Agnieszka Hyży ma dość komentarzy o swojej twarzy. Po tych słowach zareagował również jej mąż
Po wystąpieniu Agnieszki Hyży na ramówce Polsatu w sieci pojawiło się wiele komentarzy dotyczących jej wyglądu. Część internautów sugerowała, że prezenterka przeszła lifting i ma „nową twarz”. Spekulacje przybrały na sile do tego stopnia, że 41-letnia gwiazda Polsatu postanowiła odpowiedzieć. „Skończyła mi się cierpliwość” — napisała, zwracając przy tym uwagę na znacznie szerszy problem oceniania wyglądu kobiet. Niedługo później głos zabrał także jej mąż, Grzegorz Hyży.

Agnieszka Hyży od lat funkcjonuje w świecie, w którym niemal każde publiczne wystąpienie gwiazdy może zostać poddane drobiazgowej ocenie. Komentowane są stylizacje, fryzury, makijaż, a coraz częściej także wygląd twarzy i domniemane zabiegi medycyny estetycznej. Tym razem dyskusję wywołały materiały z konferencji prezentującej jesienną ramówkę Polsatu. Część internautów zaczęła doszukiwać się zmian w rysach twarzy prezenterki, sugerując m.in. lifting. Sama zainteresowana zdecydowała, że nie pozostawi tych komentarzy bez odpowiedzi. I choć punktem wyjścia była jej twarz, szybko stało się jasne, że chce powiedzieć znacznie więcej.
Agnieszka Hyży odpowiada na komentarze o liftingu. „Skończyła mi się cierpliwość”
Komentarze, które pojawiły się po ramówce Polsatu, nie ograniczały się do stylizacji Agnieszki Hyży. W sieci zaczęto analizować jej twarz i sugerować, że prezenterka zdecydowała się na lifting. W końcu sama zainteresowana uznała, że nie chce dłużej pozostawiać tych głosów bez odpowiedzi. Już początek jej wpisu pokazywał, że internetowe spekulacje wyraźnie przekroczyły jej granicę.
„Dobra. Skończyła mi się cierpliwość. Podobno mam nową twarz. Podobno ‘już siebie nie przypominam’. Podobno zrobiłam lifting” — napisała Agnieszka Hyży.
Prezenterka nie poprzestała jednak na zdementowaniu krążących w sieci sugestii. Zależało jej przede wszystkim na zwróceniu uwagi na znacznie szersze zjawisko — łatwość, z jaką wygląd kobiet staje się przedmiotem publicznej analizy. Hyży zauważyła, że daleko idące wnioski bywają wyciągane na podstawie pojedynczego zdjęcia, rolki czy niefortunnej klatki nagrania. Znaczenie mogą mieć przecież także światło i makijaż.
„Porozmawiajmy o tej przedziwnej potrzebie publicznego rozbierania kobiet na części. O wydawaniu wyroków na podstawie jednej rolki, jednego zdjęcia, makijażu, światła czy niefortunnej klatki. O tym, że kobieta właściwie nie ma już prawa ani się starzeć, ani dobrze wyglądać, bo w obu przypadkach Internet natychmiast stawia diagnozę” — podkreśliła.
Do sugestii dotyczących liftingu odniosła się również z ironią. Poprosiła o wskazanie lekarza, który byłby w stanie potwierdzić operację rozpoznawaną u niej przez komentujących. Jednocześnie zapewniła, że gdyby kiedyś rzeczywiście zdecydowała się na lifting, nie zamierzałaby ukrywać tego pod opowieściami o zdrowym stylu życia.
„A jeśli kiedyś naprawdę go zrobię? Spokojnie. Nie będę Wam wciskała, że to sen, joga i dwa litry wody. Najbardziej jednak nie wkurza mnie to, że ktoś ocenia moją twarz. Mam 41 lat i wystarczająco grubą skórę, żeby to przeżyć” — kontynuowała.
Najbardziej dotknęła ją świadomość, że podobne treści mogą czytać również dzieci.
„Wkurza mnie, że takie komentarze czytają nasze córki. Moja również. I patrząc potem na nas… swoje matki… uczą się, że kobieca twarz nigdy nie może po prostu być. Zawsze jest za stara, za młoda, za pomarszczona, za gładka, za naturalna albo „za zrobiona” — przyznała.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Grzegorz Hyży stanął w obronie żony. „Przekraczamy granicę”
Na reakcję Grzegorza Hyżego nie trzeba było długo czekać. Muzyk zaznaczył, że rzadko publicznie odnosi się do podobnych sytuacji, ale tym razem zdecydował się zrobić wyjątek. Jednocześnie wyraźnie rozgraniczył krytykę związaną z działalnością publiczną od osobistych uwag dotyczących wyglądu jego żony.
„Rzadko zabieram głos w takich sprawach, ale dzisiaj zabiorę. Możecie oceniać program, muzykę, pracę, stylizację. To jest część naszego zawodu. Ale kiedy setki dorosłych ludzi urządzają sobie publiczną sekcję twarzy mojej żony, przekraczamy granicę, której naprawdę nie powinno się przekraczać. Nie dlatego, że Agnieszka sobie z tym nie poradzi. Poradzi sobie. Znam ją” — zaznaczył.
W tym miejscu wypowiedzi małżonków szczególnie mocno się ze sobą łączą. Grzegorz Hyży również zaznaczył, że komentarze zamieszczane w Internecie trafiają nie tylko do osoby, której bezpośrednio dotyczą. Czytają je także jej bliscy.
„Tylko że te komentarze czytają też nasze dzieci. I kiedy dorastająca dziewczyna pyta swoją mamę: "A jak kiedyś ktoś zobaczy moją twarz, to napisze, że jestem piękna czy że jestem brzydka?" — to przestaje być "niewinnym komentarzem w Internecie". To staje się lekcją, którą dorośli dają dzieciom. Bardzo g******ą lekcją” — kontynuował.
Na zakończenie zwrócił się bezpośrednio do osób komentujących wygląd innych. Przypomniał, że po drugiej stronie ekranu znajduje się realny człowiek, a czasami również jego dzieci. Ostatnia część jego wypowiedzi była szczególnie stanowcza.
„Zanim kolejny raz zaczniecie rozbierać czyjąś twarz i ciało na części, pamiętajcie, że po drugiej stronie naprawdę jest człowiek. Czasami również jego dzieci. I może najwyższy czas przestać mylić wolność słowa ze zwykłym chamstwem” — zakończył Grzegorz Hyży.

