Od lat pozostaje jedną z tych osób, które mimo sukcesu nie tracą naturalności i ciepła. Joanna Jabłczyńska wcześnie poznała blaski i cienie życia na oczach innych, a jednak wciąż potrafi patrzeć na ludzi z ufnością. W rozmowie z Ewą Wojciechowską dla „VIVY!” mówi o dzieciństwie w świetle reflektorów, krytyce, rozczarowaniach i o sile, dzięki której nadal wybiera dobro, nawet jeśli czasem wiele ją to kosztuje. Wraca też do głośnego spięcia z Dorotą Szelągowską i Katarzyną Grocholą i szczerze mówi, dlaczego dziś nie chciałaby spotkać się z nimi przy kawie.

WIDEO…

player placeholder

Joanna Jabłczyńska w VIVIE! o krytyce i życiowym optymizmie 

– W Warszawie bywasz już tylko gościem? 

Tak, bywam tylko wtedy, kiedy mam pracę, spotkania związane z pracą radcy prawnego lub zdjęcia do serialu „Na Wspólnej”. Ale wracam jak najszybciej, nawet w nocy. Nawet kiedy jestem bardzo zmęczona i wydaje mi się, że już nie mam siły dojechać. Ale kiedy rozejrzę się po tych polach, tu bocian, tu sarna, te przestrzenie, ta zieleń i w nocy przepiękne gwiazdy, których w mieście nie ma… Otwieram okno i wpada świeże, wiejskie powietrze, wtedy od razu odzyskuję siły i cały stres mija. To miejsce mnie przymusowo rozluźnia i spowalnia. W Warszawie, gdzie jest wszystko na pokaz, często trzeba nosić maski i udawać, że twoje życie to pasmo niekończących się sukcesów. Na mojej wsi nie muszę myśleć o stylizacjach. Chodzę bez makijażu, z rozczochranymi włosami, w dresach. Nareszcie mam ten luz i spokój po 30 latach bycia ocenianą za wszystko. [...]

Zobacz także:


– Czy to znaczy, Joasiu, że nie czytasz komentarzy?

Różnie. W zależności od stanu mojej psychiki czasami sobie poczytam. Jestem w takim momencie swojego życia, że (tu muszę zasmucić wszelakich hejterów), że generalnie to po mnie spływa, bo wiem, że ci ludzie nie znają mnie w ogóle, nie wiedzą nic o mnie, ale też oczywiście mam świadomość, że znają mnie w większości przez artykuły w portalach plotkarskich, które przeinaczają wszystko.

Czytaj też: TYLKO W VIVIE! Kamila Urzędowska o roli Łęckiej. Reżyser postawił przed nią zaskakujące zadanie. „Musiałam się podporządkować”

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.
Fot. Marek Straszewski /

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.

– Kiedy Cię tak słucham, to cały czas zastanawiam się, jak sobie radziłaś w dzieciństwie, bo zaczęłaś już jako ośmiolatka w zespole Fasolki. Potem był „Tik-Tak” i „Teleranek”. Od dziecka byłaś wystawiona na ocenę. 

To były zupełnie inne czasy. Fasolki były bardzo modnym i prestiżowym zespołem, miałam przezwisko Fasola i wiesz co, naprawdę czułam się tam lubiana. Zawsze miałam ogromne wsparcie całej klasy i koledzy mnie czasami bronili przed nauczycielami. Był nauczyciel, który na przykład powiedział przy całej klasie, że „ta Jabłczyńska to musi pochodzić z biednej rodziny, skoro każą jej pracować”. Jeśli ktoś mnie lepiej zna, to wie, że ja jestem bardzo optymistyczną osobą, bardzo lubię ludzi, jestem przyjazna, uśmiechnięta. Ostatnio powiedziała mi moja pani psycholog: „Pani Asiu, pani idealizuje ludzi. Pani zawsze ich wytłumaczy, pani zawsze chce widzieć samo dobro w ludziach, a tak nie jest”.

– I potem dostajesz po głowie za ten optymizm.

No dostaję. Trudno, ale i tak nie chcę stracić wiary w ludzi, bo to mi się nie kalkuluje życiowo. Czasem dostanę w łeb obuchem, to prawda. Ktoś mnie wczoraj zapytał w czasie wywiadu, czy chciałabym się umówić na kawę z Dorotą Szelągowską i Kasią Grocholą. Nie, nie chciałabym, bo kosztowałoby mnie to dużo psychicznie i nie jest mi to potrzebne do szczęścia, ale z drugiej strony życzę im szczęścia, niech idą po prostu w swoją stronę. Ja nikomu źle nie życzę. Chociaż ten atak na mnie był kompletnie niepotrzebny.

TYLKO W VIVIE!: Przez „Na Wspólnej” Joanna Jabłczyńska odrzucała inne propozycje. Dziś mówi, czy żałuje

Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 8 października.

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.
Fot. Marek Straszewski /

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.