Reklama

Przez wiele dni świat śledził dramatyczne informacje napływające z Wenezueli. Lucas Trejo, który w chwili katastrofy przebywał z drużyną poza domem, niemal trzy doby uczestniczył w poszukiwaniach swojej rodziny pod gruzami zawalonego budynku. Gdy potwierdzono śmierć jego najbliższych, tragedia poruszyła nie tylko środowisko piłkarskie, ale również tysiące osób, które z zapartym tchem śledziły rozwój wydarzeń. Miesiąc później piłkarz zdecydował się przerwać milczenie. Opublikowany 28 lipca wpis stał się natomiast szczerym świadectwem niewyobrażalnego bólu, ale także wiary, która – jak sam podkreślił – pomogła mu przetrwać najtrudniejsze chwile.

Trzęsienie ziemi w Wenezueli odebrało Lucasowi Trejo całą rodzinę

Do tragedii doszło pod koniec czerwca, kiedy silne trzęsienie ziemi nawiedziło część Wenezueli. W wyniku wstrząsów zawaliły się budynki mieszkalne, a pod gruzami znalazły się dziesiątki osób. W jednym z nich przebywała żona Lucasa Trejo – Yanina – oraz ich dwoje dzieci: Aaron i Ainhoa. Sam piłkarz przebywał wówczas poza domem razem ze swoją drużyną.

Po otrzymaniu dramatycznej wiadomości natychmiast wrócił na miejsce katastrofy i przez blisko 72 godziny uczestniczył w poszukiwaniach najbliższych. W akcję zaangażowani byli ratownicy, służby oraz mieszkańcy, którzy robili wszystko, by odnaleźć uwięzionych pod gruzami ludzi. Niestety, z czasem potwierdziły się najgorsze obawy – żona i dzieci piłkarza nie przeżyli katastrofy.

Informacja o rodzinnej tragedii Lucasa Trejo obiegła media na całym świecie. Wyrazy współczucia napływały od klubów piłkarskich, zawodników, kibiców i osób, które wcześniej nie znały jego historii. W obliczu tak ogromnej straty sport zszedł na dalszy plan. W centrum uwagi znalazł się człowiek, który w jednej chwili stracił wszystko, co było dla niego najważniejsze.

„Musiałem szukać mojej żony i dzieci, wiedząc, że już nie żyją”. Pierwszy wpis Lucasa Trejo po miesiącu milczenia

Miesiąc po tragedii Lucas Trejo opublikował w mediach społecznościowych pierwszy wpis od czasu katastrofy. Kilka prostych, szczerych zdań wystarczyło, by pokazać skalę bólu, z jakim przyszło mu się zmierzyć.

Piłkarz rozpoczął swój wpis od słów, które poruszyły tysiące osób: „Miesiąc temu przeżyłem najgorszy moment w moim życiu — jedyną rzeczą, która mnie przerażała, była utrata mojej rodziny. Musiałem szukać mojej żony i dwojga dzieci w całkowicie zawalonym budynku, wiedząc, że już nie żyją… Nie było nic, co przerażałoby mnie bardziej w całym moim życiu…”

Mimo ogromnego cierpienia Lucas Trejo podkreślił, że w tamtych chwilach nie chciał poddać się rozpaczy. Jak wyznał, zdecydował się zaufać wierze i do samego końca mieć nadzieję, że wydarzy się cud.

„Postanowiłem jednak działać w oparciu o wiarę, wierząc, że mogą jeszcze żyć. Stąd to zdjęcie — kiedy rozpoczął się trzeci dzień, postanowiłem zebrać ich razem i modlić się o cud. Tak właśnie wybieram życie — z wiarą — nawet w najgorszych okolicznościach” – pisał.

W dalszej części swojego wpisu Lucas Trejo zwrócił się do wszystkich osób, które były przy nim w pierwszych godzinach po katastrofie. Podkreślił, że doskonale pamięta każdego człowieka, który zaoferował mu pomoc, wsparcie czy po prostu swoją obecność.

„Dziękuję wszystkim, którzy byli przy mnie w ciągu tych pierwszych 72 godz. Każdy z was ma swoje imię i bardzo dobrze pamiętam, kim byliście. Bez wątpienia Bóg was posłał, by mnie otoczyć opieką i wesprzeć. Wierzcie mi, że bez was nie zdołałbym znieść tak wielkiego bólu. Nigdy nie zostawiliście mnie samego, nigdy nie byłem sam, naprawdę dziękuję” – czytamy.

Na zakończenie piłkarz napisał, że chce kontynuować wartości i cele, które przez lata tworzył wspólnie z rodziną: „Dziś mogę wam powiedzieć: ich życie nie pójdzie na marne. To, co rozpoczęliśmy wraz z moją żoną Yaniną oraz moimi dziećmi Aaronem i Ainhoą, będzie kontynuowane”.

Lucas Trejo z rodziną.
Lucas Trejo z rodziną. fot. Instagram

Źródło i tłumaczenie: przegladsportowy.onet.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...