Witold Płóciennik urodził się 4 stycznia 1970 roku w Zielonej Górze. Ukończył Wydział Operatorski i Realizacji Telewizyjnej łódzkiej Szkoły Filmowej, a przez kolejne lata budował pozycję jednego z cenionych polskich autorów zdjęć. To jego obrazy oglądaliśmy między innymi w filmach „Wymyk”, „Carte Blanche”, „Jak pies z kotem”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Zieja” i „Święto ognia”, a także w serialach „Klangor”, „Idź przodem, bracie” czy „Ołowiane dzieci”. Za zdjęcia do „Ikara. Legendy Mietka Kosza” otrzymał nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a jego praca przy „Ziei” została doceniona na Camerimage. Był także aktywnym członkiem środowiska filmowego i przewodniczącym Związku Zawodowego Filmowców.

WIDEO

player placeholder

Jego życie prywatne pozostawało natomiast daleko od pierwszych stron gazet. Wiadomo, że miał syna Gabriela, a ze słów wygłoszonych podczas pogrzebu wyłania się obraz człowieka, który w rodzinie był nie tylko ojcem, ale również synem, bratem i teściem. Gabriel wspominał także swoją żonę Paulinę. I właśnie podczas ostatniego pożegnania ta znacznie mniej znana, prywatna strona Witolda Płóciennika wysunęła się na pierwszy plan.

Pogrzeb Witolda Płóciennika. Bliscy i ludzie kina spotkali się, by powiedzieć mu ostatnie „do widzenia”

Pogrzeb Witolda Płóciennika odbył się 18 września w Warszawie. O godz. 11 rozpoczęło się nabożeństwo żałobne w Kościele Środowisk Twórczych pw. św. Andrzeja Apostoła i Brata Alberta przy placu Teatralnym. Później uczestnicy uroczystości udali się na Cmentarz Wojskowy na Powązkach, gdzie odbyło się ostatnie odprowadzenie operatora. 

Zobacz także:

W centrum kościoła znalazła się niezwykła urna z prochami operatora. Jej forma przypominała anioła o rozłożonych skrzydłach. Otaczały ją jasne kompozycje kwiatowe, a na jednej z szarf widniały słowa „Kochamy Cię”

Pogrzeb Witolda Płóciennika.
Fot. AKPA

W czasie nabożeństwa głos zabierali ludzie związani z Witoldem Płóciennikiem zawodowo i prywatnie. Wspomnienia dotyczyły jego charakteru, podejścia do pracy i relacji z ludźmi. W pewnym momencie przed zgromadzonymi stanął jednak Gabriel. I wtedy opowieść o cenionym operatorze zmieniła się w znacznie bardziej intymną historię — opowieść syna, który właśnie żegnał swojego tatę.

Pogrzeb Witolda Płóciennika.
Fot. AKPA

Gabriel Płóciennik pożegnał ojca w przejmującej przemowie

Gabriel wspominał ojca jako człowieka oddanego pracy, ale jednocześnie niezwykle ważnego dla swojej rodziny. Podczas pogrzebu Witolda Płóciennika syn pokazał twarz ojca, której widzowie jego filmów nie mogli znać.

„Na pewnym poziomie zawsze wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie, ale nie spodziewałem się, że nadejdzie on tak szybko. Za szybko” — zaczął.

Gabriel mówił podczas pogrzebu o relacji z ojcem, w której nie każdą bliskość trzeba było wypełniać słowami. Potrafili być ze sobą również w ciszy. Jedno z takich wspomnień zapisało się w nim szczególnie mocno: „Pamiętam, jak w jednej z takich chwil, po długim milczeniu, powiedział mi po prostu: »Jesteś moim synem. Najbardziej pragnę, abyś był szczęśliwy«”.

Szczególnie poruszającym fragmentem przemowy było wspomnienie codziennego rytuału ojca i syna. Witold Płóciennik miał rozpoczynać rozmowy z Gabrielem zawsze w ten sam sposób. Telefon, wiadomość czy spotkanie zaczynały się od dwóch słów. Przez lata były naturalne. Dzisiaj stały się jednym z najdotkliwszych przypomnień nieobecności.

„Każdą rozmowę ze mną, każdy telefon, każdy SMS zaczynał dwoma słowami: »Cześć, synu«. Te słowa od jego śmierci dźwięczą mi w głowie i oddałbym wiele, aby choć jeszcze raz je usłyszeć”.

Witold Płóciennik zapisał, że nie jest niezastąpiony. Jego syn odpowiedział na te słowa

Po śmierci ojca Gabriel znalazł jego zapiski. Wśród zapisanych przez Witolda Płóciennika myśli miały znaleźć się zdania mówiące o tym, że świat nie przestanie bez niego funkcjonować i że nie jest niezastąpiony. Być może z zawodowej perspektywy kryła się w tym charakterystyczna trzeźwość spojrzenia na siebie i swoje miejsce w świecie. Syn spojrzał jednak na te słowa zupełnie inaczej.

„Nikt nigdy nie jest i nie będzie w stanie go zastąpić w roli brata, syna, teścia, ojca. Nikt nie zajmie miejsca, które przez całe życie zajmował w naszej rodzinie” — powiedział.

Na zakończenie przemowy Gabriel wrócił do jednej z najtrudniejszych chwil — momentu, w którym dowiedział się, że jego ojciec nie żyje. Była przy nim wtedy żona Paulina. To właśnie jej zdanie przywołał przed wszystkimi uczestnikami pogrzebu: 

„W chwili, w której dowiedziałem się o jego śmierci, moja ukochana żona Paulina powiedziała do mnie: »Miałeś wspaniałego tatę«. To prawda. Miałem szczęście, że mogłem być jego synem”.

A później zwrócił się już bezpośrednio do ojca: „Dziękuję ci, ojcze, za wszystko, co zrobiłeś. Kocham cię. Do zobaczenia. Wkrótce”.

Witold Płóciennik
Pawel Wodzynski/East News