MAGICZNE ŚWIĘTA

Romantyczne Boże Narodzenie, czyli Anna i Robert Lewandowscy w sesji dla VIVY!

Tak mówili o miłości i rodzicielstwie!

26 grudnia 2016 15:15

Anna i Robert Lewandowscy – para mistrzów – karate i piłki nożnej, ale przede wszystkim czułe, zgrane małżeństwo. Mówią, że są jak ogień i woda, ale rzadko się kłócą. Łączy ich ambicja i optymizm – cechy niezbędne, by osiągnąć sukces w sporcie. No i oczywiście chemia…

Wywiad z Anną i Robertem Lewandowskimi

W grudniu 2014 roku Anna i Robert Lewandowscy udzielili szczerego wywiadu oraz wzięli udział w romantycznej sesji dla VIVY!. Zgodzili się pod jednym warunkiem – część wpływów ze sprzedaży numeru zostanie przeznaczona na cele charytatywne.

Czego się od siebie nawzajem nauczyliście?

Ania: Wydaje mi się, że ja przejęłam cechy Roberta, a on częściowo moje. Robert nauczył mnie spokoju i wytrwałości. Mamy temperamentne charaktery, ja lubię postawić na swoim i Robert też. Ale to są drobiazgi.

Anna i Robert Lewandowscy o pierwszym spotkaniu.

Robert: Pamiętam, że zobaczyłem piękną blondynkę…

Ania: Nasze pierwsze spotkanie było zabawne. Robert myślał, że gram w tenisa albo tańczę w balecie. Kiedy się dowiedział, że trenuję karate, z początku nie uwierzył. Powiedział mi, że ma na imię Andrzej. Wiedzieliśmy jednak, że każde z nas uprawia sport, bo byliśmy już na studiach na AWF-ie, gdzie trzeba coś ćwiczyć.

Robert: Byłem zaskoczony tym karate, ale koniecznie chciałem się choć raz jeszcze spotkać z tą interesującą dziewczyną.

Ania: Umówiliśmy się w kawiarence przy Chmielnej. I okazało się, że ćwiczymy w tym samym miejscu…

Robert: …ale też zaczęliśmy w tym samym czasie studiować. Dużo było tych zbiegów okoliczności. Studia są fajnym okresem w życiu. To taki wyjątkowy czas, kiedy już nie jest się dzieckiem, ale jeszcze nie ma się zobowiązań.

Ania: I treningi mieliśmy w tym samym czasie i w tym samym miejscu w Pruszkowie. Nie mogliśmy się rozmijać. Dziś mówię, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo gdyby Robert nie przeszedł z Legii do Znicza, nie wiadomo, czy byśmy się lepiej poznali.

Anna Lewandowska o ślubie z Robertem

Ania: Dla mnie, jako katoliczki, ślub ma wielkie znaczenie. Jest wyjątkowy, na całe życie, jednoczy i tworzy rodzinę. Po ślubie poczułam, że rzeczywiście jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy rozumieją się bez słów, którzy żyją dla siebie wzajemnie, wspierają się na każdym kroku. Wystarczy jeden gest Roberta, jeden ruch i ja już wiem, o co mu chodzi. Myślę, że to właśnie ślub daje ludziom takie niezwykłe zbliżenie - powiedziała w wywiadzie.

Czy według Roberta Lewandowskiego Ania zmieniła się po ślubie?

Robert: Ania trochę się zmieniła przez te lata (śmiech). Oczywiście na korzyść. Wydoroślała. Ja zresztą też. Ostatnio oglądałem swoje zdjęcia sprzed trzech lat i już zauważyłem w sobie zmiany.

Jaka powinna być żona piłkarza według Roberta Lewandowskiego?

Robert: Lojalna. Zresztą każdy z nas szuka związku zbudowanego na zaufaniu.

Czy też skłonna do poświęceń?

Robert: Na pewno, zwłaszcza u sportowców – ciągle wyjazdy, podróżowanie. Dobrze, gdy Ania też w tym czasie trenuje i też wyjeżdża, ale czasami jest akurat odwrotnie. Są takie okresy, kiedy ja mam wolne, a Ania ma swoje zgrupowania kadry, wtedy czas bez niej okropnie mi się dłuży.

Czy Anna Lewandowska jeździ na każdy mecz Roberta?

Ania: Staram się być na każdym meczu Roberta, ale jak nie mogę, oglądam go. Kiedy Robert strzelał karnego w meczu z Realem Madryt, nie wierzyłam, że może paść czwarta bramka. Wtedy odwracałam się, będąc na trybunach. Mieliśmy w tym czasie dom pełen gości, wszyscy się bardzo emocjonowali. I wszyscy byli wzruszeni, a Robert spokojnie, jak to on, przyjechał po meczu i powiedział, że zjadłby naleśniczki z jabłkami.

Robert: To, co stało się tego wieczoru, docierało do mnie powoli, wraz z opadającą pomeczową adrenaliną. Oczywiście radość była ogromna, ale świętowanie już nie tak duże, bo trzeba było zacząć koncentrować się i przygotowywać do kolejnych meczów.

Ania: Widać było, jak Robert jest szczęśliwy, ale i zbyt skromny, żeby to szczęście żywiołowo okazywać. Jeszcze coś mi się przypomniało z naszych początków… Kiedy zdobyłam pierwsze mistrzostwo Europy, we Włoszech, Robert był bardzo zadowolony.

Robert: I bardzo byłem z Ani dumny.

Ania: Najpierw nie mógł w to uwierzyć, a teraz zawsze mówię, że i tak pewnie wrócę z medalem. Przyzwyczaił się (śmiech).

Czy Anna Lewandowska i Robert Lewandowski ze sobą rywalizują?

Robert: Każdy sukces Ani jest moim sukcesem.

Ania: Ale gdy ponoszę porażkę, Robert najlepiej umie mnie pocieszyć. Bo przecież zawsze zdarzają się jakieś słabsze chwile, kontuzje czy złamania. Gdy wróciliśmy z Brazylii po przegranej i cała reprezentacja była niepocieszona, Robert umiał mi to wyjaśnić. On zawsze umie znaleźć plusy, nawet w minusach. Że przegrana hartuje, że przecież to sport, że potem tym bardziej cieszy wygrana. Tylko że ja mam zawody trzy razy w roku, a Robert mecze co dwa, trzy dni. I musi być zregenerowany, wypoczęty. A ja w tej dziedzinie mam swoje pole do popisu.

Czy sport odbiera coś Annie i Robertowi Lewandowskim?

Ania: Najtrudniejsze dla mnie, gdy się nie widzimy. Ale wiem, że trzeba podporządkować się planom zawodowym Roberta, są takie chwile, gdy chciałabym się po prostu w niego wtulić i porozmawiać. A Robert jest akurat w Stanach.

Robert: Telefonujemy więc do siebie, piszemy esemesy, bo przecież my też mamy swoje problemy, jak każdy z nas. Ale skupiamy się nad tym i doceniamy wszystko to, co dobrego nas w życiu spotkało. Dzięki naszym rodzinom, przyjaciołom, wszystkim tym osobom, które spotkaliśmy na naszej drodze, i także dzięki naszej pracy.

Czy jest coś, czego Anna Lewandowska nie lubi w Robercie?

Ania: Kiedy jest smutny. Uwielbiam jego uśmiech. Zresztą moja mama, widząc jego uśmiechnięte zdjęcie, powiedziała: „Podoba mi się ten chłopak”. A ja na to: „Ale to piłkarz!”, a piłkarzy się bałam. A mama: „Spotkaj się z nim, to dobry człowiek”. Robert:  I myślę, że się nie pomyliła :). Ania: Mama miała prostą receptę: zadaj sobie pytanie, czy mężczyzna, z którym chciałabyś być, mógłby zostać ojcem twoich dzieci. To ważna rada dla kobiety, bo chcemy mieć dzieci, jak każde małżeństwo.

Anna Lewandowska i Robert Lewandowski o pieniądzach

Ania: Pieniądze dziś są, jutro może ich nie być.

Robert: Muszę teraz uzbierać środki na emeryturę, piłkarzom przecież nikt emerytury nie wypłaca. Ile zapracują, tyle mają. Nie jesteśmy więc rozrzutni.

Ania: Wychowałam się w domu, w którym mama musiała zapracować na mnie i brata. Wcale nie było tak różowo. Raz były pieniądze, raz ich brakowało. Oboje z Robertem szanujemy zarobione pieniądze. Zamożność jest przyjemna, kiedy można podzielić się nią z innymi.

Robert: Nie chodzi o rozdawnictwo, mamy wiele próśb, listów, a wiadomo, że, niestety, nie wszystkim zdołamy pomóc. Nie ma takiego człowieka na świecie, który każdego biedniejszego wziąłby na swoje utrzymanie. Pomagamy więc też inaczej, dzieląc się naszym czasem, a czas jest dla nas najcenniejszy.

Anna Lewandowska i Robert Lewandowski o planach na przyszłość

Ania: Ja nie planuję na dłużej niż na pół roku, stopniowo, bo życie jest nieprzewidywalne, wszystkie plany mogą ulec zmianie.

Robert: Naszym planem jest nie planować. A co będę robił za 10 czy 15 lat? Jeszcze nie wiem, ale pomysł na siebie na pewno znajdę.

Czy Anna Lewandowska boi się czasem o Roberta Lewandowskiego? Piłka bywa brutalna.

Ania: Gdy Robert zostaje sfaulowany, a ja to widzę, to nie potrafię spokojnie na to patrzeć. W jakiś sposób i ja to odczuwam. Tym bardziej, kiedy w tym momencie nie mogę przy nim być. Albo kiedy dostrzegam, że ktoś ciągnie Roberta za koszulkę, a wiem, że tego bardzo nie lubi… Spinam się wtedy w sobie i wstaję, chociaż wszyscy siedzą na trybunie.  

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Blanka Lipińska  o swojej misji, seksualnych preferencjach i związku, Andrzej Chyra o ojcostwie po 50-tce i Roksana Węgiel o zwycięstwie w Eurowizji Junior i cenie sławy.