Aleksandra Leszczyńska 5 sierpnia 2016 15:15
1/6
Andrzej Lepper
Copyright @Piotr Małecki
1/6

5 lat temu zmarł Andrzej Lepper, jedna z najbardziej znanych, ale i kontrowersyjnych postaci polskiego życia publicznego. Był self-made manem, który swoją oszałamiającą karierę polityczną zaczął z przytupem - jako przywódca rolniczych protestów, podczas których wysypywał na tory zboże. Założył partię Samoobrona. Był posłem na Sejm w latach 2001-2007 oraz ministrem rolnictwa i rozwoju wsi i wicepremierem w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie Jarosława Kaczyńskiego. Zasłynął też jako uczestnik kilku afer korupcyjnych, oraz pamiętnej "Seksafery”. Niektórzy go nienawidzili, a inni doceniali za odwagę i bezkompromisowość. W 2001 roku udzielił VIVIE głośnego wywiadu, w którym Piotrowi Najsztubowi opowiedział między innymi o trudnym dzieciństwie, wierze i tym, że marzyła mu się... dyktatura. Z okazji rocznicy śmierci polityka przypominamy rozmowę, która przeszła do historii.

 

– Pa­nie An­drze­ju, VIVA! to jest ta­ka ga­ze­ta, w któ­rej czy­tel­nik mu­si zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie: ja­ki to na­praw­dę czło­wiek, a nie co obie­cu­je wy­bor­com. Więc...
Andrzej Lepper: Pre­mie­rem był­bym zde­cy­do­wa­nym. De­cy­zje po­dej­mo­wał­bym bar­dzo szyb­ko. Je­stem czło­wie­kiem, któ­ry wy­zna­je za­sa­dę (i mó­wię to na­szym dzia­ła­czom): ja mo­gę się na­wet my­lić, ale wa­hać się nie bę­dę ni­gdy. Abso­lut­nie. I dziś ta­ki pre­mier jest po­trzeb­ny.


– A mo­że jest po­trzeb­ny pre­mier, któ­ry bę­dzie wszyst­kich go­dził?
Andrzej Lepper: Ja na pew­no w ta­kiej ro­li sie­bie nie wi­dzę. Wi­dzę sie­bie w ro­li dyk­ta­tora, po­zy­tyw­ne­go dyk­ta­to­ra.


– Po­zy­tyw­ne­go?
Andrzej Lepper: No ta­kie­go, co na przy­kład nie za­bi­ja.

 

– A gdy­by Pan miał do wy­bo­ru funk­cje pre­zy­den­ta lub pre­mie­ra, to któ­rą by Pan wo­lał?
Andrzej Lepper: Wo­lał­bym coś ro­bić, a nie sie­dzieć w pa­ła­cu, a ro­bić mo­że pre­mier.


– A gdy­by zo­stał Pan ko­men­dan­tem głów­nym po­li­cji...
Andrzej Lepper: Przede wszyst­kim ko­men­dant ma ogra­ni­czo­ne moż­li­wości, bo po­li­cja jest bied­na. Co on mo­że? Jak bym chciał wszyst­kich po­li­cjan­tów, któ­rzy bio­rą ła­pów­ki na dro­dze, zwol­nić, to mi zo­sta­nie za ma­ło lu­dzi.


– To mógł­by Pan im le­piej pła­cić.
Andrzej Lepper: Trze­ba im le­piej pła­cić. Nie po­pie­ram te­go, że bio­rą ła­pów­ki, ale nie dzi­wię się im. Prze­cież za­ra­bia­ją 1300, 1500 zło­tych.


– Czy to mo­że uspra­wie­dli­wiać bra­nie ła­pó­wek?
Andrzej Lepper: Nie, ale... Trze­ba im do­brze za­pła­cić, a póź­niej... je­że­li by zno­wu bra­li, ka­rać bez­względ­nie.


– Ale ile mu­sie­li­by za­ra­biać, że­by ich ka­rać?
Andrzej Lepper: Mi­ni­mum so­cjal­ne na czte­ro­oso­bo­wą ro­dzi­nę ob­li­czo­ne w Mi­ni­ster­stwie Pra­cy – oko­ło 2500 zło­tych.


– A gdy­by Pan już był tym ko­men­dan­tem głów­nym, a zna­la­zł­by się ta­ki dru­gi Lep­per i za­blo­ko­wał­by centrum War­sza­wy?
Andrzej Lepper: Był­bym zde­cy­do­wa­ny. Trze­ba by by­ło po pro­stu od­blo­ko­wać. Ale na pew­no bym nie wy­dał roz­ka­zu strze­la­nia do lu­dzi. Na­wet ku­la­mi gu­mo­wy­mi czy pla­sti­ko­wy­mi.


– Jak Pan da so­bie ra­dę z no­wym wi­ze­run­kiem czło­wie­ka wła­dzy? Zmie­ni Pan styl?
Andrzej Lepper: Na­dal bę­dę krzy­czał. Te­raz jesz­cze głośniej z try­bu­ny sej­mo­wej. A na uli­ce też, jak trze­ba bę­dzie, to wyj­dę.


– Ma Pan mów­ni­cę sej­mo­wą, po co Pa­nu jesz­cze uli­ca?
Andrzej Lepper: Za­raz, za­raz. Zo­ba­czę, jak mój krzyk bę­dzie do­cho­dził do de­cy­den­tów.


– Ja­ki ma Pan bat na tę swo­ją dru­ży­nę, że­by nie zdra­dzi­ła?
Andrzej Lepper: Wiem, że bę­dą chcie­li mi ich pod­ku­pić. Po­wie­dzia­łem im na po­cząt­ku: „We­szliście do Sej­mu dzię­ki Lep­pe­ro­wi, wszy­scy to wie­cie. Mo­je jeż­dże­nie, bo ja pra­wie dwa ty­sią­ce spo­tkań od­by­łem. 200 ty­się­cy ki­lo­me­trów prze­je­cha­łem. Wy­si­łek nie­sa­mo­wi­ty, ale ja te­go chcia­łem. Lu­bię ta­kie ży­cie. Pa­mię­taj­cie, kto­kol­wiek zdra­dzi Sa­mo­obro­nę, to oso­biście do każ­de­go wy­bor­cy w wa­szym okrę­gu pój­dzie list z mo­im pod­pi­sem, że oszu­ka­łeś wy­bor­ców, zdra­dzi­łeś pro­gram Sa­mo­obro­ny”. To jest bat. I pro­szę bar­dzo, tłu­macz się przed ludź­mi, a to są lu­dzie z ma­łych mia­ste­czek i ze wsi, tam się nie ma gdzie scho­wać. Są­sie­dzi wszy­scy go oplu­ją tam od ra­zu.


– Czu­je Pan, że się zmie­nił?
Andrzej Lepper: Na pew­no. Je­stem czło­wie­kiem, któ­ry się ca­ły czas roz­wi­ja, a nie uwstecz­nia. In­ni się uwstecz­ni­li.


– Moż­na się roz­wi­jać w tym wie­ku? Mło­dy Pan prze­cież nie jest.
Andrzej Lepper: Mam 47 lat, sta­rusz­kiem nie je­stem. No, wi­dać po mnie, że chy­ba moż­na.


– Zmą­drzał Pan?
Andrzej Lepper: Głu­pi nie by­łem.

 

Polecamy też: Jarosław Kaczyński w VIVIE! o śmierci matki, brata, o przyjaciołach, swoich pasjach i marzeniach. Jedyny taki wywiad!

 

 

 

 

2/6
Andrzej Lepper
Copyright @Piotr Małecki
2/6

– Kie­dy Pan po­czuł, że jest po­li­ty­kiem?
Andrzej Lepper: Po­li­ty­ką in­te­re­so­wa­łem się już daw­niej. Nie kry­łem te­go, że by­łem dwa la­ta człon­kiem PZPR. Od naj­młod­szych lat bra­łem udział w  olim­pia­dach hi­sto­rycz­nych. W szko­le śred­niej też róż­ne olim­pia­dy, kon­kur­sy wy­gry­wa­łem: wie­dzy rol­ni­czej, po­li­tycz­nej i eko­no­micz­nej. By­łem chy­ba trzy­krot­nie na szcze­blu kra­jo­wym i  wo­je­wódz­kim.


– Da­le­ko Pan za­szedł w olim­pia­dzie hi­sto­rycz­nej?
Andrzej Lepper: Wo­je­wódz­kie olim­pia­dy wy­gry­wa­łem pra­wie wszyst­kie. W tej hi­sto­rycz­nej, pa­mię­tam – w Słup­sku to by­ło, by­łem chy­ba wte­dy w siód­mej czy ósmej kla­sie, by­łem w czo­łów­ce.


– Co Pa­na in­te­re­so­wa­ło w hi­sto­rii?
Andrzej Lepper: Dru­ga woj­na świa­to­wa. I hi­sto­ria Pol­ski.


– Ma Pan ja­kie­goś swo­je­go ulu­bio­ne­go bo­ha­te­ra w hi­sto­rii Pol­ski?
Andrzej Lepper: Na pew­no wiel­kim czło­wie­kiem był i Pił­sud­ski, i Dmow­ski. Na pew­no za­słu­gi dla Pol­ski miał Mi­ko­łaj­czyk. Z hi­sto­rii naj­now­szej – pew­ne po­su­nię­cia Gier­ka, cze­go też nie kry­ję, by­ły słusz­ne. Gdy­by moż­na to wszyst­ko tak ja­koś po­łą­czyć, z każ­de­go po tro­chu... A ta­kim głów­nym po­li­ty­kiem, od któ­re­go mo­gę się wie­le na­uczyć, to na pew­no był Char­les de Gaul­le.


– Wi­dzi Pan w hi­sto­rii Pol­ski ko­goś po­dob­ne­go do sie­bie?
Andrzej Lepper: Sze­lą nie je­stem. Pró­bu­ją ze mnie ro­bić Sze­lę, ale...


– To nie­zbyt chwa­leb­na po­stać.
Andrzej Lepper: No, nie­zbyt chwa­leb­na, ale też niech pan przy­zna, że zo­stał oszu­ka­ny przez hra­bio­stwo, szlach­tę.


– Jed­nak za­bi­jał.
Andrzej Lepper: No, za­bi­jał. Ja nie za­bi­jam.


– A do cze­go ma Pan ta­lent?
Andrzej Lepper: Do prze­ma­wia­nia. Lu­bię to bar­dzo. Tłum przede mną, krzy­czę, za­wie­szam głos, pau­zy, lu­dzie klasz­czą... Mam do te­go ta­lent.


– Jest Pan z sie­bie dum­ny?
Andrzej Lepper: Myślę, że to, co zro­bi­łem, zro­bi­łem naj­le­piej, jak umia­łem. Na­to­miast w żad­ne za­du­fa­nie nie wpad­nę. Wo­da so­do­wa nie ude­rzy mi do gło­wy.


– Ja­kim cu­dem obro­ni się Pan przed wo­dą so­do­wą?
Andrzej Lepper: Dzie­sięć lat pod­cho­dzi­li róż­ni po­de mnie. Pan wie, że już Wa­łę­sa mó­wił mi: „Pa­nie Lep­per, bę­dzie­my ze so­bą dłu­go pra­co­wać”. Chciał, że­bym zo­stał prze­wod­ni­czą­cym ra­dy do spraw wsi i rol­nic­twa. Już wte­dy mo­głem się dać zła­pać, to był 92 rok. A jesz­cze wte­dy by­łem o dzie­sięć lat młod­szy, przy­je­cha­łem z pro­win­cji, by­łem nie­okrze­sa­ny. Nie da­łem się zła­pać.

 

Polecamy też: Donald Tusk kończy 59 lat. Jak akceptuje upływ czasu, co go przeraża, co niepokoi?

3/6
Andrzej Lepper
Copyright @Pior Małecki
3/6

– Chciał­by Pan być bo­ga­tym czło­wie­kiem?
Andrzej Lepper: Naj­go­rzej jest wte­dy, kie­dy pie­niądz sta­je się ce­lem w ży­ciu czło­wie­ka. On jest po­trzeb­ny do osią­gnię­cia ce­lu. Tym ce­lem po­wi­nien być spo­kój, czy­li ro­dzi­na.


– Prze­cież ucie­ka Pan od ro­dzi­ny, co Pan mi tu opo­wia­da!
Andrzej Lepper: No, mu­szę, ta­ki jest mój los chy­ba.


– Więc to nie jest cel?
Andrzej Lepper: Jest ja­kimś ce­lem, ale uwa­żam, że mam też tro­chę wyż­szy cel, nie tyl­ko oso­bi­sty. Że­by każ­dy pol­ski dom był spo­koj­ny. Tych, oczy­wiście, któ­rzy chcą.


– Jest Pan go­to­wy poświę­cić ży­cie oso­bi­ste?
Andrzej Lepper: Już poświę­ci­łem dzie­sięć lat. I tak uwa­żam, że w po­li­ty­ce do­sze­dłem szyb­ko na te szczy­ty. Bo de Gaul­le do­cho­dził chy­ba dwa­dzieścia pa­rę lat, Mit­ter­rand też dwa­dzieścia pa­rę lat.


– Nie boi się Pan, że mu się mał­żeń­stwo roz­pad­nie?
Andrzej Lepper: Nie. Z ja­kie­go po­wo­du?


– Czy Pan jesz­cze wie, co Pa­na żo­nę bo­li, co śmie­szy, o czym ma­rzy? Nie ma Pan chy­ba oka­zji z nią za czę­sto roz­ma­wiać?
Andrzej Lepper: No, mam na to ma­ło cza­su.


– To po co ta­kie mał­żeń­stwo?
Andrzej Lepper: Ma­my wspa­nia­łe dzie­ci. Żo­na jest wspa­nia­łą ko­bie­tą. Ro­zu­mie to, co ro­bię...


– Pan ko­cha żonę?
Andrzej Lepper: Oczy­wiście.


– To ja­kaś me­cha­nicz­na od­po­wiedź.
Andrzej Lepper: Oczy­wiście, że ko­cham. Za to, co żo­na zro­bi­ła, ile prze­szła przez te dzie­sięć lat, aresz­to­wa­nia, sa­mot­ne no­ce...


– Ro­zu­miem, że jest Pan wdzięcz­ny, że przy nim mu­rem sta­ła. Ale gdzie tu jest miej­sce na mi­łość?
Andrzej Lepper: Jest mi­łość. Prze­cież gdy­by nie by­ło mi­łości, to by tych dzie­ci nie by­ło. Mu­si być mi­łość. To nie tak, że sa­miec Lep­per wszedł, zro­bił dziec­ko i już nie myśli o żo­nie. Tyl­ko to jest tro­chę in­na mi­łość, ma pan ra­cję. Mi­łość te­raz bar­dziej pla­to­nicz­na... Kie­dy po­zna­liśmy się, żo­na by­ła wspa­nia­łą dziew­czy­ną. Na­uczo­na pra­cy, zgrab­na, pięk­na. Prze­ży­liśmy du­żo wspa­nia­łych chwil z so­bą. Ale od dzie­się­ciu lat je­stem gościem w do­mu.

 

Polecamy też: Bohaterki drugiego planu? Nie wszystkie i nie zawsze! Polskie Pierwsze Damy - co o nich wiesz?

4/6
10.10.2007 Gorzow Wielkopolski N/z Andrzej Lepper podczas wizyty w Gorzowie Wlkp. w czasie kampanii wyborczej
Copyright @REPORTER
4/6

 – Pa­mię­ta Pan, jak uwiódł żo­nę?
Andrzej Lepper: Pa­mię­tam do­kład­nie. Pod­ją­łem pierw­szą pra­cę, by­łem naj­młod­szym kie­row­ni­kiem PGR-u w Pol­sce, mia­łem 21 lat. To by­ło ty­siąc hek­ta­rów, bar­dzo du­ża ho­dow­la by­dła, trzo­dy. By­ły an­drzej­ki, mo­je imie­ni­ny. Miesz­ka­łem wte­dy sam, ja­kieś czte­ry ki­lo­me­try od mo­je­go ro­dzin­ne­go do­mu. Wcześniej na pew­no nie­raz wi­dzia­łem żo­nę, cho­ciaż­by w koście­le, ale ja­koś nie zwra­ca­łem na nią uwa­gi. W te an­drzej­ki za­pro­si­ła mnie ko­le­żan­ka na pry­wat­kę, póź­niej po­szliśmy na dys­ko­te­kę. Przy­cho­dzę na tę pry­wat­kę, pa­trzę i myślę: „Ta­ka sztu­ka, to trze­ba usiąść obok tej dziew­czy­ny!” I tak to się za­czę­ło.


– Nie był Pan nieśmia­łym An­drze­jem Lep­pe­rem?
Andrzej Lepper: Kom­plek­sów nie mia­łem ni­gdy w ży­ciu. Mu­sia­łem być twar­dy.


– Dla­cze­go?
Andrzej Lepper: Kie­dy mia­łem 11 lat, zmarł mi oj­ciec. Naj­młod­szym dziec­kiem by­łem, a by­ło nas dzie­się­cio­ro. Mia­łem 10 lat, kie­dy brat An­to­ni przy­wiózł mi rę­ka­wi­ce bok­ser­skie. Pa­mię­tam to do­kład­nie, ma­ma jesz­cze ży­ła. Co­dzien­nie te rę­ka­wi­ce za­kła­da­łem i tak pół go­dzi­ny czy go­dzi­nę wa­li­łem czy w drzwi, czy o fu­try­nę, al­bo ścia­nę ła­do­wa­łem tym. Har­to­wa­łem się. Chcia­łem być pe­wien, że w bój­kach ze star­szy­mi chło­pa­ka­mi dam so­bie ra­dę.


– Czę­sto się Pan bił?
Andrzej Lepper: Po­wal­czy­łem tro­chę. Na za­ba­wach też nie by­łem świę­ty. Tro­chę tej ikry w so­bie mam. Kła­mał­bym, gdy­bym po­wie­dział o so­bie „anio­łek”. Cho­ciaż kie­dy mia­łem pięć lat, za­czą­łem słu­żyć do mszy. Mat­ka mnie za­pro­wa­dzi­ła. Od­tąd za­wsze przed szko­łą mo­je pierw­sze kro­ki by­ły do kościo­ła. Za­wsze by­łem ra­no na mszy, o szó­stej. Jak mnie ma­ma nie obu­dzi­ła, to by­łem bar­dzo zły.


– Cze­mu to by­ło ta­kie waż­ne?
Andrzej Lepper: Je­stem i by­łem czło­wie­kiem wie­rzą­cym, ka­to­li­kiem prak­ty­ku­ją­cym. Tu twar­dy Lep­per, jak trze­ba, to ko­muś tam do­ło­żył, a z dru­giej stro­ny ró­ża­niec i mo­dlą­cy się Lep­per. Ja myślę, że to do­bra szko­ła.

 

Polecamy też: Danuta Wałęsa o rodzinie i feminizmie

5/6
13.06.2004. Wies Krupy woj.zachodnio-pomorskie.Wybory do Parlamentu Europejskiego n/z Andrzej Lepper z zona
Copyright @REPORTER
5/6

Na zdjęciu: Andrzej Lepper żoną.

 

– Przed wy­bo­ra­mi mo­dlił się Pan o zwy­cię­stwo Sa­mo­obro­ny?
Andrzej Lepper: Tak. W lip­cu by­łem w Czę­sto­cho­wie, po ci­chu, bez ka­mer, bez ni­cze­go. Od­mó­wi­łem mo­dli­twę, któ­rą od­ma­wiam od naj­młod­szych lat, co­dzien­nie, na­wet kil­ka ra­zy dzien­nie, mo­dli­twę św. Ber­na­det­ty do Mat­ki Bo­skiej.


– Myśli Pan, że Bóg po­mógł?
Andrzej Lepper: Coś w tym jest. Wie­rzę głę­bo­ko w opatrz­ność. Nie jest tak, że świat się sam uło­żył, że to wszyst­ko się sa­mo krę­ci. Ja za­wsze, w cięż­kich chwi­lach, pa­nu pierw­sze­mu to tłu­ma­czę, za­wsze w ta­kich chwi­lach mo­dli­łem się do Mat­ki Bo­skiej, za­wsze. I te­raz też to ro­bię.


– Kie­dy jest Pa­nu cięż­ko?
Andrzej Lepper: Kie­dy po­myślę o tym, co się dzie­je w kra­ju. Dzi­siaj, gdy­by pan był na tym ba­za­rze, gdzie ja by­łem, na gieł­dzie kwia­to­wej... Te tłu­my lu­dzi, któ­re śpie­wa­ją „Sto lat” i skan­du­ją „An­drzej”.


– To po­win­no być Pa­nu lek­ko, a nie cięż­ko.
Andrzej Lepper: O, o, spo­koj­nie. Wie pan, od­po­wie­dzial­ność mam te­raz bar­dzo du­żą. To nie ma już żar­tów. Lu­dzie za­czę­li wie­rzyć, że pro­gra­my po wy­bo­rach bę­dą re­ali­zo­wa­ne.


– Wy­wo­łał Pan za du­żą na­dzie­ję?
Andrzej Lepper: To jest ja­kiś lęk z mo­jej stro­ny, bo ja nie bo­ję się w ży­ciu de­cy­zji twar­dych i na­wet ra­dy­kal­nych, skraj­nych. Tyl­ko jed­ne­go się oba­wiam: czy cza­sa­mi nie znaj­dzie się ktoś, kto wy­pro­wa­dzi lu­dzi na uli­ce, doj­dzie do rze­zi i mnie obar­czy się za to od­po­wie­dzial­nością. Zro­bię wszyst­ko, że­by te­go nie by­ło.


– A mo­że Pan to zro­bi nie z po­wo­du od­po­wie­dzial­ności, tyl­ko po to, że­by nie uro­dził się no­wy Lep­per?
Andrzej Lepper: Po co ma się ro­dzić, jak już jest Lep­per.

 

Polecamy też: Donald Trump: „Jako prezydent zrobiłbym kawał dobrej roboty”. Wywiad z milionerem i jego żoną Melanią

6/6
12.08.2005 Darlowo Andrzej Lepper - koncert Ich Troje podczas kampanii do Europarlamentu
Copyright @ REPORTER
6/6

Na zdjęciu: Andrzej Lepper z żoną, liderem zespołu Ich Troje i członkami młodzieżówki Samoobrony podczas kampanii w 2005.

 

– Pan cza­sem pła­cze?
Andrzej Lepper: Rzad­ko. Mnie na­wet na po­grze­bie mat­ki nie po­cie­kły łzy. Nie to, że­bym był aż tak twar­dy. Na po­grze­bie mat­ki za­bra­łem głos, bo ża­den z bra­ci nie mógł prze­mó­wić. Pa­mię­tam, mia­łem ta­kie chwi­le, ze trzy ra­zy w ży­ciu, kie­dy ko­lej­ny raz w do­mu wsia­da­łem w sa­mo­chód i je­cha­łem do War­sza­wy. Pa­trzy­łem na dzie­ci, na żo­nę, ja­koś tak mnie coś tam ukłu­ło w ser­ce i łzy się za­krę­ci­ły. Ale tak to je­stem nie­pła­czą­cy.


– A nie ła­twiej by­ło­by so­bie cza­sa­mi po­pła­kać?
Andrzej Lepper: Oby nie za czę­sto.


– Ży­je Pan w cią­głym stre­sie. Jak Pan go roz­ła­do­wu­je?
Andrzej Lepper: Fi­zycz­nie. Na pew­no w Sej­mie mnie zo­ba­czą na ba­se­nie, na si­łow­ni. Nie­raz w wo­rek tre­nin­go­wy...


– Wa­li Pan?
Andrzej Lepper: Wa­lę.


– Ko­goś Pan so­bie wte­dy wy­obra­ża?
Andrzej Lepper: Nie... chcę tyl­ko tro­szecz­kę się wy­ła­do­wać. Bar­dzo lu­bię też dłu­gie spa­ce­ry, na przy­kład w Ła­zien­kach. Po pro­stu lu­bię przy­ro­dę. W do­mu, la­tem, wsta­ję o pią­tej, słu­cham śpie­wa­nia pta­ków. Ma­my w do­mu ma­łe zoo: ba­żan­ty, pa­wie, ku­ro­pa­twy, prze­piór­ki, in­dy­ki, gę­si, kacz­ki, ku­ry – wszyst­ko, wszyst­ko ptac­two ca­łe. Na­wet dzi­ki cho­wa syn.


– Słu­cha Pan cza­sem ja­kiejś mu­zy­ki?
Andrzej Lepper: W sa­mo­cho­dzie: Ro­do­wicz, Gep­pert, Kraw­czyk. Ich Tro­je, lu­do­we też lu­bię.


– Ma Pan czas czy­tać książ­ki?
Andrzej Lepper: Prze­rzu­cam, tak bym po­wie­dział, te tek­sty, któ­re mnie in­te­re­su­ją.


– A co Pa­na in­te­re­su­je?
Andrzej Lepper: Na hi­sto­rię te­raz nie mam cza­su. Zresz­tą w niej uczest­ni­czę. Czy­tam o eko­no­mii, książ­ki na te­mat prze­mian w Pol­sce. Po­znań­skie­go, na­wet i „V roz­biór Pol­ski” prze­rzu­ci­łem. Du­żo tam jest praw­dy, tyl­ko prze­sa­da z tym an­ty­se­mi­ty­zmem. To już jest ta­kie nie­zdro­we. To co, że Ge­re­mek się przy­znał, że jest Ży­dem? Ja tłu­ma­czy­łem lu­dziom tak: „To kto go wy­brał... Je­że­li ma­cie pre­ten­sje, że on jest w rzą­dzie, to wy się wstydź­cie. Prze­cież on po­cho­dze­nia ni­gdy nie krył”.


– A skąd Pa­na na­zwi­sko? Ba­dał Pan je­go po­cho­dze­nie?
Andrzej Lepper: Nie ba­da­łem, ale bar­dzo du­żo Lep­pe­rów, przez dwa „p”, spo­tka­łem w Bra­zy­lii. I to bo­ga­ci lu­dzie...

 

Polecamy też: Jarosław Kaczyński w VIVIE! o śmierci matki, brata, o przyjaciołach, swoich pasjach i marzeniach. Jedyny taki wywiad!

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.