Weronika Kostyra 1 września 2016 12:45
1/7
Magdalena Różczka, Gosia Baczyńska, Krzysztof Hołowczyc, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
1/7

Dziś Dzień Nauczyciela! Z tej okazji przypominamy wyjątkową sesję VIVY! z udziałem polskich gwiazd! W szkole przeżywali zarówno radosne, jak i gorzkie chwile. Nawiązywali przyjaźnie i odkrywali swoje talenty. O wspomnieniach ze szkolnej ławy opowiedzieli nam Magdalena Różczka, Gosia Baczyńska, Ania Dąbrowska, Agnieszka Frykowska, Krzysztof Hołowczyc, Rafał Bryndal i Rafał Zbieć. Przypominamy zabawną sesję zdjęciową sprzed 10 lat!

Krzysztof Hołowczyc
Pierw­sza kla­sa mnie prze­ra­ża­ła. Już przy­go­to­wa­nia do szko­ły w po­sta­ci za­ku­pów far­tusz­ka z bia­łym kołnierzy­kiem ja­koś dziw­nie mnie od­stręcza­ły. Pierwszy apel też nie zro­bił na mnie do­bre­go wra­że­nia – uroczy­ste po­wi­ta­nie pierw­sza­ków z duży­mi przerażo­ny­mi oczami, usta­wio­nych w sze­re­gach. Na szczęście trafiłem do kla­sy z ko­le­ga­mi z po­dwór­ka – Dar­kiem i Tom­kiem i ra­zem by­ło nam raźniej. Na po­cząt­ku posadzo­no mnie na koń­cu, ale im więcej rozrabiałem, tym bardziej przesuwa­no mnie do przo­du. No­si­li­śmy z chłopa­ka­mi kara­bi­ny na dru­ty i sko­ble i strze­la­li­śmy z nich do bu­te­lek. Je­den kolega zbudował świet­ną konstruk­cję na but z nakładanym lusterkiem. Pod­cho­dził do dziew­czyn i zaglą­dał im pod spód­ni­ce. Strasznie mu te­go zazdrości­łem. Mówiono o mnie „zdolny, ale leniwy”. Nauczy­cie­le nie mie­li się jed­nak do cze­go przyczepić, bo miałem do­bre stopnie. Nie zmienia to fak­tu, że i tak moim ulubionym przedmiotem przez całe lata był WF.

Polecamy: Anna Mucha: „Uwielbiam diamenty, złoto, futra i dobre samochody”. Kto jeszcze kocha drogie auta?

2/7
Magdalena Różczka, Gosia Baczyńska, Rafał Bryndal, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
2/7

Rafał Bryndal
Ko­cha­łem się w ta­kiej jed­nej Gra­żyn­ce... By­ła ko­le­żan­ką z harcer­stwa, więc i ja po­sta­no­wi­łem za­pi­sać się do huf­ca. Mogłem odprowadzać ją po zbiór­kach do do­mu. Nie­ste­ty, ka­rie­ra harcerza nie by­ła mi pi­sa­na, ponie­waż po­bi­łem się z ko­le­gą i nas zawie­si­li. Gra­żyn­ka zo­sta­ła w huf­cu beze mnie, za to z pięk­ną finką, którą w przy­pły­wie ro­man­ty­zmu po­da­ro­wa­łem jej w trak­cie pod­cho­dów. Byłem ro­man­tycz­ny, ale nieśmiały.


Do szko­ły tra­fi­łem ja­ko wy­chu­cha­ny chło­piec. Ma­ma roz­pie­ści­ła mnie, na­zy­wa­jąc swo­im Ra­fa­łu­siem, a nawet Ału­siem. Począ­tek szko­ły był oczy­wi­ście szo­kiem, ale po­cie­sza­łem się no­wy­mi szkol­ny­mi ga­dże­ta­mi – wor­kiem z kap­cia­mi, tornistrem, kredkami. Ta­ta przy­wiózł mi z Du­brow­ni­ka pięk­ny piór­nik z koloro­wy­mi pisaka­mi i pach­ną­cy­mi gum­ka­mi do ścierania. By­łem z nich bardzo dum­ny, roz­kła­da­łem na ław­ce z pietyzmem i wszystkim poka­zy­wa­łem, ja­ki to mam ge­nial­ny zagraniczny zestaw szkol­ny. Nad­ra­bia­łem tym braki w umie­jęt­no­ściach kaligraficznych – mój rocz­nik jesz­cze pi­sał w szko­le piórem. Jako że nigdy nie byłem pedan­tem, cho­dzi­łem ca­ły uma­za­ny i miałem na so­bie mnó­stwo klek­sów. Po­ja­wie­nie się w szko­le pierwszych długopisów powitałem z ulgą.

 

Polecamy: Oni nas ubierają, a my ich... rozbieramy. Naga prawda o polskiej modzie - odważna sesja znanych projektantów!

3/7
Gosia Baczyńska, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
3/7

Gosia Baczyńska
Do pią­tej kla­sy by­łam nie­śmia­łym dziec­kiem i ra­czej sto­ją­cym z bo­ku. Je­dy­nym uj­ściem mo­jej ener­gii, po­za pla­sty­ką, był śpiew w szkol­nym chó­rze. Oczy­wi­ście to by­ły cza­sy, kie­dy śpie­wa­ło się pie­śni zaprzyjaźnionych na­ro­dów, za­tem peł­ną piersią i z przejęciem wy­ko­ny­wa­łam „Pro­wadź nas, par­tio!” i rozma­ite piosen­ki żoł­nier­skie. Od cza­su, kie­dy za­śpie­wa­łam pieśń „Tiomna­ja nocz” przed zebraną szkol­ną publi­ką i na­wet najwięk­si chuli­ga­ni zamar­li i słu­cha­li w sku­pie­niu, sta­łam się estrado­wą gwiazdą i w tej ro­li występowałam na ko­lej­nych aka­de­miach. Pamiętam porażkę, ja­ką prze­ży­łam już ja­ko „gwiazda” szkol­nych koncertów. Pewnego ra­zu zapomniałam tek­stu. Za­wsty­dzo­na, lecz jesz­cze nie do koń­ca zra­żo­na, poprosiłam akompania­to­ra: „Sławek, jeszcze raz, pro­szę!” On za­grał ponownie, a ja znów się zacięłam. Jeszcze raz spróbowaliśmy, ale bez skut­ku. Zeszłam ze sce­ny po­ko­na­na!

 

Polecamy: Oni nas ubierają, a my ich... rozbieramy. Naga prawda o polskiej modzie - odważna sesja znanych projektantów!

4/7
Agnieszka Frykowska, Krzysztof Hołowczyc, Rafał Zbieć, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
4/7

Ra­fał Zbieć – z Ka­ba­re­tu Mo­ral­ne­go Nie­po­ko­ju
Kie­dy dziś my­ślę o spo­tka­niu ze szko­łą pod­sta­wo­wą, to wy­da­je mi się, że bar­dziej od­cho­ro­wa­ła je szko­ła niż ja. Przez te osiem lat nie na­uczy­łem się che­mii ani ma­te­ma­tyki, z in­ny­mi przedmiota­mi nie by­ło o wie­le lepiej. Nie zno­si­łem ro­syj­skie­go i za żad­ne skar­by nie potra­fi­łem się go na­uczyć, więc na każ­dą kla­sów­kę przy­go­to­wy­wa­łem wy­pra­co­wa­nie na je­den i ten sam te­mat – „Ode­ssa – moj liubimyj go­rod”. Na­uczy­ciel­ka musia­ła chy­ba w koń­cu uznać, że je­stem niewyuczalny, gdyż dawa­ła mi pro­mo­cję do na­stęp­nej kla­sy. Na chemii ko­niecz­nie chcia­łem spraw­dzić, czy te pal­ni­ki zamon­to­wa­ne przy sto­le dzia­ła­ją naprawdę. Szczerze w to wąt­piąc,  pod­su­ną­łem kil­ka za­pa­lo­nych za­pa­łek, odkręci­łem ku­rek... i buch­nął pło­mień pod su­fit, a ja wylądowałem na dy­wa­ni­ku u dyrek­to­ra. Dziew­czy­ny, owszem, interesowa­ły mnie, ale za war­ko­cze nie pociągałem, bo mo­ja wybranka mia­ła krótkie wło­sy. Szczęśli­wie jed­nak siedzia­ła przede mną i mo­głem spokojnie na znak zaintere­so­wa­nia wbi­jać jej w ple­cy ołó­wek pod­czas lek­cji. Mam na­dzie­ję, że nie zepsułem jej przez to zdrowia i nie cierpi teraz prze­ze mnie na uraz kręgosłupa. W pod­sta­wów­ce, nie wia­do­mo w ja­ki spo­sób, zo­sta­łem zdobyw­cą re­kor­du szko­ły w zakłada­niu ma­ski przeciwgazowej, bodaj­że 35 se­kund (był kiedyś ta­ki przed­miot, na­zy­wał się przysposo­bie­nie obronne). Tuż po tym wy­czy­nie, sto­jąc z ru­rą do pochłania­cza dynda­ją­cą mi do kolan, mia­łem nieodparte wrażenie, że wyglądam jak kretyn. Spod do­kład­nie przy­le­ga­ją­cej gu­mo­wej ma­ski sły­sza­łem tyl­ko pro­fe­so­ra krzyczące­go: „Rekord szko­ły, re­kord szko­ły! Zbieć, jedziesz na zawo­dy!” Szczęśli­wie z zawodów się wymigałem, a umie­jęt­ność bły­ska­wicz­ne­go przebierania się za idiotę wykorzy­stu­ję już tylko przy oka­zji Kabaretu (no i na se­sji do VIVY!, co wi­dać na zdjęciach).

 

Polecamy: Elvis żyje! Pamiętacie jak polskie gwiazdy wcieliły się w Króla Rock and Rolla?

5/7
Ania Dąbrowska, Agnieszka Frykowska, Krzysztof Hołowczyc, Rafał Zbieć, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
5/7

Anna Dąbrowska
By­łam kla­so­wym klau­nem. Ro­bi­łam głu­pie mi­ny, roz­śmie­sza­łam ko­le­gów i ko­le­żan­ki, za­wsze by­ło wia­do­mo, że je­śli trze­ba coś skomen­to­wać, to ja będę w tym naj­lep­sza. Ale to je­dy­na rzecz, któ­ra od­róż­nia­ła mnie we wcze­snych la­tach od rówieśników. Paradoksal­nie pierw­sze­go wrze­śnia ­ma­sze­ro­wa­łam do szkoły z rado­ścią. Nie pod­pa­la­łam żadnej sa­li, nie lądo­wa­łam na dywaniku u dyrekto­ra, nie biłam się z chło­pa­ka­mi. Dodatkowo miałam do­bre stop­nie, więc mo­głam spokojnie odda­wać się zabawom i tre­no­wa­niu koszyków­ki.

 

Polecamy: Matka, artystka, sigielka. Ania Dąbrowska - mistrzyni melancholii, w... amerykańskiej odsłonie

6/7
Agnieszka Frykowska, Krzysztof Hołowczyc, Rafał Zbieć, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
6/7

Agniesz­ka Fry­kow­ska
Nie rwa­łam się do na­uki, szcze­gól­nie do przed­mio­tów ści­słych, za to uwiel­bia­łam geo­gra­fię i bio­lo­gię. Mo­ja bab­cia i dzia­dek by­li nauczy­cie­la­mi geo­gra­fii, stąd pew­nie to za­in­te­re­so­wa­nie. W czasach szko­ły podstawowej by­łam nie­śmia­łym dziec­kiem, przybiegającym do szko­ły tuż przed dzwon­kiem. Kie­dyś zapomniałam wło­żyć spód­ni­cę – po­bie­głam w sa­mym far­tu­chu. Strasz­nie się popłakałam w szat­ni, kie­dy to zauważyłam. Bab­cia mu­sia­ła pędzić do do­mu po ubra­nie, a jak już wró­ci­ła, bałam się wejść do kla­sy, bo zaczęła się klasów­ka. Zresz­tą z che­mii, któ­rej nie znosi­łam. Dla rów­no­wa­gi śpie­wa­łam w chórkach i z zacięciem malowałam ob­ra­zy na pla­sty­ce.

 

Polecamy: Elvis żyje! Pamiętacie jak polskie gwiazdy wcieliły się w Króla Rock and Rolla?

7/7
Magdalena Różczka, VIVA! wrzesień 2006
Copyright @Szymon Szcześniak
7/7

Magdalena Różczka
Uczy­łam się do­brze, na­le­ża­łam do pierw­szej trój­ki w kla­sie. Ale dla­te­go, że by­łam ta­ką do­brą uczen­ni­cą, sadza­no mnie z najwięk­szy­mi kla­so­wy­mi ło­bu­za­mi i... szyb­ko za­ko­le­go­wa­łam się z ni­mi. Jed­nak i tak najwięcej cza­su spędza­łam z mo­ją przyjaciółką Ju­sty­ną, któ­ra by­ła w rów­no­le­głej kla­sie. Pa­miętam, że kiedyś w cza­sie prze­rwy wbie­głam do jej sa­li, a ona zdenerwowa­na kaza­ła mi na­tych­miast wyjść. Pła­ka­łam strasznie, podejrze­wa­jąc, że ozna­cza to ko­niec wiel­kiej przyjaźni, a potem okaza­ło się, że ona mia­ła lek­cje ZPT (zajęcia pla­stycz­no­-techniczne) i przygotowy­wa­ła dla mnie w ogrom­nej tajemnicy glinia­ne serdusz­ko. To serdusz­ko mam do dziś, a przyjaźń przetrwa­ła te wszyst­kie la­ta. In­ną mo­ją trau­mą by­ło wiecz­ne gubie­nie rozmaitych przed­mio­tów. Po­tra­fi­łam zgu­bić piór­nik, okulary, a nawet klu­cze powieszone na szyi. Z te­go wszystkiego, kie­dy pewne­go dnia ktoś ukradł mi kurt­kę, uzna­łam, że pew­nie ją zgubi­łam (nie wiem, jak?) i poszłam do domu, bio­rąc wi­nę na sie­bie.

 

Wysłuchała: Agnieszka Prokopowicz
Zdjęcia: Szymon Szcześniak

Stylizacja: Sławek Błaszewski i Basia Czyżewska
Makijaż: Iza Wójcik, Wilson
Fryzury Maciek Wróblewski
Scenografia: Michał Zommer

 

Polecamy: Te okładki to kwintesencja kobiecości! Wiecie, ile najwięcej gwiazd razem było na okładce VIVY?

 

Wideo

Tym samochodem pojedziesz do pracy i na piknik

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami nowego numeru są: Paulina Krupińska, Kamila Szczawińska i Karolina Malinowska. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!