9 i pół tygodnia” u boku Kim Basinger, był obiektem pożądania kobiet na całym świecie. Gwiazdor szybko jednak zaprzepaścił szansę na wielką karierę. Przyczyniły się do tego skandale, problemy z alkoholem i narkotykami oraz zamiłowanie do operacji plastycznych, które sprawiły, że przestał przypominać samego siebie.
WIDEO…
Dom wynajął, ale czynszu nie płacił. Rourke może trafić na bruk
Los uśmiechnął się do niego w 2008 roku. Rourke, który od lat trenuje boks, dostał główną rolę w filmie „Zapaśnik”. Był za nią chwalony przez widzów i krytyków, dostał też nominację do Oscara. Wydawało się, że po trudnych latach w końcu wychodzi na prostą i tym razem nie zaprzepaści szansy na powrót do Hollywood. On sam zapewniał, że wyciągnął wnioski z błędów przeszłości i nie zamierza ponownie ich popełniać. Gdy w 2008 roku dziennikarz „Los Angeles Times” zapytał go, ile stracił przez swoje błędne decyzje, wyznał szczerze: „Straciłem wszystko. Mój dom, moją żonę, moją wiarygodność, moją karierę”.
Czytaj także: Mickey Rourke z nieruchomą twarzą! Nowe zdjęcie byłego bożyszcza kobiet znów szokuje fanów
Teraz ten sam kalifornijski dziennik informuje, że Mickey Rourke znów ma poważne problemy. Pod koniec roku do Sądu Najwyższego w Los Angeles wpłynął pozew przeciwko aktorowi. Złożył go Eric Goldie, właściciel domu, w którym aktor zamieszkał na początku 2025 roku. Zgodnie z umową za wynajem tego lokum gwiazdor początkowo miał płacić 5,2 tys. dol. Miesięcznie, potem czynsz wzrósł do 7 tys. dolarów. Rourke przelewów jednak nie robił i dziś ma prawie 60 tys. dolarów długu. Właściciel domu, który wcześniej wzywał aktora do uregulowania należności, stracił już cierpliwość. W złożonym pozwie domaga się spłaty całego długu i grozi aktorowi eksmisją.

Kłopoty to jego specjalność. Nie tylko finansowe
Mickey Rourke na razie nie skomentował pozwu, nie wiadomo więc, czy odda dług i załatwi sprawę bez sądu. Z zapłaceniem tak sporej kwoty aktor może mieć jednak problem, bo – delikatnie mówiąc – nie jest specjalnie rozchwytywany. Po sukcesie „Zapaśnika” nie wrócił do aktorskiej pierwszej ligi i grywa jedynie w produkcjach klasy B. Szansę na poprawę stanu konta Rourke dostał w kwietniu ubiegłego roku, gdy zgodził się wziąć udział w brytyjskim show "Celebrity Big Brother".
Zobacz też: Mickey Rourke i Carré Otis — poznali się u szczytu sławy, razem omal nie poszli na dno
Z programu wyrzucono go jednak po kilku dniach za homofobiczne komentarze na temat innej uczestniczki tego show, piosenkarki JoJo Siwy. Producenci "Celebrity Big Brother" odmówili mu przy tym wypłaty honorarium, które miało wynosić ponad pół miliona dolarów. Rourke wynajął wtedy prawników, którzy mieli walczyć o wypłatę całej kwoty. Ostatecznie jednak niczego nie wskórali, bo producenci powołali się na zapis regulaminu, z którego wynika, że jeśli uczestnik show zostaje wyrzucony za naruszenie zasad, to za karę można mu potrącić część honorarium, a w najbardziej rażących przypadkach nawet odebrać całą należną kwotę.
Finalnie Rourke został eksmitowany, a obecnie mieszka w hotelu West Hollywood.
Zbiórka pieniędzy na rzecz muzyka
Cała historia nabrała nieoczekiwanego obrotu, gdy w mediach zaczęły pojawiać się informacje o internetowej zbiórce, która miała uchronić Mickeya Rourke’a przed utratą domu. Problem w tym, że sam aktor — jak wynika z jego późniejszej reakcji — nie miał wiedzieć o tej inicjatywie. O wszystkim dowiedział się już po jej uruchomieniu.
Rourke postanowił odnieść się do sprawy publicznie. W nagraniu opublikowanym na Instagramie nie ukrywał zaskoczenia. Z jego wypowiedzi wynikało, że nie rozumiał, dlaczego ktoś zdecydował się organizować pomoc finansową właśnie w takiej formie i robić to w jego imieniu. Sytuację określił jako żenującą.
Aktor stanowczo podkreślał przy tym, że nie zwracał się do nikogo z prośbą o finansowe wsparcie. Zapewniał również, że nie korzysta z charytatywnych zbiórek i nie zamierza rozwiązywać swoich problemów za pomocą podobnych inicjatyw. Wspominając o GoFundMe, zaznaczył nawet, że nie wiedziałby, czym jest ta platforma.
Jego przekaz był jednoznaczny: jeśli mierzy się z trudnościami, chce poradzić sobie z nimi samodzielnie. Tym mocniej wybrzmiała skala całej sprawy, ponieważ zanim zbiórka została usunięta, zgromadziła ponad 100 tys. dol. Tymczasem osoba, której miały zostać przekazane pieniądze, publicznie odcinała się od całej akcji.
Zbiórkę założyła Liya-Joelle Jones dla menadżerki aktora, Kimberly Hines. W opisie inicjatywy Rourke został przedstawiony jako „siła natury” oraz „ikona”. Autorzy zbiórki nawiązywali również do jego odejścia z aktorstwa i rozpoczęcia kariery bokserskiej, wskazując na trwałe blizny — fizyczne i emocjonalne.
W efekcie historia, która miała być gestem pomocy, przerodziła się w sytuację, od której Rourke zdecydowanie się zdystansował. Zamiast podziękowań pojawiło się zdziwienie, a zamiast apelu o dalsze wsparcie — zapewnienie, że aktor nie prosił o organizowanie zbiórki i nie chce korzystać z tego rodzaju pomocy.
Źródło: „Los Angeles Times”



























