Po kilku krótkich wyjazdach mam już swój system. Najpierw wybieram plecak dopasowany do limitów linii lotniczych, później planuję ubrania jako gotowe stylizacje, przelewam kosmetyki do miniaturowych opakowań i pakuję wszystko pionowo. Dzięki kilku prostym trikom nawet niewielki bagaż podręczny potrafi pomieścić zaskakująco dużo.

WIDEO

player placeholder

Dobry plecak do samolotu to połowa sukcesu

Przy city breaku wybór bagażu ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Zamiast zwykłego miejskiego plecaka wolę model zaprojektowany jako bagaż podręczny – przede wszystkim dlatego, że jego bryła lepiej wykorzystuje dopuszczalne wymiary.

Najlepiej by miał dużą komorę główną z pasami przytrzymującymi zawartość, osobną kieszeń na laptopa, przednią kieszeń na rzeczy, które chcemy mieć szybko pod ręką, oraz dwie boczne kieszenie. Jeśli do tego będzie miał pasy kompresyjne, to już rewelacja.

Zobacz także:
Wings pl;ecak

Wielofunkcyjny plecak poszerzany Skylark, Wings, 249 zł. Ma pojemność aż 30,5 l. Ma wymiary ok. 42 × 27 × 20 cm, z możliwością poszerzenia o dodatkowe 7 cm, a do tego osobną kieszeń na laptopa 15,6", wodoodporny materiał i pas pozwalający zamocować plecak na rączce walizki. Dużym plusem są też regulowane, miękkie szelki z pasem piersiowym oraz dobrze podzielone wnętrze, które ułatwia spakowanie ubrań, dokumentów i elektroniki. Bez poszerzenia idealnie spełnia rygorystyczne limity najpopularniejszych linii lotniczych Wizzair i Ryanair.

Plecak ma też tę przewagę nad małą walizką na kółkach, że est miękki. Jeśli nie wypchamy go do granic możliwości, łatwiej dopasować go do przestrzeni pod siedzeniem.

Co pakuję na trzydniowy city break?

Największym błędem jest pakowanie pojedynczych ubrań bez zastanowienia, czy rzeczywiście da się je ze sobą połączyć. Ja zaczynam od gotowych zestawów.

Na trzydniowy city break spokojnie wystarczą mi:

  • 2 T-shirty lub topy,
  • 1 koszula,
  • 1 para spodni,
  • 1 spódnica albo druga para lekkich spodni,
  • 1 cienki sweter lub kardigan,
  • bielizna na każdy dzień,
  • 3 pary skarpetek,
  • piżama,
  • lekka kurtka lub marynarka.

Najcięższe rzeczy zakładam na siebie do samolotu. Jeansy, sneakersy, marynarka czy grubszy sweter nie muszą zajmować miejsca w plecaku, jeśli można w nich podróżować.

Trzymam się też jednej palety kolorystycznej. Jeśli dół, góra i warstwa wierzchnia pasują do siebie nawzajem, z kilku rzeczy można stworzyć więcej zestawów. Czarny, biały, denim, beż czy granat są tutaj najłatwiejsze.

Drugiej pary butów staram się nie zabierać. Na city break, podczas którego większość dnia spędzam na chodzeniu, wygodne sneakersy naprawdę wystarczą. A jeśli już je biorę, to raczej dość miękkie, które łatwo spakować do plecaka.

Kosmetyki przelewam do małych pojemników

Kosmetyczka potrafi zabrać zaskakująco dużo miejsca, szczególnie jeśli wrzucimy do niej pełnowymiarowy szampon, żel pod prysznic, krem i kilka produktów do makijażu. Na krótki wyjazd nie ma to większego sensu.

Dlategp szampon, odżywkę, żel do mycia czy płyn do demakijażu przelewam do małych pojemników podróżnych. Jeszcze lepiej sprawdzają się próbki kosmetyków, które często leżą miesiącami w szufladzie. City break jest idealnym momentem, żeby w końcu je wykorzystać. Podobnie robię z pielęgnacją. Zamiast zabierać całe opakowanie kremu czy maski, przekładam porcję produktu do małego zakręcanego pojemniczka.

Makijaż też ograniczam do minimum: korektor, kremowy róż, tusz do rzęs, produkt do brwi i pomadka zwykle wystarczą. Jeśli zabieram podkład, wybieram próbkę albo przelewam niewielką ilość do mniejszego opakowania. A jeśli moja skóra nie ma akurat żadnych problemów, do malowania nie pakuję nic.

Plecak pakuję pionowo, a nie warstwami

To jeden z trików, który zrobił u mnie największą różnicę. Zamiast układać ubrania jedno na drugim, składam je w niewielkie prostokąty i ustawiam pionowo. Dzięki temu po otwarciu plecaka widzę praktycznie wszystkie rzeczy naraz i nie muszę wyjmować połowy zawartości, żeby dostać się do koszulki znajdującej się na samym dole.

Pionowe pakowanie dobrze sprawdza się szczególnie przy T-shirtach, topach, lekkich spodniach, piżamie czy bieliźnie. Cięższe rzeczy umieszczam bliżej pleców. To poprawia rozłożenie ciężaru i sprawia, że pełny plecak wygodniej się nosi.

Zwijam tylko te ubrania, które się nie gniotą

Rolowanie wszystkich ubrań nie zawsze oszczędza miejsce i nie przy każdym materiale ma sens. Dobrze sprawdza się przy rzeczach miękkich i elastycznych, które po rozwinięciu szybko wracają do formy. T-shirty, topy, legginsy, bieliznę, piżamę czy cienkie dzianiny można spokojnie zwinąć w ciasne rulony. Dzięki temu łatwo wypełnić nimi węższe przestrzenie w plecaku, na przykład po bokach komory głównej albo między większymi elementami garderoby.

Inaczej traktuję koszule, marynarki czy materiałowe spodnie. Te składam płasko, najlepiej wzdłuż naturalnych linii materiału, żeby ograniczyć liczbę zagnieceń. Jeśli zabieram coś bardziej podatnego na gniecenie, układam to na samej górze plecaka, a nie pod cięższymi rzeczami.

Dobrym kompromisem są małe organizery do bagażu. Jeden może pomieścić T-shirty i bieliznę, drugi ubrania „na wieczór”, a trzeci drobiazgi. Dzięki temu po pierwszym dniu nie trzeba wyciągać połowy zawartości plecaka, żeby znaleźć jedną rzecz.

Warto też pamiętać, że same organizery mają różną wagę. Przy małym bagażu podręcznym lepiej wybierać cienkie, miękkie modele niż ciężkie, sztywne kostki, które zabierają cenną przestrzeń. Te drugie sprawdzą się świetnie w klasycznych walizkach.

Wykorzystuję każde wolne miejsce w bagażu podręcznym

Przy małym bagażu puste przestrzenie są luksusem. Zamiast patrzeć na plecak jak na jedną dużą komorę, wykorzystuję wszystkie jego zakamarki.

Skarpetki i bieliznę można włożyć do butów, jeśli zabieramy drugą parę. Kabel od ładowarki, przejściówkę czy powerbank najlepiej schować do bocznej albo przedniej kieszeni. Cienki pasek można ułożyć wzdłuż ścianki plecaka, a drobne kosmetyki umieścić między ubraniami. Jeśli zabieram biżuterię, pakuję ją do małego woreczka strunowego albo etui wielkości portfela. Nie ma sensu poświęcać na nią osobnej dużej kosmetyczki.

Podobnie z kosmetykami. Sztywne kuferki wyglądają ładnie, ale przy city breaku zajmują za dużo miejsca. Miękka saszetka dopasuje się do kształtu zawartości plecaka i łatwiej wsunąć ją między ubrania.

Nie pakuję rzeczy „na wszelki wypadek”

To najprostsza zasada, ale zwykle najtrudniejsza do przestrzegania. Drugi sweter „gdyby było zimno”, eleganckie buty „gdybyśmy gdzieś wyszli”, dodatkowe spodnie „gdybym zmieniła zdanie” i kolejna sukienka „na wszelki wypadek” bardzo szybko potrafią zająć połowę bagażu. Przed spakowaniem każdej rzeczy zadaję sobie jedno pytanie: czy wiem, kiedy ją założę? Jeśli mam konkretną odpowiedź, rzecz jedzie ze mną. Jeśli pojawia się „może”, najczęściej zostaje w domu.

Pomaga też planowanie stylizacji z wyprzedzeniem. Na trzydniowy city break wystarczą trzy główne zestawy, ale nie muszą to być trzy komplety różnych ubrań. Jedne spodnie mogą pasować do dwóch topów, koszula może być noszona samodzielnie albo jako warstwa wierzchnia, a ten sam sweter sprawdzi się zarówno wieczorem, jak i w samolocie. Im więcej rzeczy można ze sobą łączyć, tym mniej trzeba spakować.

Sprawdzam pogodę dzień lub dwa przed wyjazdem

Prognoza sprawdzana tydzień wcześniej potrafi bardziej zaszkodzić niż pomóc, bo na jej podstawie łatwo dorzucić do plecaka kilka rzeczy, które później okazują się zupełnie zbędne. Ostateczną wersję bagażu przygotowuję na podstawie możliwie świeżej prognozy. Patrzę nie tylko na maksymalną temperaturę w ciągu dnia, ale też na temperaturę rano i wieczorem, ryzyko opadów oraz wiatr.

Jeśli w dzień ma być 22 stopnie, ale wieczorem 12, bardziej przyda się cienki sweter i lekka kurtka niż dodatkowy letni top. Jeśli zapowiadany jest przelotny deszcz, wybieram lekką kurtkę przeciwdeszczową zamiast ciężkiego płaszcza. Na wszelki wypadek wolę mieć jedną warstwę, którą można dołożyć do każdej stylizacji, niż kilka ciężkich ubrań pełniących podobną funkcję.

Przed samym wyjazdem sprawdzam prognozę jeszcze raz. To wtedy najłatwiej zdecydować, czy parasol naprawdę jest potrzebny albo czy można zostawić w domu grubszy sweter.

Dokumenty i elektronikę trzymam w łatwo dostępnych kieszeniach

Dowód lub paszport, telefon, powerbank, słuchawki i kable to rzeczy, do których podczas podróży można potrzebować dostępu kilka razy. Dlatego nigdy nie wkładam ich między ubrania na dno plecaka.

W dobrze zaprojektowanym plecaku przednią kieszeń można wykorzystać na dokumenty, telefon czy portfel, a osobną przegrodę na laptopa lub tablet. Dzięki temu przy kontroli bezpieczeństwa albo przy boardingu nie trzeba przekopywać całej zawartości bagażu.

Elektronikę pakuję też w jednym miejscu. Kabel do telefonu, ładowarka, powerbank i ewentualna przejściówka trafiają do małej saszetki. To prosty trik, ale oszczędza sporo czasu, szczególnie gdy trzeba szybko znaleźć ładowarkę na lotnisku.

Podobnie robię z kosmetykami płynnymi. Trzymam je razem, najlepiej blisko zamka, żeby w razie potrzeby łatwo je wyjąć podczas kontroli.

Warto też pamiętać o jednym: dokumentów, telefonu i najważniejszych rzeczy nie pakuję do miejsca, do którego nie mam dostępu bez zdejmowania całego plecaka. Najbardziej praktyczna jest kieszeń, którą można otworzyć w kilka sekund.

Te trzy rzeczy zawsze zabieram do samolotu

Nawet jeśli lecę tylko na krótki city break i pakuję się bardzo oszczędnie, są trzy rzeczy, z których nie rezygnuję: składana butelka na wodę, mała poduszka podróżna i dobre słuchawki. Każda zajmuje niewiele miejsca, a w praktyce potrafi zdecydowanie poprawić komfort lotu.

Składana butelka na wodę oszczędza miejsce

Najbardziej praktyczna jest miękka, silikonowa butelka, którą można złożyć po opróżnieniu. Przez kontrolę bezpieczeństwa przechodzę z pustą, a później napełniam ją przy źródełku albo dystrybutorze z wodą na lotnisku.

To szczególnie wygodne wtedy, gdy lecę tylko z małym bagażem podręcznym. Klasyczna butelka zajmuje tyle samo miejsca niezależnie od tego, czy jest pełna, czy pusta. Składana po wypiciu wody potrafi zmniejszyć się do rozmiaru niewielkiego kubka i można wsunąć ją do bocznej kieszeni plecaka.

Przy jej wyborze warto zwrócić uwagę na szczelne zamknięcie, szeroki wlew i pojemność około 500–700 ml. Taki rozmiar jest wystarczający na lot, a jednocześnie po napełnieniu nie robi się zbyt ciężki.

składana butelka do samolotu
 
Składana butelka na wodę BeastPink, GymBeam, 35,90 zł.

Mała poduszka podróżna przydaje się nie tylko podczas długich lotów

Przez długi czas wydawało mi się, że poduszka podróżna ma sens dopiero przy kilkugodzinnym locie. W praktyce doceniłam ją najbardziej podczas wczesnych porannych połączeń, opóźnień i czekania przy bramce. Do bagażu podręcznego najlepiej wybrać model dmuchany albo mocno kompresyjny. Po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca, a po napompowaniu podpiera kark i pozwala wygodniej oprzeć głowę.

Przy locie trwającym dwie czy trzy godziny nie chodzi nawet o pełny sen. Czasem wystarczy możliwość rozluźnienia szyi i oparcia głowy, żeby po lądowaniu nie czuć się tak zmęczonym.

Poduszka do samolotu

Poduszka podróżna z woreczkiem kompresyjnym, Wild Sale, 69,99 zł/Empik.pl

Dobre słuchawki to mój obowiązkowy element bagażu podręcznego

Słuchawki zabieram zawsze, nawet jeśli lot trwa tylko godzinę. Przydają się nie tylko do muzyki czy serialu, ale przede wszystkim pomagają odciąć się od ciągłego szumu w kabinie, rozmów i komunikatów.

Najwygodniejsze są dla mnie modele bezprzewodowe z aktywną redukcją hałasu, ale jeśli zależy nam na miejscu, małe słuchawki douszne będą najbardziej praktyczne. Przed wyjazdem warto też pobrać offline playlistę, podcast, audiobook albo kilka odcinków serialu, bo pokładowe Wi-Fi nie zawsze działa stabilnie.

Słuchawki Open Dots

Lekkie słuchawki OpenDots 2, Shokz, 849 zł.  Są lekkie, nie uciskają ucha jak klasyczne modele dokanałowe, a otwarta konstrukcja pozwala jednocześnie słuchać muzyki i zachować kontakt z otoczeniem. Przydają się więc nie tylko podczas lotu, ale też później podczas zwiedzania miasta czy przemieszczania się komunikacją.

Do słuchawek dokładam jeszcze mały powerbank i kabel do telefonu. Dzięki temu nie muszę oszczędzać baterii przez cały lot i mogę spokojnie korzystać z telefonu także po lądowaniu.

Te trzy rzeczy zajmują w plecaku mniej miejsca niż dodatkowa para butów, a podczas podróży wykorzystuję je znacznie częściej. Dlatego nawet przy bardzo minimalistycznym pakowaniu zawsze znajduję dla nich miejsce.