Są symbolem mądrości i siły. Od tysięcy lat budzą podziw. Badacze wciąż odkrywają kolejne dowody niezwykłej inteligencji tych zwierzą
W wielu miejscach świata wystarczy jeden krok słonia, by zatrzymać ruch uliczny i przypomnieć, kto był tu pierwszy. Od wieków zwierzę to symbolizuje mądrość, pamięć i siłę, ale coraz częściej samo potrzebuje ochrony. Historia słoni jest opowieścią o zachwycie, szacunku, wykorzystywaniu i odpowiedzialności.

Na Sri Lance, w Indiach, Botswanie czy Tajlandii zdarzają się sytuacje, które dla Europejczyka mogą wydawać się niezwykłe. Samochody zatrzymują się, motocykliści gaszą silniki, kierowcy cierpliwie czekają. Powód? Na drogę wyszło stado słoni. Nie ma klaksonów ani nerwowego wymuszania pierwszeństwa. To człowiek ustępuje miejsca zwierzęciu. Dla mieszkańców wielu regionów świata nie jest to wyłącznie kwestia bezpieczeństwa. To rodzaj niepisanej umowy z naturą. Słonie były tutaj długo przed powstaniem asfaltowych dróg, kurortów i restauracji. Kiedy więc przechodzą, świat na chwilę się zatrzymuje.
W Parku Narodowym Chobe w Botswanie, gdzie żyje jedna z największych populacji słoni na świecie, zwierzęta jako pierwsze korzystają z wodopojów i szlaków wędrówek. Turyści oraz przewodnicy dostosowują swoje plany do ruchów stad, zachowując bezpieczny dystans i respektując ich pierwszeństwo. Nikt ich nie przegania, nie popędza. Współistnienie nie zawsze jest łatwe. W tajskich wioskach położonych przy parkach narodowych słonie potrafią nocą odwiedzać gospodarstwa, sklepy czy restauracje. Miejscowi opowiadają o prawdziwych smakoszach, którzy bardziej od leśnych roślin cenią cukier, owoce, worki ryżu czy paczki makaronu. Niektóre nauczyły się nawet obserwować strażników. Gdy patrol odjedzie, wracają po kolejną przekąskę.
Na Sri Lance przez lata sławą cieszyły się dwa słonie – Raja i Roger. Znały ruch samochodów tak dobrze, że ustawiały się przy drodze i cierpliwie czekały na przejeżdżających kierowców. Ci wiedzieli, że spotkanie ze słoniem często kończy się wręczeniem kilku bananów albo kawałka arbuza. Trudno powiedzieć, kto kogo wtedy tresował.

One pamiętają
„Słoń nigdy nie zapomina” – to jedno z tych powiedzeń, które brzmią jak legenda, ale mają naukowe podstawy. Badacze od lat odkrywają kolejne dowody niezwykłej inteligencji tych zwierząt. Słonie przechodzą test lustra, czyli rozpoznają własne odbicie, komunikują się za pomocą infradźwięków niesłyszalnych dla człowieka i potrafią zapamiętać położenie odległych źródeł wody nawet po wielu latach. Dzięki komunikacji na duże odległości utrzymują kontakt między członkami stada i skutecznie odnajdują swoje małe, zagubione słoniątka.
Najbardziej fascynujące są jednak ich relacje społeczne. Stadem kieruje najstarsza samica. To ona przechowuje pamięć rodziny – zna szlaki migracyjne, miejsca schronienia i bezpieczne przejścia przez wyschnięte tereny. Od jej doświadczenia może zależeć los całej grupy.
A ich zachowania przypominające żałobę? Słonie wracają do miejsc, gdzie zmarli członkowie stada, dotykają ich kości trąbami, zatrzymują się na dłużej. Nie wiemy dokładnie, co wtedy odczuwają. Wiemy jednak, że niewiele gatunków okazuje tak silne przywiązanie do swoich bliskich. Może właśnie dlatego ludzie od tysięcy lat przypisują słoniom mądrość. Nie dlatego, że są największe. Dlatego, że przypominają nam coś bardzo ludzkiego.

Święte olbrzymy
W Indiach trudno znaleźć zwierzę bardziej obecne w kulturze niż słoń. Jego wizerunek pojawia się w świątyniach, na obrazach, w poezji i codziennym życiu. Miliony ludzi modlą się do Ganeśy – boga z głową słonia, patrona wiedzy, mądrości i pomyślności. Jego figurki stoją niemal wszędzie, a wierni proszą go o usuwanie przeszkód z ludzkiej drogi. Przez stulecia obecność słonia podczas ceremonii religijnych była oznaką szczególnego błogosławieństwa. W Kerali do dziś można zobaczyć zwierzęta uroczyście przystrajane złotymi ozdobami, kwiatami i ceremonialnymi parasolami.
Słonie to odwieczny symbol władzy. Królowie i maharadżowie mierzyli prestiż nie tylko wielkością armii, ale także liczbą posiadanych słoni. Potęga połączona ze spokojem budziła większy respekt niż agresja.
W przeciwieństwie do lwa czy tygrysa słoń nie jest drapieżnikiem, lecz roślinożercą. Jego pozycja wśród zwierząt nie wynika z polowania. Ale z wielkości, pewności siebie, olbrzymiej siły. W Tajlandii niezwykle rzadki w naturze biały słoń od wieków symbolizuje monarchię, dobrobyt i pomyślność państwa. W wielu społecznościach Afryki słoń stał się symbolem odpowiedzialnego przywództwa i mądrości starszyzny.

Cień tradycji
Słonie nas zmieniają. Wraz ze wzrostem wiedzy o ich potrzebach powoli zmieniają się również nasze obyczaje, kultura i turystyka. Coraz głośniej mówi się o granicy między tradycją a wykorzystywaniem zwierząt. Dotyczy to zwłaszcza słoni uczestniczących w paradach religijnych, ślubach, politycznych wiecach czy ulicznych pokazach. Jeszcze niedawno dla wielu mieszkańców Indii widok słonia „błogosławiącego przechodniów” był czymś naturalnym. Zwierzę podnosiło trąbę nad głową człowieka, a opiekun zbierał datki. Dziś coraz więcej organizacji zajmujących się dobrostanem zwierząt pyta, czy świętość można pogodzić z wielogodzinnym staniem na rozgrzanym asfalcie, hałasem petard, tłumem ludzi i ciężkimi łańcuchami.
Słonie są także wynajmowane na świąteczne parady. Do ich udziału przygotowują się całe społeczności, a najbardziej prestiżowe zwierzęta osiągają zawrotne stawki wynajmu. Coraz częściej pojawia się jednak pytanie: Czy nawet oswojone słonie powinny uczestniczyć w wydarzeniach pełnych huku, świateł i tłumu ludzi? Czy jest to świat stworzony dla słonia?

Jeszcze bardziej zmieniło się podejście do turystycznych przejażdżek na słoniach. Dwie dekady temu były jedną z największych atrakcji Azji. Dziś coraz częściej uznaje się je za symbol przestarzałego myślenia o relacjach człowieka ze zwierzętami. Zmieniło się nawet pytanie zadawane przez turystów. Kiedyś brzmiało: Gdzie można przejechać się na słoniu? Coraz częściej brzmi: Gdzie można zobaczyć słonie żyjące tak, jak powinny? A to oznacza duże, otwarte przestrzenie i towarzystwo innych słoni.
Turystyka etyczna z trudem, ale konsekwentnie toruje sobie drogę. Coraz więcej ludzi zwraca uwagę na warunki panujące w ośrodkach ratunkowych i rehabilitacyjnych. Najlepiej jest wtedy, gdy pozostajemy jedynie obserwatorami, a zwierzęta nie są zmuszane do kontaktu z człowiekiem.
Pracownicy i wolontariusze takich placówek robią, co mogą, by pomóc słoniom wrócić do zdrowia i – jeśli to możliwe – do życia na wolności. Młode, które straciły matki, otrzymują czułą opiekę oraz towarzystwo innych słoni. Potrzebują bowiem wsparcia i obecności rówieśników, podobnie jak ludzie. Ranne zwierzęta są leczone, przechodzą rehabilitację, a niekiedy korzystają z nowoczesnych metod terapii, jak laseroterapia czy hydroterapia.
Wolny Raju
Kilka lat temu świat obiegła historia słonia o imieniu Raju. Przez wiele lat był wykorzystywany do zarabiania pieniędzy w stanie Uttar Pradesh w Indiach. W 2014 roku organizacja Wildlife SOS przeprowadziła nocną akcję ratunkową i odebrała go właścicielowi. Pięćdziesięcioletni wówczas olbrzym trafił do specjalistycznego ośrodka ratunkowego. Wydawało się, że najgorsze ma już za sobą. Tymczasem jego właściciel pozwał organizację do sądu, twierdząc, że słoń jest jego własnością, i domagając się zwrotu zwierzęcia.
W obronę Raju zaangażowały się setki tysięcy ludzi. Pod koniec 2014 roku indyjski sąd wydał przełomowe orzeczenie, które czyniło z Raju wolnego osobnika i pozwoliło mu pozostać pod opieką organizacji ratunkowej. Dziś mieszka w Centrum Ochrony i Pielęgnacji Słoni Wildlife SOS w Mathurze, w Indiach. Przeszedł leczenie, przytył, odzyskał siły. Uwielbia świeże owoce, zabawę wielkimi oponami i kąpiele w basenie. Co najważniejsze – ponownie zaufał ludziom i zaprzyjaźnił się z innymi słoniami.
Jego historia stała się impulsem do szerszej debaty o prawach słoni w Indiach. Zresztą nie tylko Raju doczekał się sądowej batalii o swoje prawa. W Stanach Zjednoczonych głośna była sprawa słonicy Happy z zoo na Bronxie w Nowym Jorku. Organizacja Nonhuman Rights Project, która „reprezentowała” słonicę, argumentowała, że zwierzę powinno mieć możliwość życia w rezerwacie, gdzie mogłoby samodzielnie podejmować decyzje dotyczące codziennego funkcjonowania i kontaktów społecznych. Sprawa wywołała międzynarodową dyskusję o tym, jak daleko powinny sięgać prawa, nawet najbardziej inteligentnych zwierząt. I czy można je traktować jako osoby prawne. Na razie Happy została w zoo.

Strażnicy świata
Słonie są ważne nie tylko dlatego, że budzą emocje. Biolodzy nazywają je architektami ekosystemów. Rozsiewają nasiona na ogromnych odległościach, tworzą przejścia przez zarośla i pomagają utrzymywać różnorodność biologiczną. Gdy kopią w poszukiwaniu wody, korzystają z tego dziesiątki innych gatunków. Tam, gdzie znikają słonie, zmienia się cały krajobraz.
Jednocześnie ich własny świat kurczy się z roku na rok. Drogi, linie kolejowe, miasta i plantacje przecinają odwieczne szlaki migracyjne.
Najnowsze badania pokazują, że jednym z największych wyzwań staje się dziś izolowanie poszczególnych populacji słoni. Naukowcy ostrzegają, że odcinanie stad od tradycyjnych tras migracyjnych może prowadzić do problemów genetycznych i osłabienia całych populacji. Dlatego coraz większą wagę przywiązuje się do tworzenia korytarzy ekologicznych pozwalających zwierzętom bezpiecznie przemieszczać się między obszarami chronionymi.
Pytanie o słonie jest w gruncie rzeczy pytaniem o nas samych. O to, jak traktujemy istoty, które potrafią pamiętać, cierpieć, tworzyć rodzinne więzi i niczym ludzie przeżywać stratę. Kiedy więc na drodze pojawia się stado słoni, a ludzie cierpliwie czekają, dzieje się coś więcej niż zwykłe zatrzymanie ruchu. To krótka lekcja pokory. I szacunku. Chwila, w której człowiek przypomina sobie, że nie jest jedynym gospodarzem tej planety. Być może właśnie tego od tysięcy lat próbują nas nauczyć słonie.
Tekst AGNIESZKA DAJBOR
