TYLKO U NAS!

„Nie wiem, co będzie dalej”. Przemysław Saleta w poruszających słowach o córce Nicole!

Czy znajdzie się kolejny dawca?

Konrad Szczęsny 15 grudnia 2018 18:56

Historia Nicole Salety od ponad dekady porusza opinię publiczną. 24-latka ma problemy z nerkami, zaś jej organizm odrzucił już dwa przeszczepy i musi poddawać się dializom. Jaki jest stan jej zdrowia? W jakiej kondycji psychicznej jest dziewczyna oraz jej najbliżsi? Czy liczą na cud i to, że znajdzie się dla niej w najbliższym czasie trzeci dawca? O tym ojciec Nicole, Przemysław Saleta, opowiedział w intymnej rozmowie z Krystyną Pytlakowską, legendarną dziennikarką VIVY!

Krystyna Pytlakowska: Internet pełen jest niepokojących informacji, że z twoją córką Nicole nie jest dobrze?

Przemysław Saleta: W styczniu tego roku poddano ją kolejnemu – drugiemu przeszczepowi nerki. Tym razem od martwego dawcy. Ale on się nie przyjął. Teraz trzeba wyjaśnić, dlaczego ten przeszczep został odrzucony, żeby nie marnować następnych. Media oczywiście piszą o tym w tonie sensacji i ja to rozumiem – chore dziecko jest zresztą problemem dla wszystkich – dla rodziny, dla społecznych kibiców, ale przede wszystkim dla Nicole. Nie znam jednak dzielniejszej osoby, nigdy nie słyszałem, żeby narzekała.

To jak teraz żyje Nicole – ma dializy?

Tak – przeprowadzane w domu, odbywa się to w nocy, kiedy córka śpi.

Ale jednak przeszczep jest lepszym rozwiązaniem?

To prawda, trzeba jednak znaleźć odpowiedniego dawcę. Według polskiego prawa musi być to ktoś z rodziny. Może nim też zostać przyjaciel, ale wtedy trzeba przeprowadzić sprawę sądową. Mówimy tu o żywym dawcy. Polskie prawodawstwo szczegółowo ujmuje tę kwestię.

Cały czas - ty i twoja była żona Ewa- macie zmartwienie. Nicole choruje już przecież kilkanaście lat.

Zdiagnozowana została w dwa tysiące szóstym roku, kiedy miała dwanaście lat, a teraz w lutym skończy dwadzieścia pięć. Dobrze jednak sobie radzi ze swoją chorobą, uczy się, podjęła pracę, prowadzi życie towarzyskie i ma swoje pasje. Teraz codziennie dostaję kilka wiadomości od obcych ludzi, którzy oferują, że mogą oddać nerkę mojej córce, ale to nie jest możliwe z prawnego punktu widzenia. Nie można sobie ot tak wybrać obcego dawcy i pobrać od niego jakiegoś organu.

Ty oddałeś jej swoją nerkę. Masz takie poczucie, że twoje życie i jej jest po tym nierozerwalne? Jesteście w stałym kontakcie?

Nie dzwonię co chwilę i nie pytam czy założyła czapkę, bo zrobiło się zimno. Telefonuję do niej raz na miesiąc a widzimy się parę razy w roku. Taki model zresztą panuje też w moim domu rodzinnym. Wiem, że gdybym potrzebował moich rodziców, to oni zawsze dla mnie są a ja dla nich, gdyby mnie potrzebowali. Podobnie jest z Nicole. Zawsze byłem zwolennikiem zostawiania dzieciom pola do własnych decyzji.

Masz jeszcze drugą córkę z kolejnego związku.

Tak, Nadię, która w lutym skończy siedemnaście lat. Obie córki są z lutego.

Podchodzisz do wszystkiego ze stoicyzmem.

A można inaczej?

Są jednak ludzie, którzy się bardzo wszystkim przejmują, a zwłaszcza swoimi dziećmi.

Czy to jednak coś zmienia? Szkoda nerwów, bo życie i tak płynie swoim torem, trzeba się jedynie dostosować.

A co tak naprawdę ma na ciebie wpływ?

Ja sam, to ja podejmuję decyzje i biorę za nie odpowiedzialność. Ostatnie trzy lata na przykład mieszkałem w Tajlandii, ale niedawno postanowiłem, że wracam do Polski. Z powodów osobistych.

Czym zajmowałeś się w Tajlandii?

Organizowałem wyjazdy treningowe dla ludzi czterdzieści plus, którzy mają wysoką pozycję społeczną i dobry status finansowy, a chcieliby coś jeszcze dla siebie zrobić, ale nie bardzo wiedzą, co. Potrzebują więc drogowskazu. Proponuję im zatem boks w wersji rekreacyjnej, trenują jak zawodowcy, choć bez sparringów. Boks kształtuje nie tylko sylwetkę, ale i charakter, przy czym daje pewność siebie, bo to sport walki. Nawet jeżeli więc nie walczysz, to przynajmniej się tego uczysz. To taki coaching, bo ludzie potrzebują motywów i przewodnika.

Ty nie boisz się, że jakaś grupa chuliganów cię zaczepi i będzie chciała cię pobić.

Do tej pory mi się to nie zdarzyło, więc nie sądzę, żeby mogło do tego dojść. Szczerze mówiąc, niewielu rzeczy się boję.

Wystarczy spojrzeć na ciebie i na twoje tatuaże...

Cały czas ich przybywa, bo jak już zaczniesz się tatuować, to trudno skończyć.

Dlaczego wyjechałeś do Tajlandii? Tutaj było ci źle?

Nie miałem określonego celu, a mnie wszędzie jest dobrze. Ale tam nie ma zimy, a ja nienawidzę zim. Pogoda więc była jednym z moich bodźców. Poza tym tak naprawdę cenię sobie święty spokój, a tempo życia w Warszawie w porównaniu z wyspą jest zawrotne. Nie znoszę stania w korkach i podglądania przez paparazzich. Kiedy więc pojechałem zimą potrenować do Tajlandii, bardzo mi się tam spodobało a zwłaszcza mentalność tubylców, ich podejście do siebie z uśmiechem. Ich jedzenie, no i słońce, którego tam nie brakuje.

Tajlandki też ci się spodobały?

Niespecjalnie, dzieli nas za duża różnica kulturowa, nie mówiąc już o barierze językowej.

A dlaczego wróciłeś, co to za powody osobiste?

Ja ciągle po kilka razy w roku przyjeżdżam do Polski, czasami na tydzień, czasem na miesiąc, ale niedawno poznałem tu dziewczynę, która ma galerię sztuki i jest modelką. I zacząłem odnosić wrażenie, że przebywając tam tyle czasu, więcej tracę niż zyskuję. Chociaż mówią, że jak się kogoś kocha to odległość nie ma znaczenia.

Wspaniale, że umiesz się zakochać i kochać.

Życie bez miłości byłoby marne. Nie sądzisz?

Gdy przejeżdżasz do Polski, widujesz się z córkami?

Oczywiście, choć Nika jest już dorosła i żyje po swojemu. Ale Nadia bardzo się cieszy z naszych spotkań, gdy gdzieś razem pójdziemy. Zresztą była kilka razy w Tajlandii, Nika nie, bo musiała się dializować.

Jak myślisz, co będzie z nią dalej?

Nie wiem, ona też nie wie, ale trzeba być dobrej myśli. A ja nie ulegam impulsom i nie zamartwiam się na zapas. Do ważnych problemów podchodzę na zimno.

Naucz mnie tego.

Widzisz, ja do problemów mam podejście sportowca. Sport polega też na tym, że przełamujesz własne słabości, ograniczenia. Musisz kogoś pokonać a to zawsze problem i stres.

Jako dziecko też taki byłeś?

Unikałem konfrontacji, ale zawsze robiłem swoje. Pamiętam, jak w podstawówce wychowawczyni powiedziała: oj, Przemuś, ty jesteś doskonałym materiałem na męża, bo ze wszystkim się zgadzasz, a później robisz swoje. Akurat z tym materiałem na męża nie trafiła, ale zawsze starałem się nikogo nie drażnić i nie rzucać się w oczy.

Na to nie miałeś wpływu. W tłumie zawsze będziesz zauważony. Taki jesteś duży.

Ale gdy zacząłem trenować, byłem strasznie chudy, a chciałem być najsilniejszy na świecie. Gdy obejrzałem film Wejście Smoka, postanowiłem, że opanuję sztuki walki. Mogę zmieniać to, na co mam wpływ a jak nie mam, to po prostu wyłączam problem.

Chciałbyś jednak, żeby Nicole była zdrowa.

Chciałbym, ale mogę tylko trzymać kciuki i czekać. I nie demonizuję sytuacji. Nika też ma takie podejście. Nawet kiedy przeszczep się nie przyjął, podeszła do tego ze spokojem. Z charakteru jest do mnie podobna i zawsze taka była, od dziecka.

Planujesz więcej dzieci?

Niczego nie planuję, to życie pisze scenariusze.

Żyjesz więc bez marzeń.

To życie jest moim marzeniem. Ja naprawdę jestem mega szczęśliwy, bo robię to, co lubię robić i to, co dostaję, w zupełności mi wystarczy.

A co tak naprawdę dostałeś od życia?

Ono jest zajebiste, naprawdę. Jestem zrealizowany zawodowo, dostałem talent, a wszystko za co się zabierałem, udawało się. Czy to wykłady motywacyjne, czy wyjazdy sportowe. Miałem i mam też wielkie szczęści do ludzi, nie mam zbyt wielu przyjaciół, ale na tych, którzy są, mogę liczyć w każdej chwili. Mam też szczęście do kobiet, które były i są w moim życiu ważne.

Ale rozstajesz się z nimi od czasu do czasu.

To dlatego, że szukam perfekcji. A jak coś jest nie halo, to lepiej się rozstać za wcześnie niż za późno. A poza tym nie nudzę się w swoim towarzystwie.

A może ty jesteś niedźwiedziem samotnikiem.

Nie wiem, jaki to typ niedźwiedzia samotnika (śmiech).

Siedzi sobie niedźwiedź w swojej gawrze i wszystko, co dzieje się na zewnątrz, go nie dotyka. Ważne, żeby był najedzony i wyspany.

Może. Często mówię ludziom, którzy przyjeżdżają do Tajlandii, że sami na siebie nakładamy stres, bo przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy wpływu.

Pieniędzmi się też nie przejmujesz?

Pieniądze zawsze można zarobić a nie zjesz miliona kotletów, nie kupisz sobie pięciu samochodów tylko po to, żeby je gromadzić. Lubię mieć pieniądze i z nich korzystać, ale gdy ich nie mam, to nie jest dla mnie powód do zmartwień.

A nie chciałbyś wyposażyć Nicole i Nadii, żeby nie musiały zbyt ciężko pracować?

Mnie rodzice nie wyposażyli, a żyję. Nika skończyła japonistykę. Teraz poszła do polsko-japońskiej szkoły komputerowej. Fascynuje się Japonią od dawna, a ja zawsze powtarzam moim córkom, że najważniejsze to mieć pasję. A z dializami można żyć. Nadia ciągle szuka, co będzie chciała w życiu robić.

Masz poczucie, że los cię chroni? I tatuaże?

Człowiek, które mi je robił twierdzi, że one coś znaczą i to on wybiera dla ciebie te, których jego zdaniem potrzebujesz. Być może więc mnie chronią. Mam super córki i kobietę, w której jestem zakochany. To bardzo dużo. Nie trzeba prosić o więcej  

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.