Przez lata Grzegorz Markowski należał do najbardziej zapracowanych polskich rockmanów. Koncerty, nagrania i życie w trasie były jego codziennością przez dekady. Dziś jego rytm dnia wygląda zupełnie inaczej. Zamiast sceny wybiera spokój, czas z rodziną i odpoczynek z dala od blasku fleszy. Jak podkreślają jego najbliżsi, właśnie takiego życia potrzebował po zakończeniu wieloletniej kariery.

WIDEO

player placeholder

Grzegorz Markowski od kilku lat jest na emeryturze. Patrycja Markowska zdradziła, jak dziś się czuje

Grzegorz Markowski zakończył działalność koncertową w 2021 roku i od tamtej pory konsekwentnie pozostaje poza show-biznesem. Choć po opublikowaniu oświadczenia o rezygnacji z występów pojawiło się wiele spekulacji dotyczących jego zdrowia, córka artysty wielokrotnie podkreślała, że niepotrzebnie wzbudziły one niepokój. Z jej wypowiedzi wynika, że były lider Perfect po prostu chciał zakończyć intensywny etap zawodowego życia i skupić się na codzienności z dala od sceny.

W sierpniu 2025 roku Patrycja Markowska w rozmowie z tvn.pl ponownie opowiedziała o tym, jak dziś czuje się jej ojciec. Nie pozostawiła przy tym żadnych wątpliwości: "Bardzo dobrze się czuje. Odkąd nie pracuje, bardzo dobrze. Tak, on tego potrzebował i ja to całkowicie szanuję".

Zobacz także:

Nie była to zresztą pierwsza podobna wypowiedź wokalistki. Już wcześniej przyznawała, że początkowo obawiała się, czy rozstanie z koncertami nie okaże się dla ojca zbyt trudne. Stało się jednak odwrotnie. Jak opowiadała, Grzegorz Markowski odnalazł się w spokojniejszym rytmie życia, spędza czas z żoną, spotyka się z bliskimi, chodzi na spacery i cieszy się codziennością, na którą przez lata intensywnej kariery często brakowało czasu.

Grzegorz Markowski, Patrycja Markowska, Warszawa 05.03.2022.
Fot. TRICOLORS/EAST NEWS

Patrycja Markowska pokazała, jak spędza czas z ojcem. Wielkanocne nagranie i lipcowy weekend nad jeziorem

Choć Grzegorz Markowski bardzo chroni swoją prywatność, w ostatnich miesiącach fani mogli zobaczyć go dzięki publikacjom córki. Patrycja Markowska regularnie pokazuje krótkie momenty ze wspólnego rodzinnego życia, udowadniając, że muzyka nadal towarzyszy im także poza sceną.

W Wielkanoc wokalistka opublikowała nagranie, na którym jej ojciec gra na gitarze podczas rodzinnego spotkania. Film opatrzyła podpisem: "Takie rodzinne świąteczne jam-owanie smakuje mi zawsze wyjątkowo. Utwór Breakout i Mira Kubasińska z tekstem Bogdana Loebla jest jednym z moich ukochanych."

Nagranie szybko wywołało wiele pozytywnych reakcji internautów. Dla wielu fanów była to jedna z nielicznych okazji, by ponownie zobaczyć legendarnego wokalistę w tak swobodnej, rodzinnej atmosferze.

Kilka dni temu Patrycja Markowska podzieliła się kolejnymi kadrami ze wspólnego czasu z ojcem. Tym razem pokazała, jak rodzina spędziła lipcowy weekend nad jeziorem. Na zdjęciach i nagraniach można było zobaczyć między innymi przejażdżkę rowerem wodnym, odpoczynek nad wodą oraz wspólnego grilla.

Całość podpisała słowami: "Tam, gdzie kończy się pośpiech, zaczynają się najpiękniejsze wspomnienia. Jezioro, zachody słońca i ludzie, którzy sprawiają, że serce bije mocniej!"

Publikacje Patrycji Markowskiej pokazują, że emerytura Grzegorza Markowskiego upływa przede wszystkim pod znakiem spokoju, rodzinnych spotkań i odpoczynku. Z przekazywanych przez nią informacji wynika, że właśnie taki styl życia najlepiej odpowiada dziś legendzie polskiego rocka.

Patrycja Markowska, Grzegorz Markowski, Skierniewice. 29.05.2022.
Fot. TRICOLORS/EAST NEWS
Grzegorz Markowski, Viva! maj 2010
fot. Marcin Kempski/I LIKE PHOTO /

Od ponad 40 lat występuje na scenie, a muzyka to dla niego najsilniejszy afrodyzjak. Grzegorz Markowskinależy do grona kultowych polskich piosenkarzy - rockmanów. Kompozytor i lider zespołu Perfect. Do historii polskiego rocka wpisał się takimi przebojami jak: „Nie płacz Ewka”, „Kołysanka dla nieznajomej” czy legendarnej już „Autobiografii”. Te utwory znają wszyscy!


Dziś muzyk kończy 63 lata. 

Z tej okazji, przypominamy archiwalny materiał z VIVY! W rozmowie z Aleksandrą Kwaśniewską wokalista zespołu Perfect opowiada o miłości do żony, słabościach rockmenów i poświęceniu dla muzyki.

„Alkohol, narkotyki, kobiety i muzyka. Najsilniejsze afrodyzjaki. To najbardziej nakręca rockmanów”powiedział Grzegorz Markowski. Czy jego też dotyczy powiedzenie: „sex, drugs and rock and roll”?

Polecamy też: Zrealizował marzenia, zagrał na wulkanie, oświadczył się na scenie. Wywiad z Grzechem Piotrowskim

Czego jeszcze nie wiesz o żyjącej legendzie polskiego rocka?
Zapraszamy do przeczytania wywiadu oraz obejrzenia archiwalnej galerii.

Jeśli lider kultowego zespołu wydaje solową płytę, to cieszy się, że nie będzie musiał dzielić splendoru z kolegami?
Grzegorz Markowski: Być może byłbym łasy na popularność i pieniądze, gdybym tego nie miał. A tak? Zawsze próżność artysty i jego ego są ogromne, ale tu chodzi o coś innego. Jak patrzę na kobiety, to myślę, że założyłbym sobie harem. Gdy  na alkohol, myślę: O, tego jeszcze nie próbowałem. Z piosenkami jest podobnie. Mam apetyt na życie, poznawanie nowych ludzi i tworzenie nowych dźwięków.


– Próżność artysty nie cierpi na tym, że dziś trudniej o poklask?
Grzegorz Markowski: W latach 80. polska elita to było raptem pięć kapel. I było łatwiej, bo w kontrze do komunizmu społeczeństwo było skonsolidowane. A nas, artystów, postrzegano jako solidarną rodzinę, która daje powiew wolności – mniej czy bardziej elegancki. Raz to były fajne happeningi, innym razem zwykłe chamstwo, ale widziano w tym jakiś sens. A dziś? Skiba zdjął gacie, wypiął się na premiera Buzka i co?


– I nic.
Grzegorz Markowski: Teraz takie rzeczy możesz robić co chwila i nawet cię nie zamkną.


–  Ciągle znajdujesz powód do buntu?
Grzegorz Markowski: Buntuję się przeciwko złu – obojętności, pogoni za pieniędzmi.


– Bardzo to zło niejednoznaczne. Wiele osób modli się o pieniądze.
Grzegorz Markowski: Bo jesteśmy słabi. Gdybym miał na ręku złotego roleksa i pierścionek z brylantem, a wczoraj nawaliłbym się wódki, to dzisiaj głowa bolałaby mnie tak samo. Sam jestem dziś dość zamożnym człowiekiem, choć w porównaniu z Zachodem pewnie na poziomie ogrodnika Madonny. Widzę jednak, że relacje między ludźmi są przez pieniądze zakłócone. Pieniądze zrobiły więcej zła niż narkotyki, alkohol, władza, choroby. Sprowadziły wszystko do konkurencji, która ma się nijak do poczucia wolności. Jak myśmy, mając lat 16, brali do ręki gitary,  to chcieliśmy, żeby ktoś nas tylko posłuchał. Jeśli chciał nam jeszcze dać za to trzy złote, to byliśmy bardzo szczęśliwi. Dziś młodzi ludzie zakładają zespoły, żeby robić karierę. Motywacja jest zupełnie inna.


– A Twoja motywacja teraz?
Grzegorz Markowski: Ja jestem zadżumiony muzyką. To jak choroba psychofizyczna. Po prostu musisz to robić. Niesamowite, jak ludzie są związani z piosenkami, które były ważne na jakimś etapie ich życia. Jeżeli ktoś próbuje tym kuglować, to jest świnia.


– Widziałeś „Beats of Freedom”? To prawdziwy obraz tamtych czasów?
Grzegorz Markowski: Noszę go w sobie cały czas. To, co się działo w latach 80., nie zarosło jeszcze we mnie tłuszczem. Tak, to prawdziwy obraz. Jeśli mówi się, że rock and roll podmywał system, to prawda. Ale prawda jest też taka, że wszyscy się wtedy realizowali. Pili, bzykali panny, grali, byli na listach przebojów. Zarabiali fatalne pieniądze co prawda, bo ja za koncert dostawałem dolara minus dziesięć procent podatku, ale żyliśmy pełnią życia.


– Byłam przekonana, że życie rock-androllowców w Polsce w porównaniu z tym, jak to wyglądało na Zachodzie, przypominało produkt czekoladopodobny...
Grzegorz Markowski: Na całym świecie ludzi najbardziej nakręcają alkohol, narkotyki, kobiety i muzyka. Tylko że u nas były tańsze odpowiedniki. Dobra gitara znajdowała się poza zasięgiem, bo kosztowała 700 dolarów – pięcioletni dochód normalnego człowieka. Namiętności były jednak identyczne.

Zobacz także: Najmodniejsza wokalistka młodego pokolenia. Czym intryguje? Mary Komasa na sesji do VIVY!