Grzegorz Schetyna z żoną i córką, "Viva!" listopad 2008
Fot. Robert Murawiecki
Z archiwum

Grzegorz Schetyna nowym szefem PO. W polityce walczy jak nosorożec, a prywatnie jest jak miś

26 stycznia 2016 16:19
Grzegorz Schetyna z żoną i córką, "Viva!" listopad 2008
Fot. Robert Murawiecki

- Chcemy znowu zwyciężać z tymi, którzy niweczą zaufanie Polaków w lepszą przyszłość, próbują zawrócić naszą ojczyznę z europejskiej drogi, z rozwoju gospodarczego, budowania społeczeństwa obywatelskiego, ze ścieżki europejskiej. Są tacy ludzie. Oni dzisiaj w Polsce rządzą - mówił nowy przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, który dziś wygrał wybory, zdobywając 91 proc. głosów członków partii, w której działa od samego początku, czyli od prawie 15 lat.

 

Podkreślił, że PO zrobi wszystko, by odbudować zaufanie do partii. - Byśmy znowu byli gotowi do wygrywania wyborów - zaznaczył. - To oczywiście będzie długi marsz. Za 3,5 roku wybory parlamentarne - jeśli nie szybciej.

 

Czy pochodzącemu z Opola politykowi uda się poprowadzić ugrupowanie do zwycięstwa? Na pewno bardzo tego chce. Już pięć lat temu zdradził "Vivie!" swoją zawodową filozofię: "Z polityką to jak ze sportem – idzie się po zwycięstwo". Poza tym, ma do tego predyspozycje. Znajomi nazywają go "twardzielem", sam Donald Tusk "nosorożcem", a wrogowie twierdzą, że jest "bezwzględnym graczem". Prywatnie uchodzi jednak za faceta o miękkim sercu. Jak postrzega go rodzina? W 2008 roku sprawdziła to dziennikarka "Vivy!", Krystyna Pytlakowska, odwiedzając go w domu na przedmieściach Wrocławia. Co jej wyznali Grzegorz Schetyna, jego żona, Kalina, i córka, Natalia? Przypomnijmy tę rozmowę.

 

Grzegorz Schetyna z żoną,
Fot. Robert Murawiecki


– Siedzimy, rozmawiając, a wielka polityka odpłynęła gdzieś w dal?
Grzegorz Schetyna:
 Dla mnie ten dom to azyl. Wracam tu i staram się zostawić politykę za drzwiami. Niestety, mogę bywać w domu tylko w weekendy. Kiedy byłem posłem, mogłem pobyć we Wrocławiu nawet kilka dni w tygodniu. Sejm ma swój rytm, który daje takie możliwości.
Kalina Rowińska-Schetyna: Nie wyobrażam sobie weekendów bez Grzegorza. W końcu rodzina powinna mieć trochę czasu dla siebie.

– Pani Kalino, gdy mąż został politykiem, dała mu Pani do podpisania glejt, jakich zasad musicie się trzymać?
Kalina Rowińska-Schetyna:
 Nie było glejtów, postanowień. Mąż sam wie, co ma robić.
Grzegorz Schetyna: Poznaliśmy się w 1983 roku. Ciągle jesteśmy razem, o czymś to świadczy.
Kalina Rowińska-Schetyna: To mąż pamięta wszystkie daty. Nie one są najważniejsze. W każdym razie dłużej jesteśmy w życiu razem niż bez siebie.
Grzegorz Schetyna: Ślub wzięliśmy w 1988 roku, po pięciu latach znajomości.

– Nie pobraliście się na studiach?
Grzegorz Schetyna: 
Mieszkaliśmy w akademiku. Trudno w takich warunkach zakładać rodzinę.  Zanim się pobraliśmy, w 1986 roku pojechaliśmy do Kanady zarobić jakieś pieniądze.
Kalina Rowińska-Schetyna: Na saksy, jak się to mówiło. Mąż pracował jako ogrodnik, a ja sprzedawałam fast foody. Chciałam zostać tam, ale Grzegorz marzył o powrocie. Śniło mu się w nocy, że ostatni samolot do Polski odleciał bez nas. Więc wróciliśmy.
Grzegorz Schetyna: Tam doznaliśmy zawrotu głowy, a tu czekała szara rzeczywistość.
Kalina Rowińska-Schetyna: Rozpłakałam się, widząc uzbrojonych żołnierzy na Okęciu.
Grzegorz Schetyna: Najpierw trwały strajki.  Potem nadszedł Okrągły Stół, a 4 czerwca 1989 roku Joanna Szczepkowska ogłosiła upadek komunizmu. Równo po roku, też 4 czerwca, urodziła się nam córka.
Kalina Rowińska-Schetyna: Jakby dla uczczenia rocznicy.

– Już wtedy wszystko było podporządkowane polityce? Od pierwszego roku studiów zaczął Pan działać w NZS, jakby Pan czekał, by rzucić się w ten wir?
Grzegorz Schetyna: 
Sytuacja do tego zmuszała. Tak byłem wychowany. Rodzice walczyli w AK. Brat z żoną działali w "Solidarności", byli internowani.
Kalina Rowińska-Schetyna: Kiedy poznałam Grzegorza, nie wiedziałam, że to działacz.
Grzegorz Schetyna: Ale jak się dowiedziałaś, nie przeszkodziło nam to być razem.
Kalina Rowińska-Schetyna: W młodości inaczej patrzy się na te sprawy.
Grzegorz Schetyna: Człowiek niczego się nie boi, nie ma nic do stracenia.
Kalina Rowińska-Schetyna: Wtedy o niczym innym się nie myślało, trochę o nauce, ale więcej o polityce. A przyszłość w ogóle nie istniała, nie było jej przed nami.
Grzegorz Schetyna: Nie można było liczyć na porządną pracę, zwłaszcza dla humanistów. Ja studiowałem historię. Kalina – polonistykę. Mogliśmy tylko iść pracować do szkoły.
Kalina Rowińska-Schetyna: Pamiętam, jak tata Grzesia powiedział: "Dam wam swój samochód, to przerobicie go na taksówkę".
Grzegorz Schetyna: To był fiat 125 p. Tata naprawdę bardzo się poświęcił. Wiedział, że ja z moją bezkompromisowością nie utrzymam się w pracy w szkole.

– Nie zdecydował się Pan jednak zostać taksówkarzem?
Grzegorz Schetyna:
 No nie... ale w razie czego miałem jakieś wyjście. Z Kanady przywieźliśmy trochę pieniędzy.
Kalina Rowińska-Schetyna: Kupiliśmy mieszkanie i mogliśmy się pobrać.

 

Grzegorz Schetyna z żoną i córką,
Fot. Robert Murawiecki


– Co Panią pociągało w przyszłym mężu? Przedsiębiorczość?
Kalina Rowińska-Schetyna: 
Był bardzo wesoły, mądry i energiczny. Ja jestem spokojna.
– Myślała Pani, że to tak będzie? Mąż w Warszawie, Pani we Wrocławiu?
Kalina Rowińska-Schetyna: 
Nie przypuszczałam, że wszystko się tak potoczy. Po studiach mąż zaczął pracować w Urzędzie Wojewódzkim, został wicewojewodą. Był na miejscu.
Grzegorz Schetyna: Ale i tak to było dla ciebie trudne. Wzięłaś na siebie cały ciężar wychowania Natalii. Trud tego wszystkiego, czego wymaga małe dziecko.
Kalina Rowińska-Schetyna: Najpierw żyliśmy beztrosko, a potem zaczęły się obowiązki. Natalia nosiła szynę – miała problem ze stawem biodrowym. Płakała, nie można jej było włożyć do wózeczka.
Grzegorz Schetyna: A ja martwiłem się, że mnie nie ma, byłem totalnie zajęty. Kalina musiała radzić sobie sama. Zaimponowała mi, zdecydowała się zrobić prawo jazdy. Gdy zdawała egzamin, siedziałem z Natalią w kuchni i zabawiałem ją. Miała około roku. I mówiłem, jakie to ważne, żeby mamusia umiała prowadzić samochód. Zrobiła to tylko dla mnie.
Kalina Rowińska-Schetyna: Żebyś mnie nie musiał podwozić, zawozić, żebyś był swobodniejszy, a ja samodzielna.

– I nie buntowała się Pani, że męża ciągle nie ma?
Kalina Rowińska-Schetyna:
 Nie mam charakteru buntownika. Poza tym jestem zaradna.
Grzegorz Schetyna: Kalina potrafi sama podejmować decyzje. Co do funkcjonowania domu też – zepsutego pieca, odśnieżania, awarii samochodu.

– A Pan?
Grzegorz Schetyna:
 A ja dzwonię. I wspieram.
Kalina Rowińska-Schetyna: Duchowo (śmiech). Lubię, jak mąż dzwoni. Jedzie na przykład na Radę Ministrów i telefonuje z samochodu. Wolę to niż SMS-y.
Natalia Schetyna: SMS-y tata wysyła do mnie. Pyta, jakie są wyniki meczu w koszykówce. Bo ja interesuję się sportem. Polityką też, ale sportem bardziej.

– Tata pisze, że Cię kocha?
Natalia Schetyna: Pewnie, że pisze. Pisze chociażby: "Kocham was". I ja wiem, że to jest też do mamy.

– Polityka to niełatwy kawałek chleba. W trudnych chwilach znajduje Pan oparcie w rodzinie?
Grzegorz Schetyna: 
W rodzinie i w domu. My jesteśmy takim zżytym, wspierającym się małżeństwem. W życiu nie brakuje złych chwil...
Kalina Rowińska-Schetyna: Pamiętam, jak męża zdjęto z funkcji wicewojewody.
Grzegorz Schetyna: I nagle telefon przestał dzwonić. Przedtem dźwięczał bez przerwy. Nie lubię tego rozgrzebywać, nie ma co wracać do porażek. Ale pamiętam i będę pamiętał.
Kalina Rowińska-Schetyna: Tylko że mąż potrafi wybaczać. Ja mniej – jestem bardziej pamiętliwa. Jestem zodiakalnym Bykiem. Ponoć to cecha ludzi spod tego znaku.
Grzegorz Schetyna: Ja jestem Wodnikiem.
Natalia Schetyna: A ja Bliźniakiem. Kto z nas jest najtrudniejszy?

– Wodnik, bo to znak ludzi absolutnie niezależnych. Wodniki rzadko zakładają rodzinę, bo boją się utraty wolności.
Grzegorz Schetyna: 
Jestem więc wyjątkiem.
Kalina Rowińska-Schetyna: Mąż z inną kobietą miałby ciężko. Może być tylko ze mną – taka jest prawda (śmiech). Bóg wiedział, co robi, kierując jego kroki do akademika, gdzie akurat mieszkała nasza koleżanka.
Grzegorz Schetyna: Nie należę do uwodzicieli. Kalina nie ma pretensji o moją pracę. Zostawia mi wolną rękę.
Kalina Rowińska-Schetyna: Bo ja wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to, do czego jest stworzony. A mąż lubi politykę. Nieraz słucham, jak rozmawiają o niej z Natalią, i widać, że obojgu sprawia to przyjemność.

 

Grzegorz Schetyna z córką,
Fot. Robert Murawiecki


– Kiedy telefon przestał milczeć?
Kalina Rowińska-Schetyna: 
Gdy mąż wrócił do polityki. A dzwoni bez przerwy, odkąd Grzegorz został sekretarzem generalnym w KLD (Kongres Liberalno-Demokratyczny, partia działająca w latach 1990–1994, z której wielu członków zaangażowało się później w tworzenie PO - przyp. red.).
Grzegorz Schetyna: Natalia miała dwa lata, a ja pojechałem do Warszawy. Wtedy telefon już dzwonił. Widzi pani, z polityką to jak ze sportem – idzie się po zwycięstwo.
Kalina Rowińska-Schetyna: Trudne chwile były, gdy Platforma przegrała wybory w 2005 roku.
Grzegorz Schetyna: Byłem w to zaangażowany.
Natalia Schetyna: I dlatego tak to przeżyłeś. Ja też tam byłam, w sztabie, w Warszawie. Aż do rana. Rano tata odwiózł mnie samolotem, żebym zdążyła do szkoły, chociaż na drugą lekcję.
Kalina Rowińska-Schetyna: Ja aż tak bardzo nie emocjonuję się polityką jak oni. Kiedy mąż przyjeżdża do domu, staramy się o polityce nie rozmawiać.

– Jak odreagowuje Pan stresy?
Grzegorz Schetyna: 
Na łonie rodziny. Najlepiej mi robi, gdy pojedziemy gdzieś z żoną na weekend. Na przykład w góry. Polska polityka robi się brutalna i należy mieć od niej odskocznię.


– Złoszczą Pana takie pseudonimy, jak "Grzegorz Zniszczę Cię Schetyna"?
Grzegorz Schetyna:
 Śmieszą. Bardzo.
Kalina Rowińska-Schetyna: Śmiejemy się z nich. Mąż potrafi już zawierać kompromisy.
Grzegorz Schetyna: Nie ma polityki bez kompromisu, elastyczności. Natomiast trzeba mieć zasady i być przyzwoitym.
Kalina Rowińska-Schetyna: Nie lubimy, gdy polityka przeszkadza nam w codzienności. Ja często przedstawiam się panieńskim nazwiskiem.
Grzegorz Schetyna: Kalina nie lubi, gdy ludzie ją nagabują, kojarzą.

– To się nasila, gdy piszą, że w kolejnej kadencji Sejmu będzie Pan premierem (w 2008 roku przywódcy PO planowali, że gdyby Donald Tusk wystartował w wyborach prezydenckich, to premierem zostałby Schetyna - przyp. red.)?
Grzegorz Schetyna:
 Ja się z tego śmieję. Będzie, jak ma być. Wszystko jest gdzieś w górze zapisane. A zresztą w domu nie jestem premierem. Tutaj odpoczywam. Tylko tutaj dobrze śpię. W Warszawie mam problemy z zaśnięciem.
Kalina Rowińska-Schetyna: Tu się odprężasz, chodzimy na długie spacery z Piranią. W Warszawie ten pokoik w domu poselskim jest taki… ,"nie pierwszej świeżości"’. Nic dziwnego, że tam źle sypiasz.
Grzegorz Schetyna: Tu gram w piłkę i koszykówkę, biegam. Chodzimy do kina.
Natalia Schetyna: Na mecze chodzimy razem.

– I w ogóle się nie kłócicie?
Grzegorz Schetyna:
 Nie mamy czasu na kłótnie.
Kalina Rowińska-Schetyna: Widujemy się rzadko. Nawet dom sama kończyłam, więc nie sprzeczaliśmy się o kolor kafelków.
Grzegorz Schetyna: Kalina sama wybrała architekta, sama wszystkiego dopilnowała.
Kalina Rowińska-Schetyna: W zimie lubimy wybrać się na narty całą trójką. Piranię też zabieramy, chociaż nie jest narciarką.

 

Grzegorz Schetyna z żoną i córką,
Fot. Robert Murawiecki


– Jest Pan uparty?
Kalina Rowińska-Schetyna: 
Potrafi postawić na swoim.
Grzegorz Schetyna: Czasami, chociaż to zła cecha. Staram się więc być konsekwentny, a nie uparty. I z wiekiem coraz bardziej mi się to udaje.
Kalina Rowińska-Schetyna: Grzegorz ma inną dobrą cechę, którą ja bardzo cenię. To lojalność.
Grzegorz Schetyna: Może przestaniecie mnie już chwalić? Bo się czerwienię!


Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

 

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ mówi, że nie potrafiłaby być z kimś „bez zakochania”, i wspomina wszystkie swoje miłości. Laureat 8. edycji „Top Model”, DAWID WOSKANIAN, o życiu z zespołem Tourette’a, karierze i o tym, jak sobie radzi ze społecznym ostracyzmem. Jedyny taki wywiad: PAWEŁ DELĄG versus PAWEŁ DELĄG. JENNIFER ANISTON i BRAD PITT – czy miłość po 16 latach od rozstania jest w ogóle możliwa?