Z ŻYCIA GWIAZD

John Kennedy Jr. i Carolyn Bessette, złota para Ameryki, mieli przerwać klątwę!

Ich tragiczna śmierć zakończyła pewną epokę…

Katarzyna Przybyszewska 16 lipca 2019 19:57

Byli złotą parą, którą Amerykanie najchętniej widzieliby w Białym Domu. John F. Kennedy Jr., syn legendarnego prezydenta, i Carolyn Bessette, ikona współczesnych kobiet. Ich śmierć zniszczyła marzenia, a prawdziwa historia ich związku, która dopiero kilka lat po tragedii ujrzała światło dzienne, zabiła wiarę w miłość, ideały i pokolenie, które miało zmienić świat. Od tamtej tragedii mija właśnie 20 lat...

Klątwa Kennedych

W lipcu 1999 roku Ameryka, która odetchnęła już po aferze „rozporkowej” i wybaczyła prezydentowi Clintonowie seksualne wybryki, powoli przygotowywała się do kampanii prezydenckiej i wyboru nowego gospodarza Gabinetu Owalnego. Tymczasem najsłynniejszy klan polityczny szykował się do ślubu. U Kennedych na radosne wydarzenia czekało się niecierpliwie. Rory Kennedy, bohaterka ceremonii, jak nikt inny zasługiwała na piękny ślub.

Urodzona 6 miesięcy po zabójstwie ojca, Roberta Kennedy'ego, rok wcześniej opłakiwała brata Michaela, który na nartach w Alpach wpadł na drzewo i zmarł w wyniku obrażeń. Tym razem nic nie zapowiadało tragedii i wszystko było przygotowane. 16 lipca letnia rezydencja Kennedych w Martha’s Vineyard czekała na gości. Pogoda była piękna, namioty rozstawione w ogrodzie furkotały na wietrze jak latawce.

John Junior za nic nie mógł przegapić ślubu stryjeczne i siostry. I choć w jego małżeństwie nie działo się dobrze, wspólnie z żoną postanowili przylecieć na uroczystość. John kilka miesięcy wcześniej odebrał licencję pilota. Jego jednosilnikowiec Piper Saratoga czekał w pogotowiu gotów w każdej chwili wzbić się w przestworza.

John Junior, Carolyn i jej siostra Lauren na lotnisko przyjechali osobno. Wyglądało, że pogoda jest dobra. John nie był przygotowany, by pilotować podczas złych warunków pogodowych, ale nic tego nie zapowiadało. Wyruszyli dwie godziny później niż planowali. Carolyn przeciągnęła się wizyta u pedikiurzystki. Lot małym samolotem ponad wodą, gdzie horyzont stapia się z falą oceanu, to ryzykowne biznes, ale John uwielbiał ryzyko.

W Nowym Jorku słońce zaszło o 20:25, samolot wystartował o 20:38. Lot miał trwać godzinę. Ostatni sygnał na radar wieża kontrolna odebrała o 21:39. Kiedy kolejnych znaków nie było o drugiej w nocy zawiadomiono rodzinę. Od siódmej rano przeszukiwano wody przy Long Island Sound to Cape Cod Bay. Wrak samolotu i szczątki ciał Johna, Carolyn i Lauren odnaleziono dwa dni później. Ślub u Kennedych odwołano. Przygotowano trzy pogrzeby.

„On nie był księciem, ona nie była Kopciuszkiem” – napisał Charles Gandee w amerykańskim Vanity Fair, które ukazało się dwa miesiące po tragicznej śmierci Johna Jr. i Carolyn. „I bez względu na to, jak bardzo byli pod presją oczekiwań, że ich historia to bajka, John i Carolyn żyli w opozycji do tych wyobrażeń. Ona nosiła chustki na głowę, nie książęce tiary, on jeździł rowerem, nie białą limuzyną, a mieszkali w lofcie, nie w pałacu”. John i Carolyn jako małżeństwo byli mitem stworzonym na potrzeby ludzi spragnionych sensacji i bajek o sławnych i bogatych.

Ale prawda o ich małżeństwie była daleka od wyobrażeń. Podczas gdy Ameryka zachwycała się złotą parą, ich świat rozpadał się na kawałki w atmosferze zdrad, agresji, awantur, narkotycznych obsesji i stale pod ostrzałem fleszów skrywano wielką tajemnicę. Bo Kennedy nawet jeśli było źle, nigdy o tym nie mówili. Królom nie wypada przyznawać się do słabości. I John był wierny tej zasadzie.

„Jak to jest być synem legendy?” – zapytał Johna Jr. Larry King, gdy Kennedy przyjął zaproszenie do jego show. John-John zamyślił się odpowiedział: „To czyni życie bogatym i skomplikowanym jednocześnie”.

Był przyzwyczajony do bycia na pierwszych stronach gazet. Jego narodziny świętowano równie hucznie, jak wybór Kennedy’ego na prezydenta, zwłaszcza że mały John Jr. swoim przyjściem na świat kilka dni po prezydenckiej elekcji postanowił podbić największy sukces ojca. Od tego czasu newsami, o których namiętnie dyskutowała Ameryka, stały się jego pierwsze kroki, pierwsze słowa i stracone mleczne zęby. Ale jeśli wierzyć przyjaciołom Kennedy’ego najsłynniejszy syn Ameryki chciał być normalnym facetem. W cieniu wyjątkowej rodziny, polityki i skandali żył pełnią życia, w wielkim pędzie, jakby chciał uciec przed legendą i przed klątwą.

Żeglował na jachtach, skakał ze spadochronem, jeździł na rolkach w Central Parku i podróżował do Indii. Umawiał się z Madonną, Sharon Stone, Sarah Jessicą Parker i Daryl Hannah. I nawet jeśli powtarzał jedenastą klasę w Phillips Academy, cenionej prywatnej szkole średniej w Androver, w stanie Massachusetts, matka uważała, że jest roztargniony (nieustannie gubił klucze i miał dysleksję), specjalnie się tym nie przejmował. Był Johnem Jr., synem wielkiego ojca, i tylko to się liczyło. Czuł się wolny, choć nigdy nie wyszedł po pizzę, by nie towarzyszył mu tłum paparazzich. Ale John-John potrafił się pogodzić z życiem na świeczniku, a nawet je aprobował. Czytał wszystko, co ukazało się na jego temat, i potrafił być zły, gdy nie znalazł się na liście najlepiej ubranych.

W życiu Johna-Johna najważniejszą rolę odegrała matka, Jackie Kennedy. Gdy sześć lat po śmierci JFK zastrzelono Roberta Kennedy’ego, miała powiedzieć: „Jeśli zabijają Kennedych, moje dzieci też są celem”. John-John dorastał pod skrzydłami Jackie i wielokrotnie jej ulegał. Chciał zostać aktorem, ale wyperswadowała mu to dość szybko. Za jej namową wstąpił na wydział prawa Uniwersytetu Nowojorskiego, a potem pracował w biurze prokuratora dzielnicy Manhattan. Dwukrotnie oblał egzamin adwokacki. Jackie niemal umarła ze wstydu, John – nie.

Nie akceptowała jego kobiet. Zakazała mu się spotykać z Daryl Hannah. Z dużą rezerwą podchodziła do jego wydawniczej kariery. Zdaniem Jackie John powinien zostać politykiem, ba, nawet prezydentem, by kontynuować rodzinne tradycje. Ale, jak twierdzą zaprzyjaźnieni z klanem Kennedych, to były tylko jej ambicje. Kennedy nie naciskali, wiedząc, że John był bardziej synem swojej matki niż swojego ojca. Nigdy nie chciał się im sprzeciwiać, ale miał inny temperament.

Gra, którą prowadził klan, była tak intensywna, jak religijna obsesja. John uważał, że życia nie można brać aż tak serio.  Może dlatego jego największa zawodowa pasja, magazyn George, politykę traktował jak rozrywkę i do politycznych wydarzeń podchodził z przymrużeniem oka. Na pierwszej okładce magazynu Cindy Crawford pozowała w stroju pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

John-John, pierwowzór Mr. Biga z Seksu w wielkim mieście, miał urodę, pieniądze, sławę, wszystkie kobiety świata. I nigdy, mimo tego, co twierdziła Jackie, nie miał problemów ze sobą. Do czasu kiedy poznał Carolyn.

Carolyn była zachwycająca. Szczupła, z długimi, platynowymi włosami, na świat patrzyła ze swojego metra osiemdziesiąt. Jeszcze w szkole w Connecticut uznano ją za „skończoną piękność” i Carolyn miała tego świadomość. Skończyła uniwersytet w Bostonie, zaczęła pracę w dziale marketingu jednego z nocnych klubów, skąd trafiła do bostońskiego działu sprzedaży Calvina Kleina. A ponieważ szło jej nieźle, sam Klein poprosił ją, by przeniosła się do Nowego Jorku i wspomogła dział reklamy. I tak Carolyn trafiła w nowojorski świat mody, seksu i narkotyków.

Mieszkała w centrum, przy Drugiej Alei, między Dziesiątą a Jedenastą. Jak opisuje to ówczesny kochanek Carolyn, później słynny model reklamujący bieliznę Kleina i autor książki Ten drugi. Love story. Kennedy Jr., Carolyn i ja...: „Mieszkała w pięknym budynku (...) z portierem. Mieszkanie było jednak niewiarygodnie małe, nawet jak na nowojorskie standardy.

Tuż przy wejściu znajdowała się maciupeńka kuchnia, po lewej łazienka, a resztę – może metr kwadratowy lub nieco więcej – stanowiło mieszkanie. Skrzynka i materac były przyciśnięte do ściany, a tuż za nimi znajdowała się szafa. Ciuchy były wszędzie. Spódnice, buty, bluzki, sukienki, sweterki. Na ścianach wisiały puste ramy od obrazów. Było w nich coś upiornego”.

Carolyn, wspierana przez Kleina i jego żonę, szybko zadomowiła się w nowojorskim światku high society. Ludzie z branży mody mówili, że jak nikt nadąża za nowymi tendencjami. Tajemnicą poliszynela był jej związek ze wspomnianym już Michaelem Berginem. Carolyn i Michael sypiali ze sobą przez kilka lat. Były to lata namiętności, szaleństwa, ale też wielkich miłosnych awantur. Carolyn dwukrotnie poddała się aborcji, spotykała się z Michaelem, kiedy miała na to ochotę. Wymykała się wszelkim regułom. Zawsze tajemnicza. Wiedział o niej wciąż za mało. Pewnego dnia, pod szafką w kuchni, znalazł egzemplarz magazynu People z 1988 roku z Johnem Kennedym Jr. na okładce jako najseksowniejszym żyjącym mężczyzną.

John Jr. i Carolyn mieli stać się najgorętszą parą Ameryki, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzieli. Spotkali się po raz pierwszy w 1993 roku na prywatnym pokazie, który Calvin Klein zorganizował dla Johna Jr. Podobno John nie mógł oderwać wzroku od Carolyn. „Od pierwszego spotkania miał obsesję na punkcie Carolyn – mówił jego przyjaciel. – W jej obecności nie potrafił utrzymać rąk przy sobie. Stale głaskał jej platynowe włosy”.

Carolyn miała kiedyś powiedzieć, że John-John oświadczył się jej rok przed tym, jak przyjęła jego propozycję. Przez wiele miesięcy udawało im się utrzymać znajomość w tajemnicy. Paparazzi raz zrobili im zdjęcie na ulicy, raz w Central Parku, raz przy kawiarnianym stoliku w czasie brunchu. Ale o związku tych dwojga na dobre rozpisano się, gdy w lipcu 1994 roku, dwa miesiące po śmierci Jackie Kennedy, John Jr. zabrał Carolyn na weekend do posiadłości Kennedych w Martha’s Vineyard. Zdjęcia Carolyn w koszulce i majtkach, Johna zapinającego jej spodnie obiegły Amerykę.

„Oto książę i nowa księżniczka”, krzyczały nagłówki bulwarówek. Z natury skłonny do robienia dowcipów John przystał na prośbę Carolyn, by zachować w tajemnicy ich ślub. Carolyn mówiła, że to będzie romantyczne przeżycie, zupełnie jak party w Waszyngtonie w marcu 1996 roku, gdzie wyślizgnęli się przez okno, by przez godzinę całować się w świetle księżyca.

Ślub Johna Jr. i Carolyn odbył się 21 września tego roku, na wyspie Cumberland, oddzielonym od kontynentu kawałku ziemi u wybrzeży Georgii. Była to skromna ceremonia, w małym rozsypującym się drewnianym kościele Pierwszych Afrykańskich Baptystów. Carolyn spóźniła się na ślub dwie godziny. Wystąpiła w długiej sukni nieznanego wówczas szerzej projektanta, Narciso Rodrigueza, jej szpilki grzęzły głęboko w piasku plaży.

Jedyną salę kościoła oświetlały świece, we wnętrzu było tak ciemno, że duchowny czytał mszę przy świetle latarki. Po ceremonii John-John odwrócił się do swojego drużby Anthony’ego Radziwiłła. „Nigdy nie byłem tak szczęśliwy” – powiedział.

Ale szczęście Johna nie trwało długo. Ci, którzy znali Jackie Kennedy, twierdzą, że gdyby żyła, nigdy nie dopuściłaby do tego małżeństwa. Może Carolyn była piękna i elegancka, może miała szyk i styl, ale była dziewczyną z ludu, nieprzyzwyczajoną do życia w blasku fleszów i w cieniu sławy Kennedych. Jeśli na świecie istniała kobieta, która mogła uchronić Johna Jr. przed klątwą rodu, na pewno nie była to Carolyn, którą znajomi Johna nazywali „piekłem na obcasach”.

Jesienią 1996 roku Carolyn i John po powrocie z miodowego miesiąca zamieszkali w lofcie Johna przy North Moore Street 20, w eleganckiej i kultowej dzielnicy TriBeCa na Manhattanie. Przed drzwiami zastali koczujących paparazzich. Carolyn przerażona hałaśliwym tłumem wtuliła twarz w kołnierz, John błagał fotoreporterów, by pozwolili żonie przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Bezskutecznie. Przez kolejne tygodnie paparazzi nie opuszczali swoich stanowisk.

Zdjęcia Carolyn zdobiły teraz pierwsze strony gazet. A że Ameryka potrzebowała nowej królowej, Carolyn szybko stała się ikoną mody. Jackie numer 2. Czterdzieści lat wcześniej kobiety chciały być takie jak Jackie, teraz chciały być takie jak Carolyn. Proste spódnice, czarne spodnie, męskie koszule, szpilki, długie włosy i lekki makijaż. Zdjęcia Carolyn wywołały poruszenie w świecie mody. Na swoich okładkach widziały ją redaktorki naczelne Anna Wintour z Vogue’a i Liz Tilberis z Harper’s Bazaar. Ralph Lauren usiłował zatrudnić Carolyn w charakterze muzy. Carolyn odmawiała. Dotychczas nieuchwytna straciła własne życie. Nieustanna obserwacja doprowadzała ją do szału.

Źle czuła się w mieszkaniu Johna. Urządzone przez mężczyznę, było dla niej obce i nieprzytulne. Schronienia szukała w domach przyjaciół. I to właśnie przyjaciele jako pierwsi zauważyli, że z Carolyn jest coś nie tak. Niegdyś towarzyska  i otwarta zamknęła się w sobie, nie chciała nigdzie wychodzić i już po kilku miesiącach małżeństwa coraz więcej czasu spędzała w domu, wstrząsana atakami płaczu po zażyciu narkotyków. Narkotyki ponownie zadomowiły się w życiu Carolyn.

Dotychczas wydawało się, że nie stanowią dla niej problemu. Że są, jak dla wielu pracujących nowojorczyków, odskocznią od wyścigu szczurów i lęków miejskich ludzi. Carolyn coraz częściej w trakcie przyjęć wychodziła do toalety, a gdy wracała, widać było białe otoczki kokainy wokół nosa. Ponadto twierdziła, że John ją zaniedbuje. Pocieszenia szukała w ramionach byłego kochanka, Michaela Bergina. Rok po ślubie złota para Ameryki przeżywała kryzys. Kryzys bez rozgłosu, bo na zdjęciach z tamtego okresu wydają się szczęśliwi. Dramat rozgrywał się za drzwiami sypialni.

„Proszę, przyjdź do domu, potrzebuję cię”. Taki faks wylądował któregoś dnia na biurku Johna Jr. Pochłonięty pasją tworzenia George’a coraz więcej czasu spędzał w redakcji. Przez drzwi ochrony przemyca swojego psa Piątka i zaszywa się w gabinecie, zawalony stertami gazet, papierów i wydruków kolejnego numeru. Wieczorami chodzi z kolegami na piwo, ćwiczy na siłowni, zdarza mu się zjeść kolację z dawną miłością, Daryl Hannah. „Pewnego dnia po powrocie do domu – pisze w książce Klątwa Kennedych” biograf klanu Edward Klein – John zastał Carolyn leżącą na podłodze obok kanapy, rozczochraną, z zapadniętymi oczami, zażywającą kokainę w gromadą gejów (...).

Jesteś ćpunem! – krzyczał John według relacji jednego z obecnych tam tego wieczoru”. Carolyn jest w totalnej depresji. Zaczyna robić sobie zastrzyki z botoksu, żeby pozbyć się zmarszczek na czole, rozjaśnia włosy tak silnie i tak często, że prosi przyjaciół, by ich nie dotykali, bo boi się, że wypadną. W domu dochodzi do rękoczynów. „Carolyn jest jak dziki kot”, mówią jej przyjaciele, „krzyczy, przeklina, nazywa Johna pedałem”. Któregoś dnia John przychodzi do pracy z ręką w gipsie.

„Naderwałem ścięgno w nadgarstku” – mówi. Ale wszyscy wiedzą, że to sprawka Carolyn. Uzależnienie od kokainy chorobliwie zmienia jej psychikę. Zaczyna być zazdrosna o wszystkich ludzi, z którymi kontaktuje się John. O siostrę Johna Caroline Kennedy Schlossberg, o kolegów i o Michaela Bermana, współzałożyciela magazynu George. Jej wtrącanie się w sprawy magazynu doprowadziły do zerwania przyjaźni Johna i Michaela, a George’a do bankructwa. Jeden z przyjaciół powiedział, że słyszał, jak John któregoś razu, podczas jednej z kłótni w biurze, miał wykrzyczeć Carolyn: „Mogliśmy mieć wszystko”.

Mówiło się o nich: „Oboje są pasjonatami życia. Ale gdy ich płomienie się spotykają, robi się za gorąco”. Tajemnicą dla wszystkich było, czemu John trwał w tak fatalnym związku. Może na serio brał słynną zasadę klanu, że Kennedy nigdy się nie rozwodzą. Mogą romansować, zdradzać swoje żony i nie będzie to źle widziane, ale rozwód psuje reputację.

A może po prostu naprawdę kochał Carolyn? „Johna pociągało w Carolyn, że nie traktuje go jak ikony, a jak zwykłego faceta, z którym chce być” - mówił znajomy pary. Był długodystansowcem i mimo wszystko czuł, że Carolyn jest najlepszym strzałem na udane małżeństwo. Mimo że ich świat walił się jak domek z kart, John chciał namówić Carolyn na wizytę u psychoterapeuty. I przede wszystkich chciał mieć dziecko. Zawsze marzył o synu. Miał już dla niego imię: Flynn. Ale Carolyn od miesięcy z nim nie sypiała i nie zamierzała powiększać rodziny. „Nienawidzę życia w akwarium – zwierzyła się przyjaciółce. – Jak mogę w takim świecie urodzić dziecko?”.

Ostatnią noc w swoim życiu John i Carolyn spędzili osobno. Dwa dni wcześniej John w rozmowie telefonicznej z przyjacielem przyznał, że stali się sobie zupełnie obcy. I nie chodzi tylko o seks. W ogóle ze sobą nie rozmawiają. Kilka miesięcy wcześniej Carolyn powiedziała mężowi, że odnowiła swój romans z Berginem. John Jr. nie dopuszczał do siebie tej myśli. W swoim egocentryzmie niemożliwym wydawał mu się fakt, by jakaś kobieta wybrała innego mężczyznę.

Tymczasem Carolyn coraz częściej odwiedzała Bergina. Robiła mu publicznie awantury, gdy ten spotkał się z inną kobietą, wchodziła przez schody przeciwpożarowe do jego mieszkania i tak waliła w okno, aż otworzył. Jej miłość powróciła ze zdwojoną siłą, a odrzucony kiedyś kochanek stał się ostatnią deską ratunku przed życiem, od którego tak rozpaczliwie próbowała uciec. Bergin, nie chcąc być przyczyną rozpadu związku Kennedych, spakował walizki i wyjechał do Los Angeles.

To uspokoiło Johna, ale nie Carolyn. Zdradzona przez mężczyznę, który, jak miała przyznać przyjaciółce, był jej obsesją, coraz bardziej zapadała się w sobie. Jest marzec 1999 roku. John podejmuje ostatnią próbę ratowania związku. Prowadzi Carolyn do psychiatry i pilnuje, by codziennie brała leki przeciwdepresyjne. Zapisuje ich oboje do poradni małżeńskiej. Ale nic nie pomaga. Cztery dni przed tragicznym wypadkiem Carolyn jak burza wypada z poradni oburzona, że psychoterapeuta po raz kolejny poruszył sprawę nadużywania narkotyków. W domu przenosi swoją poduszkę do magazynku przyrządów gimnastycznych Johna. John wyprowadza się z domu do apartamentu w hotelu Stanhope.

Ostatniego wieczoru ma w planie koktajl, a później mecz na stadionie Yankee. Razem z przyjacielem, Garym Geinsbergiem pracownikiem News Corporation Ruperta Murdocha, jest gościem w loży głównego udziałowca stadionu George’a Steinbrennera. John lubi takie męskie spotkania. Przed meczem umawia się w holu hotelu Stanhope z Carolyn i jej siostrą Lauren.

Lauren chce pogodzić Johna i Carolyn. Ale John i Carolyn prawie ze sobą nie rozmawiają. Siedzą w kamiennym milczeniu. Lauren bierze ich dłonie i łączy nad stołem. Umawiają się, że następnego dnia we trójkę polecą na ślub Rory Kennedy na Martha’s Vineyard. Rozstają się po kilkunastu minutach. John, który kilka tygodni wcześniej roztrzaskał lotnię i złamał kostkę, powoli kuśtyka przez hol hotelu.

John uwielbiała latać. Od kiedy otrzymał licencję pilota, często pytał przyjaciół, czy zechcą z nim poszybować. Ale rzadko się zgadzali. Większość z nich nigdy nie musiała uciekać przed tym, przed czym od niedawna uciekał on: tłumem paparazzich, rozbuchanym zainteresowaniem, nieudanym małżeństwem, a nawet pierwszy raz w życiu, przed samym sobą. Za Piper Saratogę John zapłacił 300 tysięcy dolarów, ale nigdy nie wylatał tylu godzin, by móc ubezpieczyć samolot i podróżujących z nim pasażerów.

Jackie Kennedy, znając pociąg syna do samolotów, błagała, by nigdy nie siadał za sterami. Krótko przed śmiercią prosiła przyjaciela, Maurice’a Tempelsmana, by zakazał Johnowi robić licencję pilota. John tym razem nie posłuchał. Kiedy w wypadku lotni złamał kostkę, przyjaciel Perry Barlow tłumaczył mu, by potraktował to jako ostrzeżenie. Ale John nigdy nie przejmował się tym, co mówią ludzie. Kiedy 16 lipca wsiadał do samolotu, nie zważała, że złamana kostka utrudnia mu ruch, nie zważał na późną godzinę. W jego głowie nie istniało pojęcie strachu. Myślał, że słynna klątwa Kennedych go nie dotyczy.

17 lipca był dla Amerykanów prawie tak tragiczny, jak 22 listopada 1963 roku. Kennedy od lat był symbolem Ameryki, a kiedy odchodzą symbole, kończy się epoka. Ukochany prezydent Ameryki ożył przez swojego wspaniałego syna i trudno było się pogodzić z faktem, że traci się go po raz kolejny. Dwadzieścia godzin po zniknięciu Piper Saratogi media zaczęły nadawać wiadomość o zaginięciu samolotu. Wrak udało się odnaleźć po trzech dniach, w trakcie których cały kraj modlił się o życie Johna, Carolyn i Lauren.

Najprawdopodobniej w ostatniej chwili John stracił orientację i samolot uderzył w wodę z ogromną prędkością. Siła uderzenia wyrwała silnik, osłona kabiny przebiła jego tors. Ratownicy nie chcieli nigdy opowiedzieć, w jakim stanie były ciała. John miał 39 lat, Carolyn 33, Lauren 36.

Jak pisały gazety: „John F. Jr. urodził się w tydzień po wyborze ojca na prezydenta, był najpiękniejszym odzwierciedleniem mitu Kennedych. Ikoną magii. Miał być tym, który przerwie klątwę, ale choć wszyscy się o to modlili, nie wygrał z przeznaczeniem”.

Tekst: Katarzyna Przybyszewska  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.