Opera w kamieniołomie, musical na jeziorze i rock pod gwiazdami. Tak wygląda muzyczne lato w Austrii
Plenerowe festiwale zdobywają serca publiczności. Zamiast dusznych sal koncertowych wybieramy pływające sceny, zamkowe ogrody i gwieździste niebo. Ale dzisiaj to coś więcej niż moda. Szum wiatru, spektakularne zachody słońca i otwarta przestrzeń sprawiają, że dźwięki brzmią inaczej, a emocje trafiają głębiej. To już nie tylko event, lecz zmysłowe doświadczenie. Ruszamy w teren!

- Elżbieta Pawełek
Plenerowe festiwale zdobywają serca publiczności. Zamiast dusznych sal koncertowych wybieramy pływające sceny, zamkowe ogrody i rozgwieżdżone niebo. Dziś to jednak coś więcej niż sezonowa moda. Szum wiatru, spektakularne zachody słońca i otwarta przestrzeń sprawiają, że dźwięki brzmią inaczej, a emocje trafiają głębiej. To już nie tylko koncert czy spektakl, lecz zmysłowe doświadczenie. Ruszamy w teren!
Austria zamienia krajobrazy w monumentalne sceny
W tej sztuce przodują Austriacy, którzy są mistrzami łączenia wysokiej kultury z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Austria, słynąca z klasycznej elegancji Wiednia i Salzburga, latem wykorzystuje naturę jako monumentalne tło dla jednych z największych widowisk muzycznych w Europie.
Nie trzeba być znawcą opery, aby dobrze się bawić. Wystarczy wyobrazić sobie teatr, który opuszcza duszne, aksamitne sale. Zamiast kandelabrów zapalają się gwiazdy, a tradycyjne dekoracje zastępują gigantyczne formacje skalne, lustro jeziora albo kontury XIX-wiecznego zamku.
Szampan na trawie i wielka muzyka. Tak wygląda wieczór w Grafenegg
Być tu to duże przeżycie. Jednym z najbardziej miłych zwyczajów festiwalowych w Grafenegg jest piknik w trzystuletnim parku otaczającym bajkowy zamek, przed wieczornym koncertem. Goście w eleganckich strojach, często w wieczorowych sukniach i smokingach, ale i w tradycyjnych austriackich Trachten, rozkładają na trawie kocyki, kosze piknikowe, wyciągają kieliszki do szampana i lokalne wina z pobliskiego regionu Kamptal.
Mówi się, że muzycy słynnych orkiestr, np. Wiener Philharmoniker, zanim wyjdą na scenę, potajemnie spoglądają z okien zamku na park, by podejrzeć… co dzisiaj fani muzyki mają w koszykach piknikowych. Często zdarza się, że sam dyrygent po próbie generalnej dołącza na chwilę do piknikujących w parku melomanów! A potem koncert! Grafenegg stawia na bogaty cykl koncertów plenerowych pod nowoczesną budowlą operową, wyniośle nazwaną „Basztą Chmur” (Wolkenturm). Głównym akcentem sezonu są wybitne orkiestry symfoniczne z całego świata oraz występy gwiazd opery, takich jak polski tenor Piotr Beczała (16 sierpnia) czy słynna amerykańska śpiewaczka Joyce DiDonato (15 sierpnia).

Zanim jednak nad zielonymi łąkami Grafenegg wyrosła stalowo-betonowa „Baszta Chmur”, a park wypełnił się dźwiękami wiolonczel, uwaga skupiała się na zamku. Przeszedł on niezwykłą ewolucję – od średniowiecznej twierdzy, przez bajkowy kaprys w stylu neogotyku, aż po… miejsce stacjonowania wojsk radzieckich i odrodził się dzięki pasji jednego człowieka. Zamek Grafenegg, który dziś możemy zwiedzać, jest dziełem hrabiego Augusta Ferdynanda Brunnera, który w XIX w. podczas podróży po Anglii zakochał się w tamtejszych romantycznych zamkach tudorowskich i neogotyckich rezydencjach.
Po powrocie do Dolnej Austrii postanowił przenieść brytyjski sen na własne włości i zlecił przebudowę skromnej twierdzy, żądając m.in. fantazyjnych wieżyczek i wykuszy, ozdobnych kominów i fosy, w której miały się malowniczo odbijać strzeliste mury. Był tak drobiazgowy, że sam szkicował detale architektoniczne. Gdy rzemieślnicy twierdzili, że łuki są zbyt skomplikowane jak na lokalny kamień, mówił, że w Grafenegg nie ma rzeczy niemożliwych…
Futurystyczna scena miała zniszczyć park. Dziś jest jego symbolem
Historia Zamku Grafenegg to nie tylko bajkowa sielanka. Po II wojnie światowej, w latach 1945–1955, Austria została podzielona na strefy okupacyjne, a Grafenegg trafił w ręce armii radzieckiej. Zamek został zdewastowany, zabytkowe meble posłużyły za opał, podobnie jak część zbiorów bibliotecznych, jak mówi nasz przewodnik. W jednej z reprezentacyjnych sal żołnierze urządzili sobie stajnię dla koni. W innej stał potężny, zabytkowy fortepian koncertowy, który ocalał tylko dlatego, że jeden z radzieckich dowódców okazał się miłośnikiem muzyki klasycznej i wieczorami dla swoich żołnierzy grywał na nim utwory Czajkowskiego… Instrument przetrwał, stanowiąc cichą zapowiedź muzycznej przyszłości zamku.
Ostatecznie zamek udało się wydźwignąć z ruiny, ale przełom nastąpił na początku XXI w., kiedy światowej sławy pianista Rudolf Buchbinder szukał idealnego miejsca na międzynarodowy festiwal muzyki symfonicznej. Kiedy jednak powstał projekt nowoczesnej, futurystycznej estrady koncertowej, pod nazwą „Baszta Chmur”, wielu tradycjonalistów złapało się za głowy. Mówiono, że jej stalowa konstrukcja zeszpeci zabytkowy park i zniszczy zamkowy klimat. Ale gdy w 2007 r. po raz pierwszy orkiestra zagrała pod „Basztą Chmur”, a dźwięk odbijający się od stalowego dachu okazał się perfekcyjny akustycznie, przeciwnicy zamilkli. Dziś nikt już nie wyobraża sobie Grafenegg bez połączenia XIX-wiecznego romantyzmu z XXI-wieczną awangardą. A słuchanie dzieł Mahlera czy Beethovena przy lampce lokalnego Grüner Veltlinera, gdy tłem dla orkiestry są stuletnie drzewa i podświetlone mury zamku, to magia.

Scena wyrasta z jeziora. Tutaj musicale ogląda sześć tysięcy osób
Z Grafenegg docieramy nad Jezioro Neusiedler (Neusiedler See), w regionie Burgenland, tuż przy granicy z Węgrami. Trudno opisać nasze zdziwienie, gdy dosłownie wśród bujnych trzcinowisk, falujących nad wodą, naszym oczom ukazała się Seefestspiele Mörbisch, jedna z największych światowych scen na wodzie. Z ogromnej widowni dla ponad 6 000 spoglądamy na scenę umieszczoną na tafli jeziora. Niesamowity spektakl rusza o zachodzie słońca, kiedy woda staje się naturalnym przedłużeniem dekoracji – odbijają się w niej tysiące reflektorów, a w scenach pełnych rozmachu na plan wjeżdżają prawdziwe łodzie, statki, a czasem nawet wyłaniają się z wody ruchome pomosty.
Mörbisch przez dekady było kojarzone z tradycyjną operetką i dziełami choćby Johanna Straussa, lecz w ostatnich latach z powodzeniem otwiera się na wielkie widowiska musicalowe. Spektakle imponują rozmachem, to niesamowite inscenizacje z setkami aktorów, tancerzy, pirotechniką i orkiestrą na żywo, której dźwięk roznosi się po jeziorze. Po sukcesach gigantycznych musicali z ostatnich lat, takich jak „Mamma Mia!” czy „My Fair Lady”, na pływającej scenie w Mörbisch hitem tego sezonu jest słynny broadwayowski musical „Klatka szaleńców”, oparty na sztuce Jeana Poireta. Jeśli uda się wam dostać bilety, spodziewajcie się oszałamiającej feerii barw, pięknych kostiumów, obłędnej choreografii i widowiskowych efektów wodno-świetlnych, z których słynie ta scena.

„Tosca” między skałami. Ta opera nie potrzebuje teatralnych dekoracji
Zaledwie kilkanaście minut drogi od jeziora, w St. Margarethen, w krajobrazie nagle pojawia się monumentalna wyrwa w ziemi. To jeden z najstarszych i najbardziej fascynujących kamieniołomów w Europie , z którego kamień wydobywano już 2000 lat temu. Wapień z tego miejsca posłużył m.in. do budowy rzymskiego miasta Carnuntum oraz słynnej Katedry św. Szczepana w Wiedniu. Cały teren ze względu na swoje walory historyczne i przyrodnicze został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że na dnie tego antycznego rzymskiego kamieniołomu powstała „Opera w kamieniołomie” (Oper im Steinbruch).
Surowe, pionowe ściany wapienne o wysokości ponad 40 metrów tworzą scenerię, której żaden architekt teatralny nie mógłby zrobić. Jest to największa naturalna scena w Europie ze sceną liczącą 7000 m² . Naturalna akustyka wapiennych skał w połączeniu z najnowocześniejszymi systemami nagłośnienia daje niesamowite wrażenia słuchowe. Gdy cichnie gwar dnia, gigantyczne ściany rzymskiego kamieniołomu stają się tłem dla najsłynniejszych miłosnych tragedii. Każdego lata jest wystawiane tylko jedno wielkie dzieło operowe, najczęściej klasyka gatunku, idealnie pasujące do monumentalnej przestrzeni, np. „Aida”, „Nabucco”, „Carmen”, „Czarodziejski flet” czy „Turandot” . W tym roku króluje tu słynna operowa heroina Pucciniego -Tosca. Wyobraźcie sobie nocne niebo zamiast sufitu, monumentalne skały dawnego kamieniołomu zamiast tekturowych dekoracji i porywającą muzykę Pucciniego rozbrzmiewającą w powietrzu. Opera nie musi być wcale zamknięta w sztywnych murach teatru. A tam, gdzie sztuka i wakacyjny luz tworzą scenę dla wielkich widowisk, są też wielkie przeżycia.

Z eleganckiego pikniku prosto pod scenę pełną ognia
Aby obraz plenerowych scen nie był zbyt idylliczny, nie kojarzył się tylko wiekowym parkiem i drogim szampanem, wystarczy przejechać kilkadziesiąt kilometrów na północ, by trafić w inny świat. Tuż obok Jeziora Neusiedler i majestatycznych scen Mörbisch czy St. Margarethen, w pobliskim Nickelsdorfie co roku wyrasta gigantyczne miasteczko z płótna i stali. Odbywa się tutaj Nova Rock Festival, jedna z największych imprez muzyki rockowej i metalowej w tej części Europy.
Jeszcze niedawno podziwialiśmy panie w wieczorowych sukniach, sączące Grüner Veltlinera, słuchające arii z „Toski”, teraz mieszamy się z wielotysięcznym tłumem fanów rocka w glanach i skórzanych kurtkach, wznoszących w górę kufle z piwem przy dźwięku ryczących gitar. Zamiast zaś subtelnego światła reflektorów odbijającego się w wodzie – na scenie, z której spływa głośna muzyka, pojawia się ściana ognia. Nieważne czy grany jest rock, metal, punk czy hip-hop, wszyscy się świetnie bawią. Miejscowi z uśmiechem opowiadali nam o melomanach, którzy potrafili bawić się tu przy dźwiękach „Metalliki” czy „The Cure”, by następnego dnia po zmianie T-shirtu na elegancką koszulę, udać się na zamkowy koncert symfoniczny. Tak wygląda lato muzyczne w plenerze, potrafi nas zauroczyć operowym sopranem, a chwilę później porwać rockowym szaleństwem.
