7 września odbyło się ostatnie pożegnanie Jana Frycza. Aktor został pochowany na warszawskich Starych Powązkach. W ceremonii uczestniczyli jego bliscy, przyjaciele oraz osoby związane ze środowiskiem artystycznym.
WIDEO…
Jan Frycz spoczął na warszawskich Starych Powązkach
Wśród żałobników pojawili się Jan Englert, Danuta Stenka, Beata Ścibakówna, Borys Szyc, Tomasz Karolak i Małgorzata Kożuchowska. Po zakończeniu uroczystości głos zabrał syn Jana Frycza, Michał Frycz. W opublikowanym wpisie zwrócił się bezpośrednio do ojca i wspomniał osoby, które przyszły go pożegnać. „Na warszawskich Powązkach spotkali się ci, którzy byli ci bliscy. Twoja rodzina, przyjaciele, ludzie teatru i filmu, współpracownicy, a przede wszystkim my, twoje dzieci”, napisał.
Michał Frycz w swoim wpisie podkreślił, że ceremonia była momentem pożegnania, ale pamięć o Janie Fryczu pozostanie z jego najbliższymi. Syn aktora podziękował mu za życie, twórczość i emocje, które dawał innym. „Wszyscy przyszliśmy, by pochylić głowy i podziękować ci za całe twoje życie, za twoją twórczość, za emocje, które dawałeś ludziom i za wszystko, co po sobie pozostawiłeś. Dziś cię pożegnaliśmy. Ale tylko tutaj. Bo z naszych serc nie odejdziesz już nigdy. Zostaniesz w naszych wspomnieniach, w słowach, gestach i we wszystkim, czego nas nauczyłeś”, czytamy we wpisie.
W dalszej części Michał Frycz przytoczył także słowa jednego z przyjaciół ojca. Odnosiły się one do miejsca, w którym, zgodnie z tą symboliczną wizją, aktor miałby się znaleźć po śmierci. „Jeden z twoich przyjaciół powiedział dziś, że tam, w niebie, pewnie już uczysz anielskie chóry, że można śpiewać inaczej, odważniej i ciekawiej. I coś mi mówi, że właśnie tak jest”, napisał.

Syn Jana Frycza pożegnał ojca. „Z naszych serc nie odejdziesz już nigdy”
Osobiste pożegnanie syna Jana Frycza było także podziękowaniem za to, co aktor pozostawił po sobie. Michał Frycz nawiązał zarówno do jego obecności w polskiej kulturze, teatrze i kinematografii, jak i do własnej relacji z ojcem. „Chcemy wierzyć, że jesteś blisko i po swojemu mówisz: ‘No dobrze, już wystarczy tego płaczu’ albo ‘Bez uniesień’. Dziś kłania się tobie cała Polska za wszystko, co wniosłeś do polskiej kultury, teatru i kinematografii. Ja, twój syn, kłaniam ci się najniżej. Za życie, za wspólne chwile i za to, co dzięki tobie stało się częścią mnie”, napisał Michał Frycz.
W pożegnaniu pojawiły się również osobiste odniesienia do rzeczy, które Jan Frycz lubił. Michał Frycz wspomniał jego ukochane samoloty. Napisał, że bliscy będą spoglądać w niebo i szukać go pośród chmur. „A my będziemy patrzeć w niebo, szczególnie tam, gdzie przecinają je twoje ukochane samoloty, i wypatrywać cię pośród chmur”, czytamy.
Syn aktora nawiązał także do muzyki. W ostatniej części wpisu pojawiło się wspomnienie The Rolling Stones oraz wolności, jaką muzyka dawała ojcu przez całe życie. „Odkryj swoje wymarzone, metafizyczne słońce. I odpocznij. A kiedy już tam dotrzesz, posłuchaj swoich, ukochanych The Rolling Stones. Usiądź gdzieś, posłuchaj muzyki, którą tak kochałeś, i może znów poczuj tę wolność, którą zawsze dawała ci muzyka”, napisał Michał Frycz.
Najbardziej osobiste słowa pojawiły się na samym końcu. Syn Jana Frycza zwrócił się bezpośrednio do ojca i napisał o miejscu pozbawionym bólu i ciężaru. „Leć już wysoko, tato. Tam, gdzie nie ma bólu ani ciężaru”, czytamy. Michał Frycz wyraził także przekonanie, że jego ojciec odnajdzie swoje miejsce. „Jestem pewien, że i tam znajdziesz swoje miejsce, a muzyka będzie towarzyszyć ci tak jak przez całe życie. Kochamy cię i będziemy kochać zawsze. Do zobaczenia tam, wysoko nad chmurami”, podsumował.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ujawniono przyczynę śmierci Witolda Płóciennika. Śledczy przekazali ważne ustalenia




























