Tadeusz Kondrat odnosił sukcesy na scenie i ekranie, gdy w 1955 r. doszło do wypadku, który na zawsze odmienił jego życie. Aktor mimo poważnych konsekwencji wrócił do zawodu i wystąpił m.in. w „Lalce” Wojciecha Hasa. Po latach Marek Kondrat opowiedział, jak dramat ojca wpłynął na całą rodzinę.

WIDEO…

player placeholder

Tadeusz Kondrat był gwiazdą teatru. Marek Kondrat zapamiętał ojca inaczej

Tadeusz Kondrat urodził się w 1908 r. w Przemyślu, wówczas należącym do Austro-Węgier. Był synem Michała Kondrata i Ludwiki z Kaczmarów. Jego starszy brat Józef również został aktorem. Pierwsze doświadczenia sceniczne zdobywał jeszcze w teatrzykach wystawianych w przemyskim gimnazjum. Od końca lat 20. występował już zawodowo. Grał m.in. w Teatrze Wielkopolskim w Poznaniu, Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, łódzkich Teatrach Miejskich, a później przez lata był związany z Teatrem Polskim w Warszawie.

Dla publiczności był rozpoznawalnym aktorem. Jego syn widział jednak przede wszystkim ojca naznaczonego skutkami późniejszego wypadku. "To, że ojciec był aktorem, nic specjalnego dla mnie nie znaczyło. Dla mnie był aktorem kulawym. Jako dziecko nie mogłem rozumieć, odbierać jego zasług z przeszłości, o których matka wiedziała, tego, że był lubiany, noszony na rękach, że ku uciesze innych wychodził przez okno na 3. piętrze w teatrze w Krakowie, że ich życie toczyło się podczas nocnych włóczęg, wśród krakowskiej bohemy. To była jakaś Młoda Polska, na którą ja w ogóle nie byłem gotowy", wspominał Marek Kondrat w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Zobacz także:

W pamięci syna zostały także pojedyncze chwile bliskości. "W pokoju ojca było duże, rozkładane łóżko. Jako dziecko bawiłem się tam z nim w zjeżdżalnię, którą były jego podkurczone kolana.To wspomnienie jest dla mnie ważne, bo miałem bardzo niewiele fizycznych kontaktów z rodzicami. W ogóle nie kojarzę sobie, żebym był np. noszony na rękach, żeby ktoś mnie w domu dotykał", mówił.

Fragment przedstawienia. Tadeusz Kondrat jako Jurek Gonda i Krystyna Ankwicz-Szyjkowska jako Zosia.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wypadek w 1955 r. zmienił życie Tadeusza Kondrata

Do wydarzenia, które zaważyło na dalszych losach aktora, doszło w 1955 r. Tadeusz Kondrat jechał jako pasażer do Łodzi na plan filmu „Zemsta” Antoniego Bohdziewicza i Bohdana Korzeniewskiego. Według wspomnienia Marka Kondrata jego ojciec został poproszony, by usiadł obok kierowcy i rozmawiał z nim, aby ten nie zasnął. Samochód uderzył jednak w nieoświetloną ciężarówkę stojącą na poboczu.

Skutki były bardzo poważne. Tadeusz Kondrat doznał pęknięcia podstawy czaszki i kilka miesięcy przebywał w szpitalu w Łodzi. "Kiedy po trepanacji czaszki, po kilku miesiącach szpitala w Łodzi wrócił do domu, miał dziurę w głowie, w miejscu, gdzie wbił mu się kawał pabiedy czy warszawy zbudowanej z blachy, z jakiej kiedyś robiono okręty", wspominał Marek Kondrat.

Po urazie aktor do końca życia miał sparaliżowaną lewą stronę ciała oraz kłopoty z mówieniem. Jak opowiadał jego syn, po powrocie ze szpitala sprawiał wrażenie człowieka znacznie starszego, wiele czasu spędzał w łóżku i poruszał się o lasce.

CZYTAJ TEŻ: Miała 15 lat, gdy usłyszała od swojej sławnej mamy jedną radę. Po latach Kaia Gerber ujawnia, co jak naprawdę wyglądało dorastanie w cieniu Cindy Crawford

Marek Kondrat
Pawel Wodzynski/East News

„Uważałem, że to zawód ojca sprowadził na nas to całe nieszczęście”

Wypadek nie pozostał bez wpływu na życie zawodowe Tadeusza Kondrata. Nadal grał, ale znacznie mniej intensywnie niż wcześniej. "Wrócił do zawodu w bardzo ograniczonej formie, grał do końca życia w swoim macierzystym Teatrze Polskim, zrobił kilka filmów, chodził do SPATiF-u, pijał wódkę", wspominał Marek Kondrat 10 lat po śmierci ojca.

Zmieniła się również atmosfera w domu. Matka Marka Kondrata miała bardzo przeżywać wieczorne wyjścia męża. Bała się o jego powroty, a niepokój udzielał się także synowi. Oboje mieli często czekać przez całą noc, nasłuchując jego kroków. "Uważałem, że to zawód ojca sprowadził na nas to całe nieszczęście", podsumował Marek Kondrat. Sam przyznawał, że tęsknił za spokojnym, zwyczajnym domem, bez ciągłych spotkań i licznych znajomych ojca. "To nie jest mój żywioł. Ożeniłem się z osobą, z którą założyłem normalną, mieszczańską rodzinę", mówił.

Fragment przedstawienia. Janina Wernicz i Tadeusz Kondrat
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Tadeusz Kondrat zagrał w „Lalce” mimo poważnego urazu

Mimo trwałych skutków wypadku Tadeusz Kondrat nie zniknął z ekranu. W 1968 roku wystąpił w „Lalce” Wojciecha Hasa, gdzie wcielił się w Szlangbauma, ojca Henryka. To jedna z ról, która dziś szczególnie przyciąga uwagę ze względu na zawodowy powrót Marka Kondrata. Syn aktora bowiem zagrał Ignacego Rzeckiego w nowej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa.

Filmografia Tadeusza Kondrata obejmuje również takie produkcje jak „Celuloza” (1953), „Zemsta” (1956), „Kwiecień” (1961), „Gdzie jest trzeci król” (1966), „Człowiek z M-3” (1968), „Sanatorium pod Klepsydrą” (1973) oraz „Noc w wielkim mieście” (1976). Od 1950 grał też w słuchowiskach Teatru Polskiego Radia, a w 1954 występował w kabarecie „Szpak”. Na deskach warszawskiego Teatru Polskiego występował aż do 1979 r. Ostatnim występem na ekranie w jego dorobku był serial Bohdana Poręby „Polonia Restituta” z 1982 r., w którym zagrał doktora.

Marek Kondrat
Pawel Wodzynski/East News

Marek Kondrat po latach zobaczył w ojcu coś, czego wcześniej mu brakowało

Tadeusz Kondrat zmarł 19 czerwca 1994 r. w Domu Aktora Weterana w Skolimowie pod Warszawą. Po latach Marek Kondrat wracał do wspomnień o ojcu również przez pryzmat jego ról. Szczególne znaczenie miał dla niego występ Tadeusza Kondrata w „Sanatorium pod Klepsydrą”.

Odbierając nagrodę na festiwalu w Gdyni za rolę w „Dniu świra”, Marek Kondrat życzył swoim synom, aby zobaczyli go w filmie Koterskiego tak, jak on sam kiedyś zobaczył swojego ojca w obrazie Wojciecha Hasa. "W tym filmie zobaczyłem w nim jakąś część ludzką, nie aktorską, uczucia, wrażliwość człowieczą, ojcowską. To, czego było mi brak", mówił Marek Kondrat. Dodał też, że podczas seansu „Sanatorium pod Klepsydrą” przeszły go dreszcze.

Źródło: Film.wp.pl, radiozet.pl.

CZYTAJ TEŻ: Mimo życiowych zawirowań wciąż wierzy w ludzi. W VIVIE! Jabłczyńska wprost o Grocholi i Szelągowskiej. Stawia sprawę jasno

Tadeusz Kondrat
INPLUS/East News