Przez lata Warszawa była naturalnym centrum jej życia zawodowego i prywatnego. Z czasem Joanna Jabłczyńska zaczęła jednak coraz częściej wybierać ciszę, naturę i własny rytm. Dom położony 100 km za stolicą miał być początkowo miejscem na weekendy, a stał się jej codziennością. Dziś aktorka nie ukrywa, że ta decyzja zmieniła jej życie znacznie bardziej, niż mogła przypuszczać.

WIDEO

player placeholder

Joanna Jabłczyńska mówi wprost: „Ta wieś mnie pod wieloma względami uratowała”

Joanna Jabłczyńska przez lata była związana z Warszawą. Sama podkreśla, że jest rodowitą warszawianką, a jej praca przez długi czas była związana przede wszystkim ze stolicą. Wydawało jej się też, że właśnie taki sposób życia jej odpowiada — szybkie tempo, miejski rytm i codzienne funkcjonowanie w dużym mieście.

Z czasem okazało się jednak, że potrzebuje czegoś zupełnie innego.

Zobacz także:

„Myślę, że ta wieś mnie pod wieloma względami uratowała”, wyznała w wywiadzie z Filipem Borowiakiem dla kanału LUSTRA..

To zdanie dobrze pokazuje, jak ważna stała się dla niej nieruchomość położona poza Warszawą. Jabłczyńska nie opisuje jej wyłącznie jako domu czy miejsca odpoczynku. Mówi o niej jak o przestrzeni, z którą wiąże spokój i poczucie, że znalazła swoje miejsce.

„I myślę i w ogóle każdemu życzę, jeżeli ma taką potrzebę w ogóle znaleźć takie miejsce na ziemi jak ja, które może podpisać wielką literą D w nazwie dom” — mówiła.

W materiale przygotowanym przez Blum Polska przyznała z kolei, że dziś znacznie mniej ciągnie ją do miejskiego życia. „Tak szczerze, to w Warszawie bywam tylko wtedy, kiedy muszę”.

Jeszcze kilka lat wcześniej była przekonana, że lubi życie w stolicy.

„Zawsze lubiłam naturę, w ogóle byłam harcerką przez lata i wyprowadziłabym się na wieś już dużo wcześniej, gdyby nie to, że jednak moja praca jest głównie w Warszawie i wydawało mi się, że lubię ten pęd. O, jak bardzo się myliłam. Teraz cenię sobie święty spokój”, mówiła w materiale Blum Polska.

Później dodała jeszcze: „Okazało się, że mój organizm zupełnie czegoś innego potrzebuje”.

Joanna Jabłczyńska
Jacek Kurnikowski/AKPA /

Joanna Jabłczyńska

Długo oglądała dom w internecie. Potem zobaczyła brzozy i wiedziała: „To tu!”

Droga do zamieszkania na wsi nie zaczęła się jednak od wielkiego planu przeprowadzki. Joanna Jabłczyńska po prostu lubiła oglądać nieruchomości. Jak sama opowiadała, była to jej szczególna pasja.

Kiedy natrafiła na konkretny dom, długo przyglądała mu się w internecie. Nie zdecydowała się jednak od razu na oględziny.

„Długo oglądałam ten dom w internecie i zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, ale zwlekałam z przyjazdem tutaj”.

Kiedy w końcu ruszyła w drogę, zaczęła mieć wątpliwości. „Jechałam tu w nieskończoność i mówię nie, nie, to będzie głupota”.

Wszystko zmieniło się dopiero na miejscu.

„Ale jak zobaczyłam to miejsce, to mówię sobie kurczę, to jest tu! Te brzozy, ten stuletni dom, z którego poprzednia właścicielka zdjęła tynk i zostawiła takie stare, no dla mnie super urocze cegły”, opowiadała w materiale Blum Polska.

W rozmowie z Filipem Borowiakiem wspominała ten moment podobnie: „I stanęłam tam, zobaczyłam te stodoły i zobaczyłam brzozy i i całe to miejsce”.

Choć sama mówiła, że zakup był „kompletnym szaleństwem”, wiedziała, że właśnie ta nieruchomość ma być jej.

Kupno nie było proste. Joanna Jabłczyńska zajmowała się formalnościami przez pół roku

Samo zauroczenie miejscem nie oznaczało jednak, że zakup będzie łatwy. Tym bardziej że, jak sama przyznała, początkowo nie było jej na tę nieruchomość stać.

Jabłczyńska opowiadała, że dom znajdował się na działce rolnej, a w tamtym czasie jej sprzedaż wiązała się z konkretnymi ograniczeniami. Sama podkreślała też, że ze względu na powierzchnię działki cała procedura była bardziej skomplikowana.

Wtedy wykorzystała swoje prawnicze doświadczenie zawodowe. Jak wynika z jej relacji, zaproponowała ówczesnej właścicielce, że zajmie się formalnościami związanymi z nieruchomością, ale w zamian oczekiwała niższej ceny. „I jeszcze w ogóle jest za duża powierzchnia tej działki. [...] ja to zrobię, ale pani mi da pełnomocnictwa, ale pani mi to taniej sprzeda” — mówiła.

Obie kobiety doszły do porozumienia. Jabłczyńska przez pół roku zajmowała się między innymi dzieleniem działki i procedurami, które miały umożliwić zakup. Wspominała także o ogłoszeniu skierowanym do rolnika, agencji nieruchomości rolnych oraz Lasach Państwowych.

Ostatecznie formalności udało się doprowadzić do końca, a nieruchomość stała się jej własnością.

Rodzinie powiedziała dopiero na Boże Narodzenie. Reakcja mamy była jednoznaczna

Jabłczyńska nie podzieliła się od razu informacją o zakupie z najbliższymi. Nieruchomość kupiła we wrześniu, natomiast rodzinę zabrała tam dopiero na Boże Narodzenie.

Jej mama początkowo była przekonana, że córka wynajęła jakieś miejsce na święta. Dopiero na miejscu dowiedziała się, że nieruchomość należy do Joanny Jabłczyńskiej.

„Boże, ja nie wiedziałam, że ty aż tak zgłupiałaś”, miała powiedzieć, co aktorka przytoczyła w wywiadzie dla kanału LUSTRA.

Jak relacjonowała Jabłczyńska, jej mama uważała, że zakup jest „totalną głupotą”, a pieniądze zostały wyrzucone w błoto. Problemem miała być przede wszystkim odległość od Warszawy i obawa, że przeprowadzka tak daleko może skomplikować życie zawodowe i prywatne córki.

Sama Jabłczyńska nie żałuje jednak swojej decyzji. W materiale Blum Polska podsumowała ją słowami: „decyzja zakupu tego domu i zamieszkania tutaj to była jedna z moich najlepszych życiowych decyzji”.

Najpierw były weekendy. Z czasem wieś stała się jej codziennością

Początkowo dom nie był miejscem, w którym Joanna Jabłczyńska mieszkała przez cały czas. „Przez jakiś czas traktowałam ten dom jako taki dom weekendowy”.

Na początku jej życie nadal było związane z Warszawą. Przyjeżdżała na wieś na kilka dni, ale stopniowo proporcje zaczęły się zmieniać.

„Mieszkałam w Warszawie, a wyjeżdżałam tu na weekendy, ale dosyć szybko te weekendy były coraz dłuższe a później już było tak, że od środy do poniedziałku tak naprawdę tutaj byłam”.

Ważnym momentem była pandemia. „Wtedy zrozumiałam, że tutaj naprawdę można żyć w pełni i ewentualnie dojeżdżać do Warszawy do pracy”, mówiła w materiale Blum Polska. Kolejna zmiana nastąpiła, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie. „To tak naprawdę z dnia na dzień opróżniłam swoje mieszkanie w Warszawie, żeby udostępnić je rodzinie z Ukrainy jestem już tutaj na stałe”.

Dopiero po latach zauważyła, że zrobiła dokładnie to, co Judyta z „Nigdy w życiu”

Historia domu ma dla Joanny Jabłczyńskiej jeszcze jeden szczególny wymiar. Po latach dostrzegła podobieństwo między własnym życiem a historią znaną z filmu „Nigdy w życiu!”.

„No nie można być bardziej Judytą niż ja”, powiedziała w rozmowie z Filipem Borowiakiem.

Jabłczyńska opisywała scenę, w której filmowa bohaterka początkowo nie była przekonana do oglądanego miejsca, a później nagle zmieniła zdanie.

„I nagle stanęła i nie wiedziała z jakiego powodu jest gotowa wydać wszystkie posiadane pieniądze na to miejsce. I kurczę, wiem o czym była mowa, bo ja dokładnie to samo przeżyłam”.

Sama również określała swoją decyzję jako „poryw serca”. Nieruchomość była daleko, zakup wymagał formalności, a droga na pierwsze oględziny wydawała się jej zbyt długa. Mimo to po zobaczeniu brzóz, stodół i domu nie chciała już rezygnować.

Danuta Stenka
Niemiec/AKPA /

Danuta Stenka 

Źródła: Wywiad z Joanną Jabłczyńską przeprowadzony przez Filipa Borowiaka dla kanału LUSTRA, materiał wideo z udziałem Joanny Jabłczyńskiej opublikowany na kanale Blum Polska, Plejada, Pudelek