TYLKO U NAS!

Dominika Gwit: „Nie jestem na zabójczej diecie, nie dążę do ideału”

„W żółtej sukience czułam się jak Beyonce!”

Monika Katarzyna Krupska 8 października 2018 18:00

Gdziekolwiek się pojawi, jest o niej głośno! Cokolwiek nie napisze lub powie, to zwraca na siebie uwagę. Wszystko z powodu kontrowersyjnej metamorfozy, którą uważnie śledziła cała Polska. Dominika Gwit-Dunaszewska schudła 50 kilogramów, a chwilę później pojawił się efekt jo-jo. Wróciła do dawnej wagi i otwarcie przyznaje, że dopiero teraz czuje się sobą. Internauci nie pozostawiają na aktorce suchej nitki i wytykają jej promowanie otyłości. 30-latka nie zmienia zdania i apeluje, aby kochać siebie bez względu na to, co pokazuje waga. 

Dominika Gwit o ślubie, dzieciach i żółtej sukience 

Dominika Gwit-Dunaszewska trzy miesiące temu stanęła na ślubnym kobiercu. Aktorka wyszła za mąż za Wojciecha Dunaszewskiego. Jeszcze równo dwa lata temu nie wiedziała, że sprawy tak się potoczą, bo nie znała przyszłego męża! O ich ślubie mówiła cała Polska, ale nie z powodu spektakularnych kreacji czy pięknego miejsca, a internauci skupili się na wadze aktorki! W rozmowie z Moniką Katarzyną Krupską Dominika powiedziała, jak czuje się w roli żony, co myśli o swojej spektakularnej żółtej sukience i zdradziła, czy jest na jakiejś diecie. 

Dokładnie trzy miesiące temu stanęłaś na ślubnym kobiercu. Jakie to uczucie być żoną?

Wspaniałe! Jestem bardzo szczęśliwa, taka uskrzydlona. Mam obrączkę, jestem żoną i nie będę ukrywać jaram się tym! Odebrałam już mój nowy dowód osobisty Gwit-Dunaszewska. Jest po prostu rewelacyjnie.

Dawniej byłaś wolna i niezależna, co często podkreślałaś nawet w swoich felietonach. Jak jest z tym dzisiaj?

U mnie żadnych zakazów nie ma. Wiadomo, że inaczej wygląda życie samemu, a inaczej we dwoje, ale związek nie może cię ograniczać. Twój partner nie może cię tłamsić czy zabraniać pasji. Każdy musi mieć czas dla siebie, ważna jest taka „higiena umysłowa”. U nas nie ma czegoś takiego „lepiej, żebyś tego nie robiła, bo za rzadko się widujemy”. Kochasz to, to rób to. A czas we dwoje jest dla nas najcenniejszy. 

Co najczęściej robisz razem z mężem?

Oglądamy dużo filmów i seriali. Uwielbiamy chodzić do kina lub włączyć Netflixa czy HBO w domu. Lubimy sztukę, zarówno oglądać ją, dzielić się nią, jak i rozmawiać o niej. Nasze gusta są inne, ale nie mamy z tym problemu. 

Pozwalasz Wojtkowi oglądać się w teatrze?

Tak, bardzo to lubię. Z Teatrem Fabryka Marzeń gramy głównie w różnych miastach w Polsce, nie gram często w Warszawie, ale gdy to się zdarzy, to Wojtek przychodzi. Oczywiście, nie zawsze. Bo ile można oglądać jeden spektakl? Wojtek praktycznie każdą sztukę oglądał trzy lub cztery razy, co jest super. Zawsze, gdy jest na widowni, to wiem gdzie siedzi. Towarzyszy mi wtedy dodatkowy dreszczyk emocji i ekscytacji.

Bo wy przecież poznaliście się właśnie w teatrze…

Dokładnie dzisiaj mijają nam dwa lata, jak poznaliśmy się 8 października. Wojtek przyszedł na premierę sztuki „Dwa” Jima Cartwrighta w reżyserii jego brata Radka Dunaszewskiego. To była jedna z najważniejszych rzeczy, które zrobiłam zawodowo i towarzyszyły temu wielkie emocje. Wojtek przyszedł po spektaklu za kulisy, aby się przywitać. Kojarzył mnie wcześniej, spodobałam mu się. Po dwóch dniach się odezwał. Pisał do mnie przez dwa tygodnie i dopiero po tym czasie umówiliśmy się. Wiesz, byłam cały czas owładnięta emocjami, myślami gdzie indziej.

Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie?

Spotkaliśmy się gdzieś w centum niedaleko teatru Polonia i poszliśmy na kolacje. Okazało się, że przyszedł człowiek, który okazał się miłością mojego życia. Już po pierwszej randce wiedziałam, że to jest ktoś niezwykły!

Masz może jakieś rady dla singielek? Co zrobić, aby w ciągu dwóch lat stanąć na ślubnym kobiercu?

Nie mam żadnej rady na to. Gdybyś powiedziała mi dwa lata temu, że będę teraz mężatką, to bym cię wyśmiała. Na miłość nie ma przepisu, każdy z nas ma inną historię. Faktycznie długo byłam singielką, ale to wynikało z natłoku pracy, obowiązków, też zamknęłam się w sobie. Aż nagle pojawił się ktoś, kto wkroczył do mojego życia i wywrócił je do góry nogami.

Planujecie założyć rodzinę?

Oczywiście chcemy mieć dziecko i mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej. Na razie musimy ochłonąć po ślubie, podróży poślubnej i już zdążyliśmy wrócić do pracy. Należę do osób, które wszystko planują, gdy tylko mogą to zrobić. Więc jeśli chodzi o dziecko, to chcę najpierw przygotować się: emocjonalnie, psychicznie i zawodowo i dopiero wtedy chcę zajść w ciążę. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać 10 lat, chciałabym szybciej.

Nie boisz się mówić o tym na głos? Zaraz spadnie na ciebie falą hejtu.

Ale co ja mogę zrobić? Chcę założyć rodzinę i mam nadzieję, że to mi się uda w najbliższym czasie. Jestem już przyzwyczajona do tego, że jak tylko wstawię zdjęcie na Instagrama, to już jest kilkanaście publikacji na mój temat. Medialny szum towarzyszy mi odkąd raz schudłam i teraz wszyscy wariują, bo przytyłam. Mam do tego luźne podejście, choć czasem wiadomo mam dość. Wybrałam taki, a nie inny zawód i wiem z czym to się wiążę. Jestem też dość kontrowersyjną osobą w polskim show-biznesie, ale to nie moja wina, bo ja nikogo nie prowokuję! Żyję, jestem sobą, niczego nie udaję. Poszłam na imprezę w żółtej sukience i nagle stało się to sprawą narodową.

I o tę sukienkę chciałam zapytać…

Ona była boska, była fabulous. Czułam się w niej jak Beyonce! Mój stylista Kamil powiedział, że wyglądam oszałamiająco. Przyjaciółki również zachwalały. Mówiły: „awesome, amazing, czad”. I nagle żółta sukienka okazuje się sprawą narodową. Z jednej strony myślę bzdura, a z drugiej coś w tym jest, bo może w końcu coś się ruszy.

Coś się ruszyło?

Tak. Dostaję setki, a nawet tysiące wiadomości od kobiet, które dziękują mi za to, że się nie wstydzę, nie boję, że mam odwagę wyglądać tak jak chcę. Kilka dni temu jedna z dziewczyn napisała do mnie: „Cześć, nie znamy się, ale nawet nie wiesz ile razy mnie uratowałaś. Bo patrzę na ciebie i widzę, że tacy ludzie mają prawo żyć”. Pytam, jacy ludzie? Tacy, którzy nie wyglądają, jak ideały z Instagrama? Rozejrzyj się, czy są tu w kawiarni idealni ludzie? No nie, nie ma. Bo na co dzień nikt nie wygląda, jak na okładce lub na zdjęciu z Instagramie. Ideałów nie ma i ja się o tym przekonałam. Każdy z nas ma prawo wyglądać i żyć tak jak chce i nikogo to nie powinno interesować.

O czym jeszcze do ciebie piszą?

Piszą różne rzeczy. Na przykład dostałam taką wiadomość: „Dzięki tobie zaczęłam żyć. Moje pierwsze lato w sukienkach”. Zastanawiam się, jak i dlaczego ktoś wmówił otyłym osobom, że nie mają prawa cieszyć się z życia. No nie, tak nie powinno być. Mówię takiej osobie: olej wszystko! Żyj! O sobie myśl a nir o tym co inni pomyślą. Każdy ma prawo cieszyć się życiem, niezależnie od tego jak wygląda.

Zachowujesz się tak jakbyś wpadła w samouwielbienie. Jest tak?

Nie, nie jest. Ludzi denerwuje, to że jestem szczęśliwa. Przeczytałam ostatnio taki artykuł, że im szerzej Dominika się uśmiecha, tym przeciętnej Kowalskiej robi się gorzej. I tak właśnie jest. Bo jakim prawem ona gruba jest szczęśliwa? Dlaczego Gwit ma męża, cieszy się życiem, ma świetną pracę i jeszcze krzyczy o tym? Jeśli kogoś to razi, to mam złą wiadomość, bo nie zamierzam przestać o tym mówić. Będę mówić, że jestem świetna i ty też masz do tego prawo. Nie mówię, że tylko ja jestem wspaniała, a wy nie. Mówię, że jestem fantastyczna i wy też tacy jesteście!

Retuszujesz swoje zdjęcia?

Nie i nawet nie wiem, jak to się robi. Nie mam żadnego programu do tego, po co mi to? Jestem jaka jestem i już.

W jednym z ostatnich wywiadów powiedziałaś, że straciłaś dwa lata życia codziennie stając na wadze. Ważysz się dziś?

Raz na jakiś czas tak. Ale co ja mam więcej mówić? Zwariowałam, umarłam, wpadłam w obsesję, manię, nie wiem jak to inaczej nazwać. Wszystko o czym dziś powiedziałam nie miało wtedy sensu. Liczyła się tylko waga, pudełka i brokuły…

Pudełka są nadal?

Nie, dzisiaj jest normalne życie. Znalazłam świetnego lekarza, badam się w kierunku zespołu metabolicznego, którego wynikiem jest m.in. otyłość.  Nie jestem na zabójczej diecie, nie dążę do ideału. Ideałów nie ma. Żyję, cieszę się życiem i dbam o siebie.

A zdarza się czekolada?

Nie, bo akurat nie lubię jeść słodyczy.

Lewandowska czy Chodakowska?

Z żadną z nich nigdy nie ćwiczyłam. Na siłowni bywałam, ale z dziewczynami mi się nie zdarzyło. Wolę jeździć na rowerze. Uwielbiam to!

To tak na zakończenie cieszysz się z wejścia w trzydziesty rok życia?

Bardzo się cieszę, że mam 30. lat! Od 2-3 lat nie mogłam doczekać się tego. Mówiłam już do mojej mamy: „Mamo masz trzydziestoletnią córkę”, a ona mi odpowiadała, że „jeszcze nie, jeszcze nie”. Uwielbiam siebie teraz i czuję się spełnioną kobietą. Jestem z siebie dumna, z tych 11 lat po maturze. Studiowałam, pracowałam, spełniałam marzenia. Jestem bardzo szczęśliwa. Mój ślub był cudownym zwieńczeniem tego. Nie wyobrażałam sobie piękniejszego prezentu. 22 czerwca miałam urodziny, które świętowałam w Krakowie z dziewczynami. Wyprawiły mi wtedy wieczór panieński, a już dwa tygodnie później wyszłam za mąż za Wojtka. Dla mnie to zamknięcie i otwarcie nowego rozdziału.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Paulina Krupińska w szczerej rozmowie o macierzyństwie!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Małgorzata i Radosław Majdanowie o tym, czego nauczyli się o sobie dzięki podróżom! Zobacz ich niezwykłe zdjęcia z Izraela!