Weronika Kostyra 24 maja 2016 18:16
1/6
Grażyna Torbicka i Artur Żmijewski, Viva! luty 2004
Copyright @Robert Wolański
1/6

Grażyna Torbicka kończy dzisiaj 57 lat. Od lat jest ikoną, mimo że ostatnio w jej karierze pojawiają się zawirowania, nie wyobrażamy sobie telewizji bez niej. Jest ucieleśnieniem klasy, stylu i kobiecości. W 2003 roku zdobyła tytuł Viva! Najpiękniejsza. Jaka jest jej definicja piękna?

 

Grażyna Torbicka: Jest bar­dzo pro­sta – uwa­żam, że każ­dy z nas no­si w so­bie piękno. Ja za­wsze roz­po­zna­ję je po oczach. Czło­wiek we­wnętrz­nie pięk­ny – a więc szlachet­ny, uczci­wy – ma w so­bie ja­kiś blask, któ­ry każe mi za­trzy­mać się przy nim na dłu­żej. Ta­cy wła­śnie lu­dzie po­do­ba­ją mi się. Ta­ki­mi się za­chwy­cam. Z ni­mi lu­bię i chcę prze­by­wać. Re­kla­my peł­ne są zmy­sło­wych ko­biet i męż­czyzn. Nic więc dziwne­go, że dziś przywią­zu­je się ogrom­ną wa­gę do wy­glą­du ze­wnętrz­ne­go. Ale prędzej czy później i tak do­cho­dzi­my do wnio­sku, że praw­dzi­wie pięk­ni jesteśmy do­pie­ro w oczach tych, któ­rzy nas ko­cha­ją.


Od 35 lat u jej boku zawsze jest mąż, Adam Torbicki. Są w sobie niezmiennie zakochani. Jaka tajemnica się za tym kryje? Grażyna Torbicka odpowiedziała na to pytanie Krystynie Pytlakowskiej w 2001 roku:


Grażyna Torbicka: Mał­żeń­stwa nie ura­tu­je fakt, że by­wa się ra­zem. Rów­nie do­brze ja mo­głam pra­co­wać tu, a on tam. Zwią­zek nie po­le­ga tyl­ko na tym, by so­bie nieustan­nie to­wa­rzy­szyć. To nie tak, jak z tym urlo­pem ­– wra­casz i nie masz już swojego miej­sca. I zno­wu na­su­wa mi się po­rów­na­nie z te­le­wi­zją.

 

– Spo­sób na pie­lę­gno­wa­nie uczuć?
Grażyna Torbicka: Szcze­rze mó­wiąc, nie ma re­cep­ty. Nie wiem. Al­bo mi­łość jest, albo jej nie ma. A wy sami przy­czynia­cie się do trak­to­wa­nia mał­żeń­stwa ja­ko sta­nu przej­ścio­wego, pi­sząc o roz­pa­dach ty­lu związków, o ro­man­sach ­– no­wych partnerach i tak da­lej. Opowia­da­cie, jak to wiel­ki świat płyn­nie so­bie żyje. Po co? Moż­na wspa­nia­le żyć z tym sa­mym czło­wie­kiem przez wie­le lat.

 

Dziennikarka nie lubi jednak mówić o swojej prywatności. Nie jest celebrytką, swoją popularność zawdzięcza ogromnej wiedzy i rzetelności:

 

Grażyna Torbicka: Je­śli cho­dzi o spra­wy cie­le­sno­ści, to już wszyst­ko o mnie wie­cie. Dzi­wi mnie ta chęć docie­ka­nia, co tkwi w du­szy oso­by pu­blicz­nej. Mrocz­no­ści, któ­re gdzieś tam się kry­ją? Je­śli bę­dę mia­ła ja­kiś pro­blem, to do pa­ni za­dzwo­nię i opowiem. Pry­wat­nie. Na­to­miast nie wiem, dla­cze­go mia­ła­bym to ro­bić na szer­szym forum. O mnie moż­na się bar­dzo du­żo do­wie­dzieć, roz­ma­wia­jąc o świe­cie, mo­ich zainteresowaniach, wy­da­rze­niach kul­tu­ral­nych.


Polecamy: Zachwycająca Grażyna Torbicka na czerwonym dywanie w Cannes w sukni polskiego projektanta!

2/6
Grażyna Torbicka, Viva! luty 2004
Copyright @Robert Wolański
2/6

– A rze­tel­ność w ży­ciu?
Grażyna Torbicka:
Pry­wat­nym? Gdzieś mu­si ist­nieć ja­kaś rów­no­wa­ga. Za­wa­lam pry­wat­ne kon­tak­ty, przyjaź­nie. Cza­sem nie od­dzwa­niam. Po­za tym nie ra­dzę ni­ko­mu otwie­rać mo­jej sza­fy, bo wszyst­ko z niej wypad­nie. Nie zno­szę po­śpie­chu. Nie­na­wi­dzę do­kład­nych ter­mi­nów ­– co do go­dzi­ny i mi­nu­ty. No i je­stem niepo­praw­ną ro­man­tycz­ką. Pry­wat­nie je­stem w sta­nie spę­dzać wie­le go­dzin na nic­nie­ro­bie­niu. To stan nazwany tak przez Ta­de­usza Ró­że­wi­cza, któ­ry na­pi­sał: „Po­sta­no­wi­łem ro­bić nic”. To cu­dow­ne ­– siedzisz sobie i my­ślisz o nie­bie­skich mig­da­łach lub słu­chasz w kół­ko tej sa­mej mu­zy­ki.
­
– Ste­vie Won­de­ra?
Grażyna Torbicka:
Tra­fi­ła pa­ni, ale Ste­vie Won­der to la­ta mo­jej wcze­snej mło­do­ści. Te­raz słu­cham al­bu­mu z po­zbie­ra­ny­mi wszyst­ki­mi na­gra­nia­mi Ma­ri­lyn Mon­roe. Śpie­wa tam z Ives’em Mon­tan­dem „Je­stem nieuleczal­nie ro­man­tycz­na”. Pięk­ne. Mo­gę te­go słu­chać godzi­na­mi.

 

­

– I za­mę­cza Pa­ni tą pio­sen­ką swo­je­go mę­ża ­– pro­fe­so­ra kar­dio­lo­gii?
Grażyna Torbicka:
Mo­je „nie­ule­czal­nie ro­man­tycz­ne” w po­rów­na­niu z je­go „nie­ule­czal­nie ro­man­tycz­nym” to bar­dzo nie­wie­le. Na je­go ro­man­tyzm praw­do­po­dob­nie nie ma rze­czy­wi­ście żad­ne­go le­kar­stwa. Pro­szę spoj­rzeć ­– nie no­szę ob­rącz­ki. Mój mąż zgu­bił swo­ją pierw­sze­go ro­ku po ślu­bie ­– w je­zio­rze Gar­da. Podobno to zły znak, ale do­brze, że te­go kie­dyś nie wie­dzia­łam. Po­my­śla­łam wte­dy, że sko­ro on nie no­si, to czemu ja mia­ła­bym. I, wbrew prze­po­wied­niom, do­brze nam to zro­bi­ło. Ob­rącz­ka to pró­ba  uczy­nie­nia z mał­żeń­stwa in­sty­tu­cji. To trze­ba, to przy­stoi, a tam­to nie. Mał­żeń­stwo ­– obo­wią­zek. Pan Mąż i Pa­ni Żo­na. Żo­nę na­le­ży oszu­ki­wać. Przed mę­żem na­le­ży za­ta­jać. A tak czu­je­my się, jak­by­śmy sta­le by­li ko­chan­ka­mi.

 

Polecamy: Grażyna Torbicka odeszła z TVP2. „Telewizja to medium, od którego nie można się uzależniać"

3/6
Grażyna Torbicka, Viva! listopad 2001
Copyright @Robert Wolański
3/6

Czego się najbardziej boi? Odpowiedziała w 2001 roku:
Grażyna Torbicka: Bo­ję się woj­ny. Za­czę­łam na­wet za­sta­na­wiać się nad praw­dzi­wo­ścią róż­nych przepowied­ni, cze­go do­tych­czas ni­gdy nie ro­bi­łam. Po­dob­no w 1939 ro­ku był nie­sa­mo­wi­ty uro­dzaj na grzyby. W tym ro­ku jest po­dob­nie. By­li­śmy z mę­żem na na­szej le­śnej dział­ce i do­słow­nie dep­ta­li­śmy po grzybach, które jak dy­wan po­kry­wa­ły po­la­nę. A mo­ja du­sza? Ona dla mnie sa­mej po­zo­sta­je ta­jem­ni­cą. I to jest fantastycz­ne.
­
– Nie chcia­ła­by Pa­ni do­wie­dzieć się, ja­kie ma ta­jem­ni­ce?
Grażyna Torbicka: Gdy­bym mia­ła ta­ką po­trze­bę, za­mó­wi­ła­bym wi­zy­tę u naj­lep­sze­go psy­cho­ana­li­ty­ka. Ale jej nie mam ­– śpię spo­koj­nie. Mo­gę więc wy­snuć wnio­sek, że z mo­ją du­szą jest zu­peł­nie do­brze.

4/6
Grażyna Torbicka, Viva! luty 2004
Copyright @Robert Wolański
4/6

­– Pła­cze Pa­ni cza­sem?
Grażyna Torbicka: A pa­ni nie? Pła­ka­łam set­ki ra­zy. Le­cą mi łzy jak groch, a z ni­mi wy­la­tu­ją wszyst­kie smutki. Na­stęp­ne­go ran­ka bu­dzę się szczę­śli­wa.
­
– Uwol­nio­na?
Grażyna Torbicka: Tak. Płacz oczysz­cza. Nie po­win­ni­śmy się wsty­dzić swo­ich wzru­szeń, emo­cji, lecz robienie te­go na po­kaz nie jest oczysz­cza­ją­cą psy­cho­dra­mą. Oczysz­cza roz­mo­wa z sa­mym so­bą.

 

Polecamy: Grażyna Torbicka odeszła z TVP2. „Telewizja to medium, od którego nie można się uzależniać"

5/6
Grażyna Torbicka i Artur Żmijewski, "Viva!" luty 2004
Copyright @"Viva!"
5/6

– … mó­wi­my o suk­ce­sie.
Grażyna Torbicka: Sta­ram się go nie ba­ga­te­li­zo­wać, tyl­ko czer­pać z nie­go ra­dość. Z tym że ten suk­ces nieko­niecz­nie mu­si być za­wo­do­wy. Mo­że być to od­kry­cie ja­kie­goś...­

 

– Lą­du?
Grażyna Torbicka: Mo­że cu­dow­ne­go lą­du.
­

 

– Od­kry­ła Pa­ni Ame­ry­kę?
Grażyna Torbicka: My­ślę, że tak, od­kry­łam Ame­ry­kę w swo­im ży­ciu.
­

– A moż­na wie­dzieć, co nią by­ło?
Grażyna Torbicka: Za­raz, jak­by to do­brze sfor­mu­ło­wać... No więc ­– my­ślę, że to od­kry­wa­nie Ame­ry­ki jest czymś ta­kim, jak umie­jęt­ność roz­gra­ni­cze­nia te­go, co jest war­te, od te­go, co jest ma­ło war­te. Otóż dla mnie suk­ce­sem jest pew­na sa­tys­fak­cja z ży­cia, któ­rą je­stem w sta­nie osią­gnąć. My­ślę o tym, że ma­jąc na swo­im kon­cie kil­ka do­syć spek­ta­ku­lar­nych suk­ce­sów, jak Wik­to­ry, na­gro­dy w Te­le­ka­me­rach, za­pro­sze­nia i udział w bar­dzo pre­sti­żo­wych fe­sti­wa­lach za­gra­nicz­nych, udział w gre­miach ju­ror­skich, na­uczy­łam się oddzie­lać je od isto­ty ży­cia. Dla mnie naj­waż­niej­sze jest po­zna­wa­nie lu­dzi, któ­rzy na zawsze zo­sta­ną w mo­im ser­cu. A z dru­giej stro­ny ­– świa­do­mość, że ja też zo­sta­nę w ich ser­cach. Nie ja­ko dzien­ni­kar­ka Tor­bic­ka lecz ja­ko Gra­ży­na Tor­bic­ka ­– czło­wiek. Po­nad ty­mi wszyst­ki­mi za­wo­do­wy­mi kon­struk­cja­mi.

­

 

– Przy­kład pro­szę.
Grażyna Torbicka: Pierw­szy, ja­ki mi się na­su­wa ­– przy­jeż­dżam po raz ko­lej­ny do Can­nes i na uli­cy spo­ty­kam wło­ską eki­pę te­le­wi­zyj­ną, z któ­rą kie­dyś pra­co­wa­łam. Za­trzy­mu­ją się, pod­cho­dzą do mnie, spon­ta­nicz­nie wi­ta­ją, wi­dzę ich ra­dość ze spo­tka­nia. Ża­łu­ją, że nie pra­cu­je­my te­raz ra­zem. Roz­sta­je­my się zno­wu, ale wiem, że je­stem w ich ser­cach. Cho­dzi mi o to, że czę­sto znaj­du­ję się w miej­scach, gdzie jestem nie­zna­na. Na przy­kład za gra­ni­cą. Je­śli czu­ję, że na­wią­zu­ję z kimś kon­takt, nie­po­strze­ga­na po­przez to, co ro­bię zawodo­wo, je­śli dla tych lu­dzi za­czy­nam zna­czyć coś wię­cej, je­śli mnie za­pa­mię­ta­ją ­– to dla mnie bar­dzo się li­czy. A z dru­giej stro­ny ­– sa­dzę, że je­stem Gra­ży­ną Tor­bic­ką wła­śnie dla­te­go, że ła­two przychodzi mi nawiąza­nie kon­tak­tu.

 

6/6
Grażyna Torbicka i Artur Żmijewski, Viva! luty 2004
Copyright @Robert Wolański
6/6

– Ma Pa­ni swój spo­sób, re­cep­tę na po­ko­ny­wa­nie ży­cio­wych kło­po­tów?
Grażyna Torbicka: Nie mam. Sa­ma czę­sto błą­dzę, szu­kam, mam wąt­pli­wo­ści. Ży­cie spraw­dza mnie, a ja życie. W cza­sie cho­ro­by ro­dzi­ców uświa­do­mi­łam so­bie bez­li­to­sność ko­ła te­go ży­cia.
­
– Po raz pierw­szy zna­la­zła się Pa­ni wte­dy na ży­cio­wym za­krę­cie?
Grażyna Torbicka: Tak, ale po­czu­łam się wów­czas bar­dzo sil­na. Gdy ma­ma się roz­cho­ro­wa­ła, do­sta­ła zawału, mu­sia­łam jed­ne­go dnia od­wo­łać wszy­stkie in­ne zo­bo­wią­za­nia. Nie chcia­łam na­wa­lić, ale nie stanęłam wo­bec żad­ne­go wy­bo­ru. Oczy­wi­ście mia­łam mo­ment za­wa­ha­nia ­– sy­tu­acja jest opa­no­wa­na, mama znaj­du­je się pod do­brą opie­ką. Ale tyl­ko mo­ment. Nie by­ło nic waż­niej­sze­go. Je­że­li nie zo­sta­ła­bym z ma­mą, świadczy­ło­by to o mo­jej nie­do­ro­sło­ści, ta­kim ego­izmie dziec­ka są­dzą­ce­go, że ro­dzi­ce za­wsze da­dzą so­bie ra­dę.

 

Polecamy: Zachwycająca Grażyna Torbicka na czerwonym dywanie w Cannes w sukni polskiego projektanta!

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.