W tym szalonym świecie od 40 lat udowadniają, że prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę. Są realistami. Wiedzą, że małżeństwa idealne nie istnieją. Zaliczyli awantury o sprawy zasadnicze i drobiazgi. A to ich tylko scaliło. Siła ich związku polega na tym, że przyjaźnią się ze sobą. I nigdy się nie nudzą. On: „Po 40 latach najbardziej tęsknię do bycia z Kasią tylko we dwoje”. Ona: „Z wiekiem coraz trudniej nam być bez siebie”. Katarzyna i Cezary Żakowie w czułej rozmowie z Beatą Nowicką.

WIDEO…

player placeholder

Na festiwalu w Opolu rozwaliła Pani system piosenką „Bo jeśli miłość ma kres”. 

Katarzyna: Podobno „Gazeta Wyborcza” napisała, że „pozamiatałam na scenie” (śmiech). Nie to było moim zamierzeniem. Pojechałam do Opola, żeby zaśpiewać tę nieskomplikowaną, ale pogodną piosenkę ze świetnym tekstem Artura Andrusa i pokazać się tej części publiczności, która jeszcze nie wie, że od dwudziestu kilku lat zajmuję się również tą dziedziną sztuki. A przy okazji trafiła się nagroda…  

Zobacz także:

Zachwyceni widzowie pisali: „Nie wiedziałem, że Solejukowa tak fantastycznie śpiewa”. Śpiewa Pani mężowi w domu? 

Cezary Żak: Nie śpiewa.

Katarzyna: Bo mówisz: „Tylko mi nie śpiewaj…” (śmiech).

Droczy się.

Cezary: Przez lata namawiałem Kasię, żeby wróciła do śpiewania, bo wiedziałem, że robi to świetnie. Ma niezwykły talent. Jeszcze będąc aktorką Teatru Współczesnego we Wrocławiu, wzięła udział w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej i w efekcie nagrała płytę „Młynarski jazz”. Kiedy przeprowadziliśmy się do Warszawy, miała długą przerwę, ale cały czas zachęcałem ją do powrotu. Uwierzyła mi w końcu. Od paru lat śpiewa, koncertuje, nagrywa płyty.

„Kocham cię tak trochę na wznak, a trochę prosto z mostu (…). Kocham cię tak po prostu. Ewidentnie i elokwentnie”. Pomyślałam, że ta piosenka może być mottem naszej rozmowy. Czterdzieści lat plus dwa lata na kocią łapę. Jak to się udało?

Cezary: Ty opowiadaj, ja przyniosę nam kawę.

Katarzyna: Mieliśmy szczęście, że się spotkaliśmy. Chociaż mam swoją teorię, że nad tym szczęściem trzeba poważnie pracować. Związek dwojga ludzi jest jak „spacer” po linie: zachwycający, ekscytujący, tajemniczy. Nie wiadomo, kiedy się spadnie i co z tego upadku wyniknie. To, że jesteśmy tyle lat razem, jest naszym wspólnym zwycięstwem. 

Cezary: No i co ciekawego powiedziałaś pani redaktor? 

Związek to ciężka praca.

Cezary: Naprawdę? Dla mnie to czysta przyjemność.

Katarzyna: Czego nie może zabraknąć w związku? Poczucia humoru! 

Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś

Ożenił się Pan w wieku 23 lat. Jakie miał Pan wtedy pojęcie o małżeństwie, rodzinie, dorosłym życiu?

Cezary: Żadnego. Obserwacje wyniesione z domu rodzinnego. Dobre wzorce, jak mi się wówczas wydawało, które zweryfikował nasz zawód. Nie jesteśmy ludźmi, którzy chodzą do pracy na ósmą, wracają o 16 i wtedy prowadzą normalne życie. 

„Normalne” życie musiało się wciskać w życie zawodowe?

Cezary: Ważne, żeby prywatnemu życiu otwierać furtki i nie pozwolić, żeby zostało zepchnięte na drugi plan. Chociaż na początku, kiedy byliśmy młodzi i chcieliśmy szybko zrobić tak zwaną karierę, łapaliśmy wszystko. Żadnej pracy się nie baliśmy. Mieszkaliśmy we Wrocławiu, mieliśmy dwójkę małych dzieci i pensję teatralną. Nie było filmu ani telewizji, więc musieliśmy gdzieś dorobić drugą pensję. Najprostszą rzeczą było wyreżyserowanie bajki i jeżdżenie po przedszkolach Dolnego Śląska.

Trudne początki są dobrym fundamentem na przyszłość.

Cezary: Tak, bo potem nigdy nie baliśmy się wyzwań. Gdy brakowało nam pieniędzy, zakasywaliśmy rękawy i braliśmy się do roboty. Byliśmy w tym twórczy. Gdy przyjechaliśmy do Warszawy, Kasia dostała etat w Teatrze Rampa, a ja grywałem w filmikach malutkie epizody. Aby załatać domowy budżet, zaliczyłem też epizod agenta ubezpieczeniowego. Ludzie mnie lubili, obdarzali zaufaniem, więc chodziłem po domach i sprzedawałem polisy na życie.

Ile Pan sprzedał?

Cezary: Dwie sztuki (śmiech). Nie zdążyłem zostać wybitnym agentem ubezpieczeniowym.

Na szczęście! Uprawiacie brutalny zawód. Pożerała Was zazdrość o sukcesy? 

Katarzyna: W ogóle nie było między nami takiego myślenia. Mieliśmy dwójkę małych dzieci i jeden priorytet – utrzymać rodzinę. Przyznam się, że bałam się tej przeprowadzki, a nawet byłam jej przeciwna. To Cezary jest motorem wszystkich naszych życiowych zmian. Zawsze podkreśla – i ma rację – że gdyby nie jego determinacja, do dzisiaj siedzielibyśmy w służbowym mieszkanku wrocławskiego teatru. Jestem osobą, która boi się zmian, boi się ryzyka, a Cezary wręcz przeciwnie.

Cezary: Lubię ryzyko, pod warunkiem że widzę zielone światełko na końcu tunelu. Nie jestem idiotą, który rzuca się do basenu, nie wiedząc, ile w nim wody. We Wrocławiu były tylko teatry i ośrodek telewizyjny, gdzie kręcono Teatr Telewizji. Przez pięć lat zagrałem jeden epizodzik, a ciągnęło mnie przed kamerę. Zrozumiałem, że niczego więcej tam nie osiągniemy. Trzeba uciekać do Warszawy. To była najważniejsza decyzja mojego życia, naszego życia. 

Katarzyna: Kiedy Andrzej Strzelecki przyjął mnie do zespołu Teatru Rampa, dostałam etat i zaczęłam dużo grać, uspokoiłam się wewnętrznie. Byłam przeszczęśliwa, gdy Cezary zaczął otrzymywać propozycje. Myślałam: Zasłużył, jest taki zdolny. Wiedziałam, jakie to ważne, że mężczyzna, mąż, ojciec, pan domu może robić to, co lubi najbardziej, i jeszcze dzięki temu utrzymywać naszą rodzinę. Z drugiej strony, gdy nagrałam pierwszą płytę i zaczęłam koncertować, nigdy nie usłyszałam: „Musisz siedzieć w domu z dziećmi”. Wręcz przeciwnie. 

Macie Państwo szczęśliwe córki – lekarkę i producentkę. Obie prowadzą swoje dorosłe życie. Na czym Panu jako ojcu najbardziej zależało?

Cezary: Wychować je na porządnych ludzi, bo to jest w życiu najistotniejsze. Wypuścić w świat z silnym kręgosłupem moralnym.

Katarzyna: Zaszczepić im szacunek dla drugiego człowieka. 

Cezary: I to nam się udało. Nasze córki są wspaniałymi osobami. Czasami aż się dziwimy: „Jezu, co one wyprawiają?! Myśmy je tego nauczyli?!”. Poza tym zależało nam, żeby żyły po swojemu, i mamy poczucie, że tak robią. Odkąd wyprowadziły się z domu i prowadzą własne życie, staramy się z Kasią nie wtrącać w ich sprawy. Ale mamy z nimi świetny kontakt. Lubią z nami spędzać czas.

Katarzyna: Na hasło: „Czy jedziecie z nami na tydzień na wakacje?”, cała czwórka natychmiast odpowiada: „Jedziemy!”. 

Cezary: No, ja się nie dziwię… (śmiech). Cieszy nas to ogromnie. Dużo ze sobą rozmawiamy. Czasem córki dzwonią i radzą się nawet w intymnych sprawach. Uważam to za nasze rodzicielskie zwycięstwo. 

Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś

Po 40 latach wciąż Pan patrzy na żonę tym samym wzrokiem?

Cezary: Tak, ale jest to wzrok doświadczonego prawie emeryta. Natomiast jeżeli pyta pani o uczucie, to ono ciągle jest, wciąż się żarzy. Lata mijają, a Kasia jest mi jeszcze bliższa. Sztubacka miłość zamieniła się w miłość dojrzałą. Jest przyjaźń, przywiązanie do siebie, szacunek, poczucie wspólnoty, patrzenie w tym samym kierunku, wyrozumiałość, zaufanie. To zostaje aż do śmierci. 

Katarzyna: Lubię, gdy na mnie patrzysz tak, jak teraz.

Cezary:  Czyli jak?

Z żarem.

Cezary: Żar jest, trzeba tylko podrzucać brykiet, żeby nie zgasł. Podrzucam, ile mogę (śmiech).

Katarzyna: Siła tkwi w drobiazgach, nie w dużych gestach na pokaz. Lubię pospać, Cezary wstaje wcześniej. Codziennie rano, zanim porozjeżdżamy się do swoich zajęć, czeka na mnie, żeby wypić ze mną kawę i zjeść małe śniadanie, które sam przygotowuje od 40 lat. A gotuje wybornie. Budzę się i słyszę, jak krząta się w kuchni. Siedzimy przy stole i rozmawiamy o tym, co nas czeka, o dzieciach, o planach, spotkaniach z przyjaciółmi, których mamy niewielu, ale jesteśmy do nich bardzo przywiązani. Taka codzienna bliskość tworzy podwaliny bezpieczeństwa. Przy Cezarym czuję się bezpiecznie.

A Pan przy żonie? 

Cezary: Niebezpiecznie. Ponieważ żona, tak jak powiedziała na początku tej rozmowy, siedziałaby do dzisiaj w mieszkaniu służbowym we Wrocławiu, a ja potwornie przeżywałbym, że nie mogę nic zrobić. I tu wracamy do zaufania. Żona zaufała mi niejednokrotnie w strategicznych decyzjach dotyczących naszej przyszłości.  

Katarzyna: Moja ukochana babcia mówiła: „Szanuj męża swego, możesz mieć gorszego”. No to szanuję. Czasami się z nim nie zgadzam, ale coraz rzadziej. Kiedy znalazł działkę na Mazurach i powiedział, że to będzie nasza oaza, strasznie się awanturowałam. Dziś kocham to miejsce. Z wiekiem zrozumiałam, jak ważne są rozmowy, najmniejszy niewyjaśniony problem może spowodować burzę w domu. Nie zawsze przychodzi mi to łatwo, bo ja się często obrażam. 

Cezary: (Śmiech).

Katarzyna:  Powiedziałam to. 

Cezary: Usłyszałem i doceniam. Parę lat temu byłoby: „Ja się obrażam?! Czyś ty zwariował?! Co ty w ogóle wygadujesz?! Kiedy ja się ostatnio obraziłam…?!”. Minęło parę lat i proszę, mamy prawdziwy postęp. 

W domu rozmawiacie głównie o…

Cezary: …wnuczce. Ma dziewięć miesięcy, jest numerem jeden. Już kombinuję, jak wyreżyserować dla wnuczki pierwszą bajkę. Babcia zagra świnkę.

Katarzyna:  Nie, proszę! Tylko nie świnkę (śmiech). Grałam ją 11 lat, bo nasza córka Zuzia uwielbiała to przedstawienie.

Wnuczka generuje inną kategorię miłości? 

Cezary: Nie ma porównania, to jest tylko miłość. 

Katarzyna: Nie ma obowiązku, nie ma przymusu, nie ma nieprzespanych nocy, nie ma napięcia. Jest sama radość, czysta przyjemność. I kreatywność. Jesteśmy bardzo twórczy w wymyślaniu różnych zabaw.

Cezary: A dopiero się rozkręcamy (śmiech). 

Katarzyna: Musisz zrobić dla niej huśtawkę w ogrodzie. Twój tata zrobił dla naszych córek. 

Cezary: To prawda. Teraz moja kolej. 

Pytanie, czy znajdzie Pan czas? Rusza Pan z różnymi projektami.

Cezary: Rzeczywiście, jestem teraz w trzech filmach. W „Lalce” Maćka Kawalskiego gram barona Dalskiego, niedawno zaczęliśmy zdjęcia. Kończę serial „Wojna zastępcza” dla telewizyjnej Dwójki o zmianie ustrojowej 1989 roku. Dostałem duże zadanie, wcielam się w generała Dubynina, szefa radzieckich wojsk, które zostały właśnie wyproszone z Polski. Skończyłem film na Podlasiu, kontynuację „Nic na siłę”. Za chwilę zaczynam zdjęcia do drugiego sezonu „Gry z cieniem” Kingi Dębskiej.

Katarzyna: Jeszcze serial „Idź przodem, bracie”.

Cezary: Faktycznie, jesienią robimy sześć odcinków. Przez 10 lat po „Ranczu” niewiele zagrałem, jedną–dwie rólki, i nagle mój filmowy worek się rozsypał. Bardzo się z tego cieszę, bo wolę pracować przed kamerą niż w teatrze. Teatr coraz więcej mnie kosztuje – fizycznie i psychicznie. Mam zamiar grać w teatrze do siedemdziesiątki, potem koniec. Zostanę przy reżyserowaniu. Od 2012 roku dzięki zaproszeniu Krystyny Jandy zacząłem reżyserować w „Och-Teatrze” i w przedstawieniach dla Agencji Artystycznej Certus z Częstochowy, które jeżdżą po Polsce. W Teatrze Bagatela w Krakowie przygotowuję komedię „Umrzeć ze śmiechu”, premiera we wrześniu. Ale… nie ma nic ważniejszego w życiu niż rodzina. Huśtawkę dla wnuczki na pewno zrobię. 

Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś

Nie mam wątpliwości. Pani przyjechała na nasze spotkanie z Sopotu, gdzie śpiewała w Teatrze Atelier. Co zajmuje więcej przestrzeni w Pani życiu – muzyka czy aktorstwo? 

Katarzyna: Myślę, że jest po równo. Wciąż jestem głodna grania. Być może dlatego, że w filmie gram dużo mniej niż Cezary – ostatnio zagrałam w filmie Piotra Wereśniaka „Piernikowe serce” – teatr jest dla mnie bardzo ważny. Kocham ten klimat. Lubię garderobę, moje koleżanki, publiczność. Gram w „Ochu”, we wrześniu zaczynam próby do kolejnej sztuki w Teatrze Komedia na podstawie powieści Zygmunta Miłoszewskiego i już się bardzo cieszę na to spotkanie. Teatr daje mi możliwość zagrania różnych ról. W przedstawieniu „Jak się starzeć bez godności”, na podstawie książki i podcastów Magdaleny Grzebałkowskiej i Ewy Winnickiej, gram starość, która ma różne twarze, różne wymiary. A na drugim polu nagrałam płytę „Miłosna Osiecka”, występuję z recitalem „Młynarski – Kocham Cię, życie”, mam autorski monodram „Bardzo śmieszne piosenki”, w każdej piosence gram inną postać kobiecą. 

Cezary: Ciągle Kasi powtarzam, że jest zjawiskiem wśród aktorów. Nikt nie śpiewa tak, jak moja żona. Ludzie podchodzą do niej po koncertach i mówią: „Nie wiedziałem, że Solejukowa śpiewa tak jazzowo, zabawnie, cudownie”. Czego nie tkniesz wokalnie, zamieniasz w sukces. Kasia zawsze była pesymistką życiową, miała problem z wiarą w siebie. Odnoszę wrażenie, że ostatnio coraz częściej patrzy na świat przez różowe okulary. Lubię myśleć, że trochę w tym mojej zasługi. 

Po 40 latach potraficie się czymś zaskoczyć?

Cezary: Chyba nie mamy takiej potrzeby. W tym małżeństwie raczej się nie zaskakiwaliśmy, ponieważ całe życie robiliśmy wszystko razem. Nie jestem człowiekiem, który czeka na niespodzianki. Po 40 latach najbardziej tęsknię do bycia z Kasią tylko we dwoje, wtedy odpoczywam.

Katarzyna: My się przyjaźnimy. Lubię Cezarego jako faceta, jego poczucie humoru, dystans, mój mąż wciąż mnie bawi. Z wiekiem coraz trudniej nam być bez siebie.

Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś
Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś
Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś

Katarzyna Żak, Cezary Żak, VIVA! 17/2025
Łukasz Kuś