O miłości, na którą przez lata próbowała zasłużyć. O dzieciństwie, które skończyło się wraz z odejściem ojca. I o wyborach, których konsekwencje zrozumiała dopiero z czasem. TYLKO W VIVIE! Małgorzata Ohme w poruszającej rozmowie z Beatą Nowicką wraca do najbardziej osobistych rozdziałów swojego życia. Opowiada o wczesnym małżeństwie, macierzyństwie i skomplikowanej relacji z własną przeszłością. Z charakterystyczną dla siebie szczerością przyznaje, że niektóre decyzje podjęłaby dziś inaczej. To rozmowa, w której nie brakuje trudnych wyznań i pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi.

WIDEO…

player placeholder

Małgorzata Ohme o przeszłości, miłości i decyzjach, które zmieniły jej życie | wywiad VIVY!

– Podoba mi się Twoja zachłanność na życie. Intensywne, wręcz nienasycone pragnienie doświadczania świata, testowania nowych wyzwań, emocji, relacji. 

Myślę, że z mojego kobiecego rodu: mamy, babci i prababci wyssałam żarłoczność życia, kompilację miłości z impulsywnością. Łatwość rzucania się w każde doświadczenie z apetytem, bez namysłu. Niektórzy nazywają to umiejętnością zachwytu, dziecięcą radością, autentycznością, czyli witalnością. Élan vital. Pamiętam go u mojej mamy i babci. Mama była radosna, wręcz figlarna, babcia już nie, ale miała organiczną chęć przetrwania. Parę lat przed jej śmiercią siedziałyśmy w ogrodzie i babcia powiedziała: „Wiesz, Małgosiu, chciałabym przeżyć kolejną wiosnę. Pozbierać poziomki, wystawić twarz do słoneczka, powąchać kwiaty”. Czerpała przyjemność z samego faktu, że istnieje, oddycha, czuje. Prababcia Marysia kulała na jedną nogę, w Chwałkach pod Sandomierzem wszyscy się jej bali. Była odważna i niezłomna, ale też trochę mroczna. Równie twórcza, co destrukcyjna. Jedyną córkę wydała za mąż, nie pytając jej o zdanie. Pewnie stąd babcia miała w sobie element zachwytu i pogardy dla świata. A mama kochała i nienawidziła.

Zobacz także:

– Ty napisałaś świetną książkę. „Żyj, baw się i kochaj”. Pod prąd, na przekór stereotypom. Zaczyna się od symbolicznego zdania: „O, k… jestem stara”. Kiedy tak pomyślałaś po raz pierwszy?

Była jesień, kręciłam się po sklepach w Galerii Mokotów. Znalazłam plisowaną spódnicę, przymierzyłam – kiedyś plis bardzo mi sprzyjał. Podobała mi się, ale ją odłożyłam, bo miałam w pasie oponkę i źle to wyglądało. Byłam zła. „Przecież ja nigdy nie miałam brzucha”. Dygresja – moja córka Klara uświadomiła mi niedawno, że od paru lat powtarzam to zdanie, przeglądając się w lustrach przebieralni! Wychodzę ze sklepu i widzę dwie dziewczyny, jedna trzyma „moją” spódnicę, a druga mówi: „Zwariowałaś?! To spódnica dla starej baby. Kupisz sobie po 40”. Inny obrazek. Idę główną ulicą Saskiej Kępy, zatrzymuję się nagle, bo czuję, że zaraz kichnę. Od pewnego czasu wiem, że kichnięcie z zaskoczenia może się skończyć stróżką moczu płynącą po nodze. Kolejna historia. Umówiłam się na wizytę u profesor Marzeny Dębskiej, mojej ukochanej ginekolożki. Pytam: „Marzenka, czy ja mogę jeszcze rodzić dzieci?”. Nie dlatego, że chcę, tylko czy MOGĘ. Wtedy żyłam jeszcze iluzją, że spotkam mężczyznę, z którym będę miała dziecko i stworzymy rodzinę idealną. Ona: „A zamroziłaś jajeczko?”. Kto kiedyś zamrażał jajeczka?!, myślę sobie. Głośno mówię: „Nie. Nie zamroziłam jajeczka”. „No to raczej nie będziesz już miała dzieci…”.

Czytaj też: TYLKO W VIVIE! Córka Doroty Kolak poszła w jej ślady. Aktorka szczerze o ich relacji: „Zbyt często bywam krytyczna”

Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026
Zdjęcia BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS /

Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026

– Tak… ta świadomość jest szokująca. 

Miałam 45 lat i żyłam w swojej bańce – a jestem mistrzem iluzji – przekonana, że mam nieograniczony czas. Wyszłam z gabinetu i zrobiło mi się smutno. Na ulicy patrzyłam na mijające mnie dziewczyny i myślałam: K… jestem stara! Już nie będę miała dzieci. Coś skończyło się nieodwracalnie. Nie mam na to wpływu. Muszę to zaakceptować. Punktem przełomowym była wyprowadzka mojej córki. Klara zakochała się we wspaniałym chłopaku i przeżywa pierwszą, piękną miłość. 

– W książce pada mocne zdanie: „Klara wchodziła właśnie do świata, który ja opuszczałam”.

Nagle zobaczyłam w niej siebie. Dziewczynę, którą kiedyś byłam. Dotarło do mnie, że ja nigdy czegoś takiego nie przeżyłam – budowania miłości bez powinności, bez lęku, bez troski o to, co stanie się z matką, gdy się wyprowadzę. Nie było mi to dane. W wieku 22 lat wyszłam za mąż i urodziłam dzieci. Gdyby ktoś złapał mnie wtedy za rękę i zapytał: „Hej, przecież ty nie marzyłaś o tym, żeby na studiach zakładać rodzinę. Naprawdę tego chcesz?”, być może podjęłabym inną decyzję. Oczywiście teraz, w imię poprawności politycznej powinnam dodać, że przecież mam wspaniałe dzieci. Mam! Ale lubię nazywać rzeczy po imieniu. Adekwatnie. Mówić wprost. Mam zatem prawo powiedzieć, że nie powinnam wychodzić za mąż, mając 22 lata, i rodzić dzieci. Czy moje życie byłoby lepsze, gdybym tego nie zrobiła? Nie wiem. Byłoby inne. Nie zaliczyłabym 20-letniej tułaczki emocjonalnej. Żebraniny o uczucia, akceptację, uznanie, o brawa, którą uprawiam od 20 lat. Czułam wieczny głód. Nie byłam pewna, czy jestem atrakcyjna, wartościowa. Czy to, co widzę, jest prawdą. Czy mogę sobie zaufać. Myślałam raczej w kategoriach, że muszę zasłużyć, zapracować.

– Ale na co?

Przede wszystkim na miłość i akceptację mężczyzn. Wychowana przez matkę z jednej strony w pogardzie wobec facetów za to, że są słabi, a z drugiej w uniżeniu. Love and hate. Mój były mąż przychodzi czasami do nas, siada przy tym stole, przy którym teraz rozmawiamy, i – nie umniejszając mu, bo jest dżentelmenem bardzo dobrze wychowanym – nagle stwierdza: „Nie mam widelca”. I co ja robię? Natychmiast zrywam się z krzesła. Mało tego. Idąc do kuchni, czerpię przyjemność z tego, że mój były wciąż mnie potrzebuje. Każdy krok jest krokiem dumy. Idę po widelec nie dlatego, że jestem posłuszna. To cząstka mnie, która się popisuje, chce zasłużyć, być przydatna. Tylko że zbyt często wymyka się spod kontroli. Od 15 lat sama prowadzę moje gospodarstwo domowe. „Noszę spodnie”. Czy to jest zgodne ze mną? Nie sądzę. Nie lubię tej sprawczości, która przymusza mnie do różnych rzeczy. Nie chcę wiedzieć, co jest w rachunkach, a czego nie ma. Nie chcę zajmować się samochodami, remontami, naprawami. W d… to mam. W życiu potrzebuję również satysfakcji z przyniesienia byłemu mężowi widelca. Wyssałam to z mlekiem matki, która mówiła: „Kocha to się dzieci”. 

– A nie mężczyzn?

Była bardzo niezadowolona, gdy się zakochiwałam. Tata odszedł, gdy miałam 12 lat. Powiedział, że się wyprowadza, że TO nastąpi dziś wieczorem i żebym zamknęła drzwi od środka, bo mama, wiadomo, zapomina o wszystkim. Dodał jeszcze coś takiego: „Wiesz, jaka mama jest. Nie da się z nią wytrzymać”. Byłam dzieckiem, nie wiedziałam. Zamknął drzwi i zostawił mnie z mamą. Tamtego dnia skończyło się moje dzieciństwo. A jednak przez wiele lat nie czułam do taty gniewu. Niedawno moja terapeutka zapytała: „Czy pani powiedziałaby swojej 12-letniej córce, że zostawia ją z ojcem, bo sama nie może z nim wytrzymać?”. Nie wyobrażam sobie tego. W każdym razie zostałyśmy same. Mama była wspaniała, ale piła szkodliwie i nie lubiła mężczyzn. Bardzo szybko zorientowałam się, że trzeba ukrywać, że jestem zakochana, bo według mamy „to jest żenujące i słabe”. Wiesz, ile razy zakochiwałam się i czułam obrzydzenie w stosunku do siebie? Wstydziłam się złapać chłopaka za rękę na ulicy. Dzisiaj bardzo chciałabym to zrobić.

Czytaj też: Przez lata żebrała o uczucia i akceptację. TYLKO W VIVIE! Małgorzata Ohme: „Myślałam, że muszę zasłużyć na miłość”

_________________

Cały wywiad dostępny w nowej VIVIE! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od 22 października. 

Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026
Zdjęcia BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS /

Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026