Znają się od ponad 40 lat! Takich przyjaźni w show-biznesie jest niewiele. Zbigniew Zamachowski ujawnił kulisy niezwykłej relacji z Piotrem Polkiem
Ponad 40 lat wspólnych wspomnień, scenicznych sukcesów i żartów, które do dziś wywołują uśmiech. Z okazji 65. urodzin Zbigniew Zamachowski opowiedział o niezwykłej relacji z Piotrem Polkiem i Wojciechem Malajkatem, udowadniając, że prawdziwa przyjaźń nie zna upływu czasu.

Nie wszystkie relacje w świecie show-biznesu wytrzymują próbę czasu. Są jednak takie, które dojrzewają razem z ich bohaterami. Zbigniew Zamachowski, który 17 lipca skończył 65 lat, z okazji swoich urodzin wrócił do najważniejszych momentów życia. Wśród wspomnień z dzieciństwa i początków kariery szczególne miejsce zajęła opowieść o przyjaźni z Piotrem Polkiem i Wojciechem Malajkatem, która trwa już ponad cztery dekady!
Zbigniew Zamachowski wrócił wspomnieniami do dzieciństwa w Brzezinach
Urodziny stały się dla Zbigniewa Zamachowskiego okazją do sentymentalnej podróży w przeszłość. Aktor nie ukrywał, że z biegiem lat coraz częściej wraca myślami do Brzezin – miejsca, które ukształtowało jego wrażliwość.
Wspominał dzieciństwo spędzone w pałacu otoczonym rozległym terenem, sadem i zwierzętami. A codzienność wyznaczała również obecność ukochanej babci Zosi. Jak podkreślał, to jej charakter i domowe zasady na długo zapisały się w jego pamięci. „Z wiekiem oczywiście też idealizuję to miejsce, ale myślę, że nie ma lepszego miejsca na świecie do spędzenia dzieciństwa niż wielki pałac z olbrzymim terenem, z sadem, z jakąś nieprawdopodobną ilością dzieciaków, psów, kotów, zwierząt wszelakiej maści. I to rzeczywiście było coś, w czym dorastałem, co mnie ukształtowało. A do tego miałem jeszcze naprawdę wspaniałą rodzinę na czele z babcią Zosią, która wyznaczała trendy i mówiła co dobre i co złe swoją słynną szmatką”, relacjonował Zbigniew Zamachowski w rozmowie z Dzień Dobry Wakacje.
Równie ważne miejsce w tych wspomnieniach zajmuje muzyka. Aktor opowiedział historię z najwcześniejszych lat życia, kiedy razem ze starszą siostrą odkrył na strychu stary fortepian. Instrument nie miał już klawiatury ani nóg, ale zachował struny. Dzieci wydobywały z nich dźwięki niczym z harfy. Aktor przyznał, że właśnie to doświadczenie uważa za początek swojej artystycznej drogi. Jak mówił, muzyka zaprowadziła go do miejsca, w którym jest dzisiaj.
Podczas rozmowy na Zbigniewa Zamachowskiego czekała niespodzianka. W studiu pojawił się Piotr Polk – jeden z jego najbliższych przyjaciół.
Czytaj też: Gwiazdor serialu "Ojciec Mateusz" w domu rodzinnym mówił głównie po niemiecku. Polskiego uczył się z książek

fot Mieczyslaw Wlodarski/REPORTER MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER
Piotr Polk i Zbigniew Zamachowski. Tak zaczęła się przyjaźń, która trwa ponad 40 lat
Jednym z najważniejszych rozdziałów w życiu Zbigniewa Zamachowskiego okazał się czas studiów w łódzkiej Filmówce. To właśnie tam narodziły się znajomości, które z biegiem lat przerodziły się w wyjątkową przyjaźń. W murach uczelni aktor poznał Piotra Polka i Wojciecha Malajkata. Od tamtej pory minęło już ponad 40 lat, a ich relacja niezmiennie trwa.
Zbigniew Zamachowski wynajął w Warszawie niewielką kawalerkę. Niedługo później do drzwi zapukał Wojciech Malajkat. Jak wspominał aktor, przyjaciel oznajmił, że będzie z nim mieszkał, ponieważ wkrótce zagra Hamleta. Po kolejnych dwóch lub trzech latach do grona współlokatorów dołączył także Piotr Polk. Od tego momentu cała trójka wspólnie zmieniała kolejne mieszkania, budując relację, która przetrwała próbę czasu. „Na ul. Jana Pawła II wynająłem kawalerkę pierwszą tutaj w Warszawie, skończywszy szkołę filmową. Niecały rok później zapukał do niej Wojtek Malajkat, twierdząc, że on będzie tu mieszkał, bo za chwilę zagra Hamleta. Wejście smoka nie pozwalało mi na jakikolwiek ruch inny niż przyjąć drogiego przyjaciela. A dwa lata, czy trzy lata później pojawił się Poluś. No i zmienialiśmy lokum”, opowiadał aktor.
Czytaj też: Zamachowski wrócił wspomnieniami do swojej najtrudniejszej roli. Zwrócił uwagę na jedno

Kiedy spotykają się prywatnie, aktorstwo schodzi na dalszy plan
Choć od lat należą do grona najbardziej rozpoznawalnych aktorów w Polsce, ich spotkania krążą nie tylko wokół spraw zawodowych. Zbigniew Zamachowski przyznaje, że kiedy widuje się z Piotrem Polkiem i Wojciechem Malajkatem, aktorstwo schodzi na dalszy plan. Znacznie ważniejsze są wspólne wspomnienia, żarty i czas spędzony razem. To właśnie poczucie humoru od początku było jednym z fundamentów ich relacji.
Piotr Polk nie ma wątpliwości, że przez wszystkie lata ich przyjaźni nie brakowało psikusów. Jak wspomina, z okazji 50. urodzin Zamachowskiego przyjaciele wybrali się w wyjątkowe miejsce. Wypad szybko zamienił się w pełen śmiechu czas, a jeden z żartów na długo zapisał się w pamięci całej trójki.
„Generalnie jakoś nie czyniliśmy skandali różnej maści. Lubiliśmy robić sobie żarty. Kiedy skończyłem lat pięćdziesiąt, a było to już piętnaście lat temu, panowie, przyjaciele zabrali mnie w pewne piękne miejsce. I tak cudownieśmy się bawili. Odnowy biologiczne. I odnowiliśmy się do tego stopnia, że kiedy nasz przyjaciel nieobecny odpadł już niestety od zabawy, postanowiliśmy go zabudować. Zabudowaliśmy jego łóżko wszystkimi meblami, które znajdowały się w tym dosyć dużym pokoju. Nie mógł się odgruzować do południa następnego dnia. To pamiętam”, opowiadał Zbigniew Zamachowski.

Czytaj też: Gabriela Muskała szczerze o Zbigniewie Zamachowskim: „Chyba mogę to zdradzić”
Przyjaciele wielokrotnie spotykali się również na scenie, realizując wspólne projekty artystyczne. Jednym z najważniejszych był spektakl „Klub hipochondryków”, który – jak podkreśla Zamachowski – stał się wyjątkowym przedsięwzięciem tworzonym przez grono bliskich sobie ludzi. Autorką tekstu była Magdalena Wołłejko, ówczesna partnerka Piotra Polka. Muzykę skomponował Zbigniew Zamachowski, reżyserii podjął się Wojciech Malajkat, scenografię przygotował Allan Starski, a kostiumy zaprojektowała Wiesława Starska. Na scenie pojawiał się też u boku Piotra Polka. Przedstawienie było wystawiane na deskach Teatru Syrena przez 17 lat. Jak przyznał Zamachowski, gdyby nie pandemia, niewykluczone, że spektakl nadal gościłby w repertuarze.
„To są wspaniałe rzeczy, dlatego że my już naprawdę działamy wedle takiego kodu, który pozwala nam na dużą swobodę w poczynaniach, zarówno tych scenicznych, jak i poza”, powiedział aktor, podkreślając, że wieloletnia przyjaźń przełożyła się również na wyjątkowe porozumienie w pracy twórczej.
