Joanna Jabłczyńska przez lata żyła między planem zdjęciowym, kancelarią i warszawskim pędem, aż w pewnym momencie coraz mocniej zaczęła tęsknić za czymś zupełnie innym: ciszą, naturą i życiem we własnym rytmie. Dziś jej codzienność wygląda inaczej niż kiedyś, a decyzja o zmianie miejsca zamieszkania okazała się początkiem prawdziwej życiowej rewolucji. W rozmowie z Ewą Wojciechowską dla „VIVY!” opowiada o domu, który skradł jej serce, potrzebie wolności i wyborach, których nie wszyscy potrafili zrozumieć. Co sprawiło, że postanowiła zostawić za sobą dotychczasowe życie i pójść za głosem serca?

WIDEO…

player placeholder

TYLKO W VIVIE! Joanna Jabłczyńska o życiowej rewolucji. Dlaczego porzuciła Warszawę? Kulisy zaskakują

 – Wspomniałaś, że życie zawodowe jest u Ciebie drugoplanowe. To co jest na pierwszym planie? 

Mój dom i moje życie na wsi.  

Zobacz także:

– Jak to się zaczęło? Czy to było Twoje marzenie od dzieciństwa? Czy miałaś babcię na wsi, do której jeździłaś na wakacje? 

Tak, miałam przewspaniałą babcię Zosię w Czersku. Odwiedzałam ją w wakacje i uwielbiałam ten czas na wsi. Byłam dzieckiem skaczącym po sianie, jeżdżącym na koniach, więc na pewno mnie zawsze do tego ciągnęło i jest to coś naturalnego, to są moje prawdziwe korzenie, moje prawdziwe ja. Już 10 lat temu zaczęłam obserwować ten dom. Mam taką dziwną pasję (śmiech), że lubię oglądać nieruchomości, nawet kiedy nie mam nic na koncie. I tak właśnie się stało. Siedząc na kanapie w moim mieszkaniu w Wilanowie, oglądałam ogłoszenia i bardzo mi się spodobała ta nieruchomość. Pomyślałam, że fajnie by było mieć swój dom i swój ogród gdzieś na wsi, niedaleko Warszawy. Zaczęło mnie już męczyć życie w mieście. Nigdy nie byłam zafascynowana światem show-biznesu, nie jestem osobą, która odpoczywa w mieście czy lubi spędzać czas w klubach. Zawsze uciekałam do natury. Umówiłam się z właścicielką na obejrzenie domu.

– Czy była to miłość od pierwszego wejrzenia? 

Szczerze mówiąc, o mały włos, a bym tam nie dojechała. Nie sprawdziłam wcześniej lokalizacji. Jechałam autem za właścicielką. Jedziemy, i jedziemy przez pola, przez lasy i dalej przez pola, i końca nie widać. Ja już mam w głowie myśli: Kurde, w życiu nic tu nie kupię, bo to jest koniec świata i ja nawet w weekendy nie będę tu dojeżdżać, to bez sensu… Ale głupio mi było wobec tej pani, więc postanowiłam, że już dojadę, obejrzę i wrócę szybko do Warszawy. 

Czytaj też: TYLKO W VIVIE! Po głośnej aferze mówi wprost o „pobojowisku”. Joanna Jabłczyńska: „Jestem przeczołgana psychicznie”

– Czyli znowu ta grzeczna dziewczynka się odezwała?       

Tak. Ale w końcu dojechałam na miejsce i przepadłam! I sorry, ale odniosę się tu do tej Judyty z „Nigdy w życiu!”, bo naprawdę powtórzyłam tę scenę z filmu, kiedy ona szła i mówiła, że się nie nadaje do życia na wsi, że tu są komary i że masakra.

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.
Fot. Marek Straszewski /

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.

– Jak tak Ciebie słucham, to chciałam właśnie powiedzieć, że przypomina mi to scenariusz pewnego filmu.

Ale naprawdę tak było. Ja po prostu jadąc tym samochodem, mówiłam do siebie, że na bank nic tutaj nie kupię, bo to jest koniec świata, choćby nawet za pół darmo dawali mi tu pałac. I nagle stanęłam i mówię: „Kurde, nie wiem jak, ale muszę to kupić!”. I zakochałam się w brzozach, które są na podwórku, w stodole, w takich rzeczach, w których, tak myślę, że większość ludzi się nie zakochuje. 

– Ale początkowo spędzałaś tu tylko weekendy? 

Tak, jednak z czasem te weekendy stawały się coraz dłuższe. W poniedziałki i wtorki pracowałam intensywnie w Warszawie, robiłam wszystko od rana do nocy, a już we środę byłam nerwowa, żeby jak najwcześniej zakończyć obowiązki i wyjechać na wieś. Te weekendy zaczęły być tak naprawdę od środy do niedzieli i coraz bardziej tutaj uciekałam. Kupiłam ten dom we wrześniu, a na święta zaprosiłam rodzinę i dopiero im się przyznałam. Kiedy moja mama przyjechała, skomentowała: „Jezus Maria, co za głupota! To jest koniec twojego życia towarzyskiego. Koniec twojego życia zawodowego. Ty już kompletnie oszalałaś. Po prostu rzuciło ci się na głowę. No koniec świata! To są wyrzucone pieniądze w błoto, ale w końcu to twoje pieniądze, więc proszę bardzo!”. Moi znajomi też byli przerażeni, mówili mi, że to jest bez sensu, że to głupi pomysł, że to moja durna, romantyczna dusza. Tak naprawdę dopiero pandemia mnie „uratowała” od tego marudzenia, bo odcięła nas wszystkich. Wiem, że dla wielu osób to był bardzo trudny czas, ale nie dla mnie. Trochę przymusowo musiałam pobyć sama ze sobą i posłuchać samej siebie, bez dobrych rad innych. Pandemia pozwoliła mi pobyć tutaj dłużej i zrozumieć, że naprawdę mogę tu normalnie żyć i że jestem tutaj dużo szczęśliwsza. A przecież to jest w tym życiu najważniejsze. Nie chodzi o to, czy wezmę udział w tych pięciu produkcjach, czy będę miała 10 albo więcej pracowników w kancelarii, czy nie zrobię już kariery, nie spełnię oczekiwań innych. W momencie, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, ostatecznie oddałam moje mieszkanie rodzinie ukraińskiej. Wtedy z dnia na dzień, znowu pod wpływem impulsu mojego serca, postanowiłam, że w weekend wyprowadzam się na wieś. Już na stałe. Teraz jestem na etapie sprzedaży mojego warszawskiego mieszkania, więc już ostatecznie zamykam ten etap. 

– Czyli w Warszawie bywasz już tylko gościem? 

Tak, bywam tylko wtedy, kiedy mam pracę, spotkania związane z pracą radcy prawnego lub zdjęcia do serialu „Na Wspólnej”. Ale wracam jak najszybciej, nawet w nocy. Nawet kiedy jestem bardzo zmęczona i wydaje mi się, że już nie mam siły dojechać. Ale kiedy rozejrzę się po tych polach, tu bocian, tu sarna, te przestrzenie, ta zieleń i w nocy przepiękne gwiazdy, których w mieście nie ma… Otwieram okno i wpada świeże, wiejskie powietrze, wtedy od razu odzyskuję siły i cały stres mija. To miejsce mnie przymusowo rozluźnia i spowalnia. W Warszawie, gdzie jest wszystko na pokaz, często trzeba nosić maski i udawać, że twoje życie to pasmo niekończących się sukcesów. Na mojej wsi nie muszę myśleć o stylizacjach. Chodzę bez makijażu, z rozczochranymi włosami, w dresach. Nareszcie mam ten luz i spokój po 30 latach bycia ocenianą za wszystko.

TYLKO W VIVIE!: Przez „Na Wspólnej” Joanna Jabłczyńska odrzucała inne propozycje. Dziś mówi, czy żałuje

Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 8 października.

Wywiad: Ewa Wojciechowska 

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.
Fot. Marek Straszewski /

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.

Okładka VIVA! 19/2026
Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters