Ich relacja od początku wymykała się prostym schematom. Grzegorz Turnau był bardzo młody, gdy został ojcem, a Antonina dorastała w domu pełnym muzyki, artystów, rozmów i ludzi, którzy z czasem stawali się także jej przyjaciółmi. On nie próbował układać jej życia, ona nie czuła potrzeby buntowania się przeciwko rodzicom. Z biegiem lat więź ojca i córki zmieniła się w bliską, niemal partnerską relację, o której oboje potrafili mówić z humorem, czułością i dużą szczerością.

WIDEO…

player placeholder

Antonina miała 18 lat i wyprowadzała się z domu. Tak reagował Grzegorz Turnau

Ich wspólny wywiad dla „Vivy!” z 2007 roku uchwycił szczególny moment. Antonina miała 18 lat, zaczynała studia i przenosiła się z rodzinnego domu pod Krakowem do miasta. Dla niej był to początek dorosłego życia, dla Grzegorza Turnaua – moment, w którym musiał przyzwyczaić się do myśli, że córka nie jest już dzieckiem. Nie zamierzał jednak przedstawiać jej jako kogoś, kto wciąż potrzebuje prowadzenia za rękę. „Antosia jest odpowiedzialną, dorosłą osobą” – mówił.

Wyprowadzka córki wyraźnie miała dla niego znaczenie, choć podchodził do niej z charakterystycznym humorem. „Nie mogę jednak powiedzieć wprost, że Antosia wyprowadza się z domu. Pewnie nigdy się z niego nie wyprowadzi. Zawsze zostanie u nas jej pokój” – tłumaczył. Antonina patrzyła na sprawę znacznie bardziej pragmatycznie. „Faktycznie, to nie jest radykalne rozstanie. Po prostu od kilku miesięcy nie mieszkam już w domu” – odpowiadała. Ojciec natychmiast obrócił temat w żart i zapowiedział, że czeka już na wnuki, bo chciałby zostać młodym dziadkiem.

Zobacz także:

Mimo lekkiego tonu oboje przyznawali, że zmiana była odczuwalna. Antonina żartowała nawet z „syndromu opuszczonego gniazda” rodziców. W domu pojawił się nowy pies, a Grzegorz Turnau przyznawał, że pomógł złagodzić „boleść po ewolucyjnym oddalaniu się naszej córki”. Jednocześnie cieszył się, że Antonina mogła rozpocząć własne życie w Krakowie. „Ma studia za rogiem, spaceruje Bracką, przesiaduje w kawiarniach, wczuwa się w klimat, w którym ja też dorastałem” – mówił.

„Nigdy nie przeżywałam okresu buntu”. Antonina o dorastaniu przy rodzicach

Ich relacja nie wyglądała jak klasyczna historia o nastolatce, która w pewnym momencie chce odciąć się od rodziców. „Nigdy nie przeżywałam okresu buntu, nie pamiętam potrzeby wyizolowania się od rodziców” – przyznała Antonina. Grzegorz Turnau natychmiast próbował znaleźć kontrargument i przypomniał córce jej charakterystyczne spodnie. „Zaraz, miałaś takie dziwne spodnie z krokiem na kolanach...” – wtrącił. „Tatusiu, ale spodnie nic nie znaczą, na nich kończył się właśnie cały mój bunt” – odpowiedziała.

Takich drobnych przekomarzań w ich wspólnej rozmowie było znacznie więcej. Grzegorz chętnie przypominał historie z dzieciństwa córki, czasami ku jej wyraźnemu zakłopotaniu. Kiedy Antonina zapewniała, że nie umie śpiewać, ojciec od razu protestował: „O, co to, to nie. Ona śpiewała i śpiewa. I to całkiem nieźle”. Gdy córka zarzuciła mu, że opowiada za nią, czego ona sama chciałaby od życia, odpowiedział: „Bo jestem twoim tatą i wiem, co byś chciała”.

Turnau z podobnym entuzjazmem przypominał jej aktorskie osiągnięcia. „Bardzo byłem z niej dumny” – mówił, wspominając występ Antoniny na Przeglądzie Teatrów Amatorskich w Rybniku. Duma regularnie przebijała przez jego żarty. Kiedy Antonina sama nie miała ochoty się chwalić, ojciec robił to za nią.

Grzegorz Turnau został ojcem jako student. „Byłem naprawdę szczęśliwym człowiekiem”

Historia ich więzi zaczęła się w czasie, gdy sam Grzegorz nie zdążył jeszcze nawet zastanowić się nad tym, jakim właściwie chce być ojcem. „Ja byłem tak młodym ojcem, że nie zdążyłem sobie nawet zadać tych wszystkich pytań” – wspominał. Kiedy urodziła się Antonina, studiował na drugim roku. „Nie miałem wtedy żadnych wątpliwości, wszystko akceptowałem, wszystko mi się podobało, byłem naprawdę szczęśliwym człowiekiem” – mówił.

Razem z żoną Maryną żyli swoim zwyczajnym życiem, a córka – jak sam to określił – po prostu przy nich wyrastała. Turnau wspominał Antoninę jako upartą i samodzielną. Rodzice wyjeżdżali wspólnie na koncerty, a ona zostawała wtedy z babciami. „Wyrosła w takim rodzinnym ogrodzie” – podsumował.

Antonina szybko nauczyła się poruszać w tym „ogrodzie” po swojemu. „Najłatwiej było uzyskać wszelkie zgody od taty” – przyznała. Jeśli mama czegoś jej zabraniała, szła do ojca. Kiedy on się zgadzał, wracała do mamy z mocnym argumentem: „A bo tata się zgodził...”. Sama nazwała to manipulacją, ale zaraz dodała coś znacznie ważniejszego: „Nigdy nie chciałam zawieść zaufania moich rodziców. Wiedziałam, że to byłoby dla mnie największą karą”.

Grzegorz Turnau, Antonina Turnau
Piotr Fotek/ REPORTER /

Grzegorz Turnau, Antonina Turnau, 43. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej Opole 2006

„Daj mu czas, samo zrozumie”. Tak Turnau uczył się być ojcem

Grzegorz Turnau nie przedstawiał siebie jako rodzica, który od początku miał gotowy plan wychowania córki. Wręcz przeciwnie.

Przypominał spacer w Czernichowie, kiedy Antonina była jeszcze bardzo mała. Pokazywał jej drzewo, opowiadał o naturze i próbował tłumaczyć, że trzeba poczuć moc przyrody.

Mała Antonina siedziała w wózku i zupełnie nie rozumiała, czego właściwie oczekuje od niej tata.

Turnau szybko zorientował się w absurdzie sytuacji. „Ty idioto, czego ty chcesz od tego dziecka! Daj mu czas, samo zrozumie!” – wspominał własną reakcję.

Ten sposób myślenia pojawiał się również w jego późniejszych wypowiedziach. Kiedy Antonina była już dorosła, Turnau podkreślał, że nie zamierza projektować jej przyszłości. „Nie chcę jej wymyślać życia” – mówił.

Chciał podpowiadać, być obok i pomagać, ale decyzje pozostawiał jej. Z czasem córka przestała być dla niego wyłącznie dzieckiem. Nazwał ją „dobrym, serdecznym przyjacielem”, przyznając, że sama również pomaga mu i podpowiada.

„Jesteśmy szalenie zżyci”. Antonina Turnau o ojcu po latach

To, co w rozmowie z 2007 roku widać było w ich żartach i rodzinnych anegdotach, Antonina po latach nazwała już wprost. Zapytana o relację z ojcem powiedziała: „Jesteśmy szalenie zżyci”. Dodawała, że bardzo dobrze się rozumieją, świetnie dogadują i mają ze sobą „sztamę”. Jednocześnie podkreślała, że równie mocno związana jest z mamą.

Jej dzieciństwo to nie tylko relacja z rodzicami, ale również ludzie, którzy przewijali się przez rodzinny dom. Już jako 18-latka Antonina mówiła: „Najpiękniejsze jest to, że mamy wspólne grono przyjaciół i znajomych. Wychowałam się wśród przyjaciół moich rodziców i teraz oni naturalnie stali się także moimi przyjaciółmi”.

Turnau dopowiadał z właściwym sobie humorem, że byli to artyści, a czasami wykładowcy uniwersyteccy. Antonina później opisywała swoje dzieciństwo jako dorastanie w „barwnym, atrakcyjnym świecie”, w którym dzieci traktowano poważnie.

Ojciec i córka dzielili więc nie tylko rodzinny dom, ale stopniowo także ludzi, miejsca i środowisko, w którym oboje dobrze się czuli.

Grzegorz Turnau stał się dla córki wzorcem mężczyzny i męża

Jeszcze w młodości Antonina przyznała, że w mężczyznach szuka cech swojego ojca. Grzegorz oczywiście natychmiast obrócił jej słowa w żart. Po latach temat wrócił, kiedy Antonina została zapytana o Marka Kondrata. „Pod wieloma względami tata i Marek są kompletnie inni” – zaznaczyła.

Nie zmieniło to jednak tego, jak postrzegała ojca. „Tata jest i zawsze był dla mnie wzorcem mężczyzny i wzorem męża” – powiedziała.

Duże znaczenie miało dla niej to, w jaki sposób Grzegorz Turnau odnosił się do jej mamy. Dorastając, obserwowała właśnie tę relację i na jej podstawie budowała własne wyobrażenie o partnerstwie.

Mówiąc o tym, co łączy ojca i męża, Antonina wymieniała poczucie bezpieczeństwa, akceptację, czułość oraz mądrość. Słowa, które wypowiedziała jako nastolatka, po latach okazały się więc czymś więcej niż spontaniczną deklaracją córki zapatrzonej w tatę.

„Pierwotne wi-fi”. Tak Grzegorz Turnau opisał więź z Antoniną

Grzegorz Turnau znalazł własne określenie na to, co łączy go z córką. Mówił o „rodzaju pierwotnego wi-fi”.

Według niego ojciec i córka potrafią „porozumiewać się pozawerbalnie i pozaterytorialnie”. Żartował nawet, że Antonina wyczułaby jego niewłaściwe zachowanie, zanim zdążyłby zrobić cokolwiek nagannego. „Jest jedyną osobą, której tak naprawdę się boję” – mówił z uśmiechem.

To zdanie brzmi zupełnie inaczej, kiedy zestawi się je z ich rozmową sprzed lat. Z młodej dziewczyny, która wiedziała, że u taty najłatwiej uzyskać zgodę, Antonina stała się dla niego dorosłą osobą, przyjacielem i kimś, z czyim zdaniem sam się liczy.

Już w 2007 roku Grzegorz Turnau mówił o dorastaniu córki bez żalu. „Już wiem, na jaką osobę wyrosło moje dziecko. To wielka frajda. Wcale nie jest mi z tego powodu smutno”. A gdy miał powiedzieć, co zajmuje najważniejsze miejsce w jego własnym życiu, znalazł jeszcze prostsze słowa.

„Gdybym miał ułożyć listę przebojów swojej egzystencji, Antosia byłaby na pierwszym miejscu”.

Grzegorz Turnau, Antonina Turnau
Paweł Wrzecion/AKPA /

Grzegorz Turnau, Antonina Turnau, premiera "Lalki", 2026 r. 

Źródła: VIVA!, Polki.pl, Fashion Post, Freshmag, TVN, Co za tydzień / TVN, WP Kobieta, Fakt, Plejada, Interia Film